„Pierwszy raz od pięciu lat byliśmy wolni. Gdyby nie powstanie, moglibyśmy być 17. republiką”

– Całe społeczeństwo marzyło o tym. To może była też kwestia tego, żeby tych Niemców pogonić. Wydaje mi się, że gdyby nie było powstania, to moglibyśmy być siedemnastą republiką – powiedziała Eleonora Galica-Zaremba, pseudonim Maja, łączniczka w Batalionie „Tum” w czasie Powstania Warszawskiego.

Szef MSZ Niemiec: Chciałbym prosić polski naród o przebaczenie

– Chciałbym prosić polski naród o przebaczenie; wstyd mi za to, co Niemcy wyrządzili Polsce – powiedział w czwartek minister spraw zagranicznych...

zobacz więcej

– Godzina „W” to była sama radość, sam entuzjazm. Pojawiły się biało-czerwone flagi w różnych miejscach, biało-czerwone opaski. Byliśmy niesłychanie szczęśliwi, bo na tym maleńkim terenie byliśmy wolni pierwszy raz od pięciu lat – wspominała rozmówczyni Marty Radziach.

Eleonora Galica-Zaremba powiedziała, że doskonale pamięta godzinę „W” – Doskonale każdy to pamięta, bo myśmy czekali na ten moment. Byliśmy przygotowywani. Ja półtora roku byłam już żołnierzem. Można powiedzieć, że marzyliśmy o tym, żeby powstanie wybuchło, żeby nas zdążono zawiadomić. Każdy miał wyznaczone miejsce. Ale data była utajniona do całego końca – opowiadała weteranka.

Pytana o lęk przed śmiercią wyznała, że „każdy wierzył, że mu dopisze szczęście” – Byliśmy chyba młodzi, żeby się bać. Byliśmy niesłychanie patriotycznie wychowani, ukształtowani. Polska to nie było słowo przeciętne – podkreślała.

Łączniczka Batalionu „Tum” chwaliła świetny kontakt z ludnością cywilną, która „starała się pomóc, jak się dało”, czy to przygotowując posiłki, czy też uczestnicząc w budowie barykad. Z kolei najdotkliwszym niedostatkiem był brak nie żywności lecz broni i amunicji, a także wsparcia lotniczego, na które powstańcy liczyli i na które oczekiwali.

Weteranka Powstania Warszawskiego przyznała, że odczuwało się ogromną różnicę nastrojów między sierpniem, kiedy było „dużo pogodnych chwil, póki nie zaczęli ginąć koledzy”, a wrześniem, gdy „powstanie zaczęło „nabierać cech dużego dramatu”.

Górny Czerniaków, gdzie walczyło jej zgrupowanie (zurbanizowany wówczas teren między Skarpą a Wisłą w okolicach obecnej Trasy Łazienkowskiej i na północ od niej, w stronę ul. Wilanowskiej) został odcięty przez wroga „od miasta, nawet od kościoła (św. Trójcy) na Solcu”. – Już było wiadomo, że się nie uda – mówiła Eleonora Galica-Zaremba.

źródło:
Zobacz więcej