Katastrofa podwodnego wywiadu Rosji. Testowali „broń Sądu Ostatecznego”?

Ofiarą pożaru padło aż 14 wysokich rangą oficerów (fot. PAP/EPA/ANATOLY MALTSEV)

Ściśle tajna katastrofa – to określenie najlepiej pasuje do dramatu, jaki rozegrał się 1 lipca wieczorem na pokładzie Łoszarika. Nic w tym dziwnego – wszak okręt wchodzi w skład specjalnego zarządu ministerstwa obrony, uważanego za podwodny wywiad Rosji.

Sklonują „rosyjski Pentagon”. Putin popełnia błąd Ceaușescu? [OPINIA]

Kreml coraz bardziej obawia się społecznego buntu, który zmiecie obecny reżim. Władimir Putin nie ufa już swym pretorianom – Rosgwardia nieudolnie...

zobacz więcej

Przeszło dwa tygodnie po awarii wiadomo tylko tyle, że wybuchł pożar, którego ofiarą padło aż 14 wysokich rangą oficerów. Jednostkę uratowano, a specjalna komisja prowadzi dochodzenie. Już jednak wiadomo, że na część pytań nigdy nie udzieli odpowiedzi, choć je już zna. Jak brzmią najważniejsze pytania? Co wywołało pożar? Dlaczego zginęło tak wielu członków załogi? Jaką misję wykonywał Łoszarik? Dlaczego na jednym okręcie znalazło się tak wielu doświadczonych wysokich oficerów? Wreszcie, co na pokładzie robił cywil i dlaczego – z tego co wiadomo – jego uratowanie było priorytetem załogi?

Tytanowa chluba rosyjskiej floty

Potoczna nazwa AS-31 (Projekt 10831) nawiązuje do sowieckiego filmu animowanego z początku lat 70-tych XX w. o koniku zbudowanym z małych kulek. Podłużny kadłub jednostki skrywa sznur kulistych komór z tytanu. Ale sam okręt Sowieci zaprojektowali w dużym stopniu czerpiąc wzory z amerykańskiego NR-1 (Naval Research Vessel) – zbudowanego w 1969 roku unikalnego głębinowego aparatu badawczego, wycofanego ze służby dopiero w 2008 roku. Zasadniczą przewagą AS-31 jest nieporównanie większa możliwość zejścia na głębokości. Amerykański NR-1 mógł eksplorować dno morskie maksymalnie na głębokości 1000 metrów. Łoszarik, dzięki tytanowemu korpusowi, może podobno schodzić nawet sześć razy niżej. No i może też zabrać większą załogę na pokład (do 24 osób).

Budowa AS-31 ruszyła w samym apogeum wyścigu zbrojeń w latach 80. XX w. Jednak wraz z upadkiem Związku Sowieckiego, prace wstrzymano z powodu wysokich kosztów. Kryzys dotknął wtedy całą rosyjską flotę wojenną. Do projektu wrócono po tym, jak prezydentem został Władimir Putin, a coraz szerszy strumień petrorubli pozwolił kierować coraz większe środki na modernizację i rozbudowę sił zbrojnych. W 2003 roku Łoszarik został zwodowany, zaś rok później wszedł do służby. W rosyjskiej nomenklaturze wojskowej nie jest nazywany okrętem, lecz podwodną jednostką badawczą („naukowo-badawczy aparat głębinowy”) – ponieważ nie jest uzbrojony. W rzeczywistości jednak służy celom militarnym. To supertajna jednostka – więc większość informacji na jej temat jest nieoficjalna, wynika z domysłów i analiz ekspertów.

Metoda na sztorm i doktryna szarej strefy. Rosyjscy szpiedzy buszują po Bałtyku [OPINIA]

Rosja to największe zagrożenie, ale coraz aktywniejszy jest wywiad chiński – to główne wnioski płynące z raportów opublikowanych w ostatnim czasie...

zobacz więcej

Łoszarik ma podwójny kadłub. Zewnętrzny, podłużny, typowy dla okrętów podwodnych. Wewnętrzny składa się z połączonych kul o tytanowej powłoce, co ma pozwalać wytrzymać ciśnienie nawet przy zanurzeniu do głębokości 6000 metrów. Okręt ma ok. 60-70 m długości, 2100 ton wyporności przy zanurzeniu, składa się z sześciu lub siedmiu przegród, załoga wynosi 20–25 osób, ma się zanurzać na głębokość nawet 6000 m, rozwija prędkość do 6 węzłów, ma napęd atomowy.

Oczywiście AS-31 nie jest w stanie pokonywać duże odległości, więc w rejon działania płynie zadokowany do większego, bojowego okrętu podwodnego. W przypadku Łoszarika przez wiele lat był to BC-136 Orenburg, strategiczny atomowy okręt podwodny zmodyfikowanego Projektu 667BDR (Delta III). Ostatnio było jednak dużo informacji, że ta stara jednostka ma być wycofana ze służby. Wiele wskazuje na to, że gdy na pokładzie Łoszarika doszło do pożaru, jego okrętem-nosicielem był już nowszy BS-64 Podmoskowje (Delta IV) – atomowa jednostka, w służbie od 2017 roku. Niewiele wiadomo o wcześniejszych misjach AS-31. Na pewno brał udział w podmorskich ekspedycjach naukowych w głąb Arktyki. Ale jego podstawowym zadaniem jest praca dla wojska – a to już jest okryte głęboką tajemnicą. W każdym bądź razie przełożenie musieli być zadowoleni z Łoszarika, bo członkowie załogi byli wielokrotnie odznaczani i awansowani.

Tajemnica przegrody akumulatorów

Pożar wybuchł w poniedziałek 1 lipca wieczorem, około godz. 21. czasu moskiewskiego. Oficjalna wersja mówi, że pożar wybuchł, gdy okręt znajdował się na płytkich wodach, na głębokości ok. 300 m. Przyczyną miało być zwarcie w przegrodzie akumulatorów. Minister obrony Siergiej Szojgu zameldował Putinowi, że do pożaru doszło w przegrodzie baterii elektrycznych. Mające atomowy napęd okręty używają takich baterii jako wariantu zapasowego na wypadek jakiejś awarii reaktora. Atomowe okręty podwodne używają zwykle tradycyjnych akumulatorów kwasowo-ołowiowych. Ale Łoszarik miał nowocześniejsze baterie litowo-jonowe, podobne w działaniu do baterii telefonów komórkowych. Baterie kwasowo-ołowiowe mogą produkować podczas ładowania wodór, co zwiększa ryzyko wybuchu pożaru i eksplozji na okręcie (w przeszłości dochodziło do takich wypadków). Baterie litowo-jonowe są mocniejsze, mniejsze, bardziej pewne i uważane za bezpieczniejsze. Ale też – w razie zwarcia – może w nich dochodzić do wybuchów i pożarów.

Rosja atakuje polskie wojsko trollami

Serwer Niezależnego Dziennika Politycznego jest w Amsterdamie, ale portal realizuje politykę Kremla – wskazuje „Rzeczpospolita”, która ocenia, że...

zobacz więcej

Do takiej właśnie eksplozji miało dojść 1 lipca, gdy Łoszarik dokował do swego okrętu-nosiciela. Wybuch i pożar miał spustoszyć wnętrze jednostki, zabijając 14 członków załogi. Kilku pozostających w głównym miejscu dowodzenia oficerów miało zablokować przegrody, dokończyć procedurę dokowania, wyłączyć reaktor i ewakuować się na pokład okrętu-nosiciela. Ten z kolei wykonał awaryjne wynurzenie, czego świadkiem była wystraszona grupa rybaków – ok. godz. 21.30 niedaleko Zatoki Ura (na północny zachód od wejścia do Zatoki Kolskiej).

Załoga bojowej atomowej jednostki, najwyraźniej bojąc się kolejnych wybuchów i tego, że pożar rozprzestrzeni się na ich pokład, przeprowadzili procedurę pełnego zalania wodą morską kadłuba Łoszarika po czym wrócili do bazy w Siewieromorsku z uszkodzonym okrętem, wewnątrz którego znajdowały się – zalane wodą morską – zwłoki marynarzy. Zginęło siedmiu kapitanów 1. rangi (dwaj z nich mieli tytuł Bohatera Federacji Rosyjskiej za udział w misjach – jeden był dowódcą Łoszarika), trzech kapitanów 2. rangi, podpułkownik służby medycznej, dwóch kapitanów 3. rangi oraz kapitan-lejtnant. Przeżyło czterech członków załogi oraz cywil.

Dlaczego świetnie wyszkoleni i mający ogromne doświadczenie marynarze nie użyli specjalnych masek tlenowych, które powinni cały czas przy sobie nosić, a które nie tylko pozwalają przebywać w zadymionym pomieszczeniu nawet przez 20 minut, ale też mają możliwość podłączenia do stacjonarnego systemu dostarczania powietrza. Wytłumaczeniem może być to, że pożar poprzedziła potężna eksplozja, która tak bardzo poturbowała marynarzy, że nie byli w stanie szybko sięgnąć po maski (taką wersję może potwierdzać fakt, że ci, co ocaleli i trafili do szpitala, mieli być kontuzjowani, a nie tylko zatruci dymem i poparzeni).

Ale jest też inne wytłumaczenie. Być może zbyt późno wykryto i zaczęto walczyć z pożarem. Według nieoficjalnych ustaleń jednej z rosyjskich gazet, płomienie błyskawicznie ogarnęły izolację kabli lub akumulatory, a wysoce toksyczny dym przedostał się przez system wentylacji do innych przegród. Jak twierdzi „Kommiersant”, wystarczy kilka wdechów takiego dymu, by w zamkniętym pomieszczeniu człowiek stracił przytomność. Taki przebieg wydarzeń może potwierdzać informacja podana przez „Komsomolską Prawdę”, że gdy wybuchł pożar, większość załogi odpoczywała i została kompletnie zaskoczona pojawieniem się morderczego dymu.

Komisja badająca wypadek (na czele stanął sam dowódca Morsko-Wojennej Floty Rosji, adm. Nikołaj Jewmenow) rozpatruje trzy wersje, jeśli chodzi o źródło pożaru: dywersja, zwarcie w panelu elektrycznym, zderzenie z „zewnętrznym obiektem”, w wyniku czego akumulatory zalała woda, wywołując eksplozję. Jeśli chodzi o wersję dywersji jest ona mało prawdopodobna i zakłada, że wcześniej wniesiono na pokład okrętu ładunek wybuchowy.

Putin wciągnął Zachód w pułapkę. Potem wbije nóż w plecy Ukrainie [OPINIA]

Powołanie nowego rządu Mołdawii z prozachodnią premier na czele nie byłoby możliwe bez pomocy Rosji. Kreml wykonał niespodziewany ruch i kazał...

zobacz więcej

Supertajne testy?

Jaka misja usprawiedliwiała obecność tak wielu wysokich rangą i doświadczonych oficerów na pokładzie małego okrętu podwodnego, na dodatek operującego w płytkich (200-300 metrów głębokości) fiordach niedaleko bazy w Siewieromorsku, choć zasadniczo przeznaczony on jest do eksploracji wielokrotnie głębszych wód? W takim akwenie spokojnie można używać – mniejszym kosztem – innych załogowych i bezzałogowych aparatów podwodnych.

Gdy doszło do pożaru, Łoszarik mógł wracać z kolejnej misji. I to nie naukowej, a wojskowej. Co było jego zadaniem? Być może poszukiwanie aparatury amerykańskiej umieszczonej na dnie morskim. Chodzi o podwodne instalacje szpiegujące u wejścia do głównej bazy Floty Północnej. Zachodnie służby od dawna charakteryzują AS-31 jako „dywersyjny aparat”, którego głównym zadaniem ma być niszczenie podwodnej infrastruktury przeciwnika – i chodzi nie tylko o aparaturę śledzącą ruchy rosyjskiej floty, ale też o przerywanie potężnych transatlantyckich kabli zapewniających łączność (także internetową) Ameryki z Europą. Inna teoria mówi, że Łoszarika wysłano na poszukiwanie czegoś cennego, co mogła zgubić podczas testów lub manewrów rosyjska flota.

Biorąc jednak pod uwagę obecność tajemniczego cywila, wiele wskazuje na to, że przedstawiciela sektora zbrojeniowego, można założyć, że Łoszarik brał udział w testach jakiegoś nowego sprzętu, broni czy technologii. Nie jest wykluczone, że chodzi o podwodny dron atomowy Posejdon, słynna „broń Sądu Ostatecznego”, którą Władimir Putin publicznie groził Ameryce.

W 2018 roku w „Przeglądzie Strategii Jądrowej” Amerykanie po raz pierwszy napisali, że Rosja pracuje nad „nową, międzykontynentalną, uzbrojoną w głowicę jądrową podwodną autonomiczną torpedą”. Niedługo potem, w marcu 2018 roku Putin potwierdził pierwszy raz publicznie, że Rosja posiada podwodnego drona o napędzie atomowym. Oceaniczny Wielozadaniowy System Status-6 (Posejdon) ma być zdolny do przenoszenia głowicy jądrowej o sile do dwóch megaton.

Nieograniczony zasięg zapewnia autonomiczny napęd atomowy. Jeśli wierzyć informacjom z rosyjskich źródeł, dron mógłby zanurzać się na głębokość poniżej 1000 m, czyli poza zasięg znanych systemów antytorpedowych. W razie wojny Posejdon miałby się przekraść w pobliże wybrzeży USA po czym dokonać detonacji przenoszonej głowicy atomowej. Eksplozja potężnego ładunku wywołałaby gigantyczne tsunami, które spustoszyłoby nadmorskie metropolie USA, zabiło setki tysięcy ludzi, a ogromne obszary lądy na stulecia skaziło radioaktywnie.

Putin przeminie, Stalin zostanie. Co się dzieje z Rosjanami? [OPINIA]

Dzień Zwycięstwa to dla mieszkańców byłego Związku Sowieckiego, przede wszystkim dla Rosjan, chyba najważniejsze święto. Przypomina, że byli...

zobacz więcej

Akwanauci – podwodny wywiad

Łoszarik nie wchodzi w skład Floty Północnej. Ten okręt podlega Głównemu Zarządowi Badań Głębinowych (GUGI) Ministerstwa Obrony. W służbie GUGI, oprócz Łoszarika, są jeszcze dwa podobne (choć nie tak zaawansowane) aparaty podwodne: Kaszalot i Halibut. Program sowieckich tajnych wojskowych badań dna morskiego sięga 1965 roku, gdy w Moskwie dla koordynacji prac nad budową nowoczesnych okrętów i aparatów podwodnych dla marynarki wojennej jak też gromadzeniem i analizą informacji o oceanach powołano specjalną jednostkę, podległą bezpośrednio ministrowi obrony ZSRS. Otrzymała ona później nazwę 19. Centrum Ministerstwa Obrony. W 2005 roku została przekształcona w Główny Zarząd Badań Głębinowych (GUGI).

Macierzysty port Łoszarika znajduje się w obwodzie murmańskim, w miejscowości Olenja Guba. Tutaj bazuje 29. samodzielna brygada okrętów podwodnych wchodząca w skład jednostki wojskowej nr 45707 (dowództwo w Peterhofie) bezpośrednio podległej ministrowi obrony. To najbardziej tajna morska jednostka w Rosji. Część jednostki 45707 podlega GUGI. Oficerowie służą w Siewieromorsku, gdzie bazują atomowe okręty podwodne, nosiciele aparatów głębinowych. Jednostka powstała w 1976 roku i można ją uznać za wojenno-morski odpowiednik oddziału kosmonautów. Trafić do niej jest niezwykle trudno – to elita elit, nazywana akwanautami. Kandydatów do służby wybiera się spośród najbardziej perspektywicznych podwodniaków stopnia dowódcy okrętu lub jego zastępcy. Wielu z nich pochodzi z rodzin o bogatych morskich tradycjach – wśród czternastu ofiar pożaru na Łoszariku było dwóch synów admirałów.

Minister obrony Siergiej Szojgu powiedział Putinowi, że reaktor atomowy Łoszarika nie został uszkodzony, co daje nadzieje na naprawę i powrót okrętu do służby. Dla Rosjan to bardzo ważne w kontekście narastającej rywalizacji, także podmorskiej, z USA. Łoszarik mógłby być użyty do sabotażu instalacji podwodnych amerykańskiego systemu SOSUS, tak, by bojowe jednostki rosyjskie mogły wychodzić z Siewieromorska na otwarty Atlantyk nie zauważone. SOSUS to hydroakustyczne czujniki rozłożone na dnie północnego Atlantyku, od Grenlandii na północy po Wielką Brytanię na południu.

System śledzi ruchy rosyjskich okrętów podwodnych wypływających z Morza Północnego i Morza Norweskiego na otwarty Atlantyk. Z oficjalnych informacji oficerów NATO i ustaleń zagranicznych dziennikarzy wynika, że podwodne aparaty GUGI tylko oficjalnie zajmują się „działalnością naukowo-badawczą”. W rzeczywistości ich zadania mają charakter wywiadowczy i dywersyjny. Z raportu Pentagonu z 2015 roku wynika, że aparaty GUGI są przeznaczone do niszczenia podwodnej infrastruktury, przede wszystkim leżących na dnie oceanu kabli komunikacyjnych. W razie wojny takie małe i trudne do namierzenia jednostki, jak Łoszarik mogą przerwać główne magistrale globalnego Internetu.

źródło:
Zobacz więcej