Raport

#FabrykahejtuPO

Faszyzm, wszędzie faszyzm. Za to postkomuna spoko

Przewodniczący SLD Włodzimierz Czarzasty oraz współzałożyciel i członek Zarządu Krajowego partii Razem Adrian Zandberg w Warszawie podczas konferencji prasowej nt. startu w wyborach parlamentalnych (fot. PAP/Marcin Obara)

Polsce i Polakom olbrzymie krzywdy w XX wieku wyrządził narodowy socjalizm i sowietyzm, wraz z lokalną odmianą tego ostatniego, znaną jako PRL. Ale środowiska lewicowo-liberalne wolą gadać o faszyzmie.

Były zastępca Gronkiewicz-Waltz w sztabie wyborczym Lewicy

W sztabie Komitetu Wyborczego Lewica znajdzie się były wiceprezydent Warszawy, zastępca Hanny Gronkiewicz-Waltz Jacek Wojciechowicz. Polityk został...

zobacz więcej

Na lewicy wszystko wraca w stare koleiny – postkomuniści z Sojuszu Lewicy Demokratycznej, spadkobiercy Zygmunta Berlinga i mnóstwa innych, którzy dla Stalina zdradzili II Rzeczpospolitą, a następnie przetrzebili, wypędzili na emigrację albo skorumpowali polskie elity, znów nadają ton. Zwasalizowane Razem robi dobrą minę do bardzo już złej gry.

Z kolei Robert Biedroń, właściciel okolicznościowego szyldu pod nazwą Wiosna, z dumą ogłosił, że lewicowy komitet wyborczy zasili nie kto inny jak Jacek Wojciechowicz, usunięty z urzędu przez Hannę Gronkiewicz-Waltz za sprawy związane z warszawską reprywatyzacją. Usunięty zresztą pod naciskiem opinii publicznej i w znacznej mierze dzięki działalności Jana Śpiewaka, który teraz nie kryje oburzenia postępowaniem tzw. Lewicy, czyli wyborczej inicjatywy SLD, Wiosny i Razem.

Jak widać, lewica wraca w stare koleiny, które tu i ówdzie określa się mianem lewizny. Kieszonkowa „real politik” to w tym momencie jedyna szansa dla zbiorowiska postkomunistów i tęczowych oraz resztki naiwnego socjalnego elektoratu, żeby zrobić te pięć procent w wyborach. Już bez żadnych złudzeń, że chodzi o coś więcej niż przetrwanie – bo program i wrażliwość społeczną zastąpił patos tęczowej rewolucji i pan Wojciechowicz.

Śpiewak o uczestnikach marszu równości i kontrmanifestantach: Różnica niemal antropologiczna

– To są karki, inne budowy ciała. Po drugiej stronie są twarze, powiedziałbym no takie, młodych, ładnych ludzi, głównie młodych ładnych ludzi. Ta...

zobacz więcej

Środowiska lewicowo-liberalne uwielbiają straszyć Polaków panoszącym się ponoć wokół faszyzmem. Gdy poczytać nie tylko profile społecznościowe tej opcji, ale także publicystykę, widać narastający histeryczny ton.

Zapewne przedwyborczy okres sprzyja mówieniu na wysokim diapazonie. Ale dostrzec też w tym można intelektualną i polityczną bezradność. Niemożność lewicy, której niemal nikt nie chce. I której nie wybierają polskie rodziny, prowincjusze zarabiający medianę i dominantę, pracujący ubodzy, zapracowani czterdziestolatkowie z kredytami, ludzie, którzy mają świadomość, że w usługach publicznych jest u nas jednak wciąż co poprawiać.

Niemal cała krytyka rzeczywistości po czterech latach rządów PiS w środowiskach lewicowo-liberalnych raptem przechodzi gwałtowny intelektualny uwiąd. Gdy czytam mailowe agitki Akcji Demokracji, pisane zresztą między innymi przez dawnych polityków Razem, zastanawiam się, czy w tym środowisku ktoś sobie w ogóle zdaje sprawę, że wiecznym gadaniem o faszyzmie przekonuje już tylko najbardziej przekonanych.

Ale niewykluczone, że wszystkim środowiskom opozycji jest to na rękę: lewica niemal wyłącznie zabezpiecza lewą flankę liberałów. Mówiąc ichnim żargonem: powodują to przede wszystkim klasowo-środowiskowe interesy tego towarzystwa. Pilnowanie interesów liberałów to jedyne polityczne znaczenie lewicy. Wszyscy tam się mocno dyscyplinują nawzajem, żeby odstręczyć potencjalnych lewicowych wyborców od PiS. Choć zdecydowanie się to jednak nie udaje, poza typowymi lewicowymi banieczkami.

Pomnik gen. Berlinga w Warszawie przewrócony

W związku z przewróceniem pomnika gen. Zygmunta Berlinga zatrzymano wczoraj na miejscu jednego mężczyznę; po wykonaniu stosownych czynności w...

zobacz więcej

Jest jeszcze rys historyczny, tożsamościowy. Oto Monika Jaruzelska już płacze nad obalonym w Warszawie pomnikiem Zygmunta Berlinga. O ile nie ma sensu mówić źle o szeregowych żółnierzach ludowego Wojska Polskiego (często ta armia była dla nich jedyną szansą na ucieczkę do ojczyzny z piekła sowieckich obozów koncentracyjnych), o tyle elita PRL to byli ludzie bardzo świadomie współpracujący ze Stalinem i Sowietami w kwestiach ponownej wasalizacji Polski przez Moskwę.

Berling, nad którym płacze Jaruzelska, był współpracownikiem NKWD, dezerterem z Wojska Polskiego, został zdegradowany i wydalony ze zmierzającej do Iranu armii przez generała Władysława Andersa. Miał też wyrok Sądu Polowego Wojska Polskiego - zaoczna kara śmierci i utrata praw publicznych na zawsze. Ten sam Berling, którego pomnik zdobił do niedawna prawobrzeżną Warszawę, nazywał dowództwo Armii Krajowej „faszystami pozostającymi na żołdzie hitlerowców”.

Takich to idoli ma lewica w Polsce. Broni ich nie tylko ustami córki Ślepowrona. I taka lewica znów idzie razem pod wspólnym szyldem – choć jeszcze niedawno Zandberg et consortes odżegnywali się jak mogli od postkomunizmu i chętnie przypominali tradycje lewicy niepodległościowej.

Zandberg: Startujemy jako KW Lewica, bazą organizacyjną startu – SLD

W zbliżających się wyborach do parlamentu wystartujemy jako Komitet Wyborczy Lewica; bazą organizacyjno-prawną tego startu będzie SLD –...

zobacz więcej

Ktoś powie, że Berling to zamierzchła przeszłość. Kłopot w tym, że na sojuszu liberalno-postkomunistycznym zbudowano całą rzeczywistość III RP. Stąd i lewicowość SLD zawsze była więcej niż problematyczna. I to dla wszystkich na lewicy. Wrodzony cynizm tej formacji, towarzący jej od PPR-owskich początków, skutkował nie tylko działanimi Służby Bezpieczeństwa w PRL, nie tylko moskiewską pożyczką Leszka Millera, ale także uwłaszczeniem nomenklatury, budowaniem polskiego biznesu i mediów na postkomunistycznych zrębach, wreszcie pilnowaniem, by żadna inna poza postkomunistyczną lewica w III RP nie wyrosła i nie nabrała znaczenia.

Nic dziwnego, że środowiska lewicowo-liberalne tak chętnie wołają w Polsce o faszyzmie. To ich strategia przetrwania, strategia odwrócenia uwagi od rzeczywistych polskich problemów, związanych choćby z kilkoma dekadami PRL, deformacją elit, programowe fałszowanie polskiej historii, obroną „ludzi honoru” przez autorytety i demiurgów III RP.

Straszenie faszyzmem, metoda wyniesiona jeszcze z sowieckiej szkoły walki ze wszystkim, co wrogie i niebezpieczne dla komunistów, wciąż ma się na lewicy dobrze. Tylko że większość Polek i Polaków po prostu ziewa, gdy słyszy ich gadaninę.

Zobacz więcej