Duda w USA przeraził Kreml. Główne tezy rosyjskiej dezinformacji

Główne tezy rosyjskiej dezinformacji (fot. PAP/EPA/MAXIM SHIPENKOV)

Zasadnicze tezy rosyjskiej operacji informacyjnej związanej z wizytą Andrzeja Dudy w USA i zacieśnieniem współpracy obronnej USA z Polską trudno uznać za zaskakujące. Polski wasal Waszyngtonu, który odrywa ważną rolę w budowie „sanitarnego kordonu” wokół Rosji, a nic z tego mieć nie będzie. Bardziej intryguje inny wątek, który pojawił się w rosyjskiej narracji. Wskazuje, że Moskwa już zaczęła dezinformacyjną operację przed 80. rocznicą wybuchu drugiej wojny światowej.

Trump do Putina: Nie wtrącaj się w wybory

Nie wtrącaj się w wybory – powiedział do prezydenta Rosji Władimira Putina amerykański prezydent Donald Trump. Na marginesie szczytu G20 w Osace...

zobacz więcej

Rosyjscy politycy z pewnym opóźnieniem skomentowali ustalenia, jakie zapadły podczas wizyty Andrzeja Dudy w USA. Na dodatek nie był to głos z najwyższego szczebla – co zrozumiałe, bo nie wypada by sam prezydent czy szef dyplomacji odnosili się do kraju uważanego w Moskwie – oficjalnie – za niewiele znaczący i uzależniony od sojusznika zza oceanu. Politycy politykami, ale oczywiście swoje robiła i wciąż robi medialna machina rosyjska. Skupiła się – omawiając wizytę Dudy w USA – na dwóch dezinformacyjnych narracjach.

Po pierwsze, że to kolejny krok w okrążaniu Rosji przez Zachód. Po drugie, że to dowód amerykańskiego imperializmu i dominacji w Europie. Co można było się dowiedzieć z rosyjskich mediów? Że USA budują „militarny kordon” wokół Rosji i będą strzelać do Rosji z polskiego terytorium. Polska to koń trojański USA w Europie. Zarazem Polska nie jest suwerennym krajem, bo jej przyszłość zależy od widzimisię USA.

Wniosek? Wizyta Dudy w USA i kolejne ustalenia militarne i gospodarcze Polski z Amerykanami bardzo zdenerwowały władze Rosji. Każdy element ostatnich porozumień polsko-amerykańskich wzmacnia bowiem bezpieczeństwo nie tylko Polski, ale całej wschodniej flanki NATO. To tłumaczy nerwową reakcję Moskwy. Bardzo nerwową – a świadczy o tym narracja dezinformacyjna, punkt po punkcie.

Jedna z głównych tez brzmi: Polska to amerykański koń trojański w Europie. Brzmi jak obelga, w rzeczywistości rząd w Warszawie może się tym chlubić. Przekładając bowiem ten zarzut z propagandowego na zwyczajny język, dowiadujemy się – dzięki moskiewskiej narracji – że Polska to bardzo ważny sojusznik USA w Europie. Najważniejszy w naszej części kontynentu, jeden z kluczowych na całym Starym Kontynencie. Czy taki status oznacza nasze osłabienie? Nie. Przeciwnie. Polska staje się silniejsza i bezpieczniejsza. I to wynika z oceny samej Moskwy.

13 osób podejrzanych ws. skażenia ropy w rurociągu Przyjaźń

13 osób ma status podejrzanych w śledztwie w Rosji w sprawie zanieczyszczenia ropy naftowej w rurociągu Przyjaźń. Jak poinformował adwokat Dmitrij...

zobacz więcej

Wiodącym motywem w rosyjskiej operacji dezinformacyjnej wokół wizyty Dudy w USA było deprecjonowanie znaczenia planowanego zakupu myśliwców piątej generacji F-35. O tym mówili rosyjscy politycy, nad tym rozwodzili się specjaliści w rosyjskich mediach. O znaczeniu tej kwestii dla Moskwy niech świadczy fakt, że Rosjanie powoływali się na opinie Polaków w tej sprawie.

Inna rzecz, że byli to tacy „obiektywni” eksperci jak wiceadmirał Marek Toczek mówiący Sputnikowi, że zakup F-35 nie wzmocni obronnie Polski, będzie tylko korzystny finansowo dla USA. Odkopanie w roli autorytetu Toczka – kto nie wie, o kim mowa, niech cofnie się do połowy lat 90. – świadczy o dużej desperacji Moskwy.

Kompromitujące wystąpienie byłego ambasadora RP w USA Ryszarda Schnepfa na temat F-35 to już była tylko konsekwencja propagandowej ofensywy rosyjskiej. W tej narracji, gdy mowa o zakupie F-35, zwracają uwagę przede wszystkim dwie tezy. Pierwsza: polski prezydent mówiąc o ich zakupie, groził Rosji. Czyli gra na „wojennego podżegacza”. Druga teza? Polski nie stać na zakup F-35. A poza tym to droga kupa złomu.

W wypowiedziach Rosjan było widać nacisk na F-35, ale też na kwestię rozmieszczenia w Polsce amerykańskich dronów bojowych Reaper. Rosyjska propaganda podkreślała, że choć obecne ustalenia – w tym zwiększenie liczby amerykańskich żołnierzy w Polsce z 4,5 do 5,5 tys. ludzi – to nie jest to, o czym mówiono od co najmniej roku w Warszawie, to jednak jest to tylko etap w procesie budowy obecności militarnej USA w Polsce. Mówiąc krótko – to przygotowania pod dużą bazę wojskową w przyszłości. Czyli realizacja scenariusza Fort Trump.

Analizując główne tezy rosyjskiej dezinformacji towarzyszącej wizycie prezydenta Polski w USA trudno oprzeć się wrażeniu, że to, co ustalono ostatnio na linii Warszawa-Waszyngton, naprawdę przeraziło Rosjan. Wystarczy wymienić kilka tez propagandy rosyjskiej mających dezawuować znaczenie wizyty i podjętych ustaleń.

Po pierwsze i najważniejsze, Moskwa usiłuje przedstawiać obecny stan w taki sposób, że to Polska dąży awanturniczo do konfliktu z Rosją, nie zauważając, że Trump wcale z Moskwą walczyć nie zamierza. Stąd wybijanie słów prezydenta USA o nadziei na to, że Rosjanie będą odpowiednio traktować Polskę oraz brak ze strony Trumpa wsparcia dla mocnych wymierzonych w Rosję słów Dudy. Przeciwnie, zwracają rosyjskie media, Trump mówił o potrzebie dobrych relacji Rosji z Polską.

Oczywiście Rosjanie nie pozostawiają cienia wątpliwości, że za to, by te relacje były dobre, przede wszystkim odpowiada Polska (choć ze słów Trumpa wynika coś odwrotnego). W konsekwencji, można wnioskować z narracji rosyjskiej, „jastrzębia retoryka” prezydenta Dudy była i będzie hamowana przez Amerykanów.

Znana biblioteka ogranicza dostęp do książki wydanej przy wsparciu Fundacji Sorosa

Renomowana moskiewska Biblioteka Literatury Obcej usunęła z katalogu elektronicznego książkę rosyjskiego historyka wydaną przy wsparciu Fundacji...

zobacz więcej

Trudno jednak nie zauważyć tutaj sprzeczności w rosyjskiej retoryce – którą na pewno trzeba podnosić w przestrzeni publicznej. Oto z jednej strony mamy do czynienia z robieniem z Polski państwa awanturniczego chcącego wykorzystać swe specjalne relacje z USA do eskalacji stosunków z Rosją. Polacy kupują F-35, żeby zagrozić Rosji. Kupują LNG z USA, żeby zaszkodzić Gazpromowi. Duda w co drugi zdaniu prowokuje Rosję, itd. itp. Ale z drugiej strony mamy narrację – dominującą mimo wszystko – że Amerykanie budują wokół Rosji „kordon sanitarny”. Dybią na rosyjski gaz i ropę. Wykorzystują do tego swych regionalnych sojuszników, jak Polska. Polska jako „koń trojański” USA w Europie – trudno o lepsze docenienie przez Rosję znaczenia i statusu naszego państwa.

To, że rosyjska propaganda grozi wycelowaniem w nas rakiet w odpowiedzi na zwiększenie amerykańskiej obecności wojskowej w Polsce, to już niewiele znaczy. Ta narracja zastraszania mało kogo już przejmuje. Wycelować w polskie cele rakiety krótkiego i średniego zasięgu można szybko – a Iskandery czy Kalibry w obwodzie kaliningradzkim są od dawna.

Ciekawe natomiast, że rosyjska propaganda, komentując polsko-amerykańskie zbliżenie, skupiła się wyraźnie na aspekcie militarnym, marginalizując energetyczny. Tak jakby Rosjanie pogodzili się z tym, że Polska niebawem uniezależni się od gazu z kontraktu jamalskiego.

Inna rzecz, bardzo ciekawa, to wyciągnięcie przy okazji spotkania Dudy z Trumpem, kwestii czysto historycznych. Największa rosyjska państwowa telewizja Kanał Pierwszy stwierdziła, że to dzięki Rosji Polska ma państwowość, a 600 tys. sowieckich żołnierzy zginęło wyzwalając Polskę. Gdyby nie oni, nie byłoby Polski – przypomina Moskwa. I na dodatek podkreśla, że Sowieci zapewnili Polakom powrót własnego państwa mimo, że Polacy ci byli wcześniej najlepszym sojusznikiem III Rzeszy. Skąd te wątki w komentowaniu zbliżeń polsko-amerykańskich?

Po pierwsze, chodzi o pokazanie, że Polska to nie jest samodzielny kraj i naród, zawsze szuka silnego protektora. Kiedyś był to Hitler, teraz jest to Trump. Dostaje się więc przy okazji Ameryce. Ale przypominanie tych historycznych wątków i przypomnienie najgorszych zarzutów należy łączyć przede wszystkim ze zbliżającą się okrągłą rocznicą wybuchu drugiej wojny światowej. Na 1 września Polska Putina nie zaprosiła, więc można się spodziewać niezwykłej agresji na tym polu ze strony moskiewskiej propagandy. Nic dziwnego, że pretekstem do niej stały się czerwcowe wydarzenia niezwykle wzmacniające bezpieczeństwo Polski.

źródło:
Zobacz więcej