Kreml nie potrafi zatrzymać spadających sondaży. Berlin wyciąga pomocną dłoń

Władze uniemożliwiają startowanie opozycjonistom w wyborach lokalnych w Moskwie (fot. PAP/EPA/SERGEI ILNITSKY)

Władimir Putin i jego partia mają nie lada problem. Na rosyjskie społeczeństwo w coraz mniejszym stopniu działają stare, sprawdzone metody utrzymywania go w ryzach. Rosnąca pauperyzacja, gospodarczy marazm, a także podniesienie wieku emerytalnego wpływają na wzrost niezadowolenia i coraz częstsze i liczniejsze protesty. Rosyjski reżim może jednak liczyć na wsparcie Zachodu, w tym w szczególności Berlina, który pomimo sankcji dąży do zacieśniania współpracy.

Putin wciągnął Zachód w pułapkę. Potem wbije nóż w plecy Ukrainie [OPINIA]

Powołanie nowego rządu Mołdawii z prozachodnią premier na czele nie byłoby możliwe bez pomocy Rosji. Kreml wykonał niespodziewany ruch i kazał...

zobacz więcej

W ostatnich dniach na ulicach Moskwy trwa protest przeciwko uniemożliwieniu większości kandydatom opozycji udziału w lokalnych wyborach, które mają się odbyć 8 września. Pod różnymi pretekstami moskiewskie komisje odrzuciły wnioski 57 jej przedstawicieli. Ostatnio na ulice wyszło ponad 20 tys. manifestantów – co było rekordem frekwencyjnym od lat. Podczas manifestacji można było usłyszeć kilka słów prawdy o tym, jak wygląda rzeczywistość w tym kraju. Opozycyjny polityk Dmitrij Gudkow mówił m.in. że w Rosji od dawna nie ma wolnych wyborów. – To jest operacja specjalna agresorów, których celem jest okradanie okupowanego narodu i utrzymanie władzy za wszelką cenę – podkreślił polityk. – Oni za nas decydują, co mamy mówić, co pisać, dokąd chodzić i co myśleć. Oni podobni są do okupantów, ponieważ tylko okupant boi się narodu – mówił do zgromadzonych ze sceny Gudkow.

Manifestanci zapowiedzieli odwołanie się od decyzji okręgowych komisji wyborczych do wyższej instancji. Zażądali przy tym spotkania z merem Moskwy Siergiejem Sobianinem, którego oskarżają o chęć wyeliminowania ich przedstawicieli z wyborów. Zwolennicy opozycji zapowiedzieli, że ich protest będzie trwał dopóty, dopóki nie zostaną spełnione ich żądania.

Sam Sobianin jest bliskim współpracownikiem Władimira Putina, a funkcję mera stolicy pełni od 2010 r. Wcześniej przez trzy lata pracował w administracji prezydenta Federacji Rosyjskiej, a od maja 2008 r. był wicepremierem Federacji Rosyjskiej.

Zwolennicy opozycji przekonują, że władze obawiają się powtórzenia bardzo dobrego wyniku przeciwników Kremla w ostatnich latach. W 2013 r. jeden z liderów opozycji – Aleksiej Nawalny – zajął drugie miejsce w wyborach mera, zdobywając ponad 27 proc. głosów. Przegrał jedynie z Sobianinem. Ten zaś wygrał również wybory w zeszłym roku. Władze centralne „załatwiły”, by nie musiał ponownie stawać w szranki z Nawalnym. Po prostu, uniemożliwiły opozycjoniści kandydowanie ze względu na ciążący na nim wyrok sądu. Dzięki temu zabiegowi ten bliski współpracownik Putina rywalizował z przedstawicielem Komunistycznej Partii Federacji Rosyjskiej, Wadimem Kuźminem, który otrzymał niecałych 12 proc. głosów.

Opozycja dobrze zaprezentowała się również dwa lata temu, gdy około 250 jej kandydatów zdobyło mandaty radnych dzielnic. Drugie miejsce zajęła opozycyjna partia Jabłoko, zdobywając wówczas 12 proc. głosów. Wyprzedziła ją jedynie, uzyskując trzy czwarte głosów, rządząca Jedna Rosja.

Dziś tak wysokie zwycięstwo partii władzy jest niemożliwe. Obecnie gotowych jest na nią oddać głos jedynie 32 proc. obywateli, co jest rekordowo niskim wynikiem. Poparcie dla tego ugrupowania spada już od roku, a władze nie umieją zahamować tego negatywnego trendu. Podobnie topnieje popularność również Władimira Putina, który cieszy się poparciem mniej niż jednej trzeciej społeczeństwa. O krachu jego sondaży najlepiej świadczy fakt, że najniższe notowania – 45-procentowe poparcie – miał on do tej pory w 2005 r.

Berlin zaprasza Moskwę na salony. Rosja pozostała Rosją

Władimir Putin nie ugiął się pod krytyką płynącą z Zachodu. Nie cofnął się nawet o krok. Nadal realizuje swoją agresywną politykę wobec Ukrainy,...

zobacz więcej

Główną przyczyną obecnego spadku była decyzja o podniesieniu wieku emerytalnego, która była dla wielu Rosjan szokiem. Doszło wtedy do masowych protestów. Od prezydenta i partii władzy odsunęło się wielu ich dotychczasowych zwolenników, gdyż Putin podczas wcześniejszej kampanii prezydenckiej obiecywał, że nie dojdzie do drastycznych reform społecznych.

Władze starają się na razie nie stosować zbyt radykalnych metod do rozbijania protestów, które wybuchają w większości na tle ekonomicznym, antykorupcyjnym, czy ekologicznym. Ekspert OSW Jadwiga Rogoża zwraca uwagę, że w Rosji dochodzi do wzrostu społecznych oczekiwań na poprawę sytuacji w kraju, a także zapewnienia autonomii. Spada również poparcie dla ekspansywnej i kosztownej polityki zagranicznej. Utrzymywana przez Kreml „mocarstwowa” wizja Rosji już nie wystarcza Rosjanom. Tym bardziej, że odczuwają oni coraz bardziej zastój gospodarczy, bezpośrednio wynikający z systemu sprawowania władzy w tym kraju, a także zachodnich sankcji.

– Wzrost niezadowolenia społecznego jest dla władz poważnym wyzwaniem, dlatego próbują je neutralizować zarówno doraźnymi ustępstwami, jak i metodami siłowymi – podkreśla Jadwiga Rogoża. – Aktywni protestujący są zatrzymywani, zastraszani, w wybranych przypadkach stają przed sądem. Władze nie są gotowe do realnego uwzględniania postulatów społecznych – ustępstwa takie postrzegają jako przejaw słabości, a za budzącymi niezadowolenie inwestycjami z reguły kryją się interesy ekonomiczne elit regionalnych i federalnych – dodaje.

Nie oznacza to jednak, że w Rosji może w przewidywalnym czasie dojść do zmiany władzy, czy choćby wystąpienia takiego zagrożenia dla Kremla. Rządzący mają bowiem wiele środków na katalizowanie negatywnych nastrojów społecznych i wiedzą jak wykorzystywać głęboko zakorzenione kody kulturowe rosyjskiego społeczeństwa, tj. poczucie bezsilności jednostki wobec państwa i bezalternatywności obecnego ładu państwowego.

Aktywizacji społeczeństwa obywatelskiego nie sprzyja również postawa Zachodu, w tym przede wszystkim Niemiec. Władze w Berlinie, w szczególności w ciągu ostatnich kilku miesięcy, rozpoczęły zdecydowany proces resetu relacji z Moskwą. Przyczynkiem do tego jest nie tylko budowa wspólnego gazociągu – Nord Stream 2, ale również coraz intensywniejsza współpraca gospodarcza. Dzieje się to wszystko w trakcie obowiązywania zachodnich sankcji nałożonych na Rosję za jej agresywną postawę wobec Ukrainy. Niemcy jednak przekonują, że z Rosją należy rozmawiać. W rzeczywistości jednak, przechodzą do porządku dziennego nad działaniami Kremla i prowadzą z nim rozmowy biznesowe.

(fot. PAP/EPA/SERGEI ILNITSKY)

Kreml ruguje kandydatów opozycji przed wyborami

Lokalne komisje wyborcze w Moskwie rejestrujące kandydatów na wrześniowe wybory do rady miejskiej stolicy poinformowały, że nie dopuściły do...

zobacz więcej

W czasie trwania protestów w Moskwie, w Koenigswinter niedaleko Bonn trwały dwudniowe niemiecko–rosyjskie obrady forum Petersburskiego Dialogu, w których uczestniczyli m.in. szefowie dyplomacji obu krajów Heiko Mass i Siergiej Ławrow. W założeniu miała to być platforma dialogu przedstawicieli społeczeństwa obywatelskiego obu krajów. W rzeczywistości jednak było to kolejne forum służące do pogłębiania relacji Berlina z Moskwą. Reszta miała jedynie na celu tworzenie atrakcyjnego klimatu dialogu, zrozumienia i wspierania demokratycznych inicjatyw.

Co więcej, do wizyty na forum tak wysokiego przedstawiciela rosyjskich władz doszło po raz pierwszy, od wywołania przez ten kraj konfliktu na wschodniej Ukrainie i anektowania Krymu. Warto przypomnieć, że od tego czasu Moskwa – pomimo licznych apeli ze strony Zachodu i sankcji – nie cofnęła się w swojej agresywnej polityce ani o krok.

To jednak najwidoczniej nie przeszkadza Berlinowi. Jednym z efektów spotkania w Koenigswinter było wystosowanie apelu przez jego uczestników do rządu niemieckiego i rosyjskiego, by te umożliwiły Rosjanom w wieku 18-25 lat bezwizowe podróżowanie do Niemiec. Przedstawiciele Berlina przekonują, że jest to doskonały sposób na poszerzenie przez młodych Rosjan horyzontów. Już teraz jednak wiadomo, że inicjatywa ta nie zyska poparcia Polski i innych krajów regionu. Osoba spoza UE, która będzie mogła w ten sposób dostać się do Niemiec, będzie miała bowiem możliwość podróżowania po całej strefie Schengen. Co więcej, taka inicjatywa jest nawet w samych Niemczech postrzegana jako forma „nagrody” dla Moskwy. Moskwy, która nie zrobiła nic, by na taką „nagrodę” zasłużyć. Do samej propozycji dochodzi też w czasie, gdy wbrew porozumieniu z Mińska Rosja zaczęła wydawać swoje paszporty mieszkańcom Donbasie.

Inicjatywa z obrad Dialog Petersburskiego to kolejny przykład tego, jaki stosunek ma Zachód, w szczególności Berlin, do Moskwy i rosyjskiego społeczeństwa. Ciężko na Zachodzie znaleźć już oficjalne, wypływające z rządów głosy wsparcia dla rosyjskiej opozycji. Popularność Putina może spadać w Rosji, jednak na Zachodzie jest on wciąż traktowany jako polityk gwarantujący „stabilność”. To zaś oznacza, że antykremlowsko nastawieni Rosjanie mogą liczyć jedynie na siebie. Niemcy udowadniają bowiem, że można rozmawiać na forum zorganizowanym dla przedstawicieli rosyjskiego społeczeństwa obywatelskiego w taki sposób, by przypodobać się gnębiącemu go Kremlowi.

Petar Petrović

Autor jest dziennikarzem Polskiego Radia.

źródło:
Zobacz więcej