Berlin i Paryż mają nie lada problem. Johnson będzie ciężki do zgryzienia

Boris Johnson zapewnia, że zrealizuje brexit (Photo by Geoff Pugh - WPA Pool/Getty Images)

Lewicowo-liberalne media z niechęcią przyjęły do wiadomości, że Boris Johnson będzie nowym premier Wielkiej Brytanii. Poświęcone mu publikacje pełne są epitetów, którymi zwyczajowo obrzuca się konserwatywnych, prawicowych polityków, mogących naruszyć establishmentowy status quo. Wybór Borisa Johnsona był najgorszym z możliwych rozwiązań dla Berlina, Paryża i najlepszym dla Waszyngtonu. Polskie władze mogą zaś zyskać w nowym lokatorze na Downing Street silnego sojusznika. Moskwa nie ma zaś co liczyć na taryfę ulgową.

„31 października opuścimy UE”. Boris Johnson z nominacją królowej

Wielka Brytania opuści Unię Europejską 31 października – zadeklarował nowy premier Zjednoczonego Królestwa, Boris Johnson podczas pierwszego...

zobacz więcej

Przemówienie Borisa Johnsona w Izbie Gmin, podczas którego ocenił, że wypracowana przez jego poprzedniczkę Theresę May umowa z Unią Europejska w sprawie brexitu jest nie do zaakceptowania i wezwał do usunięcia z niej mechanizmu awaryjnego dla Irlandii Północnej – nie mogło się spotkać z pozytywnym odbiorem w Brukseli, Berlinie i Paryżu.

- Żaden kraj, który ceni sobie swoją niezależność i ma szacunek do siebie, nie mógłby się zgodzić na traktat sprowadzający się do rezygnacji z naszej niezależności gospodarczej i samorządności tak, jak robi to mechanizm awaryjny dla Irlandii Północnej - ocenił nowy brytyjski premier. - Jego ograniczenie czasowe nie jest wystarczające (...) - jedynym sposobem jest jego usunięcie – dodał.

Zarówno unijni urzędnicy, jak i Berlin i Paryż, stoją na stanowisku, że sprawa zawartych w porozumieniu z Londynem zapisów jest już zamknięta i nie ma możliwości ponownego otwarcia nad nią dyskusji. Tymczasem nowy szef brytyjskiego rządu powtórzył z całą mocą swoje stanowisko – że jest gotowy na wyjście Zjednoczonego Królestwa bez umowy 31 października. O jego determinacji świadczy również fakt, że czołowe stanowiska w jego gabinecie zajęli zwolennicy opuszczenia UE.

Niemcy i Francuzi starają się jak najszybciej ugasić pożar. Dlatego też kanclerz Angela Merkel zaprosiła Johnsona do złożenia wizyty w Berlinie. Wiemy już, że zaproszenie zostało przyjęte, ale nie wiadomo jeszcze kiedy do niego dojdzie. Również francuski prezydent Emmanuel Macron zaprosił go do odwiedzenia Paryża. Johnson spodziewany jest we Francji w przyszłym miesiącu, gdzie ma wziąć udział w szczycie G7.

U naszych zachodnich sąsiadów czuć duży niepokój, przed tym, że nie będą już mogli w pełni kontrolować tego procesu. Dlatego też w emocjonującym wpisie przewodniczący komisji spraw zagranicznych Bundestagu Norbert Roettgen oświadczył, że UE nie da się zastraszyć nowemu premierowi Wielkiej Brytanii.

„Ani chełpliwe mowy, ani zastraszanie nie zmuszą nas do porzucenia zasad i jedności UE” – napisał Roettgen. Skrytykował przy tym zmiany wprowadzone przez Johnsona w brytyjskim rządzie, co, jego zdaniem, świadczy o tym, że „zarówno w słowach, jak i czynach nie jest on w stanie wyjść naprzeciw swojemu krajowi i kontynentowi”.

Johnson i Trump uzgadniają współpracę po brexicie. Mówią o „niezrównanej szansie”

Brytyjski premier Boris Johnson i amerykański prezydent Donald Trump zgodzili się w piątkowej rozmowie telefonicznej, że „brexit stwarza...

zobacz więcej

Tymi wypowiedziami niemiecki polityk wpisał się w kampanię liberalno-lewicowych mediów na całym świecie, które wyraziły swoje rozczarowanie wyborem Johnsona na następcę May. Większość z nich powielała te same klisze, porównując go do Donalda Trumpa (oczywiście, sugerując, że jest to coś uwłaczającego), oceniając, że jest osobą niekompetentną, błaznem, który swoimi działaniami może doprowadzić kraj do ruiny, a przy tym osłabić UE.

„The Guardian” ocenia, że zwycięstwo Johnsona stanowi „kulminację ponad dwóch dekad szaleństwa Partii Konserwatywnej, które rozpoczęło się ponad 20 lat temu od przejęcia przez ugrupowanie populistycznej eurofobii”. Pisze również, że „Johnson zgrywa klauna, ale cyrk kiedyś ruszy z miejsca, pozostawiając za sobą jedynie zniszczony kraj”.

„New York Times” podkreśla zaś, że „ze swoją skłonnością do popisów, wygłaszania ogólnych deklaracji i transakcyjnym stylem uprawiania polityki jest on ulepiony z tej samej gliny co Trump”. Tłumaczył przy tym, że „obaj dążą do obalenia tradycyjnych instytucji, które wiązały ze sobą zachodnie demokracje: Trump mówił o wyjściu USA z NATO, a Johnson chce przeprowadzić brexit”.

„NYT” wtóruje „Washington Post”, który również zauważa podobieństwa między nowym premierem a Donaldem Trumpem - w tych ich „skłonność do improwizowania, niezważanie na szczegóły i częste wygłaszanie niezgodnych z prawdą wypowiedzi”, a także „populistyczne odwoływanie się” do wybranych grup wyborców.

Również niemieckie media wietrzą problemy z Johnsonem. Lewicowy „Tagesspiegel” uważa, że swoimi deklaracjami wypowiedział on UE wojnę, a konserwatywny „Frankfurter Allgemeine Zeitung” doszukując się podobieństw między Johnsonem a Trumpem oceniał, że „łączy ich nie tylko kolor włosów”. „Obaj obiecują swoim krajom powrót do dawnej wielkości. W centrum ich politycznej propozycji nie ma jednak programu, tylko osoba. Trump i Johnson są pewni jednego: siebie. Jeśli wyznają jakąś ideologię, to jest nią narcyzm” – podkreśla „FAZ”.

Zapewne temat porównań do amerykańskiego prezydenta będzie jeszcze częściej przywoływany, gdyż nie dość, że już wcześniej chwalił on Johnsona i życzył mu objęcia stanowiska premiera, to już w piątek przeprowadzili oni rozmowę telefoniczną. W komunikacie Downing Street podano, że zgodzili się, że „brexit stwarza niezrównaną szansę na wzmocnienie partnerstwa gospodarczego”. Mieli również wyrazić chęć zawarcia ambitnej umowy handlowej i rozpoczęcia po brexicie negocjacji w tej sprawie tak szybko, jak to możliwe. Umówili się również na spotkanie podczas sierpniowego szczytu G7 w Biarritz we Francji.

Tak jak się można było spodziewać, wybór Johnsowa będzie oznaczać zacieśnienie relacji amerykańsko-brytyjskich, które znacząco osłabły w czasie sprawowania rządów przez Theresę May. Pod koniec jej urzędowania doszło do napięć w jej relacjach z Trumpem, w sprawie m.in. brytyjskiego ambasadora w Waszyngtonie, który negatywnie oceniał jego prezydenturę, a także czterech wywodzących się z mniejszości etnicznych i narodowych amerykańskich kongresmenek, które zostały skrytykowane przez Trumpa za swoje napastliwe uwagi pod jego adresem.

Premier Wielkiej Brytanii: Umowa wyjścia z UE jest nie do zaakceptowania

Premier Wielkiej Brytanii Boris Johnson ostrzegł w czwartek, że umowa z UE ws. brexitu jest „nie do zaakceptowania dla tego parlamentu i kraju” i...

zobacz więcej

Amerykański prezydent negatywnie oceniał zaś strategię May dotyczącą opuszczenia wspólnoty, a także wielokrotnie negatywnie krytykował burmistrza Londynu Sadiqa Khana, po tym, jak ten obrzucał go kalumniami mówiąc o nim m.in., że używa języka „XX wiecznych faszystów”.

Polska również liczy na wzmocnienie relacji z Wielką Brytanią po brexicie. Władze w Warszawie wielokrotnie podkreślały, że należy być otwartym na osiągnięcie jak najlepszego dla obu stron porozumienia i przestrzegały przed karaniem Zjednoczonego Królestwa za jego chęć opuszczenia wspólnoty.

W przeciwieństwie do licznych zachodnich polityków – Boris Johnson rozumie rosyjskie zagrożenie i wielokrotnie w przeszłości krytykował agresywną politykę Kremla. Działo się tak m.in. wtedy, gdy sprawował funkcję szefa brytyjskiej dyplomacji, gdy jako jeden z pierwszych obaczył Rosję winą za zamach na byłego rosyjskiego szpiega Siergieja Skripala i jego córkę.

Ostro krytykował również Kreml za jego zbrodniczą działalność w Syrii, w tym zwłaszcza bombardowanie celów cywilnych. Oceniał, światowe mocarstwa powinny zareagować na to sankcjami.

- Jeśli Rosja będzie nadal podążać tą drogą, to sądzę, że temu wielkiemu krajowi grozi to, że stanie się pariasem – mówił w Johnson. Zasugerował przy tym, że część ataków powinna być zbadana przez Międzynarodowy Trybunał Karny w Hadze jako możliwe zbrodnie wojenne.

Przed Mistrzostwami Świata w Piłce Nożnej w Rosji, mówił również, że „przyprawia go o mdłości” myśl, iż prezydent Władimir Putin będzie mógł je wykorzystać wizerunkowo. Uznał też za właściwe porównanie użyte przez jednego z posłów Izby Gmin, który powiedział, iż „Putin użyje mistrzostw w sposób, w jaki Hitler użył igrzysk olimpijskich w 1936 roku”.

Dobra znajomość Rosji, zacieśnianie współpracy z USA, asertywna postawa wobec Brukseli, Berlina i Paryża sprawiają, że Polska może z Borisie Jonsonie znaleźć dobrego sojusznika.

Petar Petrović

Autor jest dziennikarzem Polskiego Radia.

źródło:
Zobacz więcej