„Mówi: Zuzka, postrzelili mnie! Pytał o kolegów, kłamałam, że jest ok”. Dramat na zabawie w remizie

Domniemany sprawca nie miał pozwolenia na broń (fot. pxhere)

– Mówi: Zuzka, postrzelili mnie! Jak go zobaczyłam, to mnie zmroziło. Ledwie dziesięć minut temu z nim tańczyłam – to relacja jednej z kobiet, która bawiła się na dyskotece w remizie w Horovcach koło Trenczyna na Słowacji, gdzie doszło do strzelaniny. Jedna z ofiar nie przeżyła. Dwaj ranni, jeden w brzuch, drugi w głowę, byli operowani. Napastnik jest już w rękach policji.

Strzelanina we Wrocławiu. Potrącił policjanta i zaczął uciekać

Kierowca, podczas próby zatrzymania do kontroli przez policję, potrącił jednego z funkcjonariuszy, a następnie zaczął uciekać. Policjanci...

zobacz więcej

Tragedia rozegrała się w sobotę nad ranem, około godziny 3:40. Na parkiecie było wówczas pięć osób. Dwóm z nich udało się uciec, pozostałych – trzech młodych mężczyzn – dosięgły pociski z broni palnej.

– Polewałam go wodą, trzymałam na rękach i pilnowałam, żeby nie stracił świadomości. Dziewczyna, która się uczy na pielęgniarkę, opatrywała mu rany. A ja ciągle z nim rozmawiałam, głupoty gadałam, byleby był przytomny. Pytał o kolegów, to już wiedziałam, że jeden nie żyje, ale powiedziałam, że obu nic się nie stało – mówiła dziennikarzom uczestniczka zabawy, której przyjaciel, Jakub, otrzymał najlżejszy postrzał, w brzuch.

– Krwawił. Jak pogotowie dojeżdżało, zaczął zasypiać. Wtedy już wiedziałam, że nie jest dobrze – mówiła kobieta. Dodała, że w szpitalu Jakubowi wycięto nerkę.

Inni goście dyskoteki pospieszyli na pomoc pozostałym dwóm rannym.

– Całą noc był spokój, żadnych awantur, bójek. DJ powiedział, że zagra ostatni utwór, pożegnał się z ludźmi i wtedy nagle padły strzały. Podbiegliśmy do ofiar. Jeden z nich miał przestrzeloną głowę. Położyliśmy go w stabilnej pozycji, opatrzyliśmy – opowiadał jeden z nich.

– Gdy zaczął oddychać, podeszliśmy do drugiego. Reanimowaliśmy go 20 minut, aż przyjechało pogotowie. Oni reanimowali dalej, ale to była beznadziejna sprawa – relacjonował świadek.

Natychmiast po zdarzeniu, które miało miejsce około godz. 3:40 policja wszczęła szeroko zakrojoną akcję poszukiwawczą. Sprawdzano domy mieszkalne i okoliczne lasy. W południe mundurowi ujęli domniemanego sprawcę, który ukrywał się w bunkrze w górach. Nie miał pozwolenia na broń.

Zdaniem mieszkańców Horoviec motywem jego działania było „wyrównanie rachunków”, a zatrzymany od dłuższego czasu miał problemy z prawem.

– Dawno powinni go posadzić albo wysłać na leczenie – powiedział jeden z miejscowych.

źródło:
Zobacz więcej