Wybory 2020

Jak głosować w specjalnym reżimie sanitarnym [PORADNIK]

USA zatrzymają Nord Stream 2? Trump może ogłosić w Warszawie nowe sankcje

Amerykańskie sankcje mogą uderzyć w zachodnioeuropejskich partnerów Gazpromu (fot. arch. PAP/ITAR-TASS/Yegor Aleyev)

Nad gazowymi projektami Rosji zbierają się czarne chmury. Nie dość, że opóźnia się realizacja dwóch gazociągów omijających Ukrainę: Nord Stream 2 i Turkish Stream, to jeszcze rośnie możliwość zastosowanie amerykańskich sankcji wobec pierwszego z nich. Do ogłoszenia restrykcji może dojść podczas wizyty Donalda Trumpa w Polsce przy okazji obchodów 80. rocznicy wybuchu II wojny światowej.

Trump o Nord Stream 2: Niemcy stają się zakładnikiem Rosji, jeżeli coś złego się wydarzy

Niemcy stawiają się w bardzo słabej pozycji, nawet 70 proc. energii dostarczanych jest z Rosji; Niemcy stają się zakładnikiem Rosji, jeżeli...

zobacz więcej

20 senatorów z komisji spraw zagranicznych Senatu USA, przy dwóch głosach sprzeciwu, poparło projekt ustaw nazwany: „Ochrona Bezpieczeństwa Energetycznego Europy”. Jego celem jest nałożenie sankcji na podmioty zaangażowane w budowę rosyjsko-niemieckiego gazociągu Nord Stream 2. Zdaniem autorów ustawy Moskwa wykorzystuje dostarczanie surowców jako narzędzie szantażu politycznego, a budowa i uruchomienie NS2 jeszcze wzmocnią tę tendencję.

Od przegłosowania dokumentu w komisji do zastosowania sankcji potrzeba jeszcze jej zgody Senatu i Izby Reprezentantów, a na koniec musi nad nią swój podpis nanieść prezydent.

Jeśli do tego dojdzie – retorsje na pewno zabolą zarówno Kreml, jak i państwa uczestniczące w budowie tego projektu, gdyż kary spadną również na finansowych i biznesowych partnerów Gazpromu z Europy Zachodniej.

Oznaczałoby to zrealizowanie ostrzeżeń, które wystosowała przed kilkoma miesiącami amerykańska ambasada USA w Niemczech pod adresem koncernów uczestniczących w projekcie, w których zapowiadała objęcie ich amerykańskimi restrykcjami, jeśli nie wycofają się z budowy. A chodzi o takie spółki jak: niemieckie koncerny Wintershall i Uniper, holendersko-brytyjski Shell, francuski Engie (dawniej GDF Suez) i austriacki OMV, które miałyby być odbiorcami dostarczanego poprzez NS2 gazu.

Do ogłoszenia sankcji może dojść podczas rozpoczynającej się 31 sierpnia wizyty amerykańskiego prezydenta w Polsce. O tym, że jest to „prawdopodobne” pisze m.in. niemiecka gazeta biznesowa „Handelsblatt”.

Według komunikatu Białego Domu najpierw weźmie on udział w uroczystości upamiętnienia 80. rocznicy wybuchu II wojny światowej w Warszawie, a następnie spotka się w Kopenhadze z królową Danii i przedstawicielami tamtejszego biznesu. Warto w tym miejscu nadmienić, że to właśnie ten kraj wciąż nie zgodził się na budowę NS2 i w głównej mierze odpowiada za opóźnienie tego projektu.

Ursula von der Leyen: Nord Stream 2 to projekt zarówno biznesowy, jak i polityczny

Patrząc z perspektywy Unii Europejskiej należy uwzględnić interesy wschodnich sąsiadów oraz zdywersyfikować źródła dostaw energii – oceniła nowo...

zobacz więcej

Zdaniem redaktora naczelnego BiznesAlert.pl Wojciecha Jakóbika prezydent Trump może się w Danii spotkać z przedstawicielami firmy Energinet.dk, która jest współodpowiedzialna wraz z polskim Gaz-System za realizację, popieranego przez Waszyngton, projektu gazociągu Baltic Pipe. Może też rozmawiać z przedstawicieli firmy Blue Water Shipping, zajmującej się dostarczeniem i składowaniem rur na potrzeby budowy NS2, która może zostać ukarana restrykcjami.

Jest to również możliwe, gdy weźmiemy pod uwagę, że Trump nie liczy się z krytyką płynącą z Berlina, Paryża, Brukseli czy do niedawna z Londynu (w czasie sprawowania rządów przez Theresę May). Udowodnił to choćby poprzez przywrócenie sankcji na eksport irańskiej ropy, co uderzyło w jej głównych konsumentów w Europie, a także nakładając sankcje na szefa dyplomacji Iranu Mohammada Dżawara Zarifa, co również zostało skrytykowane przez europejskich sygnatariuszy porozumienia nuklearnego.

Zarówno w kontekście Iranu, czy też nierealizowania m.in. przez Niemcy obietnicy przeznaczania 2 proc. PKB na NATO, także w przypadku wprowadzenia ewentualnych sankcji wobec zachodnioeuropejskich partnerów Gazpromu, to nie Donald Trump podważa jedność Europy czy transatlantycką.

Głównym odpowiedzialnym za to jest Berlin, który realizuje w sprawie NS2 podszepty Moskwy. Projekt ten od samego początku jest ostro krytykowany przez m.in. Polskę i kraje Europy Środkowo-Wschodniej, które przekonują, że wzmacnia on pozycję Rosji.

Uderza przy tym nie tylko w samą Ukrainę, którą NS2 i Turkish Stream omijają, co pozwala Moskwie w każdym momencie zakręcić Kijowowi kurek z gazem, ale i w cały region, a przy tym uzależnia kraje europejskie od dostaw z tego kierunku. Kreml zaś od lat wykorzystuje surowce do szantażu, nacisków i realizowania swoich politycznych celów.

Niemcy są jednak głuche na głosy krytyki i liczą na dostawę taniego surowca dla swojej gospodarki i na jego odsprzedaż do innych państw.

Berlin zaprasza Moskwę na salony. Rosja pozostała Rosją

Władimir Putin nie ugiął się pod krytyką płynącą z Zachodu. Nie cofnął się nawet o krok. Nadal realizuje swoją agresywną politykę wobec Ukrainy,...

zobacz więcej

Polityka ta od dłuższego czasu krytykowana jest również przez USA, które są w tej sprawie sojusznikiem Europy Środkowo-Wschodniej. Widzą one bowiem zagrożenie dla jej suwerenności ze strony Kremla i zauważają, że rosyjskie władze dążą do rozbijania jedności europejskiej, co grozi również osłabieniu relacji transatlantyckich.

NS2, zgodnie z pierwotnym harmonogramem, miał zostać oddany do użytku do końca tego roku. Postawa Danii sprawia jednak, że Rosji nie uda się zrealizować tego zamierzenia. Opóźnieniu ma ulec również budowa Turkish Streamu, gdyż jego bułgarski odcinek, ze względu na spór prawny, może nie być gotowy nawet do końca 2021 r.

Dla Moskwy postawa USA i opóźnienia to katastrofalne informacje, gdyż będzie ona m.in. zmuszona podpisać do końca tego roku nową umowę z Kijowem w sprawie tranzytu gazu do Europy. Wcześniej rosyjskie władze liczyły, że nie będą już musiały przesyłać surowiec przez Ukrainę, co oznaczałoby postawienie jej nowych władz pod ścianą.

Obecnie Rosja jest na tyle zdesperowana, że złożyła nawet pozew do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej domagając się unieważnienia nowelizacji dyrektywy gazowej, gdyż jej zdaniem została ona przyjęta w celu stworzenia utrudnienia budowy NS2.

Problemy Kremla to doskonała informacja dla polskich władz, które zwiększają w tym czasie możliwości dywersyfikacyjne naszego kraju, w celu jak najszybszego uniezależnienia się od dostaw surowca z Rosji.

Wprowadzenie amerykańskich sankcji wobec NS2 byłoby doskonałą informacją dla całego regionu Europy Środkowo-Wschodniej. Mogłoby też doprowadzić do otrzeźwienia zachodnioeuropejskich rzeczników zacieśniania współpracy z Rosją. Takie kraje, jak Francja czy Niemcy, muszą sobie bowiem w końcu odpowiedzieć na pytanie, czy rzeczywiście chcą się znaleźć w jednym obozie z Rosją i m.in. Iranem, czy Chinami, a przeciwnym USA i części europejskich państw.

Petar Petrović

Autor jest dziennikarzem Polskiego Radia

źródło:
Zobacz więcej