RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Ricky Lion: Będę drugim Bodo #PolskaToWiecej

Ricky Lion Lumanisha jest wybitnym muzykiem propagującym kulturę afrykańską w naszym kraju. Występuje i nagrywa z najlepszymi muzykami na rodzimej scenie. Wystąpił już na ponad 6 tys. warsztatów bębniarskich w Polsce. W tym roku wraz z grupą Szczupaki wygrał konkurs „Piosenki z Ulicy” na festiwalu Grzesiuka 2019 i warszawski przegląd piosenki na Bemowie. Czuje się Polakiem i propagatorem naszej kultury, którą uważa za zagrożoną. O życiu i tworzeniu w Polsce artysta opowiedział portalowi tvp.info.

Koziołek Matołek wybiera się w podróż do USA #PolskaToWiecej

– Odwołujemy się do bajki retro, bajki konserwatywnej, wskazującej na wartości zaklęte w morale. Koziołek Matołek potępiał głupotę, wspierał piękne...

zobacz więcej

Co skłoniło pana do przyjazdu do Polski?

Ricky Lion: Przyjechałem do braci, którzy już mieszkali w Polsce. W Kongo zakończyłem edukację na maturze i najstarszy brat namówił mnie, żebym przyjechał do Polski i tu kontynuował naukę. Zapewnił mnie, że poziom jest bardzo wysoki i będę zadowolony. I tak znalazłem się w kraju nad Wisłą.

Żal było opuścić Kongo?

Wiadomo, byłem młodym chłopakiem, było to 20 lat temu. Rozłąka z rodziną, która chciała, żebym został. Miałem wszystko, bo rodzice potrafili zadbać o dom rodzinny, nasze wykształcenie. Jednak zdawałem sobie sprawę, że jest za fajnie, a beztroskie życie kiedyś się skończy i będę jednym z wielu młodych chłopaków, którzy zatrzymali się w miejscu. Chciałem się dalej kształcić, rozwijać talenty, poznawać nowych ludzi.

Czyli wszystko zaczynał pan od zera?

Tak, przyjechałem do Polski zacząłem studiować ekonomię, jedynymi moimi przyjaciółmi byli bracia.

Nie szukał pan kontaktu np. przez wspólnoty religijne? Jest pan chrześcijaninem, a w Polsce wyznawców Jezusa jest dużo.

Nie, jestem skromnym człowiekiem, więc zawsze miałem problem z amerykańskim stylem. Cześć, jestem Ricky z Afryki, wierzymy w jednego Boga załatwcie mi dobrą pracę, mieszkanie i żonę z wypasionym posagiem (śmiech).

Radosław Pazura: Nie ma wsparcia bez miłości, nie ma miłości bez wsparcia #PolskaToWięcej

– Naszym głównym hasłem podczas zakładania Fundacji Kapucyńskiej im. bł. Aniceta Koplińskiego było „Pomagamy mądrze pomagać”. Konfrontując się z...

zobacz więcej

Miasto Łódź dobrze pan wspomina? …

Bardzo dobrze, tam ukończyłem studium języka polskiego, uczyłem się historii, czułem się jak gwiazda filmowa w białej dżungli. (śmiech).

To miłe, bezpieczne miasto. Kibice OK?

Zależy, której drużyny i kiedy (śmiech).

A poważnie: były jakieś przygody, kiedy musiałeś mówić, że jesteś bratem Mike'a Tysona i on właśnie tu idzie?

Było różnie, jednak dosłownie mówiąc, w ryj nigdy nie dostałem. Nigdy nikim też nie straszyłem. Obawiam się, że jakbym powoływał się na Mike'a Tysona, to wtedy moje białe zęby mogłyby zamienić się w latające klawisze od pianina. Zresztą, jak bym usłyszał taki tekst od kogoś, to sam bym miał problem z opanowaniem się.

Znany polski raper, śpiewa taki kawałek: „morda nie szklanka, nie zbije się” i tego się trzymajmy.

Poważnie to wszędzie jest tak samo. Myślicie, że w Kongo na dyskotece jakiś turysta z Polski by szukał wrażeń? Sam tam bałem się jeździć w pewne miejsca. Tu też mamy takie.

Czuje się pan Polakiem, czy serce cały czas jest rozdarte?

Zacząłem w Polsce swoje życie od zera. Po 20 latach mieszkania w tym pięknym kraju mam tu mnóstwo znajomych, kilku przyjaciół. Ja bardziej się czuję Polakiem niż Afrykańczykiem, bo gdybym wrócił do kraju dzisiaj, na pewno bym się zagubił. Obawiam się, że pewnych rzeczy już bym nie wytrzymał nerwowo. Umawiasz tam się z kimś o godz. 17, a on się pojawia na luzie o 20. To jest w Kongo normalne. Po życiu w centralnej Europie przyspieszyłem. Tu ludzie żyją szybciej, tam bardzo wolno.

Oczywiście fakt, że czuję się Polakiem, nie oznacza, że zrezygnowałem ze swoich korzeni afrykańskich.

Salvador Sobral: W muzyce inspiruje mnie każde doświadczenie. Od transplantacji serca do dobrej polskiej zupy

O swoich marzeniach, o tym czego żałuje w życiu, co go inspiruje do tworzenia swoich piosenek i z czym kojarzy mu się Polska opowiedział Salvador...

zobacz więcej

Od 20 lat gra pan na scenie ze znanymi polskimi artystami. Czuje się pan świetnie na dużych koncertach i tych kameralnych, w mniejszych klubach. Koncert w Gdańsku był bardzo smutny, dopóki się nie pojawił na scenie ricky Lion. Skromny i nieśmiały człowiek, jednak tłumy potrafi porwać?

Żeby ktoś cię zaakceptował, polubił, musisz mieć otwarte serce. Dobrych ludzi wyczuwa się na odległość. Staram się być otwarty, uśmiechnięty, bo tylko wtedy mój przekaz może porwać tłumy. Wydaje mi się, że ludzie lubią moją muzykę przez mój sposób bycia.

W wywiadach często podkreśla pan, że w kraju przodków ludzie rodzącą się stworzeni do śpiewania i tańczenia. Naprawdę wszyscy?

Tak. Osoba, która rodzi się w danym środowisku i wyrasta w nim, ma już to we krwi. W Afryce większość ludzi śpiewa przed snem, jedzeniem, modlitwą. Rodząc się w Kongo miałem już muzykę w uszach.

Jak już wcześniej wspomniałem pochodzę z rodziny katolickiej i wspólnie z rodzicami śpiewaliśmy modlitwy. W Afryce ludzie wolą rozmawiać z Bogiem bardziej na wesoło.

Czyli w Afryce wszystko gra?

Dosłownie. Idziesz ulicą, ktoś wycina drzewo, dalej ktoś gra na bębnach. Po chwili człowiek od drzewa porusza się już w wybijanym rytmie. Trudno to opisać, trzeba zobaczyć.

Ma pan 100 instrumentów?

Gram na wszystkich, tylko nie jednocześnie. Tak, mam różne instrumenty afrykańskie i dzięki nim jestem w stanie przekazywać kulturę Kongo i dźwięki z tego kraju.

Aldona Orman: W zdrowych rodzinach konkurencja nie występuje #PolskaToWiecej

Gościem specjalnego świątecznego wydania programu „Polska to więcej” jest Aldona Orman. Gwiazda telenoweli „Klan” i serialu „Barwy szczęścia” w...

zobacz więcej

Jak najlepiej zainteresować kulturą danego regionu – przez radio, telewizję?

Z czasem. Najważniejszymi słuchaczami i miłośnikami moich rytmów są dzieci. Odbyłem tysiące warsztatów w całej Polsce, już ponad 6 tys. Mali słuchacze bardziej je lubią niż cymbałki. Na bębny otwierają się nawet ci, którzy przez ich opiekunów czy znawców są uważani za muzyczne beztalencia. Bęben robi bum, bum, czyli odpowiada. Wystarczy uderzyć go, a on już gra. Inne instrumenty są bardziej poważnie skonstruowane. Żeby dziecko polubiło pianino, musi mu wyjść jakaś melodia. A co mówić dopiero o skrzypcach. Bęben nawet uderzany sporadycznie sam nadaje rytm, czyli nawet największy antytalent muzyczny już gra. Dzieciaki je uwielbiają, to moja ulubiona publiczność.

Prowadzi pan warsztaty tylko dla dzieci?

Nie, dla starszych. Seniorów. Kiedyś występowałem na ślubie, gdzie byłem prezentem. Zagrałem na 60 bębnach wspólnie z weselnikami.

Występował pan w różnych programach telewizyjnych. Wspólnie z Beatą Pawlikowską prowadziliście program dla podróżników w TVP. Może czas wrócić?

Ja żyję z muzyki. Skupiłem się na publiczności na koncertach. Dbam o tych ludzi, dzięki nim mam na chleb. Sporo osób myśli, że jeśli trafią na szklany ekran, to już zapewnią sobie byt. Według mnie najpierw trzeba zdobyć zaufanie fanów nawet w najmniejszych zakątkach kraju, a potem dopiero błyszczeć w telewizji.

Ja muszę czuć publiczność, ich odruchy, zachowanie, wtedy wiem, że jest chemia między nami albo totalna pomyłka. Z ekranu nic nie wynika, to takie trochę sztuczne. Często zastanawiam się, czy pan Ziemkiewicz, albo panie Ogórek i Łosiewicz czują więź z widzami, czy ekran ich oddziela? Ostatni festiwal w Opolu bardzo mi się podobał. Jest to kameralne miejsce, gdzie artysta czuje oddech publiczności na sobie. Tu bym chciał zagrać.

Gdzie w Warszawie lubi pan grać?

W praskich klubach. Przychodziłem tam ze swoim bębenkiem jako totalny no name, co mi się bardzo podobało, bo wszyscy traktowali mnie na równi. Oni grali swoje szemrane numery, a ja wkraczałem z drapieżną nutą. Zresztą uwielbiam stare, przedwojenne kawałki, artystów. Najbardziej mnie fascynuje postać Bodo. Chciałbym śpiewać tak jak on.

Wspólnie z grupą Szczupaki gracie stare polskie kawałki. Wygraliście konkurs „Piosenki z Ulicy” i warszawski przegląd piosenki na Bemowie. Może pan już jest drugim Bodo?

Jeszcze nie, ale będę drugim Bodo (śmiech). Tak, gra nam się układa. Poznałem kapitalnych ludzi z warszawskich składów. Domana, który jest podstawą bardzo znanej Trupy Teatralnej „Warszawiaki”. I oczywiście chłopaków ze Szczupaków, z Tadziem, jej liderem.

Anna Popek: Wierzę w wywodzący się z Biblii przepis na dobre życie [WYWIAD]

Anna Popek jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych twarzy Telewizji Polskiej. Wierzy w Boga, dobrze gotuje, kocha sen, który w prowadzonym przez...

zobacz więcej

Ja bardzo lubię to, co jest naturalne - korzenie. Więc stara muzyka mi się bardzo podoba, bo ma coś w sobie. Pochodzę z rodziny wojowników, walczę do końca. Powiedziałem chłopakom, chodź oni wątpili w nasz sukces: zobaczycie, wygramy!

Jakich muzyków pan lubi?

No właśnie takich ulicznych, którzy grają przedwojenne kawałki. To jest właśnie patriotyzm, bo dzięki nim kultura polska przetrwa wieki.

Moja rada jest taka, żeby Polacy nie niszczyli swojej kultury, tylko ją pielęgnowali. Odnowiły się Koła Gospodyń Wiejskich, mogą powstać koła muzyków dawnych lat. Tu na Pradze jeszcze jest klimat do tworzenia, bo dzielnica jest rodzinna.

Polska już nie?

W 1998 r. w święta byłem sam, w 2018 r. przyszło do mnie kilku kolegów, bo byli sami. Ludzie zaczynają zapominać o tradycjach rodzinnych, co mnie boli. Polacy przyjęli obcą kulturę, gdzie w święta się jedzie na wczasy, a na pogrzeb wysyła kwiaty kurierem. To jest nienormalne! Gdzie ta piękna tradycja, wasza, polska? Rodzina jest najważniejsza!

Nigdy nie zaśpiewam jak prawdziwy góral, jak piosenkarz w latach 40. To trzeba mieć we krwi, to jest dusza. Tak samo żaden z muzyków z Europy nie zagra na bębnach jak rodowity Afrykańczyk. Możemy oczywiście naśladować, starać się, jednak będzie to tylko lepsze lub gorsze naśladowanie. Da tego lepiej tworzyć te utwory w swoich wersjach, wtedy będą ciekawe.

Czyli muzycy kserują innych?

Dokładnie tak. Grasz na bębnach – rób to po polsku, po swojemu. Naśladując oryginalnych afrykańskich artystów robisz krzywdę sobie i tej muzyce. Rodzimego kujawiaka najlepiej zatańczą Polacy, reszta świata może się tylko przyglądać i bić brawa.

źródło:
Zobacz więcej