Za kilka lat będzie ich więcej niż Chińczyków. „Kraj się niesamowicie rozwija”

Indusi świętują Holi (fot. Biplov Bhuyan/Hindustan Times via Getty Images)

Za osiem lat Indie będą miały więcej mieszkańców od Chin, a już za rok staną się „najmłodszym” krajem świata. Połowa ludności będzie miała poniżej 25 lat. Czy Indie wykorzystają szansę dla gospodarki? Młodzi Indusi widzą pozytywnie swoją przyszłość.

Gwałtownie przybywa ludzi. Za 30 lat będzie nas niemal 10 miliardów

W 2050 roku światowa populacja ma wynieść 9,7 miliarda osób – przewiduje ONZ, wskazując że obecnie na świecie żyje 7,7 miliarda ludzi. Z raportu...

zobacz więcej

Najnowszy raport ONZ przewiduje, że w 2027 r. Indie przeskoczą Chiny pod względem liczby ludności. Już w 2020 r. połowa Indusów będzie miała poniżej 25 lat. Młody kraj może skorzystać z tzw. dywidendy populacji, kiedy sam przyrost siły roboczej daje dodatkowe 2 proc. wzrostu gospodarczego. Jeśli tylko znajdą pracę.

– Pamiętam, jak wysiadłem z pociągu na stacji Nowe Delhi. Byłem zmęczony i głodny, a w kieszeni miałem ledwie 150 rupii (ok. 8 zł) – wspomina 26-letni Shakeel. – Ludzie jak szaleni biegli we wszystkie strony i nikt nie chciał mi powiedzieć, gdzie mam iść do metra. W końcu ubłagałem policjanta, który łaskawie wskazał mi drogę – opowiada, jak 5 lat temu przyjechał do Delhi z małej wioski w Biharze, na granicy z Nepalem.

Podróż zabrała Shakeelowi niemal dwa dni, po drodze stracił portfel z 2 tys. rupii, jakie podarowała mu matka odkładająca pieniądze w tajemnicy przed mężem. Shakeel nie znosił ojca, który mimo że jest muzułmaninem, upijał się co wieczór.

– Za kilkanaście rupii kupiłem bilet na żółtą linię, ktoś mi pokazał, jak przejść bramki. W metrze było tak jasno i czysto, że bolały oczy – mówi, dodając, że wszystko było nowe i zupełnie inne niż w domu.

Metrem dojechał do Gurgaon, miasta satelickiego Delhi, gdzie czekała na niego praca. Jeden z kolegów z wioski pracował na budowie apartamentowca. Znajomy przedstawił Shakeela kierownikowi budowy, który od razu zapowiedział, że weźmie procent od jego dniówki.

– Znajomy też wziął trochę, więc za noszenie kamieni i rur na budowie przez cały dzień dostałem jakieś grosze. Ale takie jest Delhi, tu każdy walczy o swoje. To twarde miasto, dla twardych ludzi – tłumaczy.

Mordercy, gwałciciele, terroryści. Dwóch na pięciu parlamentarzystów z zarzutami

Ponad 40 procent nowo wybranych parlamentarzystów w Indiach ma zarzuty karne – podało indyjskie Stowarzyszenie na rzecz Reform Demokratycznych...

zobacz więcej

Shakeel szybko się uczył miasta i awansował na budowie. Po godzinach pracował jeszcze jako kurier rozwożący jedzenie. Musiał zainwestować w taniego smartfona z aplikacją platformy oferującej dostawy posiłków, a skuter należał do kolegi. Po trzech latach od przyjazdu kierownik budowy zaproponował mu jeżdżenie jego samochodem w Uberze.

– To lżejsza praca niż na budowie, a kierownik zorientował się, że jestem uczciwy, ciężko pracuję, a ludzie mnie lubią – mówi. – Niektórzy potrafią utknąć na budowie na lata, a ja zawsze miałem większe ambicje – podkreśla.

Priya Kumar nie miała takich ambicji. Wszystko, co się dotąd zdarzyło w jej życiu, działo się z rozpędu. Pewnego razu ojciec powiedział po prostu, że jest już dorosła i musi na siebie zarabiać. On nie będzie już dłużej żywił darmozjada.

Miała ledwie 13 lat i nie rozumiała, dlaczego matka płacze. Ojciec powiedział, że jest dla niej praca w Delhi. Pojedzie do miasta i jeszcze przyśle rodzicom pieniądze, bo nie po to się nią zajmowali przez te lata. Priya miała pracować jako pomoc domowa i mieszkać przy rodzinie w Gurgaon.

Agent zabrał ją z wioski koło Kanpuru, w stanie Uttar Pradeś i po całym dniu w pociągu wylądowali na stacji Nowe Delhi. Dziewczyna pamięta metro i żółtą linię, która zawiozła ją do państwa Lalów.

Indie: 50 tys. dziewczynek ginie miesięcznie w wyniku aborcji selektywnej

Amerykańska organizacja pro-life Alliance Defending Freedom poinformowała, że każdego miesiąca w Indiach dokonuje się aborcji ok. 50 tys....

zobacz więcej

Na początku wszystko robiła źle i pani domu biła ją, ile się dało. Pieniądze za pracę wysyłał rodzicom pośrednik. Jednak po trzech latach firma pana Lala przeniosła go do Kalkuty i Priya trafiła do innej rodziny.

– Tutaj pani domu zaczęła mnie dobrze traktować – opowiada Priya. – Wróciłam do szkoły i pracuję o wiele mniej niż wcześniej. Oni płacą mi bezpośrednio, a nie agentowi – dodaje.

Nowa rodzina kupiła jej komórkę i po raz pierwszy od trzech lat mogła zadzwonić do matki. – Powiedziała, że agent nie wysyłał żadnych pieniędzy moim rodzicom. Jestem bardzo zła na niego – mówi.

Jedyny problem Priyi to małżeństwo. – Teraz rodzice chcą mnie wydać za mąż, za kogoś z wioski. Ale ja teraz sama zarabiam, uczę się i nie wiem, czy chcę teraz brać ślub – zastanawia się głośno.

– Dla mnie ślub nie wchodzi w rachubę, mimo że rodzice naciskają od kilku lat – zapewnia Arundhati Banarjee, 29-letnia księgowa w jednej z międzynarodowych firm, które mają swoje biura w Gurgaon. – Na pewno w grę nie wchodzi aranżowane małżeństwo. Chcę sama wybrać męża. To ma być moja decyzja, a nie rodziców – dodaje.

Arundhati już w czasie studiów przeniosła się do Delhi. – Dla rodziców i znajomych to była tragedia, przecież Kalkuta jest indyjską stolicą kultury, miasto inteligencji i pisarzy – opowiada, śmiejąc się. – A ja po prostu chciałam uciec od tej wielkiej, indyjskiej rodziny, która próbuje zaplanować ci całe twoje życie – opowiada.

– Zarabiam więcej niż wielu mężczyzn, cieszę się życiem. Kiedy jesteś niezależna finansowo od męża, świat się naprawdę otwiera i można wybierać – tłumaczy.

Nasilają się prześladowania chrześcijan w Indiach

Zbliżające się Boże Narodzenie i przygotowania do jego obchodów nie podobają się hinduistycznym ekstremistom. W stanie Asam w północno-wschodnich...

zobacz więcej

Większość młodych Indusów patrzy optymistycznie w przyszłość. Badania pokazują, że około 45 proc. młodych Indusów z miast, w wieku 19-29 lat, uważa, że łatwo lub bardzo łatwo znaleźć pracę.

– Za jakiś czas zmienię pracę na lepszą, będę czymś handlował albo szukał pracowników na budowy – mówi o swoich planach Shakeel.

– Tylko boję się, że Indie nie będą dobrym miejscem dla muzułmanów za rządów (premiera Narendry) Modiego – zaznacza. Jego zdaniem za rządów Indyjskiej Partii Ludowej rośnie przemoc wobec muzułmanów. – Ze wszystkim można sobie poradzić, najwyżej zmienię nazwisko – dodaje pół żartem, pół serio.

Priya mówi, że nie chce wracać do wioski. Według raportu ONZ w 2046 r. więcej Indusów będzie mieszkać w miastach niż na wsi. – Tu jest lepsze życie – mówi, dodając, że zaczęła chodzić regularnie do kina. – Moich rodziców nigdy nie było na to stać – zauważa.

– Kraj się niesamowicie rozwija. Pracujemy w biurowcach, podróżujemy po świecie. Nie muszę się zgadzać ze wszystkim, co robi rząd, ale premier Modi stawia na gospodarkę i widać tego efekty – kończy Arundhati.

Z Delhi Paweł Skawiński

źródło:

Zobacz więcej