Polska Partia Przyjaciół Parodii

Mowa o Platformie Obywatelskiej, która na naszych oczach zmienia się w Polską Partię Przyjaciół Parodii (fot. PAP/Rafał Guz)

Prawo i Sprawiedliwość wypchnęło Platformę Obywatelską z centroprawicowych terytoriów: zarówno w przestrzeni ideowej, jak i społecznej. I to jest największy problem dla partii Grzegorza Schetyny.

„Nowa Polska” Grzegorza Schetyny, czyli zmiany w ciągu 24 godzin

W programie Koalicji Obywatelskiej nie będzie punktów, które budzą kontrowersje, jak związki partnerskie czy liberalizacja aborcji. Mówię to z...

zobacz więcej

Dawno, dawno temu, w początkach III RP, w polskim sejmie miała swoje pięć minut Polska Partia Przyjaciół Piwa, formacja satyryka Janusza Rewińskiego. Wyborcy szybko zatrzymali tę karuzelę śmiechu, ale co się wtedy pochichotaliśmy, to nasze. Choć był to trochę śmiech przez łzy. Transformacja, szczególnie w swych początkach, była solidną tragifarsą – PPPP znakomicie się w to wpisywała.

Minęły trzy dekady. I zaskoczenie! Partia, jakby się zdawało, bardzo poważna; partia panów w garniturach i kobiet w eleganckich garsonkach; partia, która rządziła Polską przez osiem lat, a politycznie sporo znaczyła dłużej, nagle zamienia się we własną parodię. Tak, mowa o Platformie Obywatelskiej, która na naszych oczach zmienia się w Polską Partię Przyjaciół Parodii.

Co parodiuje PO? Wszystko po trochu. Trochę udaje prawicę, a trochę lewicę. Trochę udaje, że chce zachować społeczny program PiS, a trochę udaje, że zależy jej na rozwoju gospodarczym Polski, choć pomysły ma na to na miarę najmniej rozwiniętych gospodarek (samozatrudnienie jako dźwignia „kapitalizmu”!); ostatnio udaje również, że jest proekologiczna. A ruszając w Polskę B, PO udaje, że może być także partią ludową. Ale najbardziej parodiuje partię, która jeszcze wiele może, choć potrafi coraz mniej.

Tak zwany sześciopak Schetyny właściwie nie nadaje się do poważnej analizy. Widać wyraźnie, że jeśli komuś ma on zrobić dobrze, to ewentualnie części środowisk biznesowych. I to tym, którym odpowiada egzystowanie w koleinach półperyferyjnej, antyinnowacyjnej gospodarki, bazującej na taniej sile roboczej. Jak się wydaje, Platforma Obywatelska bardzo by chciała uczynić polską pracę znów bardzo tanią, ale do tego dodać jakieś kuriozalne państwowe „dopłaty do pensji”, które miałyby zastąpić choćby realny wzrost płacy minimalnej.

Z jednej strony ów „sześciopak Schetyny” to jakaś parodia programu socjaldemokratycznego, z drugiej – prorynkowego. Oczywiście, sam pomysł, żeby na przykład ograniczyć zużycie plastiku czy zahamować przywóz do Polski śmieci z innych krajów i kontynentów, jest trafny. Ale jest więcej niż wątpliwe, że grająca od zawsze na słabe i bardzo tanie państwo Platforma byłaby zdolna coś zdziałać w tej sprawie.

Prędzej zajęliby się likwidowaniem tych instytucji, które już dziś im bardzo przeszkadzają. Z pewnością byłoby to Centralne Biuro Antykorupcyjne. A także Państwowa Inspekcja Pracy. Jest w tym szaleństwie metoda i konsekwencja: Platforma jest partią galopującego lumpenliberalizmu. A lumpenliberalizm boi się państwa prawa, w jego różnych wymiarach.

PO tak naprawdę niczego się przez ostatnie lata nie nauczyła i nic nie zrozumiała – co pokazuje także tzw. program ekonomiczny przygotowany dla tej formacji przez Andrzeja Rzońcę.

W rzeczywistości Platforma stoi przed większym wyzwaniem niż wymyślenie dla siebie czegoś, co choćby pobieżnie przypominałoby wiarygodny program wyborczy. Platforma jest partią w trakcie ideologicznego przepoczwarzania, i to w gorącym okresie przedwyborczej kampanii.

„Nowa Polska” Grzegorza Schetyny, czyli zmiany w ciągu 24 godzin

W programie Koalicji Obywatelskiej nie będzie punktów, które budzą kontrowersje, jak związki partnerskie czy liberalizacja aborcji. Mówię to z...

zobacz więcej

Zatem jedyne, co musi, to odnaleźć się wobec swojego potencjalnego nowego elektoratu. Musi go zabrać Wiośnie, Sojuszowi Lewicy Demokratycznej, musi pozyskać go od młodej lewicy, która głosowała na Razem, a obecnie boi się, że popierając polityczny plankton zmarnuje głos.

Prawo i Sprawiedliwość skutecznie ograniczyło wpływy Platformy wśród elektoratu prawicy i centroprawicy. Wpłynęła na to nie tylko polityka społeczno-gospodarcza rządzącej partii. Platforma przegrała na prawicy, ponieważ przez lata coraz bardziej oddalała się konserwatywnej i niepodległościowej polityki tożsamościowej.

Zaczęło się dość niewinnie: początkowo liderzy PO po prostu dystansowali się od polityki historycznej, którą w skrócie można nazwać „red is bad”. Z czasem coraz jawniej dystansowali się od Marszów Niepodległości. Wreszcie zaczęli być – przynajmniej w sferze publicznej – zakładnikami narracji o Polsce, jaka jest bliska choćby „Gazecie Wyborczej”.

Dziś, w 2019 roku, może poza jakimiś drobnymi personalnymi wyjątkami, PO wdepnęło w liberalno-postkomunistyczną opowieść o Polsce na całego. I nawet święta kojarzone z solidarnościową, czy szerzej - demokratyczną opozycją obchodzi razem z postkomunistami. Inaczej już nie może: przemiany w Polsce coraz wyraźniej wskazują, że będziemy mieli do czynienia z dwoma dużymi blokami.

Jeden dziedziczy przeróżne tradycje narodowe, niepodległościowe, bardziej ludowe i wciąż mocniej religijne. Drugi opiera się na xero-modernizacji, łączy różne nurty liberalizmu z postkomunizmem i próbuje zastąpić tożsamość narodową dość efemeryczną tożsamością europejską czy też kosmopolityczną. I obecnie jest to większy problem dla tych, którzy w PO wciąż stanowią frakcję konserwatywną, coraz bardziej nijaką, rozcieńczoną, fasadową i nieistotną.

Pytanie, czy dostrzegają to sami wyborcy Platformy. Zapewne część z nich zmienia się wraz z tą formacją. Część jednak deklaruje poparcie dla tej partii, przede wszystkim dlatego, że z różnych przyczyn nie może zaakceptować władzy PiS, a głos na pomniejsze formacje, takie jak Wiosna czy SLD, uznaje za zmarnowany. Ot, kolejna tragifarsa: bo smutny to widok, coraz bardziej zdezorientowani wyborcy Polskiej Partii Przyjaciół Parodii.

źródło:
Zobacz więcej