Sinice znów kwitną nad Bałtykiem. Sanepid zamknął już kilka kąpielisk

Wiatr i prądy morskie powodują, że skupiska sinic mogą szybko się przemieszczać (fot. arch.PAP/Adam Warżawa)

Po tym jak w przybrzeżnych wodach pojawiły się sinice, we wtorek rano zamknięto pięć kąpielisk położonych nad Zatoką Gdańską. Sanepid podkreślał, że sytuacja jest zmienna: w bardzo krótkim czasie kąpieliska mogą zostać otwarte, a inne mogą być zamykane. Przed południem pomorski inspektor sanitarny – po przebadaniu próbek wody – z powrotem otworzył kąpieliska.

Bałtyk zagrożony katastrofą ekologiczną. Z zatopionego wraku może wyciec paliwo

Wrak niemieckiego tankowca Franken stanowi ogromne zagrożenie dla środowiska. Zalegające w kadłubie paliwo w każdej chwili może przedostać się do...

zobacz więcej

Zakaz kąpieli spowodowany wykwitem sinic obowiązywał w dwóch kąpieliskach w Gdańsku – Sobieszewie i na Stogach, oraz w trzech w Gdyni-Orłowie, Redłowie i w Śródmieściu.

Ratownicy na poszczególnych kąpieliskach obserwują wodę i to oni – w zależności od jej stanu – podejmują decyzję o ich zamknięciu lub otwarciu.

WSSE przypomina na swoich stronach internetowych, że w przypadku obfitego zakwitu sinic, stacja zaleca absolutny zakaz wchodzenia do wody. Kąpiel w zanieczyszczonej sinicami wodzie może spowodować niekorzystne reakcje organizmu: od wysypek na skórze po zaczerwienienie spojówek. W przypadku połknięcia takiej wody mogą wystąpić dolegliwości ze strony układu pokarmowego w tym m.in. biegunka, wymioty i bóle brzucha.

Wiosenny i wczesnoletni zakwit sinic jest zjawiskiem naturalnym. Jednak – w opinii organizacji – skala tego zjawiska w wodach Bałtyku z roku na rok jest coraz większa.

Organizacja podkreśla, że sinice są szkodliwe nie tylko dla człowieka, ale też dla środowiska, bo „gdy kończy się zakwit, martwe glony i sinice obumierają i opadają na dno morza”, gdzie są rozkładane przez bakterie tlenowe.

„W tym procesie intensywnie zużywany jest tlen, którego po pewnym czasie zaczyna brakować żyjącym tam organizmom. Gdy brakuje tlenu rozkład kontynuowany jest przez bakterie beztlenowe, które uwalniają do środowiska szkodliwy dla organizmów siarkowodór. W ten sposób powstają martwe strefy - obszary o obniżonej ilości tlenu lub całkowite pustynie tlenowe, w których zamiera życie” – podaje organizacja.

Według WWF Polska powierzchnia martwych stref w Bałtyku wzrosła 10-krotnie w ciągu 115 lat i zajmuje około 14 proc. powierzchni dna morza.

źródło:

Zobacz więcej