Dramat Donalda Tuska. Polska osiągnęła swój cel w Brukseli

Jak wynika z nieoficjalnych informacji z ostatniego szczytu, negocjacje nt. obsady kierowniczych stanowisk w Unii były długie i burzliwe (fot. Krystian Maj/KPRM)

Od dwóch dni przewodniczący Rady Europejskiej tłumaczy, dlaczego utrącenie kandydatury Fransa Timmermansa to nic takiego. Lewicowy polityk wrogi Polsce, mimo poparcia rodzimej frakcji socjalistów oraz konkurencyjnej grupy EPL, która wygrała eurowybory – dzięki dyplomatycznym zabiegom premiera Mateusza Morawieckiego – przegrał. Co robi Tusk? Zaklina rzeczywistość mówiąc, że „nie widzi żadnych powodów do satysfakcji” dla Polski, jednocześnie ubolewając, że polski rząd wobec niego „nie wykazuje nadmiernej empatii”.

„Udało się wypracować dobry dla Polski i UE kompromis. To duży sukces premiera”

W Brukseli udało się wypracować dobry dla Polski i UE kompromis – powiedziała rzeczniczka PiS Anita Czerwińska. W jej ocenie, jest to duży sukces...

zobacz więcej

Negocjacje dotyczące obsady kierowniczych stanowisk w Unii Europejskiej były długie i burzliwe – tak wynika z przecieków z ostatniego szczytu Rady Europejskiej. Zaczęły się od próby narzucenia kandydatury EPL, Manfreda Webera. Gdy się nie udało, chadecy ustąpili socjalistom i wspólnie postawili na Fransa Timmermansa. Grupa Wyszehradzka i pozostałe kraje UE spoza głównej osi Paryż-Berlin miały po prostu przygotowaną listę nazwisk zaakceptować i wszyscy mieli wrócić do swoich krajów. Stało się inaczej i dzięki zabiegom polskiej delegacji udało się zapoczątkować realną debatę nt. zgłoszonych kandydatów. Zazwyczaj tego rodzaju rozmowy są niesamowicie trudne, bo na ostateczny kompromisowy wybór składa się arytmetyka frakcyjna grup Parlamentu Europejskiego, siła poszczególnych państw oraz umiejętności zawierania sojuszy i osobiste zdolności negocjacyjne ich przywódców. Więcej na ten temat pisałem w tekście „Chirurgiczna precyzja Morawieckiego okazała się skuteczna w brukselskiej grze”, który polecam:


Chirurgiczna precyzja Morawieckiego okazała się skuteczna w brukselskiej grze

Ekonomistka, lekarka, szefowa niemieckiego MON. Kariera Ursuli von der Leyen

Nominowaną przez unijnych przywódców Urusulę von der Leyen na przewodniczącą Komisji Europejskiej musi jeszcze zatwierdzić Parlament Europejski....

zobacz więcej

W czasie poniedziałkowych obrad, z powodu braku zasięgu na sali doradcy i współpracownicy poszczególnych przywódców państw członkowskich UE nie mieli kontaktu ze swoimi szefami. Mimo to, czekając pod drzwiami już byli pewni, jaki będzie wynik ustaleń. Zwłaszcza, że – jak się nieoficjalnie mówi – listę nazwisk w wąskim gronie ustalono już pod koniec czerwca, w trakcie szczytu G-20 w Osace. Stało się inaczej, premierowi Mateuszowi Morawieckiemu udało się rozpocząć dyskusję, a po długich negocjacjach namówić pozostałych przywódców do „przespania się” z decyzją i tym samym Polska „kupiła” sobie czas na dalsze negocjacje.

Doszło więc do sytuacji, że najpierw przepadła kandydatura Europejskiej Partii Ludowej, która wygrała ostatnie wybory do Parlamentu Europejskiego, a następnie – chociaż Angela Merkel namówiła swoich kolegów z EPL do poparcia polityka socjalistów i tym samym oddania stanowiska szefa KE – zachwiana została pewność, że następcą Jean Claude Junckera zostanie Frans Timmermans. Jeśli to nie był pierwszy, istotny sukces negocjacyjny Polski, to Donald Tusk nie wie, czym są negocjacje na szczytach UE. Oczywiście trudno mi podejrzewać byłego premiera i kilkuletniego szefa RE o taką niewiedzę, dlatego przyjmuję, że to, co mówi teraz to bardziej robienie „dobrej miny do złej gry”. Może nie tyle złej, co nieudanej, bo koniec końców sojusznik Tuska w walce z polskim rządem szefem najważniejszej instytucji w UE nie został.

Europa Środkowo-Wschodnia była na tym szczycie główną osią dyskusji z dwóch powodów. Jednym z nich była (namiętnie kolportowana w Polsce przez redakcję zagraniczną „GW”) narracja o tym, że zachodnia Europa musi pokazać miejsce w szeregu „populistom ze Wschodu”. Jeszcze przed rozpoczęciem negocjacji Weber nieprzypadkowo zaczął kopiować konfrontacyjną wobec Polski i Węgier politykę Timmermansa. To właśnie przywódca EPL, najpierw zagłosował za uruchomieniem artykułu 7 wobec Węgier w Parlamencie Europejskim, a potem zgodził się na zawieszenie Fideszu w prawach członka grupy chadeckiej. Ostatecznie Weber, mimo tych „zasług”, nie zyskał wystarczającego poklasku, zrezygnował i to Timmermans – jako przodownik walki z naszym regionem został spitzenkandidatem. Premier Morawiecki musiał więc najpierw odwrócić ten kurs Rady Europejskiej, a następnie przekonać EPL, żeby zamiast oddawać socjalistom stanowisko szefa KE – zgodzili się na poparcie innego kandydata. Oczywistym było, że musi być nim polityk chadecki.

Donald Tusk zapomniał, że ważniejszy od osobistego jest interes narodowy

To wszystko są okoliczności i kontekst negocjacji, z których szef RE, jako prowadzący spotkanie przywódców UE doskonale zdaje sobie sprawę. Dlatego właśnie trudno jego słowa z dzisiejszej konferencji uznać za uczciwe i szczere. „Niektórzy byli skoncentrowani, żeby zablokować kandydaturę Fransa Timmermansa i postanowili zrezygnować z jakichkolwiek ambitnych aspiracji na rzecz swoich kandydatur, nie zgłaszając ich w ogóle” – stwierdził były premier, chcąc w ten sposób wbić szpilę polskiemu rządowi. Jeszcze bardziej nieszczere są słowa udawanej troski Donald Tuska o realizację polskiego interesu: „Uważam, że lepiej coś wygrać dla Polski, dla regionu, niż utrącić kogoś”. Dlaczego? Otóż w kluczowych dla Polski kwestiach: polityki bezpieczeństwa, europejskiego wspólnego rynku, stosunku do Rosji oraz współpracy z USA i NATO, dużo bliżej nam jest do Ursuli von der Leyen niż do Fransa Timmermansa.

Warto, żeby przewodniczący Tusk mimo swoich negatywnych emocji w stosunku do Mateusza Morawieckiego, nie zapominał o słowach kanclerza Otto von Bismarcka, że „polityka jest sztuką tego, co możliwe”. Ważne jest, żeby trafnie zdiagnozować polski interes i zrobić wszystko co możliwe, żeby w maksymalny sposób go zabezpieczyć. Były polski premier najwidoczniej tak bardzo skupił się na nazwiskach i na tym, żeby szczyt nie zakończył się rozłamem (co poszłoby na jego konto), że zapomniał, że oprócz osobistych interesów istnieje coś takiego jak interes narodowy. To prawda, „lepiej coś wygrać dla Polski”, tylko akurat obecny szef RE jest ostatnią osobą, która może tak mówić, bo w ostatnich latach nic w tym kierunku nie zrobił.

Zobacz więcej