RAPORT

Propozycja podziału Ukrainy? Sikorski na cenzurowanym

Małgorzata Gosiewska: Na pograniczu z Rosją dochodzi do porwań i pobić Gruzinów

Większość Gruzinów opowiada się za współpracą z Zachodem (fot. 	PAP/EPA/ZURAB KURTSIKIDZE)
Większość Gruzinów opowiada się za współpracą z Zachodem (fot. PAP/EPA/ZURAB KURTSIKIDZE)

Najnowsze

Popularne

- Czy chciano doprowadzić do konfrontacji, czy uznano, że społeczeństwo gruzińskie jest już tak im podległe, że można zrobić wszystko, że można napluć mu w twarz? Jedno jest pewne, odpowiedzialność za obecność rosyjskiego deputowanego w siedzibie parlamentu gruzińskiego nie spada jedynie na przewodniczącego parlamentu. O tym wiedziało dużo więcej osób. Musiało w tym uczestniczyć choćby gruzińskie MSZ – komentowała protesty w Gruzji w rozmowie z portalem tvp.info wicemarszałek Sejmu Małgorzata Gosiewska.

Tbilisi: Opozycja demonstruje przed siedzibą parlamentu

Koalicja gruzińskich partii opozycyjnych zażądała w piątek dymisji ministra spraw wewnętrznych i szefa służby bezpieczeństwa oraz uwolnienia...

zobacz więcej

Petar Petrović: W Gruzji co prawda złagodzeniu uległy protesty antyrządowe po tym, jak demonstranci kilka dni temu usiłowali wtargnąć do budynku parlamentu, protestując przeciwko obecności rosyjskiego deputowanego, ale jednak nic nie zapowiada, by ustały. Zastawiające jest, czy rządzące Gruzińskie Marzenie nie mogło przewidzieć, że dojdzie do gwałtownego protestu z powodu wystąpienia deputowanego do rosyjskiej Dumy Państwowej Siergieja Gawriłowa, który w gruzińskim parlamencie przemawiał po rosyjsku i to jeszcze z miejsca przewodniczącego? Dodatkowo polityk ten jest znany ze swoich antygruzińskich wypowiedzi.

Małgorzata Gosiewska: Oczywiście, że można to było przewidzieć. Pytanie, czy to była celowa prowokacja, czy po prostu buta i głupota. Jednak i druga wersja jest jak najbardziej możliwa. Czy chciano doprowadzić do konfrontacji, czy uznano, że społeczeństwo gruzińskie jest już tak im podległe, że można zrobić wszystko, że można napluć mu w twarz? Nie jestem w tej chwili w stanie na to pytanie odpowiedzieć. Jedno jest pewne, odpowiedzialność za obecność Gawriłowa w siedzibie parlamentu gruzińskiego nie spada jedynie na przewodniczącego parlamentu. O tym wiedziało dużo więcej osób. Musiało w tym uczestniczyć choćby gruzińskie MSZ.

Co prawda, przewodniczący parlamentu Gruzji Irakli Kobachidze podał się do dymisji, a lider Gruzińskiego Marzenia Bidzina Iwaniszwili zapewnił, że „w pełni podziela szczere oburzenie gruzińskich obywateli”, ale to nie przekonało protestujących, że był to jedynie błąd.

Wyraźnie zaskoczeni byli również parlamentarzyści opozycji, którzy do działań przystąpili dopiero w trakcie trwania tego zgromadzenia. Nie było wcześniej żadnych sygnałów, że tak ma to wyglądać. Dopiero potem uaktywniło się społeczeństwo obywatelskie Gruzji, które przyszło pod parlament. Z tego wynika, że opozycja była tym faktem zaskoczona.

Jaki jest stosunek Gruzińskiego Marzenia do Rosji?

Społeczeństwo gruzińskie jest prozachodnie. Zbyt silny zwrot w kierunku Rosji jest nie do przyjęcia, co zresztą te wydarzenia pokazały. Stąd, pomimo różnych związków polityków Gruzińskiego Marzenia z Federacją Rosyjską – bo przecież one istnieją – kierunek prozachodni został utrzymany. Wynika to z różnych względów, w tym i finansowych, ale przede wszystkim z nastawienia samego społeczeństwa i z faktu, że zbyt radykalna zmiana byłaby nie do przyjęcia.

Protesty w Gruzji. Ludzie chcą przedterminowych wyborów

Gruzińska opozycja i część zwolenników obozu rządzącego domagają się rozpisania przedterminowych wyborów. Takie żądanie padło między innymi w...

zobacz więcej

Gruzińskie władze deklarują kurs na Zachód, chcą wejść do NATO. Polska jest zdecydowanym rzecznikiem rozszerzania się Sojuszu w tym kierunku.

My współpracujemy, gdyż uważamy, że trzeba robić wszystko, by zachować ten prozachodni, proatlantycki kierunek rozwoju Gruzji. Natomiast nie patrzymy bezkrytycznie na wszystko, co się dzieje w tym kraju. Ja zawsze podczas swoich pobytów w tym państwie starałam się odwiedzać w więzieniu jej byłego premiera, byłego sekretarza generalnego partii Zjednoczony Ruch Narodowy - Wano Merabiszwilego. Procesy, które zostały mu wytoczone, są bardzo kontrowersyjne – tak to też zostało ocenione przez międzynarodowy trybunał. Ja w niektórych tych procesach uczestniczyłam – więc też mam swój własny ogląd. Warunki, w jakich był i jest przetrzymywany są bardzo złe. Pomimo różnych nacisków opinii międzynarodowej, rozmów, jakie się odbywały ze stroną gruzińską - on dalej w tym więzieniu przebywa.

Reakcja policji podczas pierwszego wieczoru, gdy doszło do protestów pod parlamentem gruzińskim, dużo mówi o sytuacji, jaka panuje w tym kraju i o rządzącej nią opcji politycznej. Doszło do bardzo nieprzyjemnych sytuacji. Wiele osób zostało rannych i zatrzymanych. Miały miejsce tzw. szybkie sądy. Kolejki w sądach przypominały trochę model białoruski i to jeszcze sprzed dobrych paru lat.

Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow określił wydarzenia w Tbilisi, jako „rusofobiczną prowokację”. Następnie prezydent Władimir Putin zakazał rosyjskim liniom lotniczym wykonywania rejsów pasażerskich do Gruzji, a teraz – oczywiście, całkowicie przypadkowo - rosyjskie służby nadzoru sanitarnego zgłosiły zastrzeżenia do jakości gruzińskiego wina. Z drugiej strony, prezydent Gruzji Salome Zurabiszwili przekonuje, że za zamieszkami stoi rosyjska „piąta kolumna”. Ci sami ludzie są więc z jednej strony oskarżani o rosofobię, a z drugiej o prorosyjskość.

Zawsze wszystko można zrzucić na jakąś prowokację. Nie doszło by do tej sytuacji, gdyby nie dopuszczono do tak skandalicznego wystąpienia polityka rosyjskiego i to nieprzypadkowego, ale bardzo mocno zaangażowanego w działania antygruzińskie. Pytanie, czyja to była prowokacja. Bezwzględnie nie można doszukiwać się winy wyłącznie po stronie rosyjskiej. Pani prezydent powinna poszukać winnych także we własnym zapleczu politycznym.

Po nocnych starciach przewodniczący parlamentu Gruzji podał się do dymisji

Po starciach demonstrantów z policją przed gmachem parlamentu w Tbilisi przewodniczący parlamentu Irakli Kobachidze podał się do dymisji –...

zobacz więcej

Rosja zagarnęła po najeździe na Gruzję, w 2008 roku, Osetię Południową i Abchazję. Gdyby nie pamiętna interwencja śp. Lecha Kaczyńskiego nie wiadomo, jakby się to wszystko skończyło. Kreml czuje się zagrożony prozachodnią orientacją Gruzinów? Jak na to reaguje?

Jeśli chodzi o działania Rosji – to dochodzi do rozmaitych prowokacji. Ta linia rozgraniczająca – nie możemy jej nazywać granicą – jest nieustannie przesuwana na niekorzyść Gruzji. To się cały czas dzieje. My o tym mówimy, media jednak rzadko o tym informują. Na tym pograniczu ciągle dochodzi do różnego rodzaju incydentów, sporów, porwań, pobić obywateli Gruzji. Niebezpieczną postacią jest biznesmen Lewan Waszadze, który organizuje bojówki – Legion Narodowy – mające „rozprawiać się” ze środowiskami LGBT. To jest ruch inspirowany przez Kreml. On swojego majątku dorobił się w Rosji i nie ukrywa, że jest bliskim przyjacielem Aleksandra Dugina, głównego ideologa Kremla. Rosyjskie prowokacje jednak w żaden sposób nie tłumaczą sytuacji, jaka miała miejsce pod parlamentem i podczas pozostałych protestów.

Widać, że władze chcą jakoś załagodzić protest - Bidzina Iwaniszwili ogłosił w poniedziałek, że wybory parlamentarne w tym kraju w 2020 roku odbędą się według ordynacji proporcjonalnej. Był to jeden z postulatów protestujących. Chcą oni jednak o wiele więcej – rozpisania wyborów przedterminowych, dymisji szefa MSW Giorgiego Gacharii, którego oskarżają o zbyt ostre – ich zdaniem - działania policji wobec demonstrantów.

W manifestacjach tych nich nie chodzi jedynie o samą sytuację związaną z deputowanym Gawriłowem. Ale o sytuację w szczególności młodych Gruzinów. Oni nie mają perspektyw. Wielu młodych, dobrze wykształconych już wyjechało. Inni o tym myślą albo rozważają wybór tego wariantu. Jest duże bezrobocie, zastój gospodarczy, rosną ceny, podobnie jak korupcja i przestępczość. To wszystko nie wpływa dobrze na funkcjonowanie społeczeństwa. Ludzie starsi żyją bardo biednie, a młodsi nie mają perspektyw. To wszystko wpłynęło na to, że ten protest był tak szeroki, że dołączyło do niego tylu młodych ludzi, że włączyli się w niego studenci.

Opozycja mówi, że nie zakończy protestu. Uda jej się dzięki temu wybuchowi niezadowolenia wzmocnić szyki?

Problemem opozycji jest to, że nie mają jednego silnego lidera, który by poprowadził ruch protestu. Podczas tzw. rewolucji róż pojawił się silny lider – późniejszy prezydent Micheił Saakaszwili. Obecnie nie ma tam takiej osoby. Opozycja jest podzielona. Co prawda w ostatnich wyborach prezydenckich udało jej się osiągnąć bardzo dobre wyniki. Gdyby nie rozmaite naruszenia administracyjne – zastraszanie, nieczysta kampania, to możliwe, że ten wynik byłby inny. Może te protesty będą w stanie takiego lidera wśród społeczeństwa obywatelskiego wysunąć na czoło. Na ten moment, takiej osoby jeszcze nie ma. Pewnie gdyby była, to te protesty też by inaczej przebiegały.

Rozmawiał Petar Petrović

Autor jest dziennikarzem Polskiego Radia.

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej