Pioruny razić potrafią, ale wielu chętnych na zakup rakiet nie ma

Niedawno zestawy Grom kupiła Litwa (fot. Wiki 4.0/VoidWanderer)

Przenośny przeciwlotniczy zestaw rakietowy Piorun z Meska stał się postrachem wrogich śmigłowców, samolotów i dronów. „Rzeczpospolita” zwraca uwagę, że mimo zalet broni przemysł nie potrafi z niej zrobić hitu eksportowego.

Armia australijska kupi polski system amunicji krążącej

Warmate to system amunicji krążącej wyprodukowany w Polsce. Jest połączeniem bezzałogowego statku powietrznego z inteligentną amunicją...

zobacz więcej

W 2016 r. polska armia zamówiła 1,3 tys. Piorunów za prawie miliard złotych. Starsze, udoskonalone wersje przeciwlotniczych zestawów o nazwie Grom trafiły przed laty do Indonezji, potem w wojnie z Rosją broniły Gruzji, a ostatnio uzbroiły Litwę i zostały zamówione w celach studyjnych przez USA.

Dziennik ocenia, że to skromny wynik eksportu, mający konsekwencje dla jedynego w kraju centrum produkcji broni precyzyjnej.

Wskazano, że mimo oczywistych zalet nowej broni, armia z zamawianiem drogich piorunów miała problem: po wykryciu usterki spowodowanej błędem w montażu kontrakt znalazł się na wirażu. Na szczęście, od strony technicznej znów wszystko wraca do normy.

Według „Rz” realnym zagrożeniem dla przyszłości polskiej broni precyzyjnej są obecnie niejasne perspektywy rakietowego gniazda gromów i piorunów. Dokończenie obecnych zamówień i brak następnych nieuchronnie wyhamuje rozwojowy impet unikatowego rakietowego centrum – skarżyskiego Meska, warszawskiego Centrum Rozwojowo-Wdrożeniowe Telesystem-Mesko i ośmiu innych stołecznych ośrodków badawczych zaangażowanych w produkcję.

źródło:
Zobacz więcej