Siedem lat od Rożawy do Syrii Północno-Wschodniej i zwycięstwa nad Państwem Islamskim

Kurdyjskie akcje wsparcia dla Rożawy organizowane są m.in. w Brukseli (fot. NurPhoto/Corbis via Getty Images)

Dokładnie siedem lat temu kurdyjskie Powszechne Jednostki Ochrony (YPG) zajęły pierwsze miasta w północnej Syrii dając początek tworzeniu Rożawy. Wówczas zarówno media jak i eksperci powszechnie zignorowali to wydarzenie uznając je za epizod „syryjskiej rewolucji”. Tymczasem Autonomiczna Administracja Syrii Północno – Wschodniej zajmuje dziś niemal 30 proc. terytorium Syrii, a stworzone przez YPG Syryjskie Siły Demokratyczne z pomocą USA rozgromiły Państwo Islamskie.

Newrozowe ognie oznajmiły koniec Państwa Islamskiego

Zgodnie z irańskim mitem dawno, dawno temu światem rządził zły król Zahhak, z którego ramion wyrastały dwa czarne węże. Ciągle głodne, codziennie...

zobacz więcej

Początki wolnego terytorium Kurdów w Syrii

19 lipca 2012 r. YPG zajęły Kobane, a następnego dnia Afrin i Amudę, w której ulokowały się władze powstającego, autonomicznego terytorium. Wreszcie 21 lipca YPG przejęło również kontrolę nad miastem Derik, niedaleko granic z Irakiem i Turcją. Miasto to, nazywane wcześniej po arabsku al-Malikiją stało się zaprzeczeniem lansowanej z uporem tezy, że w całej Syrii trwa wojna. Tam od czasu przejęcia władzy przez miejscowych Kurdów nie padły już żadne strzały, nie spadła ani jedna bomba i nie miał miejsca żaden zamach terrorystyczny. Co więcej to tam dwa lata później YPG ewakuowało z sąsiedniego Iraku tysiące jazydów ratując ich przed ludobójstwem ze strony Państwa Islamskiego. Pod Derik stworzono wówczas potężny obóz dla uchodźców o nazwie Newroz. Ale ponieważ Rożawa wciąż nie istniała w światowym przekazie medialnym to i tymi uchodźcami nikt poza miejscowymi Kurdami się nie interesował.

Wojna długo nie dotyczyła również mieszkańców Afrin, najbardziej odizolowanego od reszty Rożawy (nazwa ta oznacza po kurdyjsku „zachód” czyli Kurdystan Zachodni) kurdyjskiego regionu w północno-zachodniej części prowincji Aleppo. Tylko od czasu do czasu dżihadyści z Al Kaidy i innych, zwykle wspieranych przez Turcję, ugrupowań dżihadystycznych próbowali atakować te tereny ale przeważnie z mizernym skutkiem. To również zresztą nie interesowało świata bo jak wkomponować ataki dżihadystów na Kurdów w obowiązujący paradygmat „syryjskiej rewolucji”, gdzie „umiarkowani rebelianci” walczyli z reżimem Asada. Idylla dla mieszkańców Afrin skończyła się jednak w styczniu 2018 r., gdy tereny te zostały najechane przez Turcję i zdobyte dzięki intensywnym nalotom, przeciwko którym YPG było bezbronne.

Relacje z Asadem i opozycją

Kurdowie powoli rozszerzali kontrolowane przez siebie terytorium. Początkowo kosztem syryjskiego rządu, który jednak zwykle nie stawiał większego oporu, uznając te tereny za drugorzędne. Wyjątkiem były dwa główne miasta północnowschodniej prowincji Hasaka tj. właśnie i największe kurdyjskie miasto w Syrii – Kamiszlo. Tam znajdowały się (i wciąż znajdują) rządowe bazy, a w Kamiszlo również lotnisko i przejście graniczne z Turcją. Kurdowie, choć w 2013 r. opanowali większość tego miasta to nie przenieśli tam urzędów z Amudy, by nie były one narażone na rządowe prowokacje. Z kolei kurdyjska enklawa, kontrolowana przez YPG, powstała w Aleppo, które do grudnia 2016 r. było podzielone na część zachodnią, kontrolowaną przez rząd, i wschodnią, opanowaną przez dżihadystów. To, że istnieje jeszcze kurdyjska dzielnica Szejk Maksud, do końca 2016 r. atakowana od czasu do czasu przez dżihadystów (w tym bronią chemiczną) również było zwykle pomijane.

W tym czasie między rządem a Kurdami wytworzył się stan chłodnej neutralności, który antykurdyjska propaganda wykorzystywała do sugerowania, że YPG to narzędzie reżimu przeciw opozycji. Gdy byłem pierwszy raz w Rożawie w listopadzie 2014 r. miejscowi tłumaczyli mi, że tereny te objęte są całkowitą blokadą, nie dostają znikąd pomocy i by po prostu przeżyć muszą mieć „okno na świat”. A gdyby zajęli lotnisko w Kamiszlo to żaden samolot nie mógłby stamtąd wystartować bo nie mógłby wlecieć w przestrzenie powietrzne otaczających krajów.

Nad Syrią wisi groźba nowej wojny

Przyszłość Syrii w 2019 roku nie maluje się w jasnych barwach. Po wycofaniu się USA z tego kraju może rozpocząć się nowa wojna, której towarzyszyć...

zobacz więcej

Pseudoeksperci kontra Rożawa

W miarę upływu czasu, gdy już powoli nie można było ignorować istnienia Rożawy, jej wrogowie (których zawsze było pełno) oraz różni ignoranci zaczęli opowiadać o niej niestworzone historie. Wynikało to w dużej mierze z faktu wrogiego stosunku do Rożawy zarówno ze strony Turcji (tradycyjnie niechętnej Kurdom) jak i władz syryjskich oraz opozycji, której większość była tak „demokratyczna”, że podobnie jak Asad nie godziła się na żadną autonomię dla Kurdów. Zaczęto więc opowiadać o YPG, a także o głównej partii kurdyjskiej na tym terenie czyli PYD, że to separatyści (choć nigdy nie został podniesiony postulat oderwania tych terenów od Syrii), komuniści (choć śladów tego co nam się kojarzy z komunizmem nigdy nie było w Rożawie, wręcz przeciwnie) i terroryści z PKK czyli prowadzącej wojnę z Turcją Partii Pracujących Kurdystanu.

Stawianie znaku równości miedzy PKK a YPG, PYD czy SDF było delikatnie mówiąc nieporozumieniem. Faktem jest oczywiście, że szeregi dowództwa YPG zasilili byli partyzanci PKK ale jest to normalne, gdyż Kurdowie w Syrii potrzebowali pomocy. Siły polityczne rządzące Rożawą od początku odwoływały się do ideologii Abdullaha Odżalana, czyli uwięzionego w Turcji lidera PKK, tyle że chodziło o tzw. „demokratyczny konfederalizm”, czyli teorię stworzoną już w więzieniu i po upadku ZSRR, która oznaczała odrzucenie marksizmu przez PKK. Przede wszystkim jednak przytłaczającą większość w szeregach YPG stanowili młodzi ludzie mający koło 20 lat, którzy nigdy nigdzie wcześniej nie walczyli. Poza tym w 2013 r. ówczesny lider PYD Salih Muslim kilkakrotnie spotykał się z przedstawicielami tureckiego MSZ i służb specjalnych, próbując (niestety bezskutecznie) negocjować porozumienie z Ankarą.

Przełomowe walki o Kobane

Pierwsze poważniejsze walki z syryjską Al-Kaidą YPG podjęła niemal dokładnie w rocznicę swoich pierwszych zdobyczy terytorialnych, wypierając w lipcu 2013 r. Dżabat an-Nusrę z miasta Sere Kaniye, a także rozszerzając swój stan posiadania w prowincji Hasaka. W ten sposób doprowadzono do powołania w styczniu 2014 r. trzech kantonów Rożawy. Dwa z nich znajdowały się w prowincji Aleppo, odpowiednio jej północnowschodniej części (Kobane) i północnozachodniej (Afrin), a jeden w północnej części prowincji Hasaka (Dżazira). I wszystkie trzy były od siebie oddzielone terenami kontrolowanymi przez Państwo Islamskie, które pojawiło się w końcu 2013 r., wypierając z północnej Syrii Al Kaidę.

W 2014 r. celem Państwa Islamskiego (IS) stała się Rożawa. Terroryści najpierw uderzyli w słabszy kanton, czyli Kobane. Bitwa, która stała się przełomem w całej wojnie z IS, zaczęła się w połowie września 2014 r. i skończyła pół roku później. Zginęło w niej około 600-700 bojowników YPG i formacji sprzymierzonych, a na początku listopada cała ludność cywilna uciekła przez granice do Kurdystanu tureckiego.W rękach obrońców, zdeterminowanych by walczyć do końca, pozostało mniej niż połowa miasta. Turecki prezydent Recep Tayiip Erdogan, nie ukrywający nawet, że jego sympatia jest po stronie atakującego IS, triumfował. Ale wtedy USA postanowiło interweniować, dokonując nalotów na pozycje IS. Nawiasem mówiąc pojawiły się wówczas na świecie głosy dyżurnych pacyfistów protestujące przeciwko „bombardowaniu Syrii”.

„Nikt nie ma prawa pouczać Turcji!” [OPINIA]

W Turcji jest około 18 mln Kurdów. Jest to prawie 25 proc. tamtejszej populacji, choć niektórzy twierdzą, że nawet co trzeci turecki obywatel ma...

zobacz więcej

Naloty amerykańskie spowodowały przejście YPG do kontrofensywy, która już się nie zatrzymała, choć do 2016 r. wsparcie amerykańskie nie było zbyt silne ze względu na protesty Turcji. W lipcu 2015 r. YPG zdobyło strategiczne miasto Tel Abyad, otwierając w ten sposób połączenie między kantonem Dżazira i Kobane, a niedługo później odparło ofensywę IS w mieście Hasaka i (nie licząc niewielkiej enklawy rządowej) przejęło kontrolę nad tym miastem. W tym czasie z YPG zaczęło się sprzymierzać wiele niedżihadystycznych ugrupowań rebelianckich, zarówno arabskich jak i chrześcijańskich i turkmeńskich. W rezultacie w październiku 2015 r. powstała nowa struktura militarna o nazwie Syryjskie Siły Demokratyczne (SDF), formalizująca ten sojusz.

Demokracja bezpośrednia, równość kobiet i wolność religijna SDF prowadziło dalej walki z IS ale nigdy nie rządziło na opanowanych przez siebie terenach. W przeciwieństwie do terenów opanowanych przez to co w Europie wciąż nazywane było „umiarkowanymi rebeliantami”, a gdzie rządziły sądy szariackie lub lokalni watażkowie, w Rożawie od samego początku wprowadzono cywilną administrację, tworzoną według reguł demokracji bezpośredniej. Na początku 2014 r. przyjęto też konstytucję Rożawy, a fundamentalnymi zasadami ustroju politycznego było równouprawnienie kobiet, pełna wolność i równość wszystkich religii i etniczna różnorodność. Nikt też nie walczył z własnością prywatną, wręcz przeciwnie, promowano drobną przedsiębiorczość oraz spółdzielczość, a nieprywatne były jedynie silosy zbożowe oraz instalacje naftowe.

Od samego początku we wszystkich kluczowych instytucjach Rożawy zasiadały zarówno kobiety jak i chrześcijanie, a język kurdyjski miał taki sam status jak syriacki (używany przez chrześcijan) i arabski. Znów jednak pojawiać się zaczęła czarna propaganda na temat Rożawy oraz mnożyć się zaczęli „eksperci”, którzy nigdy tam oczywiście nie byli. W 2015 r. wybuchł również kryzys migracyjny, a światową opinią publiczną wstrząsnęło zdjęcie Alana Kurdi, chłopca, który utonął w czasie próby przeprawy z Turcji do Grecji. To, że pochodził z Kobane już niewielu interesowało. W lipcu w jednej z telewizji w Polsce widziałem debatę, w której „ekspertka” tłumaczyła, że na miejscu pomagać nie można bo wszędzie spadają bomby. Pięć miesięcy później sam byłem ponownie na miejscu. W Kobane widziałem tłumy wracające z Turcji do domów, które leżały w gruzach. Ale wojny tam już nie było. Pomocy też nie.

Zdobycie Rakki i sojusz z USA

SDF kontynuował swoje zwycięskie kampanie przeciwko IS na trzech kierunkach. Z Hasaki na południe w stronę Eufratu oraz z Kobane na południe w stronę „stolicy” IS Rakki, a także na zachód, w celu połączenia się z Afrin. Mimo gróźb ze strony Turcji SDF w grudniu 2015 r., po zdobyciu tamy Tiszrin na Eufracie, przekroczył tę rzekę, a kilka miesięcy później, w maju 2016 r. zajął miasto Manbidż. Odległość między kantonami Kobane i Afrin zmniejszyła się do nieco ponad 30 km. Bitwa o Manbidż była też pierwszą, w której USA znacznie zintensyfikowało swoje wsparcie i pojawili się pierwsi amerykańscy doradcy na lądzie. USA nakłoniło jednak Kurdów do tego by po Manbidż uderzyć na Rakkę, a nie kontynuować marsz na zachód. Było to ważne również dla Europy, gdyż w Rakce znajdowało się centrum planowania operacji terrorystycznych, które mocno dały się we znaki zwłaszcza Francji i Belgii.

Gałązka Oliwna ociekająca krwią. Jak Rosja sprzedała sojusznika

Turecka ofensywa na kurdyjską enklawę Afrin otworzyła nowy front w syryjskiej wojnie domowej. Operacja nie byłaby możliwa bez przyzwolenia Rosji....

zobacz więcej

Bitwa o Rakkę była, obok stoczonej w Iraku bitwy o Mosul, największym starciem z IS. Operacja rozpoczęta została w listopadzie 2016 r. a skończona niemal równo rok później, a w walkach zginęło ponad 1000 żołnierzy SDF. Ale w Europie liczba zamachów drastycznie spadła. Turcja natomiast wykorzystała okazję i zajęła w międzyczasie tereny oddzielające Afrin i Manbidż, uniemożliwiając Kurdom połączenie kantonów.

Bezpośrednia współpraca Amerykanów z YPG przekonała tych pierwszych, że zarzuty stawiane syryjskim Kurdom są bezpodstawne i dlatego na początku 2017 r., już pod nową administracją Donalda Trumpa, znacznie zwiększyli militarną pomoc dla SDF, a liczba amerykańskich żołnierzy wzrosła tam do 2 tys. Poza tym było również kilkuset francuskich i brytyjskich specjalsów, a od samego początku walk z IS YPG wspierane było też przez międzynarodowych ochotników, w tym co najmniej 2 osoby z Polski. W 2017 r. wreszcie zaczęła napływać do Syrii Północnej zagraniczna pomoc humanitarna.

Ostateczne zwycięstwo nad terrorystami i zmiana nazwy na Syria Północno-Wschodnia

Rozrost terytorialny terenów kontrolowanych przez SDF spowodował zmiany administracyjne. W grudniu 2016 r. zrezygnowano z nazwy Rożawa, podkreślającej kurdyjskość kontrolowanych terenów, i przyjęto nową nazwę Demokratycznej Federacji Północnej Syrii, a po zajęciu terenów nad Eufratem w prowincji Dajr az-Zaur wprowadzono kolejną zmianę we wrześniu 2018 r. i ustalając nazwę Autonomicznej Administracji Syrii Północno-Wschodniej.

Ostatnia ofensywa SDF zakończyła się w końcu marca br. zdobyciem przez SDF ostatniej reduty IS w miejscowości Baghouz nad Eufratem w prowincji Dajr az-Zaur, niedaleko granicy z Irakiem. W tym czasie znowu Turcja starała się jak mogła przeszkadzać w zniszczeniu IS, grożąc wbiciem noża w plecy SDF. Chodziło o zapowiadany wielokrotnie i powstrzymany przez dyslokację Amerykanów przy granicy z Turcją atak na Manbidż i kurdyjskie miasta przygraniczne.

W grudniu 2018 r. Donald Trump zapowiedział jednak wycofanie amerykańskich sił z Syrii i Kurdowie poczuli się zdradzeni i wystawieni na turecki atak. Mimo to nie doszło do tego, gdyż Amerykanie zaczęli zwlekać z wycofywaniem, zdając sobie sprawę ze strategicznej ważności tych terenów. Turcja stanowi jednak wciąż zagrożenie dla prawie 5 milionów mieszkańców Syrii Północno-Wschodniej, w tym około 2,5-milionowej społeczności kurdyjskiej.

Problemy z jeńcami i inwestycjami

Co z europejskimi terrorystami Państwa Islamskiego?

Od militarnego pokonania Państwa Islamskiego w Syrii minęły ponad trzy miesiące, a w Iraku półtora roku. Tymczasem Europa wciąż nie jest w stanie...

zobacz więcej

Innym problemem są kwestie ekonomiczne, choć władze i mieszkańcy Syrii Północno-Wschodniej i tak nieźle sobie radzą. Tyle, że odbudowa zniszczonych przez walki z IS miast nie jest łatwym zadaniem, a porażka w ekonomicznej stabilizacji i odbudowie grozi odrodzeniem się IS, którego ukryte komórki wciąż są aktywne. W rękach SDF jest też kilka tysięcy jeńców w tym setki Europejczyków walczących po stronie terrorystów, a w obozach kilkadziesiąt tysięcy agresywnych kobiet i dzieci członków IS.

Jeden z czołowych amerykańskich ekspertów ds. Bliskiego Wschodu Michael Rubin, który niedawno przebywał w Syrii Północno-Wschodniej, stwierdził kilka dni temu, że tamtejsze władze tj. Syryjska Rada Demokratyczna (SDC), doskonale sobie radzą z odbudową i municypalnym zarządzaniem, w tym remontem dróg oraz wywozem śmieci i z każdym dniem życie na tych terenach staje się coraz bardziej normalne. Tyle że zarzucił Departamentowi Skarbu biurokratyczne blokowanie wycofania ograniczeń nałożonych na te tereny. W rezultacie SDC wciąż nie może handlować ropą z kontrolowanych przez siebie złóż i ściągać do Syrii Północno-Wschodniej amerykańskich inwestorów. Europa zresztą też unika gospodarczej współpracy z tym regionem, a choć pojawia się coraz więcej publikacji książkowych (również w Polsce) na temat Rożawy i walki YPG oraz SDF z Państwem Islamskim to wciąż temat ten ma trudności z przebijaniem się w mass mediach. A przecież demokratyczne terytorium na Bliskim Wschodzie, w którym kobiety mają równe prawa i panuje pełna wolność wyznania bez faworyzowania jakiejkolwiek religii to ewenement, na który wolny świat powinien chuchać i dmuchać.

źródło:
Zobacz więcej