Wraca Ekstraklasa. Kto mistrzem, kto spadnie? Typujemy!

Czy walka o mistrzostwo znów rozegra się między Legią i Piastem? (fot. PAP)

Można ją krytykować, można śmiać się z poziomu, ale żadne inne rozgrywki nie generują wśród Polaków aż tylu emocji. Ukochana Ekstraklasa. Mistrzostwo Polski najpewniej odzyska warszawska Legia, spadną Arka Gdynia i ŁKS Łódź. Który transfer okaże się „strzałem w dziesiątkę”, kto zaskoczy, kto rozczaruje? U progu nowego sezonu, warto pomyśleć nad jego przebiegiem…

Katastrofa w Gliwicach. Pięć minut, które zatrzęsło mistrzem Polski

Długo wszystko układało się doskonale. Po remisie w Borysowie (1:1), Piast kontrolował losy dwumeczu i do 82. minuty rewanżu jedną nogą był w 2....

zobacz więcej

Tak, to tylko zabawa. Zgadywanka. Jest w tym oczywiście namiastka „eksperckiej” analizy, efekt setek godzin spędzonych nad meczami i wiadomościami z poszczególnych klubów, ale jeśli lata przy Ekstraklasie czegoś nas nauczyły, to przede wszystkim tego, że może się w niej zdarzyć absolutnie wszystko.

Kiedyś mistrzostwo Bundesligi zdobył beniaminek (Kaiserslautern). Dlaczego nie u nas? Dlaczego nie Raków Częstochowa lub ŁKS Łódź? Kiedyś w Anglii mistrz nie przegrał żadnego meczu (Arsenal). Może Legia? Może Lech? Lechia, Jagiellonia, Piast?

Schodzimy na ziemię. Zastanawiamy się nad rzeczami, które zdarzyć się muszą, nie – „mogą”. Ktoś przecież musi być mistrzem, ktoś musi spaść, ktoś nas pozytywnie zaskoczy… No i na pewno będziemy rozpływać się nad grą któregoś z nowych. Nad kim?

Ważne: od tego sezonu, jeden mecz Ekstraklasy, co tydzień, w TVP. Co ciekawsze w „Jedynce” lub „Dwójce”, reszta w TVP Sport i aplikacji mobilnej.


***

Liga Europy: Awans Legii do 2. rundy eliminacji

Piłkarze Legii Warszawa pokonali u siebie Europa FC z Gibraltaru 3:0 (2:0) w rewanżowym meczu 1. rundy eliminacji Ligi Europy i awansowali do...

zobacz więcej

Mistrz Polski: Legia Warszawa


Jeszcze do maja wydawało się, że cokolwiek by się nie działo, jakiekolwiek zamieszanie nie towarzyszyłoby klubowi z Łazienkowskiej, na mistrzostwo Polski mają monopol. Spadali na cztery łapy przez kilka kolejnych sezonów, ale że „nawet kot ma tylko siedem żyć”…

Po trzech latach dominacji, wbrew logice i wszelkim przewidywaniom, tytuł piłkarzom ze stolicy wydarł dzielny Piast. Trudno jednak przypuszczać, by gliwiczanie cieszyli się nim dłużej niż sezon.

Przede wszystkim: Legia wciąż jest znacznie bogatsza. Gdy Waldemar Fornalik drżał, by przy Okrzei nie uchylono okna transferowego zbyt szeroko, warszawianie zaliczyli niemal wymarzone lato. Walerian Gwilia, Arvydas Novikovas, Igor Lewczuk czy – przede wszystkim – Ivan Obradović to gracze, którzy „z miejsca” wzmocnią i tak silną, szeroką kadrę zespołu Aleksandara Vukovicia.

Po drugie: nawet jeśli Legia znów się potknie, nawet jeśli ewentualne trenerskie roszady znów nie wyjdą jej na dobre, świat nie kończy się przy Łazienkowskiej. Mocniejszy od Piasta skład mają – na papierze – Lechia Gdańsk, Jagiellonia, pewnie też poznański Lech. Szerszy. Gdy dodać do tego walkę w europejskich pucharach, krótsze wakacje i ew. „zadyszkę” po mistrzostwie, naprawdę trudno spodziewać się, by gliwiczanie powtórzyli sukces. Dopóki trenerem jest tam Waldemar Fornalik, nieodpowiedzialnie byłoby jednak cokolwiek wykluczać.

Wróćmy jednak do Legii. Korzystając z dostępnych piłkarzy, Vuković mógłby wystawić dwie silne jedenastki. Na przykład takie:

Wariant podstawowy:
Majecki – Vesović, Jędrzejczyk, Wieteska, Obradović – Martins, Gwilia – Novikovas, Carlitos, Nagy – Kulenović

Wariant rezerwowy:
Cierzniak – Stolarski, Lewczuk, Remy, Rocha – Kante, Antolić, Jodłowiec, Cafu, Luquinhas – Niezgoda

Są tacy, którzy twierdzą, że gdyby w Ekstraklasie grały „Legia 1” i „Legia 2”, to obie rywalizowałyby w grupie mistrzowskiej. Nawet jeśli jest w tym trochę przesady, sam fakt, że ktoś się nad tym wątkiem pochyla, najlepiej świadczy o mocy warszawian. Lub słabości naszej ligi…

Jeśli Legia nie zdobędzie tytułu, trzeba będzie mówić o niespodziance. Trudno jednak przypuszczać, by udało im się tego dokonać z Vukoviciem u steru. Jeśli serbski szkoleniowiec nie szykuje czegoś „ekstra” na początek sezonu, to mecze z Europa FC pokazały, że jak nie miał pomysłu na grę warszawian, tak dalej nie ma. A że Dariusz Mioduski nie należy do najbardziej cierpliwych…


***

Kuba Błaszczykowski ma syna. „Od teraz będziemy maszerować razem”

„Jestem zobowiązany podzielić się z Wami wspaniałą nowiną! Dziś na świat przyszedł mój syn Fabian” – napisał w mediach społecznościowych...

zobacz więcej

Spadną z Ekstraklasy: Arka Gdynia, ŁKS Łódź

Zacznijmy od Arki. Trener Jacek Zieliński wykonał tam kawał dobrej pracy, uratował zespół przed spadkiem dosłownie w ostatniej chwili, zyskując od kibiców i władz spory kredyt zaufania. Problem w tym, że gdynianie – już rok temu drżący o pozostanie w Ekstraklasie – mają teraz skład słabszy niż mieli. Odeszło trzech muszkieterów, którzy ciągnęli grę zespołu przez ostatnich kilka miesięcy: Michał Janota, Luka Zarandia i Marko Vejinović. Godnych następców nie widać, więc o ile Zieliński znów nie dokona jakichś cudów, Arka niechybnie zatonie.

ŁKS Łódź to inna historia. Oni do Ekstraklasy dopiero weszli, Kazimierz Moskal wprowadził ich tam od razu, natychmiast, po zaledwie kilku miesiącach spędzonych w pierwszej lidze. Sporo tam talentów, jest choćby młodzieżowy reprezentant kraju (Jan Sobociński), jest też rewelacyjny Hiszpan Dani Ramirez, który napsuł nerwów obrońcom kilkudziesięciu polskich drużyn i ma nadzieję robić to wciąż, ale jest też wielu piłkarzy sprowadzanych z myślą o niższej klasie rozgrywkowej, których nagle wrzuca się do głębokiej wody. Za głębokiej? To się okaże. Z dwóch beniaminków, Raków Częstochowa wygląda na zespół znacznie bardziej gotowy do tego, by zaskoczyć w Ekstraklasie. Choćby ze względu na trenera Marka Papszuna.

Ligowcy wrócili do gry. Lechia z Superpucharem Polski

Piłkarze Lechii Gdańsk zdobyli po raz drugi w historii Superpuchar Polski po wyjazdowym zwycięstwie nad Piastem Gliwice. Spotkanie mistrza i...

zobacz więcej

Najlepszy transfer: Ognjen Mudrinski

Szukali, szukali, aż wreszcie – chyba! – znaleźli. Ognjen Mudrinski nastrzelał się w Serbii, a teraz ma zachwycać również na polskich boiskach. Sam siebie nazywa „kilerem”, który może nie gra najbardziej efektownie, ale na pewno skutecznie. „Nie ma dla mnie znaczenia, czy bramka jest piękna czy brzydka. Najważniejsze, żeby piłka przekroczyła linię, a drużyna odniosła zwycięstwo” – mówił, jak wynika z oficjalnej strony Jagiellonii, tuż po transferze.

Ma 27 lat i wielu widzi w nim kogoś pokroju Nemanji Nikolicia, zachwycającego niedawno w barwach Legii. W Białymstoku od lat mieli problemy ze skutecznym napastnikiem, a Mudrinski ma je rozwiązać. 65 goli w 163 meczach serbskiej SuperLigi nie robi może kolosalnego wrażenia, ale trzeba brać pod uwagę, że występował w barwach średniaków (ostatnio Cukaricki). Jagiellonia, jak na polskie warunki, średniakiem nie jest, więc i jemu powinno być łatwiej. Jeśli szybko nastawi celownik, obrońcy rywali będą mieć z nim sporo problemów.


Kto jeszcze? Ivan Obradović to wielkie nazwisko, ze świetnym CV, ale też… sporymi problemami ze zdrowiem. Gdyby nie to, że coraz więcej czasu spędza w gabinetach lekarskich, grałby w znacznie lepszym klubie niż Legia. Tu ma się odbudować, tu ma się pokazać w pucharach i – tego oczekują w Warszawie – przerastać ligę, jak to przed dwoma laty na boku obrony robił Artur Jędrzejczyk.

Jak będzie? Czekamy!

źródło:
Zobacz więcej