Wybory 2020

PKW: Andrzej Duda: 43,50, Rafał Trzaskowski: 30,46

„Mohammad Mursi – Krótka droga od triumfu do upadku”

Zwolennik Mohammada Mursiego w trakcie protestu po aresztowaniu polityka w 2013 r. (fot. Spencer Platt/Getty Images)

W poniedziałek 17 czerwca zmarł pierwszy i jedyny jak dotąd demokratycznie wybrany prezydent Egiptu Mohammad Mursi. Nie był on jednak ani szczerym demokratą ani charyzmatycznym przywódcą, a jego prezydentura była jednym z najwyraźniejszych przykładów porażki tzw. Arabskiej Wiosny.

Były prezydent zmarł po przesłuchaniu w sądzie

Mohammed Mursi, były prezydent Egiptu, zmarł na zawał serca w budynku sądu – poinformowała państwowa egipska telewizja. Według relacji 68-letni...

zobacz więcej

Nowocześni islamiści kontra reszta świata

Śmierć tego byłego lidera największego państwa arabskiego, wywodzącego się z islamistycznego Bractwa Muzułmańskiego, nie wywołała poważniejszych reakcji w samym Egipcie. Obyło się bez masowych protestów, a gniewne oświadczenie wydane przez Bractwo Muzułmańskie, pełne oskarżeń pod adresem władz egipskich, nie ma większego znaczenia. Organizacja ta ma bowiem przetrącony kręgosłup po swoim krótkotrwałym sukcesie w 2011 r. i totalnej klęsce, która nastąpiła później. Na świecie z największą histerią zareagowała natomiast erdoganowska Turcja, co zresztą nie dziwi.

Bractwo Muzułmańskie to ponadnarodowa organizacja, założona w 1928 r. w Egipcie przez Hasana al-Bannę, której ideologię ukształtował w latach 50. i 60. XX w. Said Kutb. Bractwo odrzucało państwo narodowe i nacjonalizmy oraz wszelkie inne ideologie rodem z Zachodu, w tym oczywiście marksizm. Opierało się natomiast na ummie, czyli narodzie islamskim, czyli wspólnocie opartej na religii, która miała tworzyć państwo islamskie, tj. nowy kalifat. Bractwo, w przeciwieństwie do salafitów czy wahabitów, było jednak organizacją modernistyczną, tyle że nie w zachodnim tego słowa znaczeniu. Nie odrzucało świata nowoczesnego w imię utopijnej wizji porządków z VII-wiecznej Arabii proroka Mahometa, ale adaptowało się do realiów chcąc je zmieniać przy użyciu wszelkich dostępnych narzędzi.

Demokracja była zatem dla Bractwa jedynie środkiem prowadzącym do celu, którym miało być oparte na szariacie państwo islamskie. To państwo nie miało być jednak rządzone przez despotycznych, żądnych bogactw i stojących ponad prawem władców takich jak Saudowie i inni emirowie z Półwyspu. W pewnym sensie miało zatem być quasi-demokratyczne tyle, że w granicach wyznaczonych przez prawo islamskie i z hierarchiczną segregacją poszczególnych grup wyznaniowych z muzułmanami na szczycie. To ustawiało Bractwo w opozycji do znacznie potężniejszych od nich sił: lewicowych nacjonalistów (naserystów), komunistów, czy despotycznych władców petrokrólestw Półwyspu Arabskiego.

Prześladowania w naserystowskim Egipcie

Porządek ustalony po I wojnie światowej mógł być źródłem wielu frustracji dla świata muzułmańskiego, zwłaszcza po tym jak w 1924 r. świecka Turcja zlikwidowała kalifat. Nowocześni islamiści z niechęcią wspominali zresztą otomańskich kalifów, widząc w ich zapatrzeniu na Zachód przyczynę upadku tego systemu. Świat arabski do lat 50. pozostawał pod wpływem Wielkiej Brytanii i Francji, rabunkowo drenujących go z zasobów. Natomiast Turcja oparła nowy ustrój na świeckim nacjonalizmie i brutalnym tępieniu tendencji islamistycznych.

Bractwo Muzułmańskie: śmierć Mursiego to morderstwo

Śmierć byłego prezydenta Egiptu Mohammeda Mursiego to „morderstwo” – oświadczyło Bractwo Muzułmańskie. Ta zdelegalizowana religijno-polityczna...

zobacz więcej

Po II wojnie światowej wpływy Wielkiej Brytanii i Francji na Bliskim Wschodzie i w Północnej Afryce zaczęły się sypać, ale nie tyle pod wpływem islamistów co nacjonalistów, panarabistów i marksistów, czyli sił całkowicie obcych islamistycznej filozofii Bractwa Muzułmańskiego. Po obaleniu egipskiej monarchii w 1952 r. nowy lewicowy przywódca tego kraju, Dżamal Abd an-Naser, głoszący idee panarabistyczne, stał się idolem antyzachodnio nastawionych mas arabskich. Z Bractwem było mu oczywiście nie po drodze więc je zdelegalizował, a Kutba powiesił. Po śmierci Nasera w 1970 r. Bractwo miało w Egipcie swoje lepsze i gorsze chwile, ale jego aktywiści zawsze musieli się liczyć z tym, że wylądują w więzieniu. Za kraty trafili m.in. wszyscy kolejni liderzy Bractwa w Egipcie (w międzyczasie zaczęły powstawać również filie tej organizacji w innych krajach arabskich).

Rzeczywistość polityczna naserowskiego Egiptu oparta była na rządach monopartyjnych i pseudowyborach z jedynym kandydatem uzyskującym 100 proc. głosów. Po śmierci Nasera jego następca – Anwar Sadat, który zmienił kurs polityki zagranicznej z prosowieckiego na prozachodni – wprowadził namiastkę pluralizmu, ale wybory i tak nie były wolne, a do 2000 r. Bractwo nie mogło w nich uczestniczyć. Prześladowania zostały jednak ograniczone za czasów Hosni Mubaraka, który tępił tylko radykalnych islamistów, a bardziej umiarkowanym działaczom Bractwa pozwolił nawet kandydować do parlamentu.

W ten sposób w 2005 r. Bractwo stało się największą legalną siłą opozycyjną zyskując 88 miejsc w 444 osobowym parlamencie. Kolejne wybory, które odbywały się w listopadzie 2010 r. były farsą, a niespełna dwa miesiące później zaczęła się rewolucja, która obaliła Mubaraka i wyniosła do władzy Mursiego. Ten pierwszy dożywa obecnie w spokoju swojej starości, a drugiego koniec był marny. W 2011 r. wydawało się jednak, że będzie odwrotnie.

Prezydent z przypadku

Mursi był jednym z deputowanych Bractwa Muzułmańskiego zasiadając w egipskim parlamencie w latach 2000–2010. Był też naukowcem i nie znajdował się w ścisłym kierownictwie Bractwa. Liderem organizacji był wówczas Mohammad Badie, wielokrotnie więziony przez władze. Gdy „Arabska Wiosna” zawitała nad Nil, władze Egiptu dokonały masowych aresztowań działaczy Bractwa, widząc w nich główne zagrożenie i do więzienia trafił zarówno Badie jak i Mursi. Bractwo jednak nie było bynajmniej inicjatorem protestów, które organizowali przede wszystkim młodzi Egipcjanie pragnący wolności, pracy i niezadowoleni z systemu opartego na korupcji i złodziejstwie.

Nowy sojusz na Bliskim Wschodzie? Nieoczekiwana rola Moskwy

Rosja, USA oraz Izrael jednoczą się przeciwko Iranowi, jasno pokazując prezydentowi Syrii Baszarowi al-Asadowi, kto będzie określał przyszłość na...

zobacz więcej

Bractwo bało się narazić reżimowi Mubaraka, który wobec tej organizacji nie był przecież szczególnie brutalny. Sytuacja zmieniła się, gdy było już pewne, że Mubarak upadnie. Wtedy Bractwo ruszyło do ofensywy dążąc do przejęcia władzy. I od samego początku wiadomo było, że mu się to uda, bo tylko ono dysponowało strukturami, dzięki którym mogło prowadzić kampanię wyborczą. Liberalnie nastawiona młodzież była zupełnie niezorganizowana i nie miała żadnych liderów.

Pierwsze wybory parlamentarne odbyły się w kilku rundach między listopadem 2011 r. a styczniem 2012 r. i oczywiście dzięki intensywnej agitacji w meczetach wygrało Bractwo zdobywając 37,5 proc. głosów oraz niemal połowę mandatów. Na drugim miejscu uplasowali się bardziej radykalni islamiści z bloku al-Nur (prawie 28 proc.), a największa nieislamistyczna partia uzyskała raptem 9 proc. Parę miesięcy później odbyły się wybory prezydenckie, w których Mursi został na swoje nieszczęście kandydatem Bractwa, bo bardziej znani liderzy organizacji nie zostali dopuszczeni przez sąd. Głównym konkurentem Mursiego był b. premier Ahmed Szafik, związany mocno z obalonym reżimem. W drugiej turze Mursi pokonał Szafika stosunkiem 52 proc. do 48 proc., przy czym ex-premier zarzucił wyborcze fałszerstwo i szybko uciekł wraz z rodziną do Zjednoczonych Emiratów Arabskich.

Rok Mursiego

Mursi zaczął swoje krótkie, trwające zaledwie rok, ale za to bardzo burzliwe rządy. Ani on osobiście, ani Bractwo w ogóle nie byli ani gotowi na taki sukces ani przygotowani do rządzenia zwłaszcza, że gospodarka była w fatalnym stanie i nowe władze nie zdołały w najmniejszym stopniu poradzić sobie z tą sytuacją. Szybko okazało się również, że „umiarkowanym islamistom” wcale nie tak daleko do „radykalnych islamistów” (podobnie było zresztą później, gdy Bractwo Muzułmańskie przejęło władzę w Tunezji). Najbardziej widoczne było to, gdy Mursi mianował Adela al-Chajata gubernatorem Luksoru. Problem w tym, że nowy gubernator był członkiem Dżamaa al-Islamija, organizacji terrorystycznej odpowiedzialnej za zamordowanie 58 turystów przy luksorskiej świątyni Hatszepsut w 1997 r. Dopiero masowe protesty wymusiły dymisję al-Chajata. Jedną z grup, które najboleśniej odczuli na swojej skórze krótkie rządy Mursiego byli Koptowie, egipscy chrześcijanie, których prześladowania w tym czasie się nasiliły.

Atak rakietowy na tereny firm naftowych w Iraku

Rakieta trafiła w tereny zajmowane przez kilka światowych firm naftowych, w tym amerykański koncern ExxonMobil, w pobliżu miasta Basra na południu...

zobacz więcej

Mursi szybko zaczął dążyć do rozszerzania swoich uprawnień prezydenckich, tak, by raz zdobytej władzy już nie oddać. W końcu demokracja to tylko środek do budowy państwa islamskiego. Te działania: prześladowanie oponentów, nie poszerzanie się sfery wolności i brak poprawy sytuacji gospodarczej – doprowadziły do wybuchu nowych protestów. Był to znów autentyczny bunt młodych ludzi, ale został szybko wykorzystany przez układ, który też chciał obalić Mursiego, ale z zupełnie innych powodów.

Bractwo Muzułmańskie było zawsze solą w oku Saudów i ich sojuszników takich jak Zjednoczone Emiraty Arabskie. Dlatego Saudowie dogadali się z armią, w której co prawda została przeprowadzona czystka, ale jak się okazało niezbyt dokładna, i sfinansowali pucz. Nowy lider wojska egipskiego gen. Abdel Fatah as-Sisi „poparł” protesty i pod pretekstem obrony demonstrantów przed władzą, która chciała je krwawo rozpędzić, przeprowadził przewrót. Mursi i inni liderzy Bractwa znów trafili do więzienia, z którego bardzo szybko wypuszczono schorowanego Mubaraka. Sytuacja zmieniła się o 180 stopni, a prodemokratyczni oponenci Mursiego wkrótce się przekonali, że żadnej wolności nie będzie. Niektórzy trafili zresztą za kratki.

Turcja i Katar po stronie Mursiego

Mursi oczywiście miał także swoich sojuszników. Jednym z nich była Turcja, w której rządząca Partia Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP) Erdogana również ideologicznie wyrosła z pnia Bractwa Muzułmańskiego. Dlatego Turcja zareagowała wręcz histerycznie na śmierć Mursiego oskarżając Egipt o zamordowanie byłego prezydenta i organizując uroczystości żałobne. W świetle prześladowań opozycji w samej Turcji taka reakcja jest oczywiście farsą, ale jest też odzwierciedleniem otwarcie wrogich relacji między Egiptem Sisiego i Turcją Erdogana.

Innym bardzo „demokratycznym” krajem wspierającym Mursiego był Katar, co również wpłynęło na decyzję Saudów, że z problemem Bractwa w Egipcie trzeba się ostro rozprawić. Saudowie nie tolerują bowiem katarskiego wsparcia dla Bractwa Muzułmańskiego i stało się to zresztą powodem izolacji tego państwa przez Saudów i ich regionalnych sojuszników. Kolejnym państwem wspierającym Mursiego było USA, gdyż Obama i Clinton uznali, że Bractwo jest najlepszą drogą do demokratyzacji świata muzułmańskiego i obrazili się na wszystkich, którzy według nich przeszkodzili im w tym wielkim projekcie „Arabskiej Wiosny”. Dlatego obłożyli Egipt sankcjami wpychając w ramiona Rosji. Trump zmienił jednak tę politykę.

RB ONZ: Po bombardowaniach Idlibu Syrii grozi katastrofa

Eskalacja konfliktu w Syrii była przedmiotem debaty w Radzie Bezpieczeństwa ONZ. Nasilone ostatnio bombardowanie Idlibu przez wojska syryjskiego...

zobacz więcej

Egipt jest obecnie większą dyktaturą niż był za Mubaraka i sytuacja ta może doprowadzić do nowego wybuchu. Kluczowe znaczenie będzie miało jednak to jak Sisi poradzi sobie z gospodarką, nad którą Bractwo za swoich rządów w ogóle nie panowało. Dziś zdania są podzielone i część ekspertów uważa, że dzięki pieniądzom, które Sisi dostał od swoich sojuszników z Zatoki Perskiej gospodarka zaczyna się stabilizować. Z całą pewnością pod rządami Sisiego lepsza jest sytuacja Koptów.

Bractwo Muzułmańskie nie utrzymało władzy praktycznie w żadnym z krajów, które objęła zawierucha Arabskiej Wiosny. W Tunezji rząd Bractwa upadł, choć do puczu nie doszło. W Libii Bractwo wspiera „rząd jedności”, którego władza ogranicza się do co najwyżej 10 proc. terytorium. A w Syrii Bractwu w ogóle nie udało się dojść do władzy. Czas pokaże, czy ta ideologia legnie w grobie razem z Mursim.

źródło:
Zobacz więcej