RAPORT

Kampania 2020

Tunezyjska demokracja na kolejnym rozdrożu

Zaplanowane wybory parlamentarne i prezydenckie stanowią wyzwanie dla demokracji (fot.ziedkammoun/pixabay)

Gerontokracja cechuje zwykle systemy autorytarne, gdzie przywódca-dyktator dożywa swoich dni okupując często tylko formalnie republikański tron. Są jednak wyjątki od tej zasady i zmarły 25 lipca w wieku 92 lat prezydent Tunezji Al-Badżi Ka’id as-Sibsi jest jednym, choć nie jedynym, z nich. Tymczasem zaplanowane na wrzesień i październik wybory parlamentarne i prezydenckie stanowią wyzwanie dla wciąż kruchej tunezyjskiej demokracji.

Wojna bogaczy

Dwie niewielkie monarchie arabskie od kilku lat prowadzą ze sobą coraz bardziej intensywną, choć prawie niewidoczną dla świata wojnę. Zjednoczone...

zobacz więcej

Wyjątek w Arabskiej Wiośnie

Tunezja jest jedynym krajem, w którym Arabska Wiosna przyniosła pozytywne zmiany, a nie wojnę, religijny terror lub kontrrewolucyjny przewrót wojskowy. Być może powodem było to, że stosunkowo niewielki, 11-milionowy kraj, był jednocześnie najbardziej zlaicyzowany, czy wręcz „zeuropeizowany” (choć takie postrzeganie Tunezji to w dużej mierze efekt uproszczeń wynikających z turystycznego pryzmatu). Warto zresztą pamiętać, że droga Tunezji do demokracji po 2011 r. również była wyboista, a proces stabilizacji nie został wciąż zakończony.

Podobnie jak w większości państw objętych zawieruchą Arabskiej Wiosny, w Tunezji po obaleniu świeckiej dyktatury, najsilniejszą siłą polityczną okazali się islamiści powiązani z Bractwem Muzułmańskim. W Tunezji była to partia Ennahda, która w pierwszych w historii tego kraju demokratycznych wyborach zdobyła 37 proc. głosów deklasując pozostałe ugrupowania (liberalny Kongres Republiki, który zajął drugie miejsce, uzyskał raptem niespełna 9 proc.). Choć przez dwa lata swoich rządów islamiści w Tunezji, podobnie jak w innych krajach gdzie przejęli władzę, dążyli do jej konsolidacji kosztem demokracji i świeckiego charakteru państwa, a nawet kokietowali religijnych ekstremistów, to ostatecznie pod naciskiem lewicowych protestów, dobrowolnie oddali władzę. Stało się to jeszcze przed kolejnymi wyborami, które Ennahda przegrała (ale nie z kretesem). Przez ostatni rok pierwszej kadencji demokratycznego parlamentu krajem rządził rząd technokratycznego premiera.

Krok wstecz islamistów

Prawdopodobnie właśnie dlatego reakcja na islamistyczne rządy nie przybrała formy kontrrewolucyjnego puczu jak w Egipcie, czy też wojny domowej jak choćby w Libii. Z całą pewnością była to również zasługa as-Sibsiego, który zdołał jednoczyć podzielone społeczeństwo i nie dążył do dyktatury. Krótko mówiąc, as-Sibsi nie był ani egipskim gen. Sisim ani też libijskim marszałkiem Haftarem. W rankingach Freedom House Tunezja w 2012 r. awansowała z kraju nie-wolnego na kraj częściowo wolny, a w 2015 r. na wolny. I jest to obecnie jedyny kraj arabski tak oceniany przez ten prestiżowy amerykański ośrodek.

Siedem lat od Rożawy do Syrii Północno-Wschodniej i zwycięstwa nad Państwem Islamskim

Dokładnie siedem lat temu kurdyjskie Powszechne Jednostki Ochrony (YPG) zajęły pierwsze miasta w północnej Syrii dając początek tworzeniu Rożawy....

zobacz więcej

Ennahda nie zrobiła jeszcze jednej rzeczy – ani w 2011 r. ani też w kolejnych wyborach prezydenckich w 2014 r. nie wystawiła swojego kandydata na prezydenta. Dlatego w 2011 r. parlament wybrał na głowę państwa liberalnego lidera Kongresu Republiki Moncefa Marzukiego. W 2014 r. Marzuki starał się o reelekcję ale w drugiej turze przegrał z 87-letnim wówczas as-Sibsi.

Matuzalem tunezyjskiej polityki

Nowy prezydent nie był bynajmniej osobą anonimową w tunezyjskiej polityce. I nie był też znany jako opozycjonista wobec reżimu rządzącego Tunezją od uzyskania przez nią niepodległości w 1956 r. Wręcz przeciwnie, as-Sibsi jako działacz niepodległościowy związany z pierwszym prezydentem tego kraju Habibem Burgibą piastował później kluczowe stanowiska takie jak szef dyplomacji czy przewodniczący parlamentu. W 1991 r., w wieku 65 lat, wycofał się z życia politycznego, do którego wrócił po obaleniu przez tunezyjską Arabską Wiosnę prezydenta Ben Alego, zostając premierem. Po wygranych przez Ennahdę wyborach parlamentarnych musiał jednak odejść by ponownie powrócić w 2014 r.

Tunezja nie była tak świeckim krajem jak by się to mogło wydawać przyjeżdżającym na wakacje turystom. Islamscy ekstremiści, odrzucający demokrację, byli tam również silni, co miało swój wyraz w atakach terrorystycznych przez nich przeprowadzanych. Jednym z najgłośniejszych był atak w Muzeum Bardo w Tunisie w marcu 2015 r., w którym zginęło 20 turystów zagranicznych oraz 2 Tunezyjczyków. Aż 3 tys. Tunezyjczyków wyjechało też do Syrii i Iraku, aby wstąpić w szeregi Państwa Islamskiego (więcej niż z jakiegokolwiek innego kraju). Wielu z nich przebywa obecnie w obozach i ich ewentualny powrót do kraju może wywołać ogromne problemy. Część wróciła wcześniej do sąsiedniej Libii stanowiąc trzon tamtejszych dżihadystów budujących północnoafrykański wilajat „kalifatu”. W 2016 r. wojsko tunezyjskie odparło próbę wtargnięcia sił Państwa Islamskiego do Tunezji.

Wielka Brytania ściga Asyryjczyków za „wspieranie terroryzmu”

Brytyjskie media podały kilka dni temu, że prokuratura tego kraju wszczęła postępowanie przeciwko asyryjskiej organizacji humanitarnej w sprawie...

zobacz więcej

W wyborach parlamentarnych w 2014 r. zwyciężyła partia stworzona przez as-Sibsiego o nazwie Nidaa Tunis, będąca ugrupowaniem luźno zakorzenionym w starym systemie (rządzące przed 2011 r. Zgromadzenie Demokratyczno-Konstytucyjne zostało zakazane). Nidaa zdobyła 37,5 proc. głosów, podczas gdy Ennahda o 10 pktów procentowych mniej. Inne ugrupowania, w większości lewicowe, pozostały daleko z tyłu (trzecie miejsce zajęła liberalna Unia Wolnych Patriotów, która uzyskała 4 proc. głosów). Premierem został Habib Essid, piastujący drugorzędne funkcje rządowe za czasów Ben Alego, ale Nidaa postanowiła podzielić się władzą zapraszając do rządu również Ennahdę.

Ekonomiczna frustracja

Nie uchroniło to jednak Tunezji przed dalszymi perturbacjami, które wynikały z trudnej sytuacji ekonomicznej. Przez kraj przewalały się cykliczne protesty, a w sierpniu 2016 r. upadł rząd Essida, który został zastąpiony przez apolitycznego ekonomistę Jusufa asz-Szahida. Jego liberalne reformy spowodowały jednak wybuch nowych lewicowych protestów w 2018 r.

Kolejne, już trzecie, wybory prezydenckie i parlamentarne odbędą się w Tunezji odpowiednio 15 września i 6 października i wszystko wskazuje na to, że dojdzie do nowego trzęsienia ziemi na tunezyjskiej scenie politycznej. Śmierć Essebsiego nic przy tym nie zmieniła, gdyż w wieku 92 lat nie planował on ubiegać się o reelekcje. Kandydatem nie będzie też 85-letni Mohamad an-Nasir, do niedawna lider Nidaa, który jako przewodniczący parlamentu został tymczasową głową państwa. Za to faworytem jest Nabil Karui, biznesmen i magnat medialny, oskarżony o pranie brudnych pieniędzy.

Niemiecka grabież a wpis Babilonu na listę UNESCO

Kilka dni temu UNESCO na swojej najnowszej sesji wpisało 29 obiektów na Listę Światowego Dziedzictwa, w tym znajdujący się w Iraku Babilon. Jest to...

zobacz więcej

Faworyt wyborów pod lupą

Karui był aktywny politycznie od samego początku tunezyjskiej rewolucji. Jego media jako pierwsze poinformowały o antyrządowych protestach. Później przeciwstawiał się próbom islamizacji kraju i razem z as-Sibsim tworzył Nidaa. W kwietniu 2017 r. w wyniku konfliktu wewnętrznego w partii wystąpił z niej a wiosną tego roku zaczął tworzyć własną partię i ogłosił zamiar kandydowania na prezydenta.

Według sondażu opublikowanego w połowie czerwca przez instytut Sigma Conseil Karui może liczyć na 24,7 proc. głosów, a jego partia na 30,5 proc. Jego głównym konkurentem, według tego sondażu, jest Kais Said, niezależny kandydat i profesor prawa konstytucyjnego, na którego chce głosować 22,9 proc. Tunezyjczyków. Na trzecim miejscu jest Abir Mussi, lider Wolnej Partii Desturian (PDL), będącej kontynuatorką zakazanego po upadku Ben Alego Zgromadzenia Demokratyczno-Konstytucyjnego, który może liczyć na prawie 11 proc. Dopiero na czwartym miejscu jest obecny premier asz-Szahid z 7-procentowym poparciem.

W wyborach parlamentarnych na drugim miejscu plasuje się Ennahda z 17-procentowym poparciem, potem PDL z ponad 11 proc. poparciem, a następnie partia asz-Szahida Tahya Tunis (powstała w wyniku rozłamu w Nidaa) z 8,4 proc. poparcia. Poza tym jeszcze 4 partie przekraczają 3 proc. próg wyborczy, przy czym żadna z nich według sondażu nie może liczyć na więcej niż 6 proc.

Koniec naszego świata

Media i kultura masowa pełne są alarmistycznych wizji końca świata spowodowanego katastrofą klimatyczną. Spycha to na margines znacznie...

zobacz więcej

Nowe i stare

Komentatorzy zwracają uwagę na dwie prawidłowości związane z tymi prognozami. Po pierwsze, odrzucenie tradycyjnych ugrupowań na rzecz nowych sił, co wskazuje na niskie zaufanie do klasy politycznej. Nawet poparcie dla islamistycznej Ennahdy spadło niemal o połowę. Po drugie, nastąpił wyraźny wzrost odsetka Tunezyjczyków rozczarowanych demokracją i tęskniących za starym reżimem. Wciąż jednak jest to tylko 11 proc.

Problemem dla tunezyjskiej demokracji może być jednak to, że stara klasa polityczna postanowiła nie składać broni i przeforsowała w parlamencie nowe prawo wyborcze zakazujące osobom związanym z mediami kandydowanie. To wyeliminowałoby więc faworyta czyli Nabila Karui. Prezydent as-Sibsi zapowiedział wprawdzie, że nie podpisze tej ustawy, co równoważne było z wetem, jednak zmarł przed upływem terminu i teraz wszystko zależy od jego następcy. Tunezyjska prokuratura prowadzi też przeciwko Karuiemu postępowanie w sprawie podejrzenia finansowych przekrętów. Niedawno odebrano mu paszport i zamrożono jego finansowe aktywa, co sam zainteresowany nazwał zamachem na państwo prawa.

Czy tunezyjska demokracja wyjdzie cało z kolejnej próby? Przez ostatnie 9 lat kraj ten już wielokrotnie stawał przed wyzwaniami, które mogły spowodować upadek demokracji ale jednak do tego nie doszło. Dlatego jest duża szansa, że demokracja tunezyjska znów się obroni.

Zobacz więcej