Pląsy opozycji i pisowska nuda

Marek Jakubiak i Piotr Liroy-Marzec nie wystartują razem w wyborach (fot. PAP/Jakub Kamiński)

Bardzo pouczającym zajęciem jest obejrzenie jednym ciągiem wyboru cyklicznych programów publicystycznych z zeszłego miesiąca. Przedstawiciele kilku partii już są w blokach, witają się z koalicjantami, tymczasem okazuje się, że nie należy zbyt szybko mówić „hop”. Szybko zadziałał jedynie Włodzimierz Czarzasty, przy czym wiele osób mówi, że tempo to podyktowała złość na Grzegorza Schetynę. Cóż, tak czy inaczej tylko na lewicy powstała koalicja o w miarę pewnym składzie. Tak przynajmniej mogło się wydawać przez kilka dni. Potem Koalicja Obywatelska ujawniać zaczęła swoich kandydatów.

„Jedynki” PiS. „Klucz jest jasny”

Premier Mateusz Morawiecki otworzy listę wyborczą PiS w Katowicach, bo to duży, bardzo ważny okręg; często mówi się, że kto wygrywa wybory w...

zobacz więcej

Czy sytuacja stanie się jasna w chwili ogłoszenia nazw zarejestrowanych komitetów wyborczych i ujawnienia ich list do parlamentu? Nawet tego, szczerze mówiąc, trudno jest być dziś pewnym, patrząc na to, jak niektórzy się rozpędzili, inni zaś pogubili. „Może byś tak zajął się PiS, zamiast w kółko pisać o opozycji” – ktoś mógłby sobie zażyczyć, co więcej, sam czasem próbuję wyznaczyć sobie taki cel. Problem w tym, że PiS, ze swoimi jedynkami i stabilną koalicją, jest zwyczajnie nudny, co zaś dobre dla chcących spokoju i pewności wyborców, niekoniecznie ułatwia życie komentatorowi. Zwłaszcza takiemu, który (jakie to polskie!) najchętniej zajmuje się cudzymi porażkami i kłopotami.

Prawo i Sprawiedliwość może być ciekawe głównie jako potencjalny cel politycznej wędrówki posłów odchodzących z ruchu Kukiz’15. Nie tak dawno jeszcze pomiędzy klubami funkcjonowała droga dwukierunkowa, mimo, że częściej prowadziła ona od Pawła Kukiza do bliższego PiS, choć niebędącego formalnie częścią koalicji ugrupowania Wolni i Solidarni, to przecież odwrotny kierunek wybrał najmłodszy poseł tej kadencji, Łukasz Rzepecki. Młody polityk, który ma przed sobą przyszłość, za sobą zaś całkiem spore, jak na debiutanta, poparcie wyborców z 2015 roku. Kiedy cztery lata temu młody polityk wchodził do sejmu z list partii Jarosława Kaczyńskiego, Paweł Kukiz wprowadził tam 44 osoby. Dziś przy Kukizie trwa ich już tylko 21, a nie ma żadnej pewności, że przez tych kilka godzin, jakie upłyną między złożeniem, a publikacją tego tekstu, nie rozmyślą się kolejni posłowie.

Jakubiak i Liroy nie pójdą do wyborów z Konfederacją. Chodzi o „brak dobrej woli”

Federacja Marek Jakubiak-Piotr Liroy-Marzec wystartuje w jesiennych wyborach parlamentarnych z własnym przesłaniem – zapowiedzieli liderzy...

zobacz więcej

Przez kilka tygodni wydawało się, że Kukizowcy dogadają się z PSL i wspólnie tworzyć będą Koalicję Polską, centroprawicowy blok, mogący wypełnić przestrzeń między PiS a Platformą i lewicą, zwłaszcza w sytuacji, kiedy zanosiło się jeszcze na wspólną listę PO, SLD, może też Wiosny Roberta Biedronia. Był to niewątpliwie pomysł na zdobycie 8 – 10 proc. głosów, może też na miękkie przeprowadzenie ludowców do jakiejś formy współpracy z kolejnym prawicowym rządem, raczej nieformalnej, niż w ramach koalicji. Nic z tego nie wyszło – oficjalnie z powodu sporu o nazwę, nieoficjalnie, lecz prawdziwie, przez opór dużej części wyborców, pewnie też współpracowników Kukiza. Pomimo, że jak wielokrotnie wskazywałem, ma on potencjał na kierowanie nowym ruchem ludowym, PSL był jednak zbyt długo symbolem wszystkiego, z czym pospolite ruszenie muzyka rockowego chciało cztery lata temu walczyć.

Kilkukrotnie słyszeliśmy o bardzo bliskim porozumieniu z Konfederacją, a swoje specyficzne komunikaty w świat wysyła również Mariusz Max Kolonko, który próbuje stworzyć wrażenie, że jest już z Kukizem dogadany, bo taka opcja wygrała bowiem w internetowej ankiecie, co trudno brać przecież na poważnie. Współpraca z Konfederacją natomiast wydawała się od dawna, jeszcze przed wyborami do PE, czymś bardziej naturalnym, zwłaszcza, że do pewnego momentu był to główny kierunek odpływu posłów Kukiz’15. Tyle że najbardziej rozpoznawalnych byłych współpracowników Pawła Kukiza w Konfederacji też już nie ma, zdaje się, że posłowie Jakubiak i Liroy-Marzec pokłócili się po drodze również między sobą, choć naprawdę trudno za tym wszystkim nadążyć. W Konfederacji został natomiast Janusz Korwin-Mikke, z którym współpracy nie wyobraża sobie nie tylko skonfliktowany z nim szef UPR Bartosz Jóźwiak, lecz i jedna z ważniejszych, bardziej rozpoznawalnych i wciąż wiernych liderowi posłanka Agnieszka Ścigaj.

Sikorski i Tusk przeciwko Schetynie. Popierają start Giertycha z list KO

Radosław Sikorski i Donald Tusk wystąpili przeciwko przewodniczącemu Platformy Obywatelskiej Grzegorzowi Schetynie, który nie znalazł na listach...

zobacz więcej

A więc znów rysuje się potencjalny konflikt. Co jednak interesujące, wszystkie te zawirowania zdają się nie mieć w ogóle przełożenia na sondażowe wyniki partii. Okazuje się, że istnieje wciąż grupa osób, która darzy Pawła Kukiza sympatią tak mocną i zaufaniem tak niezachwianym, że będzie skłonna zagłosować na jego ruch praktycznie w każdym składzie i konfiguracji. Co więcej, grupa ta może wciąż być w stanie wystarczyć na przekroczenie progu wyborczego. I chociaż nie udało się to w przypadku wyborów do Parlamentu Europejskiego, nie możemy jednak zapominać, że wówczas przeciw Kukizowi zagrały dwa czynniki – świeżość oferty silniejszej, niż dziś Konfederacji i słaba forma samego Kukiza podczas debaty telewizyjnej. A przecież wcześniej, zarówno w wyborach prezydenckich, jak parlamentarnych, Kukiz-showman, Kukiz-artysta znakomitymi występami w debatach potrafił bardzo mocno powiększyć sobie sondażowe słupki i przełożyć je na zaskakujący dla wielu wynik wyborczy.

Polskie Stronnictwo Ludowe tymczasem zostało z Koalicją Polską niczym Himilsbach z angielskim. Owszem, za pewną nową jakość można było uznać stworzenie miejsca dla bardziej konserwatywnych polityków Platformy, którzy podążyli szlakiem wytyczonym przez Jana Filipa Libickiego. Z dużej chmury spadł jednak jak na razie niewielki deszcz, zaś nowymi nabytkami w koalicji okazują się być te podmioty, które wcześniej aplikowały do Koalicji Europejskiej, partie i stronnictwa na tyle słabe, że Grzegorz Schetyna mógł pozwolić sobie na ich zignorowanie bez żadnych konsekwencji. Tak więc do ludowców chce przyłączyć się Liga Polskich Rodzin, w kontekście udanych rozmów pojawia się również Stronnictwo Demokratyczne czy, jeszcze bardziej marginalne, Stronnictwo Pracy, a więc siły bez żadnego znaczenia. Charakterystyczna jest tu informacja o możliwym starcie do senatu z ramienia Koalicji Polskiej mecenasa Romana Giertycha, któremu Platforma odmówiła miejsca na swoich listach, co zresztą można potraktować też jako sygnał o słabnącej pozycji Donalda Tuska w macierzystej partii. I choć pojawiło się dementi, blok ludowców zaczyna coraz bardziej przypominać koło poselskie ich dawnego polityka Romana Jagielińskiego, miejsce, gdzie trafić mógł każdy – pod warunkiem, że nie chcieli go już nigdzie indziej.

Iwona Hartwich: Czuję się oszukana przez PO

Liderka ubiegłorocznego protestu osób niepełnosprawnych Iwona Hartwich nie wystartuje w wyborach do Sejmu z listy Koalicji Obywatelskiej. „Cała...

zobacz więcej

I tu dochodzimy do kolejnego problemu, który dotyka mniejsze opozycyjne bloki, choć, jak na razie, zagrożeniem może być przede wszystkim dla lewicy. Grzegorz Schetyna okazał się być bowiem na tyle elastyczny, że zahamował odpływ partyjnych konserwatystów, kilkoro obrażonych zaś ręcznie i bezceremonialnie poprzesuwał na listach. W górę poszła znana z protestu (jak wiemy, bynajmniej nie politycznego!!!) opiekunów niepełnosprawnych Iwona Hartwich. Żeby wywrócić do góry nogami toruńską listę wystarczył jeden wpis działaczki na Facebooku. Z PO pogodziło się jeszcze kilka osób, lecz, co bardziej znaczące, Schetyna nadal kłusuje na lewej stronie sceny politycznej i najwyraźniej planuje podbierać SLD polityków, którzy mają wesprzeć KO w wyborach do sejmu i senatu, zaczynając od Jerzego Wenderlicha i Katarzyny Piekarskiej. Dla tej ostatniej jest to zresztą symboliczny powrót na pozycję początkową. Nie zapominajmy, że wiele lat temu Piekarska w zamian za stołek opuściła dla Leszka Millera Unię Wolności, której działaczem był Schetyna.

Politycy nie takie podkładali sobie świnie i nie takie rzeczy potrafili sobie później wybaczać, tłumacząc to oczywiście troską o Polskę, demokrację i inne sprawy większe, niż urażona duma. Nie zmienia to faktu, że kolejny już miesiąc tworzenia koalicji, polegającego na nieudanych rozmowach, niespełnionych zapowiedziach, na końcu zaś wyciąganiu sobie poszczególnych ludzi z list i spychaniu z nich działaczy, by zrobić miejsce dla osób na gościnnych występach, nie pozostanie bez śladu. Liderzy poszczególnych środowisk stać mogą się dla siebie wrogami numer jeden, nie zyskają też przyjaciół we własnych szeregach. Zaś dla wyborców nieprzekonanych pisowska nuda może w efekcie okazać się jeszcze bardziej atrakcyjna.

źródło:
Zobacz więcej