Rezerwowy skład Polaków rozbija Brazylię! Pięć zaciętych setów w Chicago

Spotkanie Polaków z Brazylijczykami 30 października 2018 (fot. Reuters.com/Massimo Pinca)

Polscy siatkarze wygrali w Chicago z Brazylią 3:2 (25:23, 23:25, 25:21, 21:25, 15:9) w pierwszym meczu turnieju finałowego Ligi Narodów. W nocy z czwartku na piątek Biało-Czerwoni zmierzą się z Iranem.

Znów potrzeba było pięciu setów. Polscy siatkarze pokonują Serbów w Lidze Narodów

Polscy siatkarze pokonali Serbów 3:2 (32:30, 21:25, 25:21, 19:25, 15:11) w drugim występie w turnieju Ligi Narodów w Mediolanie. To siódme...

zobacz więcej

„Polacy nie byli faworytami starcia z Brazylijczykami. Skład Biało-Czerwonych zdecydowanie odbiegał od optymalnego, natomiast rywale do Chicago przyjechali w najmocniejszym zestawieniu, z kadrą naszpikowaną medalistami ostatnich mistrzostw świata i igrzysk olimpijskich w Rio de Janeiro” – pisze Mateusz Górecki, w serwisie sport.tvp.pl.

Rywale lepiej spisali się też w fazie zasadniczej Ligi Narodów, przegrywając zaledwie jedno z piętnastu spotkań i zajmując pierwsze miejsce w tabeli. Polacy z jedenastoma zwycięstwami uplasowali się na piątej pozycji. Jednak w tym spotkaniu to reprezentanci Polski byli górą.

Relacja z meczu

Ledwie trzy minuty spędziły na parkiecie oba zespoły, a szkoleniowiec „Canarinhos” Renan Dal Zotto poprosił o przerwę. Polacy prowadzili wówczas 5:1, bo od początku regularnie punktował Łukasz Kaczmarek, a asem serwisowym popisał się Karol Kłos, pełniący obowiązki kapitana eksperymentalnie zestawionych biało-czerwonych.

Później zespołowi mistrzów świata dał się we znaki Yoandy Leal, Kubańczyk, który po okresie karencji w tegorocznej Lidze Narodów zadebiutował w nowych barwach. Siatkarze trenera Vitala Heynena, który do Chicago dotarł cztery godziny przed początkiem spotkania, utrzymywali jednak prowadzenie, które skończyło się, gdy na zagrywkę wszedł Ricardo Lucarelli, a byłoby jeszcze gorzej, gdyby nie skuteczny challenge belgijskiego szkoleniowca.

W kolejnych fragmentach oba zespoły solidarnie wymieniły się skutecznymi blokami, zepsuły kilka serwisów, ale Flavio dwukrotnie powstrzymał Bartosza Kwolka i na drugą przerwę schodziły przy 16:14 dla Brazylii. Za moment było już „minus trzy” z polskiej perspektywy, lecz wprowadzony chwilę wcześniej do gry Maciej Muzaj popisał się dwoma efektownymi blokami i znowu zrobiło się równo. Po „kiwce” Kaczmarka biało-czerwoni wyszli na prowadzenie, a następnie spostrzegawczością wykazał się ich trener, który zauważył, że piłka odbijając się od stopy jednego z Brazylijczyków dotknęła też boiska i poprosił sędziów o sprawdzenie tej sytuacji przerywając akcję.

W końcówce Polacy, wspierani głośnym dopingiem rodaków, których do kibicowania zagrzewał m.in. Heynen, dwukrotnie czujnie zachowali się na siatce, wygrali najdłuższą wymianę tej części, a w pierwszej partii zwyciężyli 25:23 po ataku w aut Lucarellego.

Początek drugiego seta to dominacja rywali, którzy kilka razy w ekwilibrystyczny sposób podbili piłki w obronie i wykorzystali kontry. Było 2:6, 10:13, ale grające bez obciążeń zaplecze mistrzów globu nie zwieszało głów, a cieszyło się siatkówką i po serii czterech skutecznych akcji na tablicy wyników pojawiło się 15:14. Dobrze rozgrywał Marcin Komenda, pojedyncze błędy nie deprymowały Kaczmarka czy Bartosza Bednorza, a w odwodzie byli jeszcze skuteczni na środku Kłos i Norbert Huber. W ważnej akcji pomylił się jednak Bednorz i przy 22:24 Brazylijczycy mieli setbola. Co prawda przyjmujący Azimutu Modena w następnym ataku trafił w linię, ale za moment zepsuł zagrywkę i przeciwnicy wygrali partię 25:23.

W pierwszych fragmentach trzeciego seta dobre akcje z obu stron były przeplatane błędami. Polakom w kłopotach „rękę podawał” Leal, który poza początkiem meczu nie miał najlepszego dnia. Zepsuty serwis, atak w aut bądź w blok... Trener Dal Zotto w końcu posadził go na ławce na dłużej i „Canarinhos” błyskawicznie odskoczyli na cztery punkty, a po czerwonej kartce dla nerwowo reagującego na decyzje arbitrów Heynena nawet na pięć (16:11). Taki wstrząs jakby otrzeźwił całą ekipę, bo głównie dzięki nieprzyjemnym zagrywkom Marcina Janusza zawodnicy Belga równie szybko odrobili straty. Było po 17, a po błędzie w ataku Lucarellego 20:19 dla Polski, co wywołało euforię na coraz bardziej Biało-Czerwonych i głośnych trybunach.

Dal Zotto znowu sięgnął po Leala, którego pierwsze zbicie po wejściu na boisko zablokował Kwolek. Gracz ONICO Warszawa został bohaterem tego seta, bo za moment „wbił gwoździa” z prawego skrzydła, a przy 24:21 serwisowym skrótem kompletnie zaskoczył rywali.

Przemeblowany skład najlepszej drużyny fazy zasadniczej LN, która w 15 spotkaniach doznała tylko jednej porażki, udanie zaczął czwartą partię. Brazylijczycy prowadzili 8:3 czy 11:6. Po polskiej stronie punktował Muzaj, oszukał rywali pod siatką Komenda i dystans stopniał do dwóch punktów (13:15, 14:16). Przy 18:20 kontrującego Hubera zablokował Flavio i choć biało-czerwoni dwie kolejne akcje rozstrzygnęli na swoją korzyść, to nie zdołali odwrócić losów seta (21:25).

Pierwszym kluczowym momentem tie-breaka był błąd w ataku Flavio, po którym Polacy wyszli na 4:2, a po chwili Bednorz poprawił na 5:2. Chwilowy przestój kosztował ich utratę prowadzenia (6:6), ale powtórzyła się historia z początku partii. Po błędzie rezerwowego rozgrywającego Fernando zrobiło się 9:7, a prowadzenie podwyższył blokiem Kłos. Bednorz trafił w sam róg boiska i przy 12:8 publiczność żywiołowo skandując „Polska, Polska, Polska” nie miała już wątpliwości, kto wygra. Brazylijczycy kompletnie się pogubili i do końca meczu zdobyli jeszcze tylko jeden punkt.

Skazywane na pożarcie polskie rezerwy pokonały występującą w optymalnym składzie Brazylię i zrobiły duży krok ku czołowej czwórce, w której zagrają po dwie najlepsze drużyny z obu grup. Drugą tworzą Amerykanie, Francuzi i Rosjanie.

źródło:
Zobacz więcej