Czy ojciec pięcioletniego Dawida zaplanował, co wydarzy się 10 lipca?

Trwają poszukiwania Dawida Żukowskiego (fot. PAP/Jakub Kamiński)

Około dwóch tygodni przed samobójczą śmiercią ojciec 5-letniego Dawida przestał pojawiać się w pracy. Zdaniem śledczych, może to oznaczać, że mężczyzna zaplanował uprowadzenie chłopca. Wciąż nie wiadomo bowiem, co się stało z chłopcem. Z ustaleń portalu tvp. info wynika, że w środę ok. godz. 18 Paweł Ż. rozmawiał przez chwilę z żoną po czym dał do telefonu syna. Dawid zamienił z mamą kilka słów. Miał być spokojny i zachowywać się normalnie. Nic nie wskazywało, że coś mu może grozić. Potem jego ojciec wysłał żonie informację, że kobieta już nigdy nie zobaczy syna. I zerwał kontakt ze wszystkimi.

Ślady krwi w samochodzie i na odzieży ojca pięcioletniego Dawida

W samochodzie i na ubraniu Pawła Ż., ojca zaginionego pięcioletniego Dawida, znaleziono ślady krwi i moczu chłopca. Na odzieży mężczyzny...

zobacz więcej

– Wciąż prowadzimy akcję poszukiwawczą chłopca. Nie mamy mocnych dowodów, że coś się mogło mu stać. Wiemy tylko, że Dawid zaginął po tym, jak ojciec zabrał go od dziadków, a potem popełnił samobójstwo. Nie wykluczamy żadnych scenariuszy, nawet tych najczarniejszych. Podkreślam jednak, że nie ma dowodu wskazującego na śmierć Dawida – mówi tvp.info jeden ze śledczych biorących udział w poszukiwaniu Dawida Żukowskiego.

Policjanci czekają na profil psychologiczny Pawła Ż., który opracowuje jeden z najlepszych speców z tej branży. Ma on pomóc w zrozumieniu działania mężczyzny. I spróbować odtworzyć jego zachowanie z 10 lipca, łącznie z tym, co mężczyzna robił do godz. 17, kiedy zabrał syna, aż później od momentu zabrania chłopca do samobójczej śmierci na torach.

Ostatnia rozmowa

Portal tvp.info ustalił, że w środę 10 lipca ok. godz. 18 mężczyzna rozmawiał z matką chłopca. Paweł Ż. dał Dawida do telefonu. Chłopiec powiedział mamie kilka słów. Śledczy nie chcą ujawnić, czego dokładnie dotyczyła ta rozmowa, ale w jej trakcie Dawid zachowywał się normalnie. Nic nie wskazywało, aby był przestraszony czy coś miałoby mu zagrażać. To był ostatni kontakt matki z dzieckiem.

Zdaniem naszych źródeł niedługo potem Paweł Ż. wymienił kilka zdań z żoną za pomocą popularnego komunikatora internetowego. Śledczy przekonują, że z wymiany zdań między małżonkami nie wynikało, że ojciec zamierza coś zrobić dziecku.

To właśnie wtedy jedną z wiadomości, którą przesłał żonie, była informacja, że kobieta już nigdy nie zobaczy swojego syna. Potem mężczyzna zamilkł. Nie reagował na wiadomości od żony, nie odbierał telefonu. Zdaniem naszych informatorów od tego momentu Paweł Ż. nie kontaktował się także z nikim innym.

Dawida wciąż nie odnaleziono. Policja zmienia formułę poszukiwań

Policjanci zmienili formułę poszukiwań 5-letniego Dawida Żukowskiego. W poniedziałek szczegółowo analizują zebrane informacje. Masowa akcja...

zobacz więcej

Według śledczych to ważny moment, ponieważ po tej dramatycznej deklaracji ojciec mógł zrobić coś z Dawidem: wypuścić go lub zrobić dziecku krzywdę. Według portalu fakt24 w samochodzie Pawła Ż. znalezionym w Grodzisku odkryto ślady krwi i moczu Dawida. Informatorzy tvp.info potwierdzają, że rzeczywiście w aucie zabezpieczono pewne ślady biologiczne, inne niż Pawła Ż. Prokuratura przekonuje jednak, że musi mieć stuprocentowe potwierdzenie, że to krew czy mocz zaginionego.

Czy ojciec zaplanował wydarzenia tragicznego dnia?

Wiadomo, że policyjne grupy poszukiwawcze odtwarzają teraz drogę Pawła Ż. i zachowanie w ciągu ostatnich godzin i minut przed śmiercią. Analizowane jest przede wszystkim jego podróż na trasie Grodzisk – Warszawa – Grodzisk.

Analiza logowań telefonu komórkowego mężczyzny wykazała, że mężczyzna zatrzymał samochód na kilka minut w okolicy lotniska Okęcie, ale także dwukrotnie w okolicy węzła Konotopa przy autostradzie A2. Tam postoje miały trwać kilka i kilkanaście minut. Teren ten był już sprawdzany przez policjantów i specjalistów od poszukiwań zaginionych. Nie znaczy to jednak, że funkcjonariusze nie pojawią się tam jeszcze raz.

Jak się dowiedział portal tvp.info, przy Pawle Ż., w jego samochodzie i mieszkaniu nie znaleziono listu samobójczego ani żadnych dokumentów mogących wskazywać, że planował się zabić. Nie natrafiono też na informacje związane z Dawidem.

Śledczy zwrócili jednak uwagę na niepokojącą rzecz. Dwa tygodnie przed porwaniem chłopca i samobójczą śmiercią pod pociągiem Paweł Ż. przestał chodzić do pracy. Najpierw zawiadomił, że bierze urlop na żądanie, a potem nie informował już o powodach swojej absencji w pracy.

Mężczyzna miał w pracy dobrą opinię i sprawiał wrażenie sumiennego pracownika. Śledczy uważają, że to bardzo niepokojąca informacja.

– Może wskazywać, że Paweł Ż. nie działał pod wpływem jakiegoś impulsu, ale zawczasu wszystko przygotował. Mógł wtedy znaleźć miejsca, w którym np. porzuci Dawida. Takie miejsca, w których zrobi też niezauważenie. Sprawdzamy bardzo dokładnie te informacje – mówi jeden ze śledczych.

Biegła psycholog ma nowe informacje o problemach ojca poszukiwanego Dawida

– Mówią, że ojciec Dawida miał problemy z hazardem i narkotykami. (…) Wysłanie SMS-a (do matki dziecka – red.) i samobójstwo wskazują na to, że...

zobacz więcej

Policjanci i prokuratorzy badają dokładnie informacje o tym, że Paweł Ż. był hazardzistą i w ostatnim czasie miał mieć poważne długi. Według jednych źródeł mowa jest o kilkudziesięciu tysiącach złotych, według innych – nawet o ponad stu tysiącach. Do policji dotarły także informacje wskazujące, że mężczyzna miał zażywać narkotyki. Na razie śledczy nie potwierdzili tych rewelacji.

Poszukiwania jakich w Polsce nie było

Poszukiwania Dawida Żukowskiego z Grodziska Mazowieckiego rozpoczęły się o północy z 10 na 11 lipca, kiedy utratę kontaktu z nim i jego ojcem zgłosiła rodzina. 10 lipca ok. godz. 17, Paweł Ż. zabrał syna od dziadków. Mężczyzna miał go zawieźć do Warszawy, do matki. Nigdy tam nie dotarł. Wiadomo jednak, że Paweł Ż. swoją szarą skodą fabią o nr rejestracyjnym WGM 01K9 pokonał trasę Grodzisk – Warszawa – Grodzisk. Tego samego dnia przed godz. 21 ojciec odebrał sobie życie, siadając na torach przed zbliżającym się pociągiem.

Jego syn zniknął.

Mundurowi i wspierające je służby przez ostatnie dni przeszukiwali miejsca w okolicach Grodziska Mazowieckiego, skrupulatnie wyselekcjonowane przez funkcjonariuszy. Sprawdzany był m.in. teren położony między grodziską dzielnicą Łąki, gdzie ojciec pięciolatka zostawił samochód, a autostradą A2. Przeszukiwano także okolice wspomnianego węzła Konotopa na autostradzie, w pobliżu którego skoda dwukrotnie się zatrzymała, oraz rejon lotniska Okęcie.

W akcjach poszukiwawczych uczestniczyły tysiące osób - grodziscy policjanci, stołeczne oddziały prewencji, funkcjonariusze pionu kryminalnego, żołnierze Wojsk Obrony Terytorialnej, strażacy, druhowie OSP i okoliczni mieszkańcy. Policja przyznaje, że to największe poszukiwania w historii jej działania. W działaniach wykorzystywane są wszystkie dostępne narzędzia: od śmigłowców, dronów czy specjalnie przeszkolonych psów, w tym także do szukania zwłok, po najnowocześniejsze narzędzia komputerowe takie jak analiza kryminalna, czy programy wykorzystywane przy ustalaniu miejsc pobytu najgroźniejszych bandytów.

Od zakończenia w niedzielę poszukiwań terenowych przez m.in. pododdziały zwarte z oddziału prewencji i wspierające policję służby, praca funkcjonariuszy skupiła się na działaniach operacyjnych. Policjanci analizują wszystkie nagrania i setki informacji od rzekomych świadków czy znajomych rodziny Ż. Funkcjonariusze uważają, że mają bardzo dokładnie opracowaną całą trasę Pawła Z. łącznie z każdą przerwą w jeździe. Analizują także wszystkie informacje i filmiki od kierowców oraz od znajomych rodziny Ż. czy osób, które w ostatnich tygodniach zauważyły coś dziwnego w zachowaniu ojca chłopca.

źródło:
Zobacz więcej