„Miłosierdzie dżungli” – rzecz o drugiej wojnie kongijskiej

Druga wojna kongijska nie jest wydarzeniem zbyt znanym, choć w konflikcie tym brało udział pół Afryki (fot. Spencer Platt/Getty Images)

Druga wojna kongijska nie jest wydarzeniem zbyt znanym, choć w konflikcie tym brało udział pół Afryki, a pośrednio również niektóre wielkie europejskie koncerny. Zginęło w nim około 5 mln ludzi. Również kino nie interesowało się dotychczas tą tragiczną i wstydliwą kartą w historii ludzkości. Choćby z tego powodu warto zatem zwrócić uwagę na film „Miłosierdzie dżungli”.

Syria, Pakistan i Somalia największym zagrożeniem dla pokoju

Syria, Pakistan i Somalia znalazły się na czele rankingu zagrożenia dla pokoju na świecie, przygotowanego przez Parlament Europejski. Stosunkowo...

zobacz więcej

Nie ma bohaterów

„Trwa najbardziej krwawa w ostatnim 25-leciu wojna, bezlitosne walki prowadzą ukryte w jednej z najdzikszych dżungli świata bojówki i regularne wojska. Żołnierze i rebelianci walczą o surowce mineralne. Prawdziwą ofiarą tego absurdalnego konfliktu jest ludność cywilna, wciągnięta w niego siłą”.

Tych kilka zdań pada we wprowadzeniu do zrealizowanego w zeszłym roku filmu rwandyjskiego reżysera Joela Karekezi „Miłosierdzie dżungli”. Akcja belgijsko-francuskiej koprodukcji ma miejsce w 1998 r. w prowincji Kiwu w zachodniej części Demokratycznej Republiki Konga, tuż przy granicy z Rwandą (później również w sąsiedniej prowincji Kasai).

Jest to drugi film Karekeziego, który w rwandyjskim ludobójstwie stracił ojca. I choć pierwszoplanowymi postaciami (wolałbym unikać słowa bohater, gdyż w przypadku tego filmu jest ono wyjątkowo nie na miejscu) są dwaj rwandyjscy żołnierze, to Karekezi nie uprawia propagandy i nie powiela dominującej powszechnie narracji o dobrych Tutsich i złych Hutu.

Celem filmu jest pokazanie absurdalności kongijskiego konfliktu, w którym nie mogło być bohaterów i tych „dobrych”. Bo na czym miałoby polegać czyjekolwiek bohaterstwo w bitwie rwandyjskich żołnierzy z koalicją żołnierzy z Zimbabwe, Angoli i Konga o znajdującą się w prowincji Kasai górę, na której jest kopalnia diamentów? Zimbabwe od Rwandy oddziela ponad 1,5 tys. km i dla mieszkańców tych krajów rezultat tej bitwy (i większości innych bitew tej wojny) nie miał najmniejszego znaczenia i żadnej racjonalnej czy nawet irracjonalnej (np. nienawiści do takiej czy innej grupy ludności) przyczyny. Poza chciwością garstki ludzi.

W pogoni za Hutu i surowcami

Geneza kongijskiego konfliktu związana jest ściśle z wydarzeniem znacznie bardziej znanym tj. ludobójstwem jakie miało miejsce w Rwandzie w 1994 r. Rządzący wówczas tym krajem Hutu przystąpili do systematycznego mordowania członków plemienia Tutsi. Ostatecznie jednak Rwanda została zajęta przez rebeliantów Tutsi z Rwandyjskiego Frontu Patriotycznego pod dowództwem Paula Kagame, który jest do dziś prezydentem Rwandy.

W Demokratycznej Republice Konga głoduje ponad 13 mln ludzi

Ponad 13 mln mieszkańców Demokratycznej Republiki Konga cierpi głód. Dzieje się tak z powodu zbrojnych konfliktów w środkowej i wschodniej części...

zobacz więcej

Wspierający Hutu Francuzi, w ramach Operacji Turkus, pomogli wówczas bojówkom Hutu o nazwie Interahamwe wycofać się do sąsiedniego Zairu (ówczesna nazwa Demokratycznej Republiki Kongo). Doprowadziło to do stosunkowo krótkiej (trwającej pół roku) I wojny kongijskiej, w której wspierani przez Rwandę, Ugandę i Burundi rebelianci kongijscy Laurenta Kabili obalili faworyzującego Hutu dyktatora Zairu Mobutu Sese Seko.

Szybko jednak w zwycięskim obozie doszło do konfliktu. Rwandyjczycy zaczęli się panoszyć w Kongo, dążąc do zajęcia bogatych w surowce terenów. Kabila postanowił się więc pozbyć dotychczasowych sojuszników, ściągając pomoc z innych krajów afrykańskich (w zamian za obietnicę oddania im kontroli różnych kopalni), w szczególności Angoli, Czadu i Zimbabwe. W ten sposób w sierpniu 1998 r. wybuchła II wojna kongijska, zwana też czasem Światową Wojną Afrykańską, która trwała już znacznie dłużej i pochłonęła miliony ofiar.

W ten lub inny sposób zaangażowanych w niego było dziewięć krajów afrykańskich, pośrednio również Francja, a także wielkie koncerny europejskie czerpiące zyski z handlu z różnymi grupami kontrolującymi kopalnie. Zrealizowany w 2010 r. dokument pt. „Krew w twoim telefonie” pokazuje np. powiązania fińskiej Nokii z II wojną kongijską, w związku z wykorzystywaniem wydobywanego w Kiwu koltanu (kolumbitu-tantalitu).

W wojnie tej brało udział też kilkanaście rebelianckich i plemiennych ugrupowań z Rwandy, Ugandy, Burundi, Sudanu i samego Kongo. Niektóre z nich do dziś kryją się w kongijskiej dżungli, zwłaszcza w prowincji Kiwu.

Zamiast zbrodniarzy ginęły kobiety i dzieci

Narracja filmu mogłaby brzmieć tak: bohaterski sierżant Xavier, doświadczony weteran walk Rwandyjskiego Frontu Patriotycznego ze zbrodniczym reżimem Hutu, ściga winnych ludobójstwa, którzy ukryli się w sąsiednim Kongo. Towarzyszy mu szeregowy Faustin, rolnik, który wstąpił do wojska, wierząc w słuszność misji rwandyjskiej armii i jest zapatrzony w Xaviera jako wojennego bohatera. Ale brzmi zupełnie inaczej, prawdziwiej.

Były kongijski wiceprezydent skazany za zbrodnie wojenne

Na 18 lat pozbawienia wolności został skazany za zbrodnie wojenne i przemoc seksualną były wiceprezydent Demokratycznej Republiki Konga...

zobacz więcej

Fabuła, której oczywiście zdradzać nie chcę, jest zresztą bardzo prosta, co może wywoływać zawód u wielu widzów. Przesłanie filmu kryje się jednak w epizodach, symbolicznych scenach i dialogach (których zresztą też nie jest zbyt wiele). Już otwierająca film scena (prolog), która zarazem okazuje się być uciętym zakończeniem, stanowi swoisty kontrast do zajmującej większość czasu tego filmu wędrówki dwóch żołnierzy przez dżunglę. Dżungla, choć dzika, może okazać miłosierdzie, ale człowiek jest znacznie bardziej dziki.

Później jest scena potyczki: rebeliant zabija rwandyjskiego żołnierza, a sierżant Xavier – owego rebelianta, który okazuje się dzieckiem. Nikogo to jednak nie interesuje (poza Xavierem, w którym coś zaczyna przebijać się do sumienia), gdyż jak mówi dowódca, ów dzieciak „wybrał złą stronę”.

Pomijając fakt, że w tej wojnie dobrych stron nie było, to dzieci ich sobie same nie wybierały. Przeważnie wcielane były do różnych ugrupowań zbrojnych siłą i terrorem tresowane na maszynki do zabijania.

Absurd kongijskiej wojny

O ile to, co się działo w Rwandzie w 1994 r., można mimo wszystko zrozumieć, gdyż nienawiść plemienna/etniczna/religijna prowadząca do zbrodni nie jest czymś wyjątkowym w historii naszego ludzkiego gatunku, to wojna w Kongo była inna. Co prawda teoretycznie była ona przedłużeniem wojny w Rwandzie, ale konflikt kongijskich Tutsi, zwanych Banyamulenge, z nowymi przybyszami Hutu miał większe znaczenie w I wojnie kongijskiej, a w drugiej zszedł na drugi plan.

„Ścigający zbrodniarzy” żołnierze rwandyjscy zabijali głównie kobiety i dzieci, a bez względu na wynik bitwy o diamentową górę w Kasai rwandyjski żołnierz dostawał nędzny żołd. A przecież różnica między Rwandyjczykami i Kongijczykami jest praktycznie żadna, co zostało również pokazane w kilku scenach.

Przez piekło wojny w Afryce do dyplomu wyższej uczelni. Reklama uniwersytetu jak reportaż

Urodził się w Sudanie Południowym, by w wieku sześciu lat stać się „dzieckiem wojny”. Dzięki pomocy ONZ trafił do Australii, gdzie dostał się na...

zobacz więcej

Ludność miejscowa, pomijając niektóre odpryskowe konflikty plemienne, takie jak wojna plemion Lendu i Hema w Ituri, w zasadzie pozostawała obojętna wobec konfliktu, w którym nie miała żadnego interesu, poza ochroną własnego życia. Faustin, by uczestniczyć w tym krwawym spektaklu, porzucił pracę na roli (gdzie, jak twierdzi, byłby bogaty) i zostawił w domu ciężarną żonę. I po co? Wędrówka przez dżunglę przynosi mu jednak oświecenie i na tym też polega jej miłosierdzie.

Wielkim atutem filmu są również przepiękne zdjęcia. Nie był on jednak kręcony w Kongo, lecz w sąsiedniej Ugandzie. Miałem okazję przebywać w Kiwu w 2010 r. i jest to naprawdę magiczne miejsce, z wielkimi, dymiącymi wulkanami górującymi nad potężnym jeziorem, wędrującymi po nich gorylami i gęstą, dziewiczą dżunglą, przeciętą nielicznymi, nieutwardzonymi drogami, po których poruszają się czukudu, drewniane rowero-hulajnogi towarowe, efekt myśli technicznej tutejszych mieszkańców.

Bez sprawiedliwości

II wojna kongijska oficjalnie została zakończona w lipcu 2003 r., choć Rwandyjczycy jeszcze długo dalej robili sporadyczne wypady zbrojne na terytorium Konga pod pretekstem ścigania zbrodniarzy. W dżungli natomiast wciąż kryją się rebelianci z sąsiednich państw, w tym drugie pokolenie Interahamwe, ludzie którzy w Rwandzie nigdy nie byli więc nie odpowiadają za ludobójstwo, ale wrócić do ojczyzny swoich ojców i tak nie mogą.

Nikt tej wojny nie wygrał i nikt nie przegrał. Syn zabitego w styczniu 2001 r. Laurenta Kabili Joseph pozostał prezydentem do stycznia 2019 r. Na mocy porozumienia pokojowego przywódca polityczny jednego z głównych ugrupowań rebelianckich, wspieranego przez Ugandę Ruchu na rzecz Wyzwolenia Konga, Jean-Pierre Bemba został wiceprezydentem, a w 2008 r. został aresztowany przez Międzynarodowy Trybunał Karny, osadzony na 10 lat w areszcie, a następnie uniewinniony (oskarżenie nie dotyczyło zresztą wojny w Kongo).

Międzynarodowy Trybunał Karny postawił zarzuty jeszcze sześciu innym Kongijczykom ale jeden pozostaje na wolności, a w dwóch przypadkach zarzuty zostały oddalone lub oskarżonego uniewinniono. Skazani zostali jedynie Thomas Lubanga (na 14 lat) i Germain Katanga (12 lat), liderzy milicji plemiennych odpowiednio ludu Hema i Lendu w odpryskowym konflikcie w Ituri. Wciąż toczy się też proces jednego z najbardziej osławionych prorwandyjskich dowódców (chodzi oczywiście o złą sławę) Bosco „Terminatora” Ntagandy.

Kluczowa postać sił prorwandyjskich w Kongo Laurent Nkunda został jednak odizolowany przez rwandyjskie wojsko, by nie mógł zbyt wiele powiedzieć. Również przywódcy innych państw afrykańskich, które tak ochoczo włączyły się w wojnę kongijską, nie ponieśli odpowiedzialności. To samo zresztą dotyczy czerpiących z niej zyski i zasilających funduszami Europejczyków.

źródło:
Zobacz więcej