Kazach wychodzi na ulicę

Służby wyłapują demonstrantów (fot. arch. PAP/EPA/IGOR KOVALENKO)

W ostatnich tygodniach przez Kazachstan przelewa się fala protestów. Jest to zjawisko dość zaskakujące. Dotąd w kraju było spokojnie, mieszkańcy nie występowali tak chętnie przeciwko wieloletnim rządom prezydenta Nursułtana Nazarbajewa, którego wersja demokracji miała nader skąpe związki z europejskimi wzorcami. Także względnie sprawiedliwie rosnący dobrobyt, efekt eksploatacji ogromnych złóż ropy naftowej i gazu ziemnego, nie wskazywał na rosnące niezadowolenie. Skąd zatem taki obrót?

Kazachstan: Cenzura internetu i łapanka wśród opozycjonistów

Od rana w czwartek w Kazachstanie nieosiągalne były liczne strony oraz komunikatory internetowe oraz Kazachskie Biuro Praw Człowieka. Władze...

zobacz więcej

Protesty odbywają się regularnie w największych miastach – Ałmatach, stolicy kraju Nur Sułtanie (poprzednio Astana), Szymkiencie, Karagandzie i Uralsku. Ich skala nie musi imponować, po kilkadziesiąt, kilkaset, rzadko kilka tysięcy osób, do tego masa funkcjonariuszy. Ale demonstracje to coś więcej – oznaczają, że jakiś wentyl zaczyna puszczać, że w ludziach wzbiera złość, że mają dość, że chcą wziąć sprawy w swoje ręce i nie boją się konsekwencji.

Demonstracje wspiera Muchtar Abliazow, „Chodorkowski z Kazachstanu”, upadły oligarcha przebywający na wygnaniu we Francji. W przeszłości był protegowanym Nazarbajewa, dorobił się fortuny – a wiemy jak się robiło fortuny w byłych republikach radzieckich – ale podpadł i teraz pozuje na wolnościowe sumienie Kazachstanu. W czerwcu 2017 roku były prezes banku BTA został skazany zaocznie za domniemane przestępstwa finansowe na 20 lat pozbawienia wolności i utratę mienia.

Zarzuty ekstremizmu

W protesty zaangażowała się jego zdelegalizowana partia Demokratyczny Wybór Kazachstanu. Jej działacze są wyłapywani i aresztowani pod zarzutem ekstremizmu. W fasadowej demokracji owszem jest miejsce dla różnych organizacji opozycyjnych, ale tylko jeżeli nie zagrażają one aktualnemu układowi.

Trzy lata temu również doszło do protestów, miały zresztą bardzo gwałtowny przebieg, w kierunku policjantów leciały nawet koktajle Mołotowa. W Ałmatach czy Astanie na ulice wychodziło nawet po kilka tysięcy osób. Dochodziło do aresztowań, także wśród dziennikarzy. Wówczas ludzie wykazywali niezadowolenie z nierównej dystrybucji dochodu narodowego i powszechnej korupcji. Wtedy protesty szybko się skończyły, teraz trwają już kolejny miesiąc.

Kazachowie nie chcą zmiany nazwy stolicy. Trwają protesty

W Kazachstanie trwają protesty przeciwko zmianie nazwy stolicy z Astany na Nursułtan. Nowa nazwa została przyjęta na cześć byłego prezydenta...

zobacz więcej

Kazachstańczycy – nie tylko rdzenni Kazachowie (tytuł artykułu jest celową parafrazą reportażu Ryszarda Kapuścińskiego) – wyszli na ulice, żeby przede wszystkim wyrazić swój sprzeciw wobec niedemokratycznej sukcesji na najwyższych szczeblach władzy. W marcu 78-letni Nazarbajew nieoczekiwanie, po 28 latach, złożył władzę. Na następcę wyznaczył przewodniczącego parlamentu Kasym-Żomarta Tokajewa. Do czerwcowych wyborów Tokajew był pełniącym obowiązki prezydenta i został zaprzysiężony po zwycięstwie w głosowaniu, w którym według oficjalnych danych wskazało go ponad 70 proc. wyborców.

– Gdy doszło do sukcesji, natychmiast pojawiła się anegdota doskonale oddająca układ w Kazachstanie. Nazarbajew podarował Tokajewowi samochód bez kierownicy. Na pytanie Tokajewa, dlaczego kierownicy nie ma, Nazarbajew odpowiada: „Nie martw się, tylko dawaj gazu, a ja będę kierować” – mówi portalowi tvp.info Polka z Ałmatów, mieszkająca od pokoleń w Kazachstanie, która woli pozostać anonimowa. – W zgodnej ocenie mieszkańców zmiana prezydenta to farsa. Ja Tokajewa odbieram jako osobę wykształconą, owszem, ale mimo wszystko, a może przede wszystkim – za marionetkę – zaznacza.

Jednym z elementów życia politycznego w Kazachstanie jest kult jednostki. Nazarbajewa. Oczywiście nie jest on posunięty do ocierającego o absurd poziomu, jaki w sąsiednim Turkmenistanie ma Gurbanguły Berdimuhamedow, ale bez wątpienia funkcjonuje. Tokajew na razie nie ma szans na taką chwałę. Słońce może być tylko jedno. Zresztą słońce nadal ma realną władzę. Nazarbajew pozostał szefem rządzącej partii Nur Otan oraz Rady Bezpieczeństwa Kazachstanu. Wbrew jego woli niczego nie da się zmienić.

Kult jednostki

– Dla mnie ten kult jest wierną kopią kultu Lenina i komunizmu, jaki funkcjonował tu w czasach PZPR. Wszędzie portrety, plakaty i wszystko nazywane imieniem Nazarbajewa. Most, fabryka, szkoła. Jedyna różnica to kolory. Zamiast czerwonego i białego teraz mamy błękitny i żółty. Zamiast Lenina – Ełbasy (Ojciec Narodu – tytuł nadany prezydentowi przez wiernopoddańczy parlament – przyp. red.) Nazarbajew. Zamiast „Wcielamy w życie ustalenia XXVII Kongresu Partii” – projekt „Kazachstan 2030”. Wszystko na jedno kopyto, żadnej fantazji. Na razie nie ma żadnych oznak, żeby kult jednostki miał być przelany na Tokajewa – wskazuje.

Nowy prezydent Kasym-Żomart Tokajew jest uważany przez wielu obywateli za figuranta (fot. arch. PAP/EPA/IGOR KOVALENKO)

Exit poll: Tokajew wygrywa wybory prezydenckie w Kazachstanie. Opozycja protestuje

Tymczasowy prezydent Kazachstanu Kasym-Żomart Tokajew, w dzisiejszych wyborach głowy państwa, otrzymał nieco ponad 70 procent głosów. To wyniki...

zobacz więcej

– Nazarbajew zawsze był gwarantem stabilności Kazachstanu i taka była powszechna propaganda. Może to, że zrezygnował z funkcji prezydenta było dla kogoś znakiem, że kończy się jego czas i możliwe są zmiany. Ja w to jednak nie wierzę. Cały kraj należy do „rodziny”, czyli do krewnych i bliskich Nazarbajewa. Nie ma możliwości posiadania czegoś, co przynosi duże pieniądze nie będąc w „rodzinie” albo nie płacąc jej odpowiednich danin – tłumaczy Polka.

Według naszej rozmówczyni ograniczony zasięg demonstracji może częściowo wskazywać na to, że ludzie tak przyzwyczaili się do obecnej władzy, iż są obojętni na ograniczone swobody, czy też przechodzą nad zawłaszczeniem kraju przez układ rządzący do porządku dziennego.

– Jest tu wielu ludzi niezadowolonych z życia, ale takich, którzy próbują coś z tym zrobić jest bardzo mało. Dużo osób wyjeżdża, bo nie wierzy w demokratyczną przyszłość tego kraju. Są to osoby różnych narodowości (w Kazachstanie żyją przedstawiciele ponad 120 narodowości – przyp. red.), o różnym wykształceniu i poziomie życia – podkreśla.

Protestanci walczą też m.in. o wolność mediów. Republiki postsowieckie łączy zdecydowany opór przed tworzeniem społeczeństwa obywatelskiego, którego wolne media stanowią jeden z filarów. Kazachstan nie jest w tym przypadku wyjątkiem. Władze wprawdzie nie przemilczają demonstracji, ale nie poświęcają im dużo uwagi.

Tokajew nowym prezydentem Kazachstanu. Kraj ma też nową nazwę stolicy

Kazachstan zmienił nazwę stolicy z „Astana” na „Nursułtan”. Od dziś Kazachstan ma też nowego prezydenta. Po wczorajszej dymisji Nursułtana...

zobacz więcej

Suche relacje

– To są suche, bezemocjonalne, krótkie reportaże. Cyfry – ile osób zatrzymano i że wszystkich wypuszczono – wskazuje Polka, która dodaje, że o wiele bardziej dokładny obraz wydarzeń wyłania się z sieci. – Relacje są pełniejsze, podkreśla się, że zatrzymania sa bezprawne. Można przeczytać wiele historii, że ktoś spacerował blisko placu, na którym odbywała się demonstracja, i również został zatrzymany.

– Jak są demonstracje, wiele osób wcześniej wychodzi z pracy i wraca do domów, żeby uniknąć zagrożenia. Wśród moich znajomych nie ma nikogo, kto szedłby protestować, choć w internecie jest wiele artykułów, filmów zachęcających do udziału w demonstracjach. Ludzie dostają powiadomienia przez aplikację WhatsApp. Ja wprawdzie takiej nie dostałam, a przyjaciółka tak i mi ją pokazała – dodaje.

Władze nie są w ciemię bite i blokują dostęp do mediów społecznościowych. Nasila się to przed planowanymi demonstracjami. W miejscach organizacji protestów blokowany jest z kolei internet mobilny. Aktywiści donoszą również, że pod domami czekają na nich policjanci.

– Nie wiem, jak jest w Polsce, ale w republikach byłego Związku Radzieckiego na demonstracje i protesty ludzie przychodzą za pieniądze. Jeżeli nie ma kilku tenge, liczba uczestników jest bardzo mała, co może wskazywać na oddolną inicjatywę obecnych zajść – ocenia. – Moim zdaniem naród po erze radzieckiej nie potrafi walczyć o swoje prawa i jest pasywny. Może pokolenie urodzonych po rozpadzie ZSRR będzie inne i coś zechce zmienić? Jeżeli obecne protesty są tego zwiastunem, to trzeba będzie jeszcze trochę poczekać aż ten ruch demokratyczny dojrzeje – dodaje.

Istnieje zatem bardzo małe prawdopodobieństwo, że w Kazachstanie dojdzie w najbliższym czasie do rewolucji. Silna władza centralna na to nie pozwoli. Zresztą taki jest duch Azji Środkowej. Spośród byłych republik radzieckich, jedynie w Kirgistanie w 2010 roku obalono prezydenta Kurmanbeka Bakijewa.
Nursułtan Nazarbajew oddał urząd prezydenta, ale zachował władzę (fot. arch. PAP/Mikhail Metzel/TASS)

Polska w sercu i w modlitwie. Ciężkie losy kazachstańskiej Polonii

Nie wszyscy znają język polski, wielu długo nie zdawało sobie sprawy ze swoich korzeni. Dla dziesiątek tysięcy obywateli Kazachstanu Polska jest...

zobacz więcej

Moskiewski katalizator

– Mówią, że rewolucja w Kirgistanie została wywołana przez Rosjan, którzy nie chcieli, żeby z lotniska w Biszkeku korzystali Amerykanie prowadzący wojnę na południu. Jeżeli władze Kazachstanu nie będą robiły niczego wbrew Rosji, rewolucja nam nie grozi – mówi z ironią Polka. – Zresztą za rewolucję ktoś musiałby zapłacić, pytanie komu by na niej zależało? Kluczowe jest jednak to, że mamy tak liczną policję i wojsko, iż oddolna rewolucja jest w zasadzie niemożliwa.

W około 18-milionowym Kazachstanie mieszka kilkadziesiąt tysięcy Polaków, zesłańców i ich potomków, których wir historii (carat, komunizm) zagnał w ten niegościnny, jeżeli chodzi o klimat, region. – Żyje nam się tak samo jak reszcie obywateli. Kto ma dobrą pracę lub własny prosperujący biznes, temu żyje się dobrze, reszta jest niezadowolona – mówi nasza rozmówczyni.

– Dużo Polaków chce wyjechać. Najwięcej takich osób mieszka na północy kraju, szczególnie na wioskach, gdzie nie ma pracy. Nowelizacja Ustawy o repatriacji otworzyła nowe możliwości dla wyjazdu i liczba chętnych powiększyła się – wskazuje Polka.

Kazachstan z całą swoją złożonością najpewniej będzie trwały, jeżeli chodzi o system władzy. Zmian „rodzina” potrzebuje jak żaba bociana. Wahnięć nie potrzebują również partnerzy handlowi Kazachstanu, a warto być przyjacielem kraju, który rocznie wydobywa około 70 mln ton ropy rocznie i około 40 mld metrów sześciennych gazu, do tego ma w ziemi ponad 100 ze 110 podstawowych pierwiastków, w tym największe na świecie złoża uranu. Polityka może wówczas zejść na dalszy plan.

źródło:
Zobacz więcej