Kownacki: Chociaż Stany dużo mi dały, do końca będę czuł się Polakiem [WIDEO]

Wyjechał z rodzicami do Stanów Zjednoczonych, kiedy miał 7 lat. Po latach Adam Kownacki przyznaje jednak, że „zgłoszenie w losowaniu o zieloną kartę wysłaliśmy ostatniego dnia”. Zamieszkali w polskiej dzielnicy Greenpoint na Brooklynie. W sobotę polski bokser jednogłośnie wygrał na punkty z Amerykaninem Chrisem Arreolą i zdobył pas IBF Inter-Continental kategorii ciężkiej, który przybliżył go do walki o mistrzostwo świata.

Kownacki pokonał Arreolę. „Chciałem go szybciej skończyć”

Adam Kownacki wygrał w Nowym Jorku jednogłośnie na punkty z Amerykaninem Chrisem Arreolą i zdobył pas IBF Inter-Continental kategorii ciężkiej. Tym...

zobacz więcej

Jak mówi Kownacki, „o sukcesach słyszy każdy”. Przyznaje jednak, że to nie boks był jego pierwszym zajęciem sportowym.

– Najpierw było karate, ale alby były trochę nudne. (…) Później pojechaliśmy do kina i na Astorii była siłownia bokserska – wspomina. Treningi zaczął z kuzynem. – Okazało się, że mam jakiś tam talent i się rozwinęło – dodaje.

– Adam jest wyjątkową i skromną osobą; ciężko pracuje na wszystko co ma. Poza boksem, gdybyście go nie znali, to byście nawet nie powiedzieli, że jest pięściarzem – ocenia trener Kownackiego Keith Trimble. Jak dodaje, Polak „nie puszy się, nie ma przerośniętego ego”; czasem przyjeżdża na mecze córek trenera.

Jak przyznaje Trimble, najważniejsze, że Adam „może przyjąć ciężkie ciosy i takie same wyprowadzić”. – W jego kategorii wagowej to najważniejszy atut. Kiedy się oberwie, trzeba umieć się podnieść i Adam to ma – podkreśla.

Sobotnie zwycięstwo Kownackiego na ringu w Nowym Jorku zdecydowanie przybliżyło go do walki o mistrzostwo świata. Jak mówi Polak, „jeśli jesteś mistrzem świata, wchodzisz do historii. I nikt nie może ci tego odebrać”. – To jest coś większego niż jakiekolwiek pieniądze – dodaje.

Kownacki uważa zresztą, że sytuacja w boksie jest inna, niż w pozostałych dyscyplinach sportu. – Grasz w piłkę nożną, w koszykówkę czy w tenisa i przegrasz, to spoko. Masz kolejne zawody czy mecz. W boksie – jeśli przegrasz – to cała twoja kariera, wszystkie ciężkie treningi idą przez okno. Każdy ma to w nosie, jesteś już jakby nikim – zauważa.

Na co dzień polskiego pięściarza wspiera żona Justyna. Jak jednak przyznaje, pierwsza randka to był „totalny niewypał”. – Adam pierwsze o co mnie zapytał, to czy miałam złamany nos, bo mam krzywy – wspomina ze śmiechem. Dodaje, że początkowo nie wiedziała, że Kownacki zajmuje się boksem, a ksywę „bokser” ma dlatego, że jest taki duży.

Sam pięściarz podkreśla, że choć mieszka w Stanach Zjednoczonych i „kocha ten kraj”, to „czuje się i będzie się czuł do końca Polakiem”.

źródło:
Zobacz więcej