Niemcy obawiają się amerykańskich sankcji wobec Nord Stream 2. Grożą USA pogorszeniem relacji z UE

Kreml chce dzięki NS2 utrzymać swoją pozycję hegemona energetycznego w Europie (fot. Axel Schmidt/Getty Images)

Na europejskich sojuszników Gazpromu uczestniczących w budowie Nord Stream 2 padł blady strach. Obawiają się oni sankcji, które na ten projekt mogą nałożyć USA. Niemieckie zrzeszenie gospodarcze promujące handel ze Wschodem już grozi Waszyngtonowi, że doprowadzi to do pogorszenia relacji nie tylko z Berlinem, ale z całą Unią Europejską. Tak jakby NS2 cieszył się szerokim poparciem wszystkich członków wspólnoty.

USA zatrzymają Nord Stream 2? Trump może ogłosić w Warszawie nowe sankcje

Nad gazowymi projektami Rosji zbierają się czarne chmury. Nie dość, że opóźnia się realizacja dwóch gazociągów omijających Ukrainę: Nord Stream 2 i...

zobacz więcej

Szef wpływowej, tradycyjnie prorosyjskiej Komisji Niemieckiej Gospodarki ds. Wschodu (Ost-Ausschuss) Wolfgang Buechele przekonuje w rozmowie z agencją dpa, że propozycje amerykańskich sankcji na firmy budujące Nord Stream 2 dotkną przede wszystkim przedsiębiorstwa z Niemiec, Francji, Włoch, Austrii, Holandii i Szwajcarii. – Uczynią europejską politykę energetyczną zabawką w rękach Ameryki – przekonywał Buechele.

Jego zdaniem, jeśli Waszyngton zdecyduje się na zastosowanie restrykcji, to doprowadzą one do rozłamu w relacjach między UE a USA, co zaszkodzi obu stronom. – Dlatego staramy się wciąż, by w Stanach Zjednoczonych zwyciężyły głosy, które opowiadają się za bliską współpracą transatlantycką i przeciwko sankcjom wobec europejskich firm – podkreślił szef Ost-Ausschuss.

Przekonywał przy tym, że „europejskie kwestie energetyczne są tylko i wyłącznie sprawą Europejczyków”. – W Europie potrzebujemy wszystkich opcji, żeby zmierzyć się z wyzwaniami, jakie stawiają przed nami zmiany klimatu i wyjście z energetyki jądrowej i węglowej – zaznaczył przewodniczący Ost-Ausschussu.

W swojej wypowiedzi Wolfgang Buechele pokazuje, że kompletnie nie bierze pod uwagę zarzutów, jakie Polska i inne kraje przede wszystkim Europy Środkowo-Wschodniej formułują pod adresem tego projektu. A jest on przecież krytykowany przez wiele krajów unijnych i nawet przez Komisję Europejską, a także przez niektórych polityków niemieckiej chadecji, partię Zielonych i część mediów.

Nie dość, że NS2 omija Ukrainę, co osłabia pozycję tego kraju względem Moskwy, to jeszcze wzmacnia pozycję Kremla jako dystrybutora gazu w Europie. Rosyjskie władze zaś wielokrotnie udowodniły, że stosują dostawy energii jako formę szantażu wobec mniejszych krajów.

Trump o Nord Stream 2: Niemcy stają się zakładnikiem Rosji, jeżeli coś złego się wydarzy

Niemcy stawiają się w bardzo słabej pozycji, nawet 70 proc. energii dostarczanych jest z Rosji; Niemcy stają się zakładnikiem Rosji, jeżeli...

zobacz więcej

Co więcej, istnieje duże niebezpieczeństwo, że gdy Moskwie uda się zrealizować oba projekty: NS2 i Turkish Stream, to nie tylko zakręcą Ukrainie kurek z gazem, ale również doprowadzą do rozszerzenia konfliktu, który wywołały w tym kraju. Przed takim scenariuszem ostrzegał m.in. uznany komentator ukraiński Witalij Portnikow, który ocenia, że może wtedy dojść do wojny na większą skalę z Rosją.

Podkreśla przy tym, że dostawy przez system ukraiński to jeden z niewielu pozostałych czynników hamujących konfrontację. Powodowało to, że Moskwa powstrzymywała się od operacji wojskowych na dużą skalę na terytorium Ukrainy.

Oczywiście, Niemcy nie muszą się obawiać, że Rosja zakręci im kurek z gazem. Wprost przeciwnie, płacą za niego o wiele niższą cenę, niż tę, jaką Moskwa podyktowała swojego czasu choćby Warszawie i mają zamiar sami zarabiać na redystrybucji tego surowca do innych państw. Nie oznacza to jednak, że powinni wykorzystywać unijne instytucje do realizowania swojej polityki. Grożenie Waszyngtonowi w kontekście ewentualnego nałożenia sankcji na NS2 pogorszeniem relacji na linii USA – UE, jest tego kolejnym przykładem.

Decyzja komisji spraw zagranicznych Senatu USA, o przegłosowaniu projekt ustawy – „Ochrona Bezpieczeństwa Energetycznego Europy” – pozwalającej na nałożenie sankcji na podmioty zaangażowane w budowę gazociągu Nord Stream 2, to pierwszy krok do jej wprowadzenia w życie. Teraz czeka ona na przyjęcie przez Senat, Izbę Reprezentantów, a na końcu musi zostać podpisana przez prezydenta. Istnieje prawdopodobieństwo, że do ogłoszenia restrykcji na NS2 dojdzie podczas wizyty Donalda Trumpa w Polsce, przy okazji obchodów 80. rocznicy wybuchu II wojny światowej.

Co więcej, Niemcy mogą się również obawiać o to, czy sankcje nie wystraszą firm uczestniczących w budowie NS2 z innych krajów. Portal Politico zapytał prezesa holendersko-brytyjskiego Shella czy podporządkowałby się ewentualnym karom wobec NS2, na co ten odpowiedział, że „przestrzeganie prawa to obowiązek”. Stojący na czele spółki Ben van Beurden tłumaczył, że jeśli „jakiś kraj” sprawi, że uczestniczenie w tym projekcie będzie nielegalne, to wówczas nie będzie miał wyboru i podporządkuje się sankcjom.

Ursula von der Leyen: Nord Stream 2 to projekt zarówno biznesowy, jak i polityczny

Patrząc z perspektywy Unii Europejskiej należy uwzględnić interesy wschodnich sąsiadów oraz zdywersyfikować źródła dostaw energii – oceniła nowo...

zobacz więcej

O tym, że Amerykanie potrafią dbać o to, by ich restrykcje były stosowane, pokazują przykłady Iranu czy Korei Północnej. Ostatnie wprowadzenie nowych, bardzo surowych sankcji na Wenezuelę może w końcu doprowadzić do upadku reżim Nicolasa Maduro.

Rosjanie bardzo obawiają się zarówno konkurencji amerykańskiego LNG w Europie, jak i dywersyfikacyjnych projektów Polski, które aktywizują cały region Trójmorza. Budowa i rozbudowa terminala dla dostaw gazu skroplonego w Świnoujściu, jak i projekt gazociągu Baltic Pipe, to przykłady wybijania się naszego kraju na energetyczną suwerenność. Daje to też krajom z regionu możliwość korzystania z innych niż rosyjskie dostaw energii.

Polityka ta jest mocno popierana przez USA, które dążą do osłabienia rosyjskiego monopolu energetycznego w Europie. Jeśli Amerykanie zdecydują się na wprowadzenie sankcji na NS2, to może się to okazać zabójcze dla tego projektu. Na razie jest on skutecznie hamowany przez współpracującą z Polską przy budowie Baltic Pipe Danię, ale determinacja Moskwy i Kremla są na tyle silne, że odważna postawa Kopenhagi może się okazać niewystarczająca.

Petar Petrović

Autor jest dziennikarzem Polskiego Radia.

źródło:
Zobacz więcej