Co naprawdę robią polscy żołnierze w Iraku?

Irakijczycy są wdzięczni polskim żołnierzom za służbę (fot. Wiki/USAF/Tech. Sgt. Dawn M. Price)

Od trzech lat trwa polska misja wojskowa w Iraku. Od samego początku wiadomo było, że będzie ona miała charakter niebojowy i nie ma nic wspólnego z poprzednim pobytem naszych wojsk w tym kraju. Irakijczycy potrzebowali wsparcia szkoleniowego dla swoich oddziałów walczących z tzw. Państwem Islamskim. I choć obecność naszych żołnierzy w Iraku nie budzi tam żadnych kontrowersji, to w Polsce została ostatnio ostro zaatakowana przez środowiska prorosyjskie.

Chybiona strategia antyirańska [OPINIA]

USA nakładając na Iran sankcję zakładają, że albo uda im się w ten sposób zmusić władze tego kraju do renegocjacji porozumienia w sprawie...

zobacz więcej

Informacje na temat VI Zmiany Polskiego Kontyngentu Wojskowego w Iraku są powszechnie dostępne, a na Facebooku istnieje nawet publiczny profil „VI Zmiana PKW Irak”. Każdy, kto jest naprawdę zainteresowany tym, co nasi żołnierze tam robią i gdzie stacjonują, a nawet jak spędzają wolny czas, może to zrobić w parę sekund wchodząc na ten profil.

Ktoś jednak postanowił nagle zrobić z tego „sensację”, rozpalając wyobraźnię swoich czytelników dwuznacznymi insynuacjami. Wojciech Szewko, wśród swoich twitterowych fanów uchodzący za eksperta ds. Bliskiego Wschodu, ogłosił kilka dni temu, że „odkrył”, iż agencja Fars, powołując się na jedną z niewielkich irackich stron internetowych, „ujawniła”, że do bazy al-Asad w irackiej prowincji Anbar przybyło 150 polskich żołnierzy.

Media irańskie i irackie „ujawniają”, że w bazie al-Asad stacjonują również Amerykanie, a Irak sąsiaduje z Iranem i nawet nazywa się prawie tak samo: brzmi więc podejrzanie, tajemniczo, nieprawdaż? Ale jedyną kwestią, która w tej sprawie jest niejasna jest to, czy była to zwykła wpadka, poszukiwanie sensacji na siłę wynikające z osobistej próżności czy też świadoma dezinformacja.

Wiadomo bowiem, że insynuacje dotyczące rzekomego „prawdziwego celu” pobytu polskich żołnierzy w Iraku zostały twórczo rozwinięte przez prorosyjskie strony internetowe oraz armię prorosyjskich trolli i „pożytecznych idiotów”. Można więc było wyczytać, że polscy specjalsi wyjechali „strzelać do Irakijczyków”, „służyć USA i Izraelowi”, czy też „szykować się na wojnę z Iranem”. Bardzo łatwo można sprawdzić, że wszystkie te rewelacje to jedna wielka bzdura. Jest to przy tym atak na naszych żołnierzy, którym należy się szacunek i uznanie za świetnie wykonywaną robotę.

USA chcą rozszerzyć walkę z tzw. Państwem Islamskim poza Irak i Syrię

Stany Zjednoczone chcą wspólnie z sojusznikami rozszerzyć walkę z organizacją terrorystyczną Państwo Islamskie (IS) poza Irak i Syrię. Taką...

zobacz więcej

Polski wkład w zniszczenie tzw. Państwa Islamskiego

Chodzi oczywiście o prawdziwą robotę, a nie wymysły Szewko i jego fanów. Decyzja o wysłaniu polskich żołnierzy do Iraku zapadła na początku 2016 r., a pierwsza zmiana PKW Irak pojawiła się tam 20 czerwca 2016 r. Cztery miesiące później armia iracka rozpoczęła najważniejszą rozprawę z siłami tzw. Państwa Islamskiego w Iraku, tj. trwającą ponad 9 miesięcy bitwę o Mosul.

Polacy w niej nie brali udziału, ale też przyczynili się do zwycięstwa Iraku nad wspólnym wrogiem tego kraju oraz Europy. Od początku mosulskiej bitwy sceptycy wieszczyli rychłe załamanie się ofensywy ze względu na spodziewane duże straty w doborowych oddziałach. Wciąż żywa była pamięć kompromitującej jakości armii irackiej, która w czerwcu 2014 r. w popłochu uciekała z Mosulu.

To właśnie specjalsi z różnych krajów, w tym nasi, zmienili tę sytuację. Szkoląc kolejnych żołnierzy spowodowali, że Irak miał świeże rezerwy, które mógł rzucić na front w miejsce zabitych i rannych. W bitwie o Mosul zginęło około 1500 żołnierzy irackich, a około 5-6 tys. zostało rannych. Znów pesymiści roztaczali czarne wizje, że po zwycięstwie nad tzw. Państwem Islamskim szybko wybuchnie nowa wojna domowa, bo doborowe wojsko irackie będzie przetrzebione walkami. I ponownie nic takiego się nie stało dzięki temu, że szkolenia były kontynuowane. Polacy też nie zawiedli Irakijczyków i zostali.

Kakofonia krytykantów

Wyjazdowi naszych żołnierzy na tę misję od samego początku towarzyszyły osobliwe wypowiedzi polityków i niedoinformowanych dziennikarzy, znających Irak tylko ze zdjęć. Na przykład były minister obrony narodowej z PO Tomasz Siemoniak grzmiał w czerwcu 2016 r. w Sejmie, że jakoby „nie wiadomo, jaki jest polityczny i militarny cel tej misji”, sugerując, że skoro Irak to nie jest misja NATO to znaczy, że nie jest to nasza sprawa.

Jednocześnie PO domagała się w tym czasie, by Polska otworzyła swe granice dla uchodźców uciekających z powodu wojny z tzw. Państwem Islamskim. Mówiła też o solidarności, a przecież tzw. Państwo Islamskie dokonywało wówczas intensywnych zamachów w Europie. Trudno było zatem połapać się, czy w końcu zniszczenie tzw. Państwa Islamskiego jest też w naszym interesie, czy wręcz przeciwnie powinniśmy spokojnie przyglądać się, jak ta potworna organizacja opanowuje Bliski Wschód, morduje i powoduje eksodus miejscowej ludności. Ciekawe, jaki byłby jej następny cel.

Newrozowe ognie oznajmiły koniec Państwa Islamskiego

Zgodnie z irańskim mitem dawno, dawno temu światem rządził zły król Zahhak, z którego ramion wyrastały dwa czarne węże. Ciągle głodne, codziennie...

zobacz więcej

W lipcu 2017 r. ambasador Iraku w Polsce Asad Abu Gulal w wywiadzie przeprowadzonym przeze mnie dla portalu Defence24.pl stwierdził, że „naród iracki jest wdzięczny za decyzję polskiego rządu o wysłaniu polskich żołnierzy sił specjalnych z misją szkoleniową do Iraku”. – Rola polskich specjalsów w przygotowaniu bojowym żołnierzy irackich była bardzo duża i Irak nie zapomni tego Polsce – podkreślił.

Informacje o kolejnych zmianach pojawiały się w polskich mediach, a w listopadzie 2018 r. w wywiadzie przeprowadzonym przeze mnie dla PAP z rzecznikiem prasowym Połączonego Dowództwa Operacyjnego (JOC) irackich sił zbrojnych gen. Yahya Rasulem stwierdził on, że „wojsko jest wdzięczne Polsce za wsparcie w wojnie z Państwem Islamskim”. Warto dodać, że w skład JOC wchodzą też szyickie oddziały znane jako al-Haszed asz-Szaabi, a pracownicy oddziału medialnego tej formacji (Alam al-Harbi) tłumaczyli tę rozmowę. Nie ulega zatem najmniejszej wątpliwości, że poza terrorystami tzw. Państwa Islamskiego nikt w Iraku nie miał problemu z naszą obecnością wojskową.

Real-politik czy idioten-politik?

Oczywiście nie byliśmy tam jedynym krajem wspierającym Irakijczyków i to oni więcej zrobili dla świata niszcząc tzw. Państwo Islamskie niż świat dla nich udzielając im jakiejś pomocy. My po prostu dołożyliśmy swoją cegiełkę w dziele zniszczenia tego tworu. Ale został on pokonany tylko w wymiarze terytorialno-militarnym, a jego potencjał terrorystyczny i ideologiczny wciąż pozostał. Irakijczycy regularnie podejmują operacje terrorystyczne. A my dalej ich do tego szkolimy, m.in. by iracki żołnierz wybił tych drani u siebie i nie mogli się oni rozejść po całym świecie i na przykład trafić również do pięknego i bezpiecznego kraju nad Wisłą.

Liczba strat sześciu dotychczasowych zmian PKW Irak wynosi równe ZERO. Czyż nie lepiej zadbać o nasze bezpieczeństwo daleko od naszych granic nie angażując się do tego bezpośrednio w działania wojenne? Odpowiedź wydaje się być oczywista. Ale jak widać nie dla każdego. Pod przykrywką „real politik” realizuje się szkodliwą propagandę pt. „To nie nasza wojna”, sugerującą, wbrew oczywistym faktom, że Polacy pojechali tam walczyć przeciwko Irakijczykom. Wystarczy wsiąść w samolot, polecieć do Iraku i przekonać się jak dalekie jest to od prawdy. Ktoś, kto wypowiada się o Iraku pretendując do roli eksperta z całą pewnością powinien to zrobić. Ja bywam tam regularnie od początku wojny z tzw. Państwem Islamskim.

Polskie misje zagraniczne

Polscy żołnierze poza szkoleniami zajmują się również doradztwem technicznym w zakresie napraw irackiego postradzieckiego sprzętu wojskowego. Gdy jest wojna, jest co remontować. Obecnie wojny już wprawdzie (i wbrew wciąż krążącym stereotypom o Iraku) nie ma, ale są operacje antyterrorystyczne. Dlatego Polska postanowiła przedłużyć misję, nie zwiększając pierwotnie założonej jej liczebności tj. do 350 żołnierzy. W lutym do Iraku wyjechała szósta zmiana, a niedawno nastąpiła rotacja.

„Mohammad Mursi – Krótka droga od triumfu do upadku”

W poniedziałek 17 czerwca zmarł pierwszy i jedyny jak dotąd demokratycznie wybrany prezydent Egiptu Mohammad Mursi. Nie był on jednak ani szczerym...

zobacz więcej

Tego, że miejscem stacjonowania polskich żołnierzy jest baza al-Asad można się było dowiedzieć ze strony facebookowej VI Zmiany PKW Irak i zamieszczanych tam zdjęć por. Bartłomieja Kuleszy. Ale gdyby Wojciech Szewko powołał się na takie źródło, to nie zrobiłoby to takiego wrażenia i nie zaczęłyby krążyć spiskowe teorie na temat tej misji.

Sugestie, że nasi żołnierze nie wykonują ważnej również dla naszego bezpieczeństwa misji, ale „strzelają do miejscowych” i są „najemnikami” w interesie takich, czy innych państw to dezinformacja i chyba nieprzypadkowo tak szybko zostaje ona zawsze podchwytywana przez środowiska znane z prorosyjskich sympatii. To nie oznacza, że nie można krytykować różnych opcji zaangażowania naszych żołnierzy, ale należy to robić na podstawie faktów, a nie manipulacji.

PKW Irak wpisuje się w bogatą tradycje polskich misji wojskowych realizowanych zagranicą i nie jest jedyną trwającą obecnie misją tego typu. Od 20 lat jesteśmy obecni na Bałkanach, aktualnie w Kosowie oraz Bośni i Hercegowinie. Uczestniczymy też w misji doradczej Unii Europejskiej w Republice Środkowoafrykańskiej, choć jest to dość symboliczny wkład. Polskie kontyngenty wojskowe obecne są również w innych krajach UE i NATO w ramach wzmacniania wschodniej i południowej flanki NATO oraz zapobiegania przemytowi migrantów i handlu ludźmi na obrzeżach Europy.

Jest oczywiście także misja w Afganistanie, która jednak również nie ma już charakteru bojowego, ale doradczo-szkoleniowy. Sytuacja w Afganistanie różni się jednak diametralnie od tej panującej w Iraku, gdzie całe szczęście udało się osiągnąć względną stabilizację. Za kilka miesięcy powrócimy również do Libanu, gdzie nasi żołnierze uczestniczyli w latach 1992-2004 w misji pokojowej ONZ. Nasza obecność została niestety przerwana w 2009 r. przez rząd Donalda Tuska, ale jesienią tego roku, po 10 latach, Polacy znów nałożą tam na swoje głowy błękitne hełmy.

źródło:
Zobacz więcej