Cud w Bolonii. Młodzi Polacy o krok od igrzysk olimpijskich!

O zwycięstwie Polaków zdecydował gol Krystiana Bielika w pierwszej połowie (fot. PAP/EPA)

Reprezentacja Polski do lat 21 nie przestaje zaskakiwać. Po ograniu Belgów (3:2), tym razem piłkarze Czesława Michniewicza pokonali gospodarzy - Włochów (1:0). Bohaterem spotkania został zdobywca jedynej bramki, Krystian Bielik. Z sześcioma punktami na koncie Polacy są liderem grupy A i już tylko krok dzieli ich od półfinału mistrzostw Europy oraz - co za tym idzie - awansu na igrzyska olimpijskie w Tokio.

To nie miało prawa się udać. Zresztą, Polaków na tym turnieju w ogóle nie powinno być: gdy okazało się, że w barażu o awans zagramy z rewelacyjnymi Portugalczykami, zespół Czesława Michniewicza skreślali nawet najwięksi optymiści.

Pomimo sensacyjnej wygranej, niedowiarków nie ubyło. Los przydzielił nas do grupy z Hiszpanami, Włochami i Belgami - reprezentacjami pełnymi gwiazd, pełnymi piłkarzy, którzy imponują nie tylko w piłce młodzieżowej, ale i seniorskiej. Pojedynczych graczy wycenia się na więcej, niż całą naszą kadrę. Jeśli nie była to "misja niemożliwa", to na pewno bardzo trudna.

Przygodę z mistrzostwami Europy rozpoczęliśmy od starcia z Belgami. Graliśmy słabiej, prezentowaliśmy się mniej efektownie, pierwsi straciliśmy bramkę, ale... pokonaliśmy ich 3:2. Okazało się, że powtarzane przez selekcjonera hasło "możemy wygrać z każdym" nie było powiedzonkiem rzucanym na wiatr.

Polskie kluby poznały rywali. „Spacerek” Legii, trudne zadanie Piasta…

Znamy rywali polskich zespołów w eliminacjach europejskich pucharów. Zdecydowanie najtrudniejsze zadanie czeka mistrza kraju. Piast Gliwice,...

zobacz więcej

Wbrew przeciwnościom

Szum wokół reprezentacji narastał, rosło też poczucie, że im mocniejszy rywal, tym lepiej czują się nasi młodzi piłkarze. Doskonale przygotowani taktycznie, zdyscyplinowani, ułożeni, w każdym ruchu widać było rękę selekcjonera. Na Włochy to miało jednak nie wystarczyć...

Michniewicz nie próbował zaklinać rzeczywistości. Zdawał sobie sprawę z naszych mankamentów, wiedział, że nie możemy się przed Włochami odkryć. To była podwójna garda: pięciu obrońców, skrzydłowi z zadaniami defensywnymi, nawet napastnik - Dawid Kownacki - więcej czasu spędzał na naszej połowie niż po stronie przeciwnika. Założenie: nie stracić gola, poszukać swoich szans z kontry, może po stałych fragmentach gry.

Polacy wyszli na mecz wyraźnie przestraszeni. Dużo błędów, niedokładności... Sami oddawaliśmy rywalom piłkę. Ci, niesieni dopingiem tysięcy kibiców, napędzali kolejne ataki i kwestią czasu wydawało się, aż w końcu uda im się pokonać Kamila Grabarę.

Nie udało się. Zabrakło skuteczności, zęba, wykończenia, ostatniego podania... Brylował na skrzydle Chiesa, starała się reszta, ale to nie wystarczało. Polacy potrzebowali tylko jednego stałego fragmentu gry: z rzutu wolnego Szymański trafił co prawda prosto w mur, ale dobitka Krystiana Bielika otarła się o perfekcję. Strzeliliśmy gola w 40. minucie i prowadzenia już nie oddaliśmy.

Włosi do końca spotkania przeważali, ale bili głową w mur. Nie stworzyli żadnej stuprocentowej okazji, ani razu serca polskich kibiców nie zabiły szybciej. To był perfekcyjny, wyważony futbol, pod dowództwem Czesława Michniewicza i jego jedenastu dzielnych żołnierzy. Żołnierzy, którzy lada moment mogą cieszyć się z awansu na igrzyska - pierwszego od 1996 roku!

By do tego doszło, w ostatnim meczu, z Hiszpanią, powinniśmy zdobyć co najmniej punkt. "Powinniśmy", bo wiele zależy też od wyników innych spotkań. Remis da nam stuprocentową pewność, w innym przypadku decydować będzie matematyka. Co jak co, ale o skuteczną grę "na 0:0" w wykonaniu tej kadry obawiać się nie powinniśmy.

źródło:
Zobacz więcej