RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Czy przetrwają przywódcy opozycji zorganizowanej niczym pospolite ruszenie szturmujące parlament?

Grzegorz Schetyna, Władysław Kosiniak-Kamysz i Włodzimierz Czarzasty w sztabie wyborczym Koalicji Europejskiej (fot. arch. PAP / Radek Pietruszka)

Kryzys opozycji trwa. I chyba się pogłębia. Także kryzys przywódców opozycji.

Arłukowicz i Lubnauer na Podkarpaciu. „Panie kochany, osiem lat tworzyliście dobrobyt” [WIDEO]

Były minister zdrowia, obecnie europoseł Platformy Obywatelskiej Bartosz Arłukowicz wraz z liderką Nowoczesnej Katarzyną Lubnauer odwiedzili...

zobacz więcej

Wszyscy pamiętamy, tuż przed majowymi wyborami do europarlamentu, symboliczny łańcuch połączonych rąk, podniesionych do góry w geście triumfu. Gest fetowanego zwycięstwa, jakby głosy wyborców zostały już policzone. Euforia na wyrost, jakby wyniki nieoficjalne były znane i tylko na ich ogłoszenie czeka szczęśliwa Koalicja Europejska, zespolona jednym okrzykiem „Wygraliśmy z PiS!”.

Tymczasem wynik był inny. Zwycięstwo PiS wyraźne, ale przecież nie przygniatające. Gorycz porażki ugrupowań koalicyjnych zwielokrotniona. Nie rozmiarami przegranej, ale szokującym rozczarowaniem, w wyniku rozdętego ponad racjonalny rachunek balonu o przesądzonym zwycięstwie. Nadmuchiwanego przez liderów trzech głównych partii – Grzegorza Schetynę, Władysława Kosiniaka-Kamysza i Włodzimierza Czarzastego. Zawiedzeni nie tylko politycy koalicji, ale również wyborcy, którzy na nich oddali swoje głosy, wierząc w ich zwycięstwo. Stąd przegraną potraktowali jak dostanie łupnia. Do rozczarowania wyborców mogło dołączyć się poczucie oszukania przez polityków, którzy swoim nadmiernym optymizmem wprowadzili ich w błąd.

Pod wpływem tego żalu wyostrzyły się oceny różnych niefortunnych kroków popełnionych przez popierane przez nich ugrupowania. W tym sensie można też mówić o kryzysie wyborców Koalicji Europejskiej, a na pewno ich części. Kryzys zaufania do polityków, których poparli w wyborach do europarlamentu. Inaczej mówiąc, kryzys także wiarygodności liderów, bo to oni najbardziej parli do ulepienia koalicji, mimo widocznych sprzeczności między poszczególnymi partiami.

Na fatalną sytuację po wyborach europejskich nakłada się kolejny kryzys, obejmujący poszczególne partie. Zdawać by się mogło, że w niezłej sytuacji jest PSL, które postanowiło urwać się z więzadeł, jakie nałożyła na niego w majowych wyborach do europarlamentu Platforma Obywatelska i do jesiennych wyborów do polskiego parlamentu wystartować samodzielnie. To byłby dobry pomysł, gdyby miały wrócić dawne czasy popularności PSL na wsiach i małych miastach. Ale elektorat PSL w ciągu ostatnich lat się znacznie skurczył, szczególnie po ostatnich wyborach europejskich.

Nowy sondaż do Sejmu. PO i Wiosna tracą kilkadziesiąt mandatów

Gdyby wybory do Sejmu odbyły się dziś, PiS w wariancie „solo” może liczyć na 275 mandatów, Platforma Obywatelska na 171, a PSL na 13. Pod progiem...

zobacz więcej

Gorzka cena jaką PSL zapłacił za akceptację haseł zwolenników LGTB, narzuconą przez pozostałe ugrupowania wchodzące w skład Koalicji Europejskiej. Teraz dodatkowo sytuacja PSL może się skomplikować przy założeniu, że zawiąże wspólny blok wyborczy z Kukiz’15. Z jednej strony to rozsądne wyjście, bo może tym zyskać dodatkowych wyborców. Z drugiej trzeba pamiętać o stosunkowo wysokim progu wyborczym, wymaganym wobec koalicji – 8 proc.

Kosiniak-Kamysz położył na szali ryzyka zarówno los ugrupowania jak i swój jako lidera. Jeśli stworzony przez niego blok przekroczy próg – mają doszlusować jeszcze bezpartyjni samorządowcy – ale wynik będzie mizerny, los przywództwa zawiśnie na cienkim włosku, który w każdej chwili może się zerwać. Jeśli nie przekroczy progu, znajdą się tacy, którzy jego karierę przetną choćby sekatorem.

W podobnym położeniu znajduje się Włodzimierz Czarzasty. Zbyt długo wisiał u klamki Schetyny, oczekując na krok dojrzałego polityka. Zamiast tego po niewczasie dojrzał człowieka, trzęsącego ze strachu rajtuzami, którego precyzja myślenia jest ponad siły. Z odwagą jeszcze gorzej. Czarzastemu nie zostało nic innego jak zgodzić się na powołanie ad hoc Zjednoczonej Lewicy. Jej nieszczęściem jest Robert Biedroń, który wniósł w wianie nieporównanie słabszą Wiosnę niż była na początku lutego w momencie jej powstania.

Czarzasty przytulił to, co z Wiosny pozostało. Nie ma wpływu na buńczuczne rozbudzanie apetytów przez Biedronia, co po majowych doświadczeniach może tylko odstręczyć część wyborców lewicy. Wielu z nich może nawet znacząco pukać się w czoło, kiedy słyszy lidera Wiosny krzyczącego: „Mamy to! Zjednoczona Lewica ma szanse odsunąć PiS od władzy!”. A jednak to on zdominował Czarzastego, który zapraszając do wspólnego startu Wiosnę próbuje nieco przypudrować swoje komunistyczne korzenie, ich kontynuację w stowarzyszeniu „Ordynacka” oraz swoją aktywną działalność w nowej epoce, w ramach „grupy trzymającej władzę”.

Słabiutki wynik, za jaki uważam minimalne przekroczenie 8-procentowego progu, może wstrząsnąć przywództwem Czarzastego – m.in. za ciągłe stawianie na wypróbowanych towarzyszy, którzy rozpoczynali praktykę polityczną w czasach PRL. W Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej.

Nie jest żadnym odkryciem, że samozwańczy król opozycji Grzegorz Schetyna zdjął koronę z wystawowej półki i wrzucił do szafy z zużytymi rupieciami. Poprowadzi swoje wojsko z gołą głową. W niezrozumiałym nerwowym geście pozbawił je dumnej nazwy Partii, po to, by przeobrazić w obywatelską, nieokreśloną zbieraninę, która w dodatku sztandary ma uszyć dopiero po starciu w wyborach z innymi partiami. Nie po raz pierwszy dowodzący Koalicją Obywatelską stawia rzeczy na głowie. Jest prawie żelaznym kandydatem do wymiany, jeśli zatrzyma się przed cyfrą 25 proc.

źródło:
Zobacz więcej