Nagroda dla fikcyjnego Timmermansa

Polska była krajem, który w sposób najbardziej aktywny zabiegała o zablokowanie kandydatury Fransa Timmermansa (fot. Dursun Aydemir/Anadolu Agency/Getty Images)

Niewątpliwie po utrąceniu Fransa Timmermansa jako kandydata na szefa Komisji Europejskiej w kilku krajach unijnych, m.in. w Polsce i na Węgrzech, zapanowała dość powszechna radość. Czy jego wysunięcie, a następnie utrącenie, nie było z góry ukartowanym zabiegiem?

Dramat Donalda Tuska. Polska osiągnęła swój cel w Brukseli

Od dwóch dni przewodniczący Rady Europejskiej tłumaczy, dlaczego utrącenie kandydatury Fransa Timmermansa to nic takiego. Lewicowy polityk wrogi...

zobacz więcej

Zbyt bolesne i napięte były dotychczasowe relacje między obydwoma krajami a Fransem Timmermansem, aby nie czerpać z jego wyeliminowania z kandydowania na szefa KE pełnej satysfakcji. – Uf! Udało się – możemy sobie wyobrazić westchnienie ulgi, z jakim przyjęli odrzucenie Fransa Timmermansa Mateusz Morawiecki i Victor Orban. Nie tylko te dwa kraje odetchnęły z satysfakcją. Prawdopodobnie odsunięcie Timmermansa z zadowoleniem przyjęły także Czechy i Słowacja, Włochy, Chorwacja, Estonia. Łotwa, Bułgaria, Rumunia.

A jeśli taki właśnie przebieg zdarzeń zaplanowany został przez głównych rozgrywających obecnie w Unii Europejskiej – Niemcy i Francję? Angelę Merkel i Emmanuela Macrona. Czy można to wykluczyć? Wiele rzeczy wskazuje na wielką mistyfikację, o której wiedzieli tylko wtajemniczeni. W tym główny bohater, który rozpalał emocje – Frans Timmermans.

Taką oryginalna hipoteza pojawiła się w przestrzeni publicznej kilka dni po szczycie brukselskim. Jednym z jej zwolenników jest wybitny specjalista spraw europejskich, wiceszef Centrum Europejskiego Uniwersytetu Warszawskiego dr Kamil Zajączkowski.

Zanim przedstawię nieco szczegółów związanych z tym na poły sensacyjnym pomysłem, popatrzmy na przebieg zdarzeń, widziany oczami zwykłych odbiorców wiadomości, płynących z Brukseli.

Ekonomistka, lekarka, szefowa niemieckiego MON. Kariera Ursuli von der Leyen

Nominowaną przez unijnych przywódców Urusulę von der Leyen na przewodniczącą Komisji Europejskiej musi jeszcze zatwierdzić Parlament Europejski....

zobacz więcej

Polska była tym krajem, który w sposób najbardziej aktywny zabiegała o zablokowanie kandydatury Fransa Timmermansa. Mateusz Morawiecki podkreślał w swoich wystąpieniach negocjacyjnych, iż Frans Timmermans nie jest kandydatem kompromisu – jak forsował to pierwotnie przewodniczący Rady Europy Donald Tusk. Zdaniem obecnego polskiego premiera jest akurat odwrotnie. Frans Timmermans jest kandydatem, który dzieli Europę i z całą pewnością nie rozumie Europy centralnej, która wydobywa się z zapóźnień, zafundowanych przez narzucony jej przemocą komunizm.

Niezwykle ważną rzeczą, twierdzono już po skutecznym wyeliminowaniu Timmermansa, było utrzymanie jedności Grupy Wyszechradzkiej w wyrażeniu protestu przeciwko holenderskiemu politykowi. Nie można było przeforsować kandydatury Fransa Timmermansa na szefa KE wbrew regionowi, jak określa się popularnie Grupę Wyszehradzką, czyli zrzeszenie czterech państw Europy Środkowej – Polski, Czech, Słowacji i Węgier.

Wyjątkowo skonsolidowaną postawę Grupy Wyszechradzkiej podkreślali nawet przedstawiciele Francji, wyrażając stanowisko swojego prezydenta Emmanuela Macrona. Uzasadniali to tym, że zignorowanie tego protestu byłoby zgubne politycznie, gdyż groziłoby ciągłymi trudnościami, a nawet konfliktami wewnątrz Unii.

Również kanclerz Niemiec Angela Merkel przyznała, że nie mogła zbagatelizować sprzeciwu Grupy Wyszehradzkiej i Włoch wobec kandydatury Fransa Timmermansa na stanowisko szefa Komisji Europejskiej. Pamiętajmy zarazem, że wedle nieoficjalnych informacji oprócz Grupy Wyszehradzkiej i Włoch, także między innymi Chorwacja i Łotwa były niechętne kandydaturze Fransa Timmermansa.

To dlatego zdaniem Merkel, fiaskiem zakończyły się pierwsze negocjacje na unijnym szczycie, dotyczącym obsady kierowniczych stanowisk. Podobno Francuzi liczyli na przeciągnięcie Słowacji do obozu popierającego Timmermansa, wychodząc z założenia, że naturalną dość rzeczą i zarazem prawdopodobną będzie, jeżeli socjaldemokratyczny rząd słowacki poprze kandydata właśnie socjaldemokratów.

Wybór Timmermansa był o krok. „Powstrzymał go tylko upór Morawieckiego”

Chociaż Mateusz Morawiecki nie miał najmocniejszych kart – zbudowana przez niego koalicja składała się w większości z państw słabszych niż unijne...

zobacz więcej

Upozorowanie wystawienia Fransa Timmermansa jako poważnego kandydata, wcale nie jest tak nowym i oryginalnym zabiegiem w negocjacjach. W takich ukartowanych przypadkach, na przynętę wystawia się kandydata, o którym z góry wiadomo, że jest nie do zaakceptowania, co ma wywołać sztuczny kryzys.

Cały zamysł zmierza do tego, by kolejny kandydat przerwał zaplanowany impas i zyskał poparcie, kończąc tym samym spory. Dzięki temu podstępowi, większość uczestników negocjacji, szczególnie tych walczących o odrzucenie „złego” kandydata, jest gotowa szybko zaakceptować nowego, pojawiającego się rzekomo niespodziewanie na miejsce zdyskwalifikowanego.

W ten sposób, niczym królik z kapelusza scenicznego maga, na miejsca Fransa Timmermansa pojawiła się niemiecka minister obrony Ursula von der Leyen. Jedną z oznak takiego właśnie ukartowanego scenariusza – mówią zwolennicy tej tezy – jest fakt nadzwyczaj spokojnego pogodzenia się ze swoją porażką Fransa Timmermansa, człowieka znanego z nieposkromionego temperamentu i dość wojowniczej osobowości.


Ten spokój jest potwierdzeniem udziału Timmermansa w zaplanowanym fortelu. Stanowisko wiceszefa Komisji Europejskiej, aczkolwiek niewspółmiernie niższej rangi niż przewodniczącego, przyjął tak, jakby się tego spodziewał. Czyżby to miała być nagroda pocieszenia za zgodę na rolę „zająca” w biegu do fotelu szefa KE.

Wkrótce dowiemy się, czy układanka wcześniej rozpisana, zostanie zatwierdzona w głosowaniach przez Parlament Europejski.

źródło:
Zobacz więcej