Dźwig w ołtarzu. Msza żałobna za Stocznię w gdańskiej Łaźni

„Fotografowałem polskiego króla”, wystawa prac Michała Szlagi w CSW Łaźnia w Gdańsku (fot. Bogna Kociumbas)

W gdańskim Centrum Sztuki Współczesnej Łaźnia jeszcze do niedzieli można oglądać wystawę prac Michała Szlagi, zatytułowaną „Fotografowałem polskiego króla”. Pokazywana kilka miesięcy wcześniej w galerii Awangarda BWA we Wrocławiu prezentacja ma charakter przekrojowy. Jednak wśród projektów fotografika, realizowanych na całym świecie wyróżnia się temat lokalny. Ten temat – dewastacja stoczni, uzyskał w Gdańsku za sprawą aranżacji szczególny, niemal sakralny wymiar.

Gdańsk bohaterem festiwalu kultury polskiej w Rzymie

„Gdańsk – wolne miasto” – to hasło rozpoczynającej się w sobotę 17. edycji festiwalu kultury polskiej Corso Polonia w Rzymie. – Zachęcamy Włochów,...

zobacz więcej

Wystawa Michała Szlagi wpisuje się w obchody jubileuszowe gdańskiego CSW. Od 2018 roku Łaźnia świętuje 20-lecie swojej działalności. Powstała jako jedna z pierwszych publicznych placówek artystycznych po transformacji ustrojowej 1989 roku, a jej twórcy i ich kontynuatorzy koncentrują się na zagadnieniach sztuki w kontekście lokalnym. Na bieżąco, od lat 90. analizują zmiany zachodzące w urbanistyce i kulturze Gdańska. Te tematy są stale obecne w obu placówkach galerii – na Dolnym Mieście i w Nowym Porcie, czyli przy Jaskółczej i Strajku Dokerów. Są też dokumentowane w publikacjach i plikach audio umieszczanych na stronie internetowej.

Stocznia, pomnik transformacji i wolnej sztuki

Także Szlaga, gdańszczanin, od początku towarzyszył problemom polskiej transformacji i obsesyjnie, jak pisze kuratorka wystawy, powraca do tematu gdańskiej stoczni. W 2013 roku opublikował książkę fotograficzną Stocznia Szlaga. „To specyficzny album, którego celem nie jest sztuka, lecz niemal dziennikarska interwencja wymierzona w proces znikania przemysłowego zabytku” – zauważa Anna Mituś. Zanim wydano tom, fotografik przez 13 lat krążył po stoczni jako dokumentalista, zbieracz, śledczy. Zatrudnił się nawet w zakładzie i zamieszkał w pobliżu historycznej Bramy nr 2. W publikacji pokazał, że stocznia to pomnik o 150-letniej historii. Pomnik transformacji. „Kilku transformacji – jak pisze kuratorka – najpierw wczesnokapitalistycznego przedsiębiorstwa w dojrzały eksponat rewolucji przemysłowej, niemieckiego industrialnego mikrokosmosu w socjalistyczny zakład pracy, jednej państwowości w drugą, potem kolebki mitu, miejsca, gdzie zwyciężyła Solidarność – w miejsce klęski obietnicy społecznej zmiany, wreszcie artystycznego interwencjonizmu Kolonii Artystów”.

Za sprawą Kolonii Artystów, do której należał i Szlaga, stocznia stała się również symbolem odzyskania wolności artystycznej. Idea Kolonii powstała w latach 90. i dotyczyła niezrealizowanego projektu Otwarte Atelier, w efekcie którego artyści z Trójmiasta mieli zamieszkać i pracować właśnie w niszczejącym wówczas budynku Łaźni przy Jaskółczej.

„Fotografowałem polskiego króla”, wystawa prac Michała Szlagi w CSW Łaźnia w Gdańsku

Na terenie stoczni – w latach 2001–2008, ideę reaktywowano. Współwłaściciel terenów, Synergia'99 zaproponował artystom m.in. budynek, w którym mieściła się kiedyś centrala telefoniczna i mała Sala BHP. Powołano w nich Galerię Mm, w której realizowano projekt Młodzi Młodego Miasta – tak swoją lokację w tym miejscu nazwali Krzyżacy. Oprócz wystaw w galerii organizowano darmowe warsztaty dla dzieci robotników i dzieci z rodzin dysfunkcyjnych. Mikołaj Robert Jurkowski, współtwórca Kolonii, który przedstawia się jako Robotnik Sztuki, mówił, że przez trzy lata w projekcie wzięło udział ok. tysiąca maluchów. Poznawały historię stoczni, budowały instalacje z zebranych elementów, tworzyły mapę zakładu, malowały na cegłach. Zajęcia te są kontynuowane w CSW Łaźnia. Obecnie rozwinęły się w kilka programów tematycznych – od szycia po tworzenie filmów animowanych, także dla seniorów i osób niepełnosprawnych; niektóre są prowadzone w przestrzeni miasta. Wciąż są darmowe. Jurkowski opowiadał w 2009 roku, że na jego zajęcia przychodzą już dzieci pierwszych uczestników.

Na terenie stoczni, w 2004 roku podjął również działalność Instytut Sztuki Wyspa. W tym samym roku nowy właściciel terenów postoczniowych usunął artystów z dawnej centrali telefonicznej, która dziesięć lat później znalazła się wśród kilkunastu innych obiektów przeznaczonych do wyburzenia. Pertraktacje w sprawie przestrzeni zastępczej, w które włączył się Urząd Miasta, nie przyniosły rezultatu. Część z artystów przeniosła pracownie do sąsiedniego budynku, niegdyś siedziby dyrekcji, ale została zmuszona do jego opuszczenia. Niedawno ruszył remont tego zabytku. Przedstawiciele spółki Stocznia Cesarska Development informowali na początku roku, że przygotują dla najemców ok 4.000 m kw powierzchni biurowej: „Będą strefy relaksu, kawiarnia, kuchnie, powierzchnia eventowa i przestrzeń co-workingowa”.

„Fotografowałem polskiego króla”, wystawa prac Michała Szlagi w CSW Łaźnia w Gdańsku

Krzyż i dźwig

Zasadniczą część ekspozycji w Łaźni tworzy przestrzeń największej sali. Widz zaraz po wejściu dostaje sygnał, że otwiera się przed nim obszar o szczególnym charakterze. W sąsiedztwie wielkoformatowych fotografii słynnej Bramy nr 2 i Pomnika Trzech Krzyży, jednak z boku, we wnęce umieszczono małe zdjęcie. Widać na nim puste, zdewastowane wnętrze, a konkretnie gruz i ścianę pomalowaną w dwa poziome pasy, których kolor przypomina odcienie bieli i czerwieni. Na ścianie został niewielki krzyż złożony z dwóch zespawanych metalowych elementów. Ten sam krzyżyk powieszono w Łaźni obok jego zdjęcia. Trzeba się odwrócić, żeby wejść w głąb sali i zobaczyć główną ścianę ekspozycji. Po takim wprowadzeniu trudno nie doszukiwać się w niej podobieństw do ściany ołtarzowej. Jej głównym elementem jest kadr z leżącym dźwigiem, z tej samej co Brama i Pomnik serii poświęconej stoczni.

Narrację buduje kilka sąsiadujących z tym zdjęciem obiektów. Są męczennicy, czyli praca Robotnicy ‘47–’60, na którą składają się niewielkie fotografie kilku stoczniowców i zapis ich wspomnień. Są „dostojnicy”, świadkowie zdarzeń, którzy weszli później w inne społeczne role, czyli Bohaterowie »Solidarności«. Serię świeckich „ikon” tworzą portrety ks. Jankowskiego, Lecha Wałęsy, Anny Walentynowicz, Tadeusza Mazowieckiego. Historię potraktowanego jak symbol dźwigu opowiada jednak film wyświetlany na ekranie umieszczonym na podłodze, tuż poniżej zdjęcia „w ołtarzu”.

„Fotografowałem polskiego króla”, wystawa prac Michała Szlagi w CSW Łaźnia w Gdańsku (fot. Bogna Kociumbas)

Jest to 10-minutowy montaż materiałów, które autor zarejestrował na terenie stoczni w latach 2010–2012, podczas realizacji cyklu fotografii o tym tytule. Uważne obserwacje dewastacji poszczególnych postindustrialnych obiektów spaja operacja powalania ogromnej stalowej konstrukcji. To ujęcie w filmie trwa może kilkanaście sekund i jest podzielone na kilka sekwencji. W ten sposób powstała świetna i przejmująca krótkometrażowa fabuła. Dynamiczne etapy upadku najpierw podciętego, a potem przewracanego olbrzyma kontrastują z monotonią i automatyzmem metodycznej, niespiesznej pracy koparek niszczących mury i mniejsze konstrukcje. Walka z oporną materią kontra jej kruchość i bezbronność. Respekt wobec niej, wymuszający precyzję działań, i brutalność w szarpaniu tkanki ścian. Pojawiający się w filmie ludzie pełnią rolę niemych i obojętnych statystów. Powstaje myśl, że to raczej niszczone budynki przechowują pamięć, o tym, co się tu kiedyś działo. Cechy bohatera opowieści przejmuje dźwig. Robotnicy w tym filmie wyglądają na nieświadomych tego, że stają się ofiarą.

Wieżowce wyższe od dźwigów

Poseł PO Jerzy Borowczak, zarazem jeden z uczestników wydarzeń Sierpnia ’80 mówił 9 maja w programie „O co chodzi”, że miasto wykupiło sześć dźwigów. Problem w tym, że duńska pracownia architektoniczna, która na polecenie belgijskich deweloperów – właścicieli kilkunastohektarowej działki, na której znajdują się jeszcze cenne postoczniowe zabytki, przewiduje budowę na jej skrajach kilku wysokich wież mieszkalnych i biurowych. Padają liczby od kilkudziesięciu do stu metrów.

„Fotografowałem polskiego króla”, wystawa prac Michała Szlagi w CSW Łaźnia w Gdańsku

Poseł wyjaśniał, jak doszło do tego, że deweloperzy dysponują taką swobodą w projektowaniu pejzażu Gdańska: „My jako »Solidarność«, kiedy Stocznia Gdańska została sprzedana konsorcjum Stoczni Gdynia (w 1998 roku) zastanawialiśmy się, co można zostawić dla potomnych. I podjęliśmy taką decyzję, konsultowaną szeroko, że zostawiamy: Salę BHP, którą wyremontowaliśmy za 12 milionów złotych, zostawiamy Dyrekcję stoczni, bo tam się działy rzeczy ważne, zostawiamy budynek straży pożarnej, Bramę nr 2, bo tam się coś działo. Na pozostałych terenach nic się nie działo”. – Dzisiaj to jest ziemia – dodał jeszcze. Powoływał się też na późniejsze społeczne konsultacje: „Uznaliśmy jako gdańszczanie, bo byłem radnym Gdańska, że to nam wystarczy”. Poseł nie skomentował argumentu, że petycję do prezydenta RP o ustanowienie dawnych terenów Stoczni pomnikiem historii podpisało w 2014 roku kilka tysięcy osób, w tym historycy sztuki i jego dawni stoczniowi współpracownicy. Ani stwierdzenia, że stocznia nie jest lokalną pamiątką, tylko dziedzictwem wszystkich Polaków.



Borowczak namawiał za to wiceminister kultury Magdalenę Gawin – swoją rozmówczynię w programie, która wznowiła starania o wpis stoczni na listę światowego dziedzictwa, żeby przyjechała i powiedziała inwestorom, że zwróci im koszty. Działki – jak powiedział – spadły o 50 proc. Gość TVP Info pozostał głuchy na argument, że wpis łączyłby się jedynie z weryfikacją planów budowy, a nie rezygnacją z nich. – Jeżeli wpiszecie stocznię na listę UNESCO, to zrobicie nam w Gdańsku drugą Wyspę Spichrzów, że przez lata nikt nic nie wybuduje – narzekał.
„Fotografowałem polskiego króla”, wystawa prac Michała Szlagi w CSW Łaźnia w Gdańsku

Polska Troja

Wyspa Spichrzów to odrębny architektoniczny problem na planie Gdańska. W 2014 roku miasto przeżyło dramat nie tylko największej fali dewastacji stoczni, ale także rozbiórki XVIII-wiecznych partii spichlerza Woli Łeb, którego początki sięgały XVI wieku, a więc początków samej wyspy. Także w tym przypadku nie pomogły protesty, m.in. Towarzystwa Opieki nad Zabytkami. Padły, jak zazwyczaj podczas niszczenia zabytków, obietnice rekonstrukcji. Jednak nawet wiernie odbudowane budynki mogą mieć znaczenie wyłącznie symboliczne. Nie posiadają żadnej wartości artystycznej, estetycznej czy kulturowej.



Trzeba ratować niszczejące zabytki za wszelką cenę. W Gdańsku chyba najpilniej potrzebuje teraz pomocy gotycki kościół św. Mikołaja – jedna z najstarszych świątyń w mieście. Jedyna, która nie uległa zniszczeniu podczas II wojny światowej. Zachowało się nawet wyposażenie. Początki jej historii sięgają XII wieku. W październiku budynek zamknięto z powodu złego stanu technicznego, który grozi katastrofą budowlaną.

Wschodnia strona Wyspy Spichrzów (P)

Na Wyspie, po wyburzeniu niszczejących konstrukcji powstają nowe „spichlerze” i plaza. Od wschodniej strony walczą o dominację z Żurawiem, tworząc pstrokatą, ale jednolitą szklano–„terakotową” pierzeję. Od zachodniej konkurują z Bramą Stągiewną, jednym z najstarszych i najcenniejszych zabytków ocalałych ze zniszczeń wojennych, i tworzą tło dla mariny, przystani, jakich pełno na świecie. Trudno uwierzyć nie tylko, że to Gdańsk w rejonie Zielonej Bramy i Stągwi Mlecznych, ale w ogóle jakiekolwiek historyczne miejsce.

Zanim ruszyła nowa zabudowa, trzeba było pozbyć się działających tam instytucji i lokali. Tak uczyniono z jednym z najciekawszych gdańskich artystów Markiem Rogulskim, który na Wyspie przez 20 lat, do 2015 roku prowadził słynną Galerię Spichrz 7/Spiż 7.



Jeszcze wcześniej, bo w 1987 roku powstała tu Galeria Wyspa. Grzegorz Klaman, współtwórca tej instytucji, podobnie jak Otwartego Atelier, Centrum Sztuki Łaźnia i działającego do 2015 roku na terenie Stoczni Gdańskiej Instytutu Sztuki Wyspa, tak pisał o Wyspie Spichrzów: „Tutaj nawarstwiały się różne kultury, rożne znaczenia. Spichlerze ciągle się paliły. Jak odgrzebywaliśmy ziemię i ściągaliśmy jej warstwę, to trafialiśmy na różne rzeczy, które są nie tylko symbolem istnienia, życia, aktywności człowieka, ale także szerzej – to jest przetransponowanie w ogóle idei ludzkiego działania, które się nawarstwia – tak jak Troja. Jest to takie miejsce, gdzie pod warstwami gruzu, zgniłego zboża jest spalona podłoga, potem znowu ziemia, a pod nią znowu coś innego”.

I zachodnia, z mariną. W centrum zachowany fragment ceglanych murów. Trzeba to koniecznie pokazać Włochom – tak powinni przebudować tereny Pola Marsowego z Torre Argentina, gdzie zabito Cezara, i Panteonem. Niepotrzebnie marnują cenny teren, żeby wyeksponować zabytki i umożliwić pracę archeologom

Kto wchodzi w miejsce słabego państwa czyli GLOCAL

Do dyskusji nad znaczeniem i przyszłą zabudową niszczejącej od wojny Wyspy gdańscy architekci zaprosili zaraz u progu wolności, w 1989 roku, kolegów z zagranicy. Zorganizowano międzynarodowe seminarium, w którym udział wzięli architekci z Austrii, Niemiec, Polski, Stanów Zjednoczonych i Włoch. Goście przedstawili kompletne projekty zagospodarowania tego terenu.

Temat powrócił w czasie zorganizowanego przez Agnieszkę Wołodźko i prof. Klamana dwuetapowego (lata 1992 i 1994) „Projektu Wyspa”, podczas którego nad przyszłą funkcją Wyspy zastanawiali się artyści i architekci z krajów nadbałtyckich. Rezultaty spotkań nie zostały wykorzystane.

Gdańskie środowisko artystyczne jednak nie rezygnowało. W 2002 roku Łaźnia zorganizowała debatę nad terenami najstarszej części stoczni. Także do projektu „City Transformers” organizatorzy zaprosili artystów, architektów i krytyków z Polski i z zagranicy. Powstały realizacje materialne i interwencje artystyczne w terenie.

Widok z Ratusza, 1945 rok (fot. Hans Dieter Dombrowski/ullstein bild via Getty Images)

Warsztaty zakończyły się wystawą. Zorganizowano również międzynarodową konferencję „Sztuka zaangażowana i architektura miasta”, adresowaną do mieszkańców i władz Gdańska. Przedstawiono konkretne plany dotyczące przyszłej zabudowy Młodego Miasta.

W dyskusji głos zabrał m.in. Kanadyjczyk Jeff Derksen. Ekspert mówił o globalnym charakterze zjawiska gentryfikacji miast. Wyróżnił jego trzy etapy. – Modernizacje miast z lat 50. i 70. dążyły do przebudowy centrów w pełnym zakresie, pobudzając wiele sektorów gospodarki, podlegając ścisłej regulacji prawnej, ograniczeniom gospodarczym i geograficznym. Wynikało to z finansowania wyłącznie ze środków publicznych. Z tego powodu również musiały uwzględniać potrzeby społeczne, takie jak budownictwo komunalne. Wyróżnikiem najnowszego etapu procesu jest globalizacja sektorowa – mówił Derksen.

Rok 1979 (fot. Gérard SIOEN/Gamma-Rapho via Getty Images)

Prelegent zauważył, że „poziom państwowy” – słabe ogniwo ostatniego etapu zjawiska jest wypierany przez głównych aktorów – elementy globalne i lokalne – GLOCAL. – Globalizacja jest płynna. Przelewa się przez cały kraj tworząc świat bez granic, gdzie kapitał, towary, ludzie i idee szybko przemieszczają się bez udziału państwa. GLOCAL odzwierciedla wpływ globalny na lokalny – mówił.

– Polityka miejska nie dąży do kierowania i regulowania kierunków wzrostu gospodarczego, lecz raczej dopasowuje się do już ustanowionych przez rynek dróg w poszukiwaniu największych korzyści, bezpośrednio lub poprzez dochody z podatków – przestrzegał w 2002 roku w Gdańsku Kanadyjczyk.

Wyspa Spichrzów, na pierwszym planie, około roku 1980 (fot. Leber/ullstein bild via Getty Images)

źródło:
Zobacz więcej