„Rządowy samolot po prostu się należy”. Politycy latali na mecz, do córki, by wyprowadzić psa

Natychmiastowej dymisji marszałka Kuchcińskiego w związku z lotami służbowymi żądają przedstawiciele opozycji. Jednak politycy PO podróżowali na koszt podatnika bez skrępowania – by wyprowadzić psa czy dotrzeć na mecz. Ewa Kopacz publicznie przyznawała, że na koszt Kancelarii Sejmu lata do Gdańska w odwiedziny do córki. Gdy poseł Marek Suski spytał ją, czy zwróci cenę biletów, sam Donald Tusk zwyzywał go od „damskich bokserów”.

Bohater afery taśmowej na listach PO. PiS: Nie mają wyrazistych liderów. Jest łapanka

– Liderem listy jest były minister spraw wewnętrznych odpowiedzialny za kompromitację przy okazji afery taśmowej. Wyszły wtedy informacje, że...

zobacz więcej

Ewa Kopacz (PO) podróżowała na koszt Kancelarii Sejmu do Gdańska do studiującej w tym mieście córki gdy była posłem Sejmu IV Kadencji (2001-05). Przyznała to sama, gdy podczas debaty przedwyborczej w 2005 r. pytanie o cel podróży do Trójmiasta zadał jej Marek Suski (PiS). Oboje kandydowali na kolejną kadencję z pierwszych miejsc swoich list partyjnych w Radomiu.

– Zapytałem, czy zwróci pieniądze do Kancelarii Sejmu, bo mieliśmy przecież uprawnienia, które nam na przeloty pozwalają, ale w ramach wykonywania mandatu – wspominał po latach polityk Prawa i Sprawiedliwości. Reakcją był przyjazd Donalda Tuska do Radomia.

– Tusk w kampanii przyjechał i wyzwał mnie od „damskich bokserów” i pytał jak śmiem pytać Ewę Kopacz o takie rzeczy. Podobno nawet w Kancelarii Sejmu próbowano robić śledztwo, kto mi udostępnił takie informacje, choć przecież te informacje powinny być jawne – mówił Marek Suski.

Gdy po kolejnych wyborach Donald Tusk został premierem, wybrał się z żoną w, jak sam mówił, „podróż życia” do Peru. PR-owcy ówczesnego szefa rządu zapewniali, że jest to wizyta niezwykle istotna dla polskich interesów gospodarczych. Jednak tylko jeden dzień w czasie blisko tygodniowego pobytu w Peru był ściśle roboczy.

Podczas wizyty Tusk został odznaczony orderem Słońca Peru. Wraz z żoną, od dawna interesującą się kulturą prekolumbijską, zwiedzał inkaskie zabytki. Podróż, jak wyliczyli dziennikarze „Wprost”, kosztowała co najmniej 1,6 mln zł.

Blisko 6 mln zł zdaniem redaktorów tego samego tygodnika „wylatał” Tusk tylko w pierwszej z dwóch kadencji PO-PSL (2007-11), podróżując 175 razy z Warszawy do Gdańska i z powrotem. Z kolei „Super Express” doliczył się 90 lotów za 2,5 mln w samym tylko 2011 r.

„Tusk uważa, że wybory są stracone. Nie włączy się w kampanię"

„Już zrezygnował z planów powrotu do polskiej polityki i budowania nowej politycznej siły na bazie Platformy”, „Tusk uważa, że wybory są stracone....

zobacz więcej

– Premier uważa, że rządowy samolot po prostu mu się należy. Dlatego nie ma problemu z tym, żeby kręcić się w tę i z powrotem. A że kocha Trójmiasto, to zawsze będzie chciał do niego uciekać – tłumaczył wówczas swojego pryncypała jeden ze współpracowników, cytowany przez „Newsweeka”.

„Donald Tusk tradycyjnie wypoczywa w Trójmieście. Dzień zapowiada się przyjemnie: premier ma wziąć udział w wielkim meczu TVN »Politycy kontra gwiazdy«. Spotkanie odbędzie się w Warszawie, ale transport nie jest problemem. Przecież szef rządu ma do swojej dyspozycji służbowego embraera. Rano wsiądzie, poleci, zagra i wróci. To nic, że jego podróże z tego weekendu – łącznie z piątkowym wylotem z Warszawy i poniedziałkowym powrotem z Gdańska – będą kosztować tyle, ile nowy Mercedes Klasy C. Premier nie lubi siedzieć w Warszawie. To miasto go męczy” – tłumaczył tygodnik.

Służbowy statek powietrzny nie czekał na płycie lotniska na byłego marszałka Senatu Bogdana Borusewicza. Za to rejsowymi samolotami – na rachunek Kancelarii Senatu – polityk ten pokonał trasę Warszawa-Gdańsk aż 713 razy w ciągu niespełna sześć lat. W ponad 300 przypadkach chodziło o wylot i powrót tego samego dnia.

Lewica zarzuca Koalicji Obywatelskiej oszustwo

Opozycja coraz bardziej skonfliktowana. – Nieładnie jest oszukiwać na starcie. Szkoda – tak w rozmowie z portalem tvp.info lider Wiosny Robert...

zobacz więcej

„Zdarzało się, że marszałek leciał w trakcie posiedzenia Senatu do Gdańska, by... wyprowadzić psa na spacer. Bo akurat nie miał kto tego zrobić. Latał też, żeby po prostu zajrzeć do domu” – miał wyznać informator, na którego powoływał się „Super Express”.

W latach 2014-15 nową jakość korzystania z rządowych samolotów wprowadziła premier Ewa Kopacz, która jako posłanka odwiedzała w Gdańsku swoją córkę. Bywało, że Kopacz jechała do Gdańska czy Świnoujścia pociągiem, ale za szefową rządu leciał służbowy embraer.

Rządową maszynę na lotnisku w Goleniowie zauważył senator (obecnie marszałek Izby Wyższej parlamentu) Stanisław Karczewski. – Samoloty mają to do siebie, że stoją na lotniskach, to, że pan senator widział samolot na lotnisku, nie jest wielkim odkryciem – odpowiadał wówczas doradca premier Kopacz Michał Kamiński.

Dziennikarze „Faktu” wycenili koszt rejsu pustego embraera na 100 tys. zł. Dziennik informował, że w podobnej sytuacji, która miała miejsce jakiś czas wcześniej, po dwóch miesiącach KPRM poinformowała, że „na pokładzie samolotu przebywała załoga samolotu oraz funkcjonariusze BOR”.

źródło:
Zobacz więcej