Berlin zaprasza Moskwę na salony. Rosja pozostała Rosją

Szefowie dyplomacji Niemiec i Rosji Heiko Maas i Siergiej Ławrow podczas obrad Dialogu Petersburskiego (fot. Ute Grabowsky/Photothek via Getty Images)

Władimir Putin nie ugiął się pod krytyką płynącą z Zachodu. Nie cofnął się nawet o krok. Nadal realizuje swoją agresywną politykę wobec Ukrainy, grozi krajom Europy Środkowo-Wschodniej i szerzy propagandę na Zachodzie. To jednak nie przeszkadza Berlinowi w zacieśnianiu współpracy z Kremlem i przekonywaniu, że prowadzenie dialogu z Moskwą jest najlepszym sposobem na wyjście z obecnego kryzysu.

Kreml ruguje kandydatów opozycji przed wyborami

Lokalne komisje wyborcze w Moskwie rejestrujące kandydatów na wrześniowe wybory do rady miejskiej stolicy poinformowały, że nie dopuściły do...

zobacz więcej

W sobotę kończą się obrady 18. edycji Dialogu Petersburskiego, w Koenigswinter niedaleko Bonn, które odbywają się pod znamiennym hasłem: "Współpraca jako motyw przewodni pokojowej Europy - wkład społeczeństw obywatelskich Rosji i Niemiec".

Oficjalnym celem tej platformy są spotkania polityków i organizacji pozarządowych z Rosji i Niemiec. W rzeczywistości jest to jednak miejsce służące do pogłębiania współpracy między obu krajami, które znajdują się obecnie na etapie przyspieszonego ocieplania wzajemnych relacji.

Jak można bowiem na poważnie rozmawiać z Kremlem o społeczeństwie obywatelskim, gdy nawet w trakcie trwania forum trwają protesty m.in. w Moskwie, po tym, jak uniemożliwiono tamtejszym przedstawicielom wzięcie udziału w wyborach samorządowych? Gdy prześladowani są wszyscy, którzy krytykują politykę Putina? Gdy zagraniczne instytucje i media oskarżane są o agenturalność? Niemcy jednak debatują w najlepsze.

Warto w tym kontekście przypomnieć, że Dialogi Petersburskie zostały zapoczątkowane w 2001 roku przez tak skompromitowanego polityka, jakim jest były kanclerz Niemiec Gerhard Schroeder, który otworzył je wtedy z prezydentem Władimirem Putinem. Schroedera już nie ma w niemieckiej polityce, jest szefem rady dyrektorów rosyjskiego giganta naftowego Rosnieft – ale jego postawa wobec Moskwy staje się charakterystyczna dla innych niemieckich polityków.

O tym, że postawa ta prowadzi do coraz głębszej współpracy między obu krajami świadczy udział w forum obu szefów dyplomacji. Doszło do tego po raz pierwszy od momentu wywołania przez Kreml konfliktu we wschodniej Ukrainie i aneksji Krymu. O tym, w jaki sposób Niemcy chcą odrzucić od siebie oskarżenia o prorosyjskość i osłabianie zachodnich sankcji wobec Rosji, możemy przeczytać we wpisie minister spraw zagranicznych Heiko Maas, który przed rozpoczęciem spotkania przekonywał na Twitterze, że „mimo zasadniczo różnych poglądów na wiele spraw” z Rosją trzeba prowadzić dialog. Podczas rozpoczęcia spotkania tłumaczył zaś, że bez Moskwy „nie znajdziemy odpowiedzi na naglące pytania światowej polityki”. - Trwały pokój w Europie osiągniemy tylko wtedy, jeśli będziemy współpracować – zapewniał.

Opozycja w Rosji: Pomóżcie wygnać cara Putina

Rosyjska opozycja zamierza w sobotę wyjść na ulice w co najmniej dziewięćdziesięciu miastach. Akcja związana jest z rozpoczynającą się w...

zobacz więcej

Przedstawiciele Berlina wypowiadają okrągłe formułki o potrzebie zakończenia wojny na Ukrainie, zwrocie Krymu, rozwoju społeczeństwa obywatelskiego, czy uwolnieniu więźniów politycznych. I zaraz po tym prowadzą z Moskwa interesy, jakby nigdy nic się nie stało. To przywołuje najgorsze wspomnienia z historii ubiegłego wieku i jest bezpośrednim ostrzeżeniem dla Polski.

Co więcej, Niemcy w ten sposób wzmacniają międzynarodową pozycję Kremla przekonując, że nie da się rozwiązać trapiących świat problemów bez udziału i zgody Władimira Putina. Jest on – wmyśl tego przekazu - wprost niezbędny dla utrzymania ładu światowego. Tak jakby nie był on wielokrotnie podkopywany właśnie przez władcę Kremla.

Heiko Maas informował więc, że będzie rozmawiał z ministrem spraw zagranicznych Rosji Siergiejem Ławrowem na tematy związane z umową nuklearną z Iranem, przyszłością kontroli zbrojeń i sytuacją na wschodniej Ukrainie. A przecież każdy z tych tematów jest wykorzystywany przez Moskwę do realizacji jej interesów, walki z Zachodem i Amerykanami na czele.

Mass podkreślał, że widzi w Donbasie „delikatne jaskółki nadziei” i że ma nadzieję na osiągniecie pokoju. W niedzielę ma tam bowiem wejść bezterminowe zawieszenie broni. Wszyscy tak naprawdę wiedzą, że rozejm będzie tam trwał tak długo, jak długo będzie to potrzebne Putinowi. Niemiecki minister podkreślał jednak, że „Rosja musi teraz wnieść swój konstruktywny wkład” w rozwiązanie konfliktu. Nie wyjaśniał jednak, czym ten „konstruktywny wkład” miałby być.

Szkoda jednak, że nie zażądał, by Kreml jak najszybciej wycofał z tego rejonu swoje siły i zakończył ze wspieraniem prorosyjskich separatystów. Tak do niedawna mówił jednym głosem Zachód. Teraz jednak Niemcy ograniczają się do apeli zupełnie innego kalibru.

Nie może być jednak inaczej, skoro współpraca gospodarcza między obu krajami kwitnie. Najlepszym tego przykładem jest budowa Nord Stream 2, gazociągu, który, omijając Ukrainę, ma na celu połączenie obu krajów. Pomimo sprzeciwu m.in. Polski i krajów Europy Środkowo-Wschodniej, krytyki ze strony instytucji unijnych i USA, Berlin wymusił budowę tego projektu, chociaż jest on zagrożeniem dla bezpieczeństwa całego regionu i umacnia pozycję Rosji jako dostawcy energii do UE.

Putin podpisał dekret o uproszczonym obywatelstwie dla mieszkańców Donbasu

Prezydent Władimir Putin podpisał dekret o uproszczonym trybie uzyskiwania obywatelstwa Rosji przez mieszkańców obwodów donieckiego i ługańskiego...

zobacz więcej

Niemcy jednak myślą wyłącznie o swoim interesie – uzyskają tani rosyjski gaz, który będą mogli później odsprzedawać innym europejskim państwom. Nikt już nie wierzy w ich zapewnienia, że nie pozwolą, by budowa NS2 doprowadziła do sytuacji, w której Moskwa zakręca Kijowowi kurek z gazem. Czy że jest to projekt wyłącznie ekonomiczny. To dla Berlina już nie ma żadnego znaczenia. Współpraca z Rosją jest dla nich sposobem na jeszcze większe wzmocnienie swoich wpływów w Europie.

Moskwa zaś zyskuje adwokata, będącego najbardziej wpływowym państwem w UE. To zaś wzbudza obawy przed zniesieniem unijnych sankcji wobec Rosji. Te słabe restrykcje, które jednak irytują Putina i wpływają na pogorszenie stanu rosyjskiej gospodarki, są już właściwie jedynym przejawem braku zgody Zachodu na praktyki stosowane przez Kreml.

Postawa Niemiec korumpuje inne kraje członkowskie. Jeśli bowiem Berlin macha ręką na sankcje, to czemu mniejsze państwa miałyby ponosić wynikające z ich stosowania straty? Niedługo może się okazać, że Polska pozostanie osamotniona w swoim sprzeciwie wobec polityki Putina. Tym bardziej, że pozytywnie do współpracy z Kremlem nastawione są również prawicowe rządy niektórych krajów członkowskich, jak np. Włoch i część antyestablishmentowych partii. Europejska lewica zaś od dawna tylko czeka na sygnał do resetu.

Aby nie dopuścić do sytuacji, w której Europa ulega Moskwie, należy w dalszym ciągu piętnować na forum międzynarodowym praktyki Kremla i szukać sojuszników wśród krajów zagrożonych rosyjską agresją – zarówno w regionie, jak i m.in. w Skandynawii, czy Wielkiej Brytanii, a także zacieśniać współpracę z USA, które w przeciwieństwie do UE, o wiele surowiej traktują łamanie przez Rosję prawa międzynarodowego niż UE.

Petar Petrović

Autor jest dziennikarzem Polskiego Radia.

źródło:
Zobacz więcej