Wybory 2020

PKW: Andrzej Duda: 43,50, Rafał Trzaskowski: 30,46

Śnieżny Smok i rakiety pod lodem. Arktyczne ambicje Chin

Jeszcze do niedawna największy lodołamacz świata Xue Long (Śnieżny Smok) pływał pod banderą nie rosyjską, a chińską (fot. Getty Images/VCG)

Podczas niedawnej wizyty Xi Jinpinga w Rosji jednym z tematów rozmów była współpraca rosyjsko-chińska w Arktyce. Moskwa zaprasza Chińczyków w ten region, bo potrzebuje inwestycji w rozwój. Jednak Arktyka interesuje Pekin nie tylko z powodów ekonomicznych. Może mieć bardzo duże znaczenie militarne – i to coraz mocniej niepokoi Amerykanów.

Putin wciągnął Zachód w pułapkę. Potem wbije nóż w plecy Ukrainie [OPINIA]

Powołanie nowego rządu Mołdawii z prozachodnią premier na czele nie byłoby możliwe bez pomocy Rosji. Kreml wykonał niespodziewany ruch i kazał...

zobacz więcej

„Chiny muszą odgrywać niezbędną rolę w eksploracji Arktyki, bo mamy jedną piątą populacji świata”. Te słowa padły z ust kontradmirała Yin Zhuo już w marcu 2010 roku. Problem w tym, że Chińska Republika Ludowa nie jest państwem arktycznym, to znaczy leżącym w Arktyce lub z nią sąsiadującym. Dlatego celem Pekinu jest umiędzynarodowienie tego regionu jako „wspólnego dziedzictwa ludzkości” – co by oznaczało, że Chiny mają tam te same prawa, co jakiekolwiek inne państwo. Póki co, Państwo Środka ma jedynie status obserwatora w Radzie Arktycznej, organie międzynarodowym skupiającym kraje arktyczne: USA, Kanadę, Rosję, Islandię, Danię, Norwegię, Szwecję i Finlandię. Obecnie strategiczne interesy Chin w Arktyce są związane głównie z gospodarką. Chodzi o dostęp do złóż gazu (szacuje się, że w Arktyce leży jedna trzecia globalnych zasobów) i nowe możliwości transportowe (potencjalnie pozwalające chińskim towarom dotrzeć do Europy dwa razy szybciej niż przez Kanał Sueski).

Już w połowie poprzedniej dekady chiński miliarder Huang Nubo wyraził gotowość nabycia blisko 300 km² ziemi w północnej Islandii, żeby „budować pola golfowe”. Później próbował zakupić podobnie dużą działkę w niewielkim Kirkenes, na norweskim archipelagu Svalbard. W 2016 roku chiński biznesmen próbował z kolei kupić byłą duńską bazę wojskową (zamkniętą w 2014) co już wywołało alarm na Zachodzie. Takie próby wejścia Chińczyków do Arktyki na tyle zaniepokoiły stolice w Europie i Ameryce, że Pekin musiał zmienić strategię. W efekcie od dobrych dziesięciu lat chińscy biznesmeni, dyplomaci i politycy pielgrzymują intensywnie do Danii, Szwecji, Islandii i Finlandii, oferując wyjątkowo lukratywne umowy biznesowe. Chińska Republika Ludowa nie leży w Arktyce, ani z nią nie sąsiaduje, co uniemożliwia pełne uczestnictwo w różnych związanych z regionem procesach decyzyjnych, z Radą Arktyczną na czele. W tej sytuacji Chiny muszą polegać na „soft power” i układać się z państwami arktycznymi. Oczywiście głównym partnerem jest tu Rosja, ale były i są próby działania także w relacjach ze Skandynawami.

W latach 1997-2017 Chiny zorganizowały osiem ekspedycji polarnych i zwiększyły zaangażowanie poprzez Chińsko-Nordyckie Centrum Badań Arktycznych. Jednocześnie Pekin prowadził dyplomatyczną, gospodarczą i naukową ofensywę w stosunkach z Danią, Szwecją, Norwegią, Finlandią i Islandią. W 2013 roku ChRL uzyskała status obserwatora w Radzie Arktycznej i została członkiem międzynarodowej organizacji non-profit Koła Podbiegunowego. Jednak aktywność chińska szybko wzbudziła zaniepokojenie na Zachodzie. Norwegia wycofała się z pomysłu strefy wolnego handlu z Chinami, zaś autonomiczny rząd Grenlandii zablokował dalszą eksploatację przez Chińczyków metali rzadkich na wyspie. Zdemaskowano też chińską hipokryzję odnośnie „obaw” o arktyczny ekosystem – przypominając rabunkową wobec środowiska naturalnego politykę chińskich firm w Afryce. Jednocześnie USA i Kanada kategorycznie odrzuciły możliwość zmiany statusu Chin w Arktyce. Poparcie ze strony Rosji nic w tym względzie nie zmieni (w 2018 roku Pekin obiecał Moskwie zainwestowanie do 10 mld dolarów w rozwój rosyjskiej Dalekiej Północy).

Układ mocarstw i taśmy prezydenta. Tydzień, który wstrząsnął Mołdawią

Najpierw był „zbieg okoliczności” - wysłannicy UE, USA i Rosji pojawili się w Kiszyniowie tego samego dnia. Potem były nocne rozmowy, ukryte kamery...

zobacz więcej

Polarny Jedwabny Szlak?

Jednak to właśnie współpraca z Rosją jest dla Pekinu jedyną opcją wejścia do Arktyki. Chiny tylko w latach 2012-2017 zainwestowały w Arktyce prawie 90 mld dolarów, m.in. we wspólne z Rosjanami projekty energetyczne, w tym zakładu skraplania gazu i terminale eksportowe LNG. To ma być kluczowy element infrastruktury Północnej Drogi Morskiej. Ten wiodący wzdłuż północnych brzegów Rosji szlak, zdecydowanie skracający trasę między Pacyfikiem a Atlantykiem, z roku na rok będzie coraz łatwiejszy dla żeglugi ze względu na topnienie pokrywy lodowej w Arktyce. Chiny chcą być aktywnym udziałowcem tego wielkiego projektu. Jeszcze do niedawna największy lodołamacz świata Xue Long (Śnieżny Smok) pływał pod banderą nie rosyjską, a chińską. Z kolei na początku czerwca tego roku zwodowano pierwszy zbudowany w chińskich stoczniach lodołamacz. Trwają prace nad następnymi. Własna flota lodołamaczy ma uniezależnić Chiny od Rosji. W Sankt Petersburgu chińskie i rosyjskie spółki podpisały porozumienie, które uczyni Chiny coraz ważniejszym dostawcą tankowców LNG i innych statków na potrzeby Północnej Drogi Morskiej. Z roku na rok Chiny wysyłają więcej statków Północną Drogą Morską i rozwijają infrastrukturę dla nich w swych portach.

Moskwa przyjmuje arktyczne ambicje Chin z zadowoleniem, bo tylko zaangażowanie chińskie może pomóc Północnej Drodze Morskiej rozwinąć się do poziomu, jakiego oczekuje Putin. Wspólne zaangażowanie z Pekinem w Arktyce ma też umocnić sojusz obu państw. Wicepremier Maksym Akimow stwierdził, że PDM może stać się drugim, wodnym, „Jedwabnym Szlakiem”. Przemawiając na Forum Pasa i Szlaku w Pekinie (25-27 kwietnia), Putin oznajmił, że Rosja „rozważa połączenie Północnego Szlaku Morskiego z chińską inicjatywą Morskiego Szlaku Jedwabnego”, co zaowocuje „powstaniem globalnie konkurencyjnej drogi łączącej północno-wschodnią, wschodnią i południowo-wschodnią Azję z Europą”. Nieco wcześniej, podczas V. Międzynarodowego Forum „Arktyka: terytorium dialogu” w Sankt Petersburgu (9-10 kwietnia) Putin przedstawił nowy harmonogram rozwoju rosyjskiej Arktyki do 2035 roku. Jest on bardzo ambitny, ale już wiadomo, że Rosja samodzielnie nie będzie w stanie zrealizować zakładanych celów. Gospodarcza ekspansja w tym regionie wymaga gigantycznych nakładów finansowych. Trudno jednak oczekiwać od Pekinu, że będzie finansował to w większości. A nawet przy podziale kosztów na pół, Rosja i tak nie ma takich środków. Jak więc może wyglądać docelowo sojusz rosyjsko-chiński w Arktyce? Może przyjąć formę partnerstwa wojskowo-ekonomicznego. Rosja zapewnia bezpieczeństwo militarne, Chiny zapewniają pieniądze na rozwój.

Kurator banków z FSB pobił rekord. Rosyjskich „siłowików” czeka tsunami?

Takiego majątku na łapówkach nie zbił dotychczas żaden mundurowy w Rosji. Blisko 186 mln dolarów – a to może być nie wszystko. Nie ma się jednak co...

zobacz więcej

Nawet jeśli Północna Droga Morska rozwinie się zgodnie z ambicjami Moskwy i Pekinu, będzie potrzebne zapewnienie bezpieczeństwa transportu morskiego. A tu Chińczycy muszą w pełni polegać na Rosjanach. Sami nie będą zdolni także w przyszłości operować wojskowo w Arktyce bez aprobaty rosyjskiej. Jest to chyba jedyny obszar współpracy rosyjsko-chińskiej, gdzie to Pekin występuje w roli petenta i młodszego partnera. Zapewnienie w przyszłości bezpieczeństwa żegludze chińskiej trasą PDM będzie wymagało bliskiej współpracy z Moskwą, która w ostatnich latach latach mocno inwestuje w uzbrojenie i sprzęt przeznaczone do działania w warunkach polarnych. Rosjanie produkując zmodyfikowane, arktyczne wersje różnych typów broni. Ale też budują specjalnie przystosowane do warunków polarnych. Przykładem może być okręt patrolowy Iwan Papanin (Projekt 23550) – nie mająca analogii na świecie jednostka przeznaczona do ochrony wód terytorialnych i wyłącznej strefy ekonomicznej Rosji w Arktyce. Ma być gotowy do 2023 roku, a w skład uzbrojenia wchodzi działko 100 mm i – uwaga – pociski manewrujące 3M-54 Kalibr mające zasięg nawet do 1500 km (można je uzbroić w głowice termojądrowe).

Chiny i Rosja kontra USA

Niektórzy rosyjscy eksperci zaczęli jednak wyrażać obawy, że Chiny mogą w przyszłości chcieć budować bazy wojskowe wzdłuż korytarzy tranzytowych tworzonych jako element Inicjatywy Pasa i Szlaku. Kilka lat temu chiński obiekt wojskowy pojawił się w Dżibuti. Problem w tym, że w przypadku Arktyki może chodzić o coś więcej, niż tylko zabezpieczenie chińskiej żeglugi. O tym, że Pekin może mieć tu ukryte cele, świadczy oddźwięk, z jakim spotkał się artykuł rosyjskiego historyka wojskowości Aleksandra Szirokorada opublikowany w maju tego roku w poświęconym bezpieczeństwu i wojsku dodatku „Niezawisimoj Gazety”. Szirokorad wskazuje, że ChRL posiada obecnie sześć okrętów podwodnych Typu 094 – każdy może przenosić 12 międzykontynentalnych pocisków balistycznych drugiej generacji JL-2 mających zasięg 8000-9000 km. Pekin twierdzi też, że uruchomi produkcję bardziej zaawansowanych okrętów podwodnych Typ 096 (początek służby 2022-2023) uzbrojonych każdy w 24 pociski JL-3. Wejście chińskich okrętów podwodnych na wody arktyczne oznaczałoby drastyczne zmniejszenie dystansu do strategicznych celów w USA. Dla przykładu: Szanghaj i Nowy Jork dzieli 11,8 tys. km. Ale z rejonu bieguna północnego do Nowego Jorku jest już tylko 3400 km. Bardzo ostro na ten artykuł zareagowała ambasada ChRL w Moskwie, żądając usunięcia tekstu ze strony internetowej „NG” i grożąc umieszczeniem autora na czarnej liście osób z zakazem wjazdu do Chin.

Putin przeminie, Stalin zostanie. Co się dzieje z Rosjanami? [OPINIA]

Dzień Zwycięstwa to dla mieszkańców byłego Związku Sowieckiego, przede wszystkim dla Rosjan, chyba najważniejsze święto. Przypomina, że byli...

zobacz więcej

Potencjalne militarne zagrożenie związane ze wzrostem obecności chińskiej w Arktyce dostrzegają już Stany Zjednoczone. Niedawno Departament Obrony USA ostrzegał, że Chiny rozbudowują swoją flotę lodołamaczy oraz statków pełniących rolę stacji polarnych, i mogą próbować wykorzystywać te jednostki do zaznaczania swojej obecności na terenach arktycznych. Otwarcie chińskie ambicje polarne zaatakował Mike Pompeo podczas 11. Rady Arktycznej w Rovaniemi (7 maja). Szef amerykańskiej dyplomacji zawetował uczynienie Chin (obecnie obserwatora) pełnoprawnym członkiem tego organu. Wskazał, że nie jest to państwo arktyczne i nie może mieć „szczególnego statusu” w Arktyce. Sekretarz stanu USA nie zostawił też suchej nitki na Rosji, która zachęca Pekin do inwestycji na Dalekiej Północy i traktuje to jako kolejny czynnik zacieśniania sojuszu z Chinami. W wywiadzie dla fińskiej telewizji Pompeo zwrócił uwagę, że zwiększona obecność wojskowa Rosji i blokowanie ruchu statków w regionie jest naruszeniem prawa międzynarodowego, a USA są za wolnym i sprawiedliwym ruchem morskim w Arktyce. Obawy amerykańskie Pekin odrzuca, zapewniając, że militaryzacja Arktyki Chin nie interesuje, bo Rosja ma wystarczające zdolności, aby samodzielnie zapewnić bezpieczeństwo w Arktyce. Wątpliwe, by to miało uspokoić Waszyngton. Sądząc bowiem po militaryzacji Dalekiej Północy przez Rosjan, Arktyka może stać się jednym z frontów potencjalnej wielkiej wojny.

źródło:
Zobacz więcej