Mango za 30 zł, dojazdy za 2 tysiące… Boruc na wojnie z byłą żoną

Artur Boruc od lat żyje w konflikcie z byłą żoną (fot. PAP/Instagram)

Choć od rozwodu minęło ponad dziesięć lat, Artur Boruc i Katarzyna Modrzewska wciąż nie zeszli z wojennej ścieżki. Niedawno, na łamach „Super Expressu”, była żona oskarżyła polskiego bramkarza o skąpstwo i brak dbałości o syna. Ten nie pozostał dłużny… 

Pobrali się w 2001 roku, rozwiedli osiem lat później – tuż po narodzinach jedynego syna, Aleksa. Wokół Boruca było wówczas sporo zamieszania: za alkohol został wyrzucony z reprezentacji Polski, a Modrzewska żaliła się w mediach, że zostawia ją i małe dziecko dla „jakiejś kochanki”. Rozpisywano się o jego nadwadze, imprezowym stylu życia i kobietach, z którymi miał „regularnie zdradzać żonę”. 24-letnią wówczas Sarę Mannei, z którą bramkarz jest do dziś (niedawno urodziła mu drugie dziecko), tabloidy obwiniały o rozbicie małżeństwa. To był bardzo trudny, intensywny czas. Dla obu stron.

Sprawa rozwodowa – dla odmiany – przeszła bez większego echa. Boruc, zmęczony ciągłymi atakami, w ramach ugody oddał żonie 10 milionów złotych, kilka nieruchomości i samochód. Zobowiązał się też płacić alimenty: na nią i na dziecko. W zamian miał dostać swobodny dostęp do syna i… święty spokój.


***

39-letni dziś bramkarz żyje w szczęśliwym związku z Sarą, jej 12-letnią córką z poprzedniego małżeństwa (Olivią), 9-letnią Amelią i dwumiesięcznym Noahem.

Rodzinne zdjęcie Boruców (fot. instagram.com/mannei_is_her_name)

Rodzinną sielankę zmącił wtorkowy artykuł „Super Expressu”, w którym Katarzyna Modrzewska skarży się na byłego partnera. Wszystko przez alimenty. Podczas gdy ona domaga się zwiększenia ich kwoty do 20 tysięcy złotych miesięcznie, on chce, by wynosiły 5 tysięcy. Stąd konflikt.

– Alimenty są w całości przeznaczane na Alexa, zgodnie z naszymi ustaleniami. Artur zastrzegł, że Alex ma żyć na wysokim poziomie. Przykro mi, że swoim pierworodnym synem się nie interesuje – mówi tabloidowi była żona sportowca. – Widział się z nim kilka razy, może sześć lub siedem. Alex ma swój telefon, wielokrotnie podejmował próby kontaktu z ojcem. Było jedno spotkanie w Wielkiej Brytanii, do kolejnych już nie doszło – opowiada.


***

Boruc, który zwykle unika publicznego „prania brudów”, nie wytrzymał. W środę opublikował na Instagramie pełen emocji wpis (skasował go po kilkunastu godzinach). „Dla mnie zawsze liczyło się dobro moich dzieci, więc nie biegam do tabloidów z pretensjami. Miarka się trochę przebrała. Po pierwsze nie zostawiłem żony w ciąży, już rok przed ciążą byliśmy w separacji. To tak na marginesie. Reszta to detale, które mają małe znaczenie i możecie sobie dopisać. Tutaj macie mały fragment wniosku o podwyższenie alimentów do 20 tys. na 11-letnie dziecko. Musicie zagłębić się w szczegóły, żeby zobaczyć i zrozumieć, z czym mam do czynienia od 11 lat" – zaczął. W sieci zamieścił też część pisma, które otrzymał od żony – Modrzewska wyliczyła, ile kosztuje utrzymanie nastolatka, wnioskując o podwyższenie otrzymywanej kwoty.

Ile kosztuje utrzymanie 11-latka... (fot. Instagram.com/arturboruc)

Kilka liczb wywołało sporo kontrowersji wśród internautów. Dojazdy do szkoły – tłumaczy Boruc – mają kosztować aż tyle, bo „Modrzewska zatrudnia do nich firmę przewozową”. Prawie 3000 złotych na wyżywienie to też, zdaniem bramkarza, spore nadużycie. „Syn ma zapewnione posiłki w szkole, w cenie czesnego” – tłumaczy.

Do „cennika” była żona dołączyła też obszerne uzasadnienie. Najciekawszy wydaje się fragment o… mango.

Uzasadnienie Katarzyny Modrzewskiej (fot. instagram.com/arturboruc)

Sprawa interesująca o tyle, że popularny smakołyk można kupić we wszystkich dyskontach za około 3-4 złote.

Głos w sprawie zabrała również obecna partnerka bramkarza Bournemouth, Sara. „Jest nam przykro, bo od 11 lat walczymy z matką. Nie mamy z nim żadnego kontaktu, niestety. Artur od urodzenia widział go może pięć razy. Wszystko za sprawą mamy chłopca, która zadbała o to, by nie poznał taty ani sióstr…" - napisała na Instagramie.

I choć Boruc chciał uniknąć sądów, przepychanek i walki prawników, to właśnie tam – wszystko na to wskazuje – cała sprawa się zakończy. Matka będzie musiała udowodnić, że utrzymywanie 11-latka rzeczywiście kosztuje ją co najmniej 40 tysięcy złotych miesięcznie (zgodnie z pierwotnymi ustaleniami, mieli mieć równy wkład w utrzymywanie Aleksa).

źródło:
Zobacz więcej