Wielka Brytania ściga Asyryjczyków za „wspieranie terroryzmu”

Państwo Islamskie jest stroną wieloletniego konfliktu w Syrii (fot. Beraa Darvish/Anadolu Agency/Getty Images, zdjęcie ilustracyjne)

Brytyjskie media podały kilka dni temu, że prokuratura tego kraju wszczęła postępowanie przeciwko asyryjskiej organizacji humanitarnej w sprawie „finansowania terroryzmu”. Miało ono polegać na zapłaceniu Państwu Islamskiemu około 150 tys. funtów w celu wykupu asyryjskich chrześcijan porwanych w Syrii. Płacenie okupu za zakładników bywa bardzo szkodliwe, ale w tym wypadku działania brytyjskich organów ścigania są absurdalne.

Seria ataków islamistów w Syrii. Państwo Islamskie wciąż groźne

35 żołnierzy syryjskiej armii i sprzymierzonych z nią bojowników zginęło od czwartku w atakach Państwa Islamskiego – poinformowało Syryjskie...

zobacz więcej

Feralny lutowy dzień 2015 r.

Cała historia zaczęła się w lutym 2015 r., gdy chrześcijańskie wioski w dolinie rzeki Chabur w syryjskiej prowincji Hasaka zostały zaatakowane przez Państwo Islamskie. Miesiąc później asyryjskie oddziały i sprzymierzone z nimi kurdyjskie YPG odbiły ten teren, ale 226 chrześcijańskich Asyryjczyków pozostało w rękach terrorystów. Ci postanowili zrobić biznes i wysłali wiadomość biskupowi w Hasace, że wypuszczą porwanych w zamian za 50 tys. dolarów za każdego zakładnika. Łącznie dawało to ponad 1 mld dolarów. Biskup Mar Afram Athneil zaczął wówczas desperacko zbierać pieniądze wśród diaspory asyryjskiej na świecie, w tym w Wielkiej Brytanii.

O tym, że dżihadyści nie żartują Asyryjczycy przekonali się we wrześniu 2015 r., gdy Państwo Islamskie opublikowało film z egzekucji trzech porwanych chrześcijan. Wtedy też przyśpieszono zbiórkę. Nie wiadomo ostatecznie, ile pieniędzy zostało przekazanych terrorystom, ale do lutego 2016 r. wszyscy zakładnicy zostali uwolnieni. Ostatnią wypuszczoną była 16-letnia Marjam Dawid Talja, która mimo zapłaconego okupu, została wyciągnięta z transportu przez jednego z lokalnych watażków Państwa Islamskiego, który upatrzył ją sobie na seksualną niewolnicę. Potrzebne były zatem dodatkowe negocjacje.

Brytyjska prokuratura w akcji

Niemal cztery lata po porwaniu brytyjska prokuratura postanowiła wszcząć śledztwo w związku z podejrzeniem przekazania biskupowi Athneilowi (a docelowo Państwu Islamskiemu) przez działającą w Wielkiej Brytanii asyryjską organizację charytatywną Assyrian Church of the East Relief Organisation (ACERO) prawie 150 tys. funtów. Płacenie okupów terrorystom jest zakazane w Wielkiej Brytanii, podobnie zresztą jak w USA. Jednak w 2015 r. administracja ówczesnego prezydenta Baracka Obamy zapowiedziała, że rodziny porwanych Asyryjczyków nie będą ścigane za wpłacanie okupu. W praktyce każdy niemal Asyryjczyk miał bliższego lub dalszego krewnego wśród zakładników, gdyż społeczność ta obecnie nie jest zbyt duża.

Uciekła, by żyć w Państwie Islamskim. Straci brytyjskie obywatelstwo

Brytyjski rząd podjął decyzję o pozbawieniu obywatelstwa Shamimy Begum – nastolatki, która cztery lata temu uciekła z Londynu, by żyć w Państwie...

zobacz więcej

ACERO twierdzi natomiast, że zebrane pieniądze poszły nie do Syrii, lecz Iraku jako wsparcie dla zakładników już po ich uwolnieniu. Biskup Athneil również zaprzecza, by ACERO miało cokolwiek wspólnego z wpłaceniem okupu. Choć wszczęcie postępowania nie przesądza jeszcze wyciągnięcia konsekwencji karnych, to władze brytyjskie już zamroziły pół miliona funtów na kontach bankowych ACERO.

Asyryjczycy zbierając pieniądze na okup mieli świadomość tego, że w niektórych krajach jest to przestępstwo. Wychodzili jednak z założenia, że nie ma innej drogi uwolnienia zakładników, a dopuszczenie do wymordowania ponad 200 ich rodaków nie wchodziło w grę.

Mocarze tego świata nie zrobili nic

Z takim podejściem zgadza się ksiądz Mariusz Boguszewski z polskiego oddziału Papieskiego Stowarzyszenia Pomoc Kościołowi w Potrzebie, sam zaangażowany w wiele projektów pomocowych w Syrii i Iraku, w tym w szczególności dla tamtejszych chrześcijan. „Przede wszystkim życie ludzkie jest bezcenne i nie da się go przeliczyć na pieniądze” – podkreśla ksiądz i dodaje: „Obecnie jest wiele możliwości prowadzenia mediacji i dyplomatycznych negocjacji w przypadku porwania zakładników, jednakże jeśli doszło do takiego punktu, że nie ma innej możliwości, to wpłacenie okupu jest dopuszczalne. Zwłaszcza, gdy mocarze tego świata nie podejmują żadnych działań”. W opinii duchownego w takich sytuacjach szczegóły sprawy nie powinny być ujawniane, gdyż mogą stanowić zachętę dla innych porywaczy.

Bartosz Rutkowski, założyciel organizacji pomocowej „Orla Straż” nie kryje swojego oburzenia postępowaniem brytyjskiej prokuratury, wytykając Wielkiej Brytanii, a także innym krajom zachodnim, takim jak Francja czy Niemcy, że bardziej dbają o terrorystów niż o ich ofiary. Wielu obywateli tych krajów wyjechało bowiem do Syrii i Iraku, wstępując w szeregi Państwa Islamskiego i brało udział w prześladowaniach miejscowej ludności, w tym chrześcijan. „Teraz debatują tam nad pomocą dla tych ludzi i sprowadzają z powrotem ich dzieci. Ale o odszkodowaniach i pomocy dla ofiar nikt nie mówi” – zauważa i podkreśla, że 150 tys. funtów to drobiazg w porównaniu do tego, co Państwo Islamskie zarobiło na potajemnym handlu ropą i innymi towarami. Tymczasem przypadki pociągania do odpowiedzialności karnej kontrahentów Państwa Islamskiego są sporadyczne.

Państwo Islamskie coraz groźniejsze w Afryce. Dzieci wśród ofiar ataku

Mimo pokonania Państwa Islamskiego na Bliskim Wschodzie, terroryści z tej organizacji wciąż są aktywni w Afryce. W ataku na wieś w Mozambiku...

zobacz więcej

Też płaciliśmy okup za więźniów Pawiaka

Rutkowski przypomina również, że Polacy robili podobne rzeczy za czasów niemieckiej okupacji. „Rodziny wykupywały więźniów z Pawiaka” – mówi. Smaczku dodaje też fakt, że Wielka Brytania w ramach programu Access to Justice and Community Security finansowała tzw. Wolną Policję Syryjską. Tymczasem BBC ujawniło, że formacja ta miała ścisłe związki z syryjską Al–Kaidą. W tym wypadku jednak żadne konsekwencje nie zostały wyciągnięte.

Orla Straż również zaangażowana jest w pomoc rodzinom wykupującym swoich krewnych, w tym dzieci, z niewoli terrorystów Państwa Islamskiego. Rutkowski podkreśla jednak, że nie dają pieniędzy na wykup, ale pomagają rodzinom, które już zapłaciły okup, spłacać długi zaciągnięte w tym celu. Chodzi w szczególności o jazydów. – Nie finansujemy bezpośrednio takich wykupów właśnie, by uniknąć oskarżeń o finansowanie terrorystów. Natomiast tym rodzinom trzeba pomóc, bo to bardzo biedni ludzie i grozi im ruina finansowa – mówi Rutkowski. Cena za jedną osobę wynosi zwykle kilka tysięcy dolarów. – Trzeba pamiętać jak tych ludzi traktowano, kobiety służyły jako seksualne niewolnice, a dzieci były szkolone na terrorystów lub były maltretowane i zmuszane do ciężkiej pracy – przypomina szef Orlej Straży.

Jak na Saharze zapłacenie okupu rozkręciło biznes kidnaperski

Faktem jest jednak, że niekiedy płacenie okupu może spowodować znaczne szkody. W 2003 r. na pustyni w południowej Algierii doszło do porwania 32 turystów europejskich, w tym 16 Niemców. 17 zakładników zostało później uwolnionych w operacji przeprowadzonej przez algierską armię, natomiast 15 pozostałych, głównie Niemców, zwolniono prawdopodobnie po wpłaceniu 5 mln euro okupu przez niemiecki rząd. Berlin nigdy tego nie potwierdził, ale tak wykazało dziennikarskie śledztwo. Na czele grupy porywaczy stał Abderrazak el Para, teoretycznie związany z Al–Kaidą Islamskiego Maghrebu, ale według śledztwa Le Monde Diplomatique była to jedynie przykrywka, a w rzeczywistości był on agentem algierskich służb specjalnych. Zakładnicy byli zresztą traktowani bardzo dobrze, co kontrastowało z losem kolejnych porwanych.

Wezwania do ataków po kastylijsku i baskijsku. Media: Zbrojne ramię IS działa w Europie

Według hiszpańskich mediów zwierzchnicy Państwa Islamskiego wzywają swoich członków i sympatyków do ataków na chrześcijańskie obiekty sakralne w...

zobacz więcej

W grupie zorganizowanej przez El Para był bowiem inny słynny saharyjski rzezimieszek Mochtar Belmochtar. Bardziej przemytnik niż dżihadysta, o czym świadczył jego pseudonim Mr Marlboro, utrzymywał jednak dobre relacje z Al Kaidą. Sukces 2003 r. zachęcił go do kontynuowania procederu porwań, które stały się plagą Sahary i Sahelu przez kilkanaście następnych lat, a zakładnicy już nie byli tak dobrze traktowani. Kilku zresztą straciło życie. Najprawdopodobniej nie doszłoby do tego, gdyby nigdy żaden okup nie został zapłacony. Porywacze, nawet jeśli byli dżihadystami, to nie kierowali się bowiem chęcią mordowania „niewiernych”, ale poczuli lukratywny biznes. A jak poderżnęli komuś gardło (np. Phillipe’owi Verdonowi), to po to, by „zachęcić” do zapłacenia za pozostałych. Przeważnie jednak porywacze byli cierpliwi, o czym świadczy przypadek Szweda Johana Gustafssona i obywatela RPA Stephena McGowna, porwanych w 2011 r. w północnym Mali i wypuszczonych dopiero w 2017 r.

Miliony euro, które porywacze zdobyli w ten sposób, z całą pewnością przyczyniły się do destabilizacji regionu Sahelu. Dżihadyści urośli w siłę i mieli środki, by przeprowadzać co raz bardziej śmiałe akcje. Dotyczyło to zwłaszcza Mokhtara Belmokhtara, który stał się jednym z najbardziej wpływowych liderów dżihadystyczno-terrorystycznych, o którego poparcie rywalizowała Al–Kaida oraz Państwo Islamskie. W 2011 r. był on w stanie dokonać potężnego ataku na gazownię w In Amenas na południu Algierii, biorąc aż 800 zakładników. Algierskie służby jednak nie negocjowały i przeprowadziły szturm, w którym zginęło 39 obcokrajowców i nieznana liczba Algierczyków, a także 29 terrorystów.

Wiele wskazuje również na to, że niektóre państwa płaciły okup za swoich obywateli przetrzymywanych przez Państwo Islamskie. Tak twierdzi rodzina Jamesa Foleya, brytyjskiego dziennikarza zamordowanego w sierpniu 2014 r. Jego matka, Diane Foley, w jednym z wywiadów stwierdziła, że wiele lat później dowiedziała się, że Państwo Islamskie uwolniło niektórych europejskich zakładników przetrzymywanych razem z jej synem po otrzymaniu od rządów krajów, których byli oni obywatelami, wielomilionowych okupów.

Z całą pewnością również pieniądze, które Państwo Islamskie dostało za 226 porwanych Asyryjczyków, w jakimś stopniu pomogły rozwinąć działalność terrorystyczną tej organizacji. Jednak trzeba pamiętać o zupełnie innych okolicznościach niż porwania na Saharze, a także o tym, że świat mógł zrobić znacznie więcej w zwalczaniu tych terrorystów. W 2015 r. żadnego wsparcia dla oddziałów walczących z Państwem Islamskim w Syrii praktycznie nie było. A porwani Asyryjczycy byli w sytuacji beznadziejnej.

źródło:
Zobacz więcej