„Niemcy czerpią korzyści ze wstrzymania tranzytu rosyjskiego gazu na Ukrainę”

Gazprom szykuje w Europie zapasy gazu w liości ponad 11 mld m sześc. To próba nacisku na Ukrainę – mówi ekspert (fot. Sean Gallup/Getty Images)

– Niemcom zależy przede wszystkim na tym, żeby importować więcej gazu. Nie tylko na swoje potrzeby, gdyż te już mają zaspokojone i już teraz są jednym z największych eksporterów gazu w regionie. Zależy im na stworzeniu tzw. hubu gazowego – czyli największego centrum rozdzielania importowanego gazu do państw europejskich – podkreślił w rozmowie z portalem tvp.info ekspert Energetyka24.com Maciej Zaniewicz.

Amerykańskie LNG rozbija rosyjski monopol. Polska hubem dla całego Trójmorza [OPINIA]

Efektem wizyty prezydenta Andrzeja Dudy w USA jest nie tylko wzmocnienie amerykańskiej obecności wojskowej w Polsce, ale także zacieśnienie...

zobacz więcej

Petar Petrović: Niedawna wizyta prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego w Berlinie i spotkanie z kanclerz Angelą Merkel pokazały, że liderzy obu krajów mają zupełnie inny stosunek do Nord Stream 2. Ukraiński prezydent przypomniał, że niemiecka kanclerz obiecała mu, że po jego wybudowaniu ukraińskie gazociągi nadal będą „pełne gazu”. Czy Kijów może w tej sprawie wierzyć Berlinowi?

Maciej Zaniewicz: Sytuacja jest bardzo skomplikowana. Niemcy zapewniają, że tranzyt gazu przez terytorium Ukrainy zostanie utrzymany, niekiedy czyni tak też Rosja. Berlin twierdzi, że zabiega o to, żeby Moskwa udzieliła na to gwarancji. Jeżeli jednak spojrzymy na konkretne działania strony rosyjskiej i niemieckiej, to widzimy, że w grę wchodzą wspólne interesy.

Niemcom zależy przede wszystkim na tym, żeby importować więcej gazu. Nie tylko na swoje potrzeby, gdyż te już mają zaspokojone i już teraz są jednym z największych eksporterów gazu w regionie. Zależy im na stworzeniu tzw. hubu gazowego – czyli największego centrum rozdzielania importowanego gazu do państw europejskich.

Jeżeli spojrzymy na strukturę tego eksportu, to widzimy, że duża część gazu z Niemiec, w większości rosyjskiego, trafia również na Ukrainę. Paradoksalnie Niemcy mogą czerpać korzyści z tego, że tranzyt rosyjskiego gazu na Ukrainę może zostać wstrzymany.

Jeżeli spojrzymy na interesy gospodarcze, to Berlinowi niekoniecznie opłaca się utrzymanie tego tranzytu, ponieważ zyski zamiast płynąć do budżetu ukraińskiego czy też polskiego, będą płynęły do budżetu niemieckiego.

Wiemy już, że NS2, z powodu opóźnienia, nie zostanie zbudowany do końca roku. Moskwa i Kijów nadal nie zawarły nowego kontraktu na tranzyt gazu z Rosji przez terytorium Ukrainy do UE. A obecny obowiązuje do końca roku. Co to oznacza dla obu krajów?

Prezydent Duda: Gaz z USA to też kwestia bezpieczeństwa Europy Środkowej

Potrzebujemy dywersyfikacji źródeł dostaw gazu; bezpieczeństwo energetyczne jest potrzebne nie tylko w Polsce, ale w całym obszarze pomiędzy...

zobacz więcej

Rosjanie są zmuszeni do przedłużenia tego kontraktu. Pytanie tylko, jak on będzie wyglądał. Z jednej strony mamy stanowisko Ukrainy, która domaga się, żeby odbyło się to na zasadach długoterminowych, zgodnie z europejskim prawem o podziale właścicielskim, tzw. trzecim pakietem energetycznym. W tej kwestii stanowisko Kijowa, w rozmowach trójstronnych z Rosją, popiera również Komisja Europejska.

Z drugiej strony mamy stanowisko rosyjskie. Moskwa zabiega o to, żeby upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. Po pierwsze, chce podpisać kontrakt krótkoterminowy, który można by było bardzo łatwo rozwiązać, gdy już powstanie Nord Stream 2 i Turkish Stream i te dwa gazociągi ominą terytorium Ukrainy.

Po drugie, chce, żeby w ramach tych samych negocjacji doszło do porozumienia między Ukrainą a Rosją, w efekcie którego Kijów zgodziłby się na anulowanie wyroku Trybunału Arbitrażowego w Sztokholmie, który zasądził wypłatę ponad 2,5 miliarda dolarów stronie ukraińskiej wraz z odsetkami, za niewywiązywanie się przez Gazprom z umowy tranzytowej i stosowanie nielegalnych praktyk cenowych.

Komu bardziej się spieszy? Kto jest w gorszej sytuacji?

Putin zaciera ręce. Berlin szykuje się na reset w relacjach z Moskwą [OPINIA]

Niemcy już nawet nie starają się ukrywać, że zamierzają, pomimo obowiązywania sankcji, intensyfikować swoje relacje gospodarcze z Rosją. Nad Renem...

zobacz więcej

Rosyjska strona gra na czas. Kolejna runda negocjacji ma się odbyć na jesieni. Ciężko przewidzieć, jak się zakończy. Ukraińcy próbują szukać jakichś innych rozwiązań. Ostatnio pojawiła się propozycja dokonania tzw. swapu. Kijów zaproponował, by gaz, nie na zasadach formalnego tranzytu, trafiał na Ukrainę i później był odbierany po stronie europejskiej. To de facto oznaczałoby kontynuację tranzytu, ale na innych zasadach. Moskwa nie ustosunkowała się do tej propozycji i raczej będzie chciała twardo grać z Ukraińcami.

Wszystko wskazuje na to, że Rosjanie mają silniejszą pozycję w tej sytuacji, ponieważ gdyby negocjacje nie przyniosły żadnego rezultatu do końca roku, kiedy umowa wygasa, to prawdopodobnie Ukraińcy i tak musieliby się zgodzić na jakąś formę przedłużenia tego kontraktu, nawet niekorzystną z uwagi na to, że zyski z tranzytu stanowią znaczne wpływy do budżetu państwa ukraińskiego.

W jaki sposób Kreml będzie chciał przed lipcowymi wyborami parlamentarnymi rozgrywać Ukraińcami? Będzie wspierać jakichś bardziej przychylnych sobie kandydatów, środowiska? Przed wyborami prezydenckimi jeden z mniej liczących się kandydatów przyjechał do Moskwy, a gospodarze zasugerowali, że poparcie jego kandydatury może być korzystne dla Ukrainy w kontekście cen za gaz.

Prezydent: Polska wkrótce będzie całkowicie suwerenna w zakresie dostaw gazu

Prezydent Andrzej Duda powiedział, że gazoport w Świnoujściu będzie rozbudowywany i docelowo przyjmie nawet 10 mld metrów sześciennych gazu...

zobacz więcej

Po wyborach prezydenckich na Ukrainie nastąpiła duża zmiana polityczna. Do tej pory mieliśmy sytuację, w której ścierały się ze sobą środowiska proeuropejskie i prorosyjskie. Podczas ostatnich wyborów prezydenckich to nie miało miejsca, a wszyscy główni kandydaci podkreślali, że są proeuropejscy i określali Rosję jako agresora.

Na Ukrainie śmierć poniosło kilkanaście tysięcy osób i odebrana została znacząca część kraju. Wobec tego trauma jest bardzo głęboka. Gdy spojrzymy na sondaże, to proeuropejski, przynajmniej retorycznie, Zełenski, z jego partia Sługa Narodu, ma w tym momencie około 40 procent poparcia.

Kolejne partie też są proeuropejskie. Raczej obawiałbym się tego, że osoby, które dostaną się do parlamentu będą niedoświadczone. Już teraz na kluczowe stanowiska mianowani są ludzie z najbliższego otoczenia prezydenta, którzy wcześniej pracowali np. w agencjach PR-owych Zełenskiego i z polityką mieli niewiele wspólnego.

Oni mogą zgodzić się na niekorzystne warunki albo przez przypadek, albo zostaną zmanipulowani np. przez otoczenie byłego prorosyjskiego prezydenta Janukowycza. To otoczenie coraz częściej pojawia się w kręgach prezydenckich, co może niepokoić. Nie wiązałbym tego z jakąś prorosyjską postawą prezydenta, raczej wynika to z braku kadr.

Zełenski: Na temat Nord Stream 2 mamy z kanclerz Merkel odmienne zdania

Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski podkreślił, że w kwestii budowy rosyjsko-niemieckiego gazociągu Nord Stream 2 mają z kanclerz Angelą Merkel...

zobacz więcej

Gazprom ogłosił, że szykuje zapasy gazu w Europie i zamierza przed przełomem 2019/2020 roku umieścić w podziemnych zbiornikach ponad 11 mld metrów sześciennych gazu. Co to oznacza w praktyce?

Jest to próba nacisku na Ukrainę i zabezpieczenia wiarygodności dostaw rosyjskich za pomocą NS2 i Turkish Stream.

Do tej pory system funkcjonował w ten sposób, że przed okresem zimowym Ukraina gromadziła ogromne zapasy gazu ziemnego – około 17 miliardów metrów sześciennych w swoich magazynach, na wypadek problemów w dostawach, co się wydarzało kilkukrotnie, gdy były one wstrzymywane przez Rosję. Ukraina, będąc odpowiedzialną za tranzyt do krajów europejskich, wypuszczała ten gaz i kierowała w stronę europejską.

Obecne napełnianie magazynów przez Gazprom może świadczyć o tym, że próbuje on zapewnić kontrahentów europejskich o swojej wiarygodności. Może być to też sygnał, że szykuje się do wstrzymania tranzytu przez Ukrainę i tym razem będzie samodzielnie starał się zabezpieczyć dostawy do państw europejskich. Miałoby to pokazać, że to właśnie Gazprom jest godnym zaufania partnerem i Ukraina jest niepotrzebna.

Strategiczna inwestycja gazowa powstanie na południu Polski

Oddział Tarnowski Gaz-Systemu będzie miał nową siedzibę. W Pogórskiej Woli w woj. małopolskim powstanie m.in. węzeł przesyłowy na gazociągach,...

zobacz więcej

Obecnie Polska może wysłać do 2 mld m sześc. gazu ziemnego rocznie na Ukrainę. Dopiero budowa gazociągu Polska-Ukraina pozwoli słać więcej. Strona ukraińska jest zainteresowana tym połączeniem, ale jego powstanie ma dla niej sens dopiero po ukończeniu infrastruktury pozwalającej dostarczyć Ukraińcom gaz z terminalu LNG i Baltic Pipe. A na to trzeba trochę poczekać.

Ukraińcy poszukują alternatywnych dostaw gazu. Tego typu umowy są godne pochwały i dobrze, gdyby zostały zrealizowane. Jednak od momentu zapowiedzi do momentu realizacji upływa bardzo dużo czasu, więc nie jest to coś, co zostanie zrealizowane w najbliższym czasie.

Na stole współpracy energetycznej polsko-ukraińskiej leży od lat kilka projektów, m.in.: zakup energii elektrycznej z Ukrainy czy budowa połączenia naftowego polsko-urkraińskiego, które umożliwiałoby wzajemną wymianę - są one gotowe do realizacji, ale brakuje woli politycznej raz z jednej, raz z drugiej strony, by to uczynić.

Rozmawiał Petar Petrović.

Autor jest dziennikarzem Polskiego Radia.

źródło:
Zobacz więcej