Eksplozja na stacji metra w centrum Mińska

Co najmniej 11 osób nie żyje, a nawet 128 zostało rannych w wyniku wybuchu w metrze w centrum Mińska. Władze uznały eksplozję za zamach terrorystyczny. Jedno z wyjść z metra znajduje się około 100 m od siedziby prezydenta Alaksandra Łukaszenki, który już zapowiedział wprowadzenie żałoby narodowej. Białoruś jest w szoku.

Do eksplozji doszło ok. 17.55 czasu lokalnego (16.55 czasu polskiego) na stacji przesiadkowej Oktiabrskaja, połączonej przejściem podziemnym z drugą linią metra. Władze uznały wybuch za zamach terrorystyczny.

Wśród ofiar nie ma Polaków – zapewnił w rozmowie z TVP Info Paweł Marczuk z polskiej ambasady w Mińsku.

Według agencji BiełTA, która powołuje się na świadków, eksplozja nastąpiła w ostatnim wagonie pociągu metra. Słychać było trzask, niemal nie było ognia, ale pojawiło się dużo dymu.

Według relacji świadków, niektórzy ranni wynoszeni byli z podziemi bez nóg i rąk, zakrwawieni. – W jednej chwili nastała grobowa cisza. Widziałam dziewczynkę bez nóg; wokół mnóstwo szczątków – mówi jedna z kobiet. – Cała podłoga była w plamach i kałużach krwi. Widziałem też kawałki mięsa, to był straszny widok – mówi jeden ze świadków. – Zobaczyliśmy tylko wielkie światło. Wszystko zaczęło się trząść, dookoła leżeli ludzie, wybuch odrywał ręce i nogi, to było po prostu przerażające – dodaje drugi.

Z przejść podziemnych unosi się dym. Ruch jest zatamowany, stoi kilkanaście samochodów strażackich i pogotowia. Nie ma żadnych konkretów. Służby nie chcą udzielać informacji. Jest zamieszanie – powiedział w rozmowie z TVP Info Igor Bancer, rzecznik Związku Polaków na Białorusi.

Przejściowo zamknięto linię metra, na której leży stacja Oktiabrskaja, i zablokowano prospekt Niepodległości – centralną arterię miasta.

Przewodniczący Parlamentu Europejskiego Jerzy Buzek wydał po wybuchu oświadczenie, w którym przekazał kondolencje rodzinom zabitych i życzył szybkiego powrotu do zdrowia rannym. Zaznaczył, że przyczyna eksplozji musi zostać „w pełni wyjaśniona”.

Prezydent Białorusi Alaksandr Łukaszenka powiedział, że jego krajowi „rzucono poważne wyzwanie”, na które potrzebna jest „adekwatna odpowiedź”. – Uprzedzałem was, że nie dadzą nam żyć spokojnie – dodał.

W trakcie wystąpienia Łukaszenka polecił m.in. skontrolowanie stanu broni i materiałów wybuchowych w magazynach.

To mogła być prowokacja. Niecałe 3 lata temu, w czasie obchodów Dnia Niepodległości Białorusi również nastąpił wybuch – wtedy podczas festynu. Ucierpiało wiele osób. Po tylu latach wciąż nie wiemy, kto stał za tymi wydarzeniami – mówił w TVP Info Aleksiej Dzikawicki z telewizji Biełsat.

Jak dodał, przyczyną wybuchu mogły być złe nastroje społeczne, spowodowane m.in. kryzysem gospodarczym. – Nie umniejszając wagi tej tragedii, takie wydarzenie jest w stanie odciągnąć uwagę od bieżących problemów, z jakimi boryka się Białoruś – dodał.

Ktokolwiek to zrobił, bardzo dobrze wybrał miejsce. To jeden z najbardziej ruchliwych punktów. Mieszczą się tam wielkie centra handlowe, przystanki, parki. Czas również wybrany był doskonale – ludzie wracali wtedy z pracy. To nie jest przypadkowe – mówił Dzikawicki na antenie TVP Info.

Taka sytuacja – bez względu na to, kto za tym stoi – jest w pewnym sensie wygodna dla władzy, bo można teraz powiedzieć: „Zobaczcie, co było 19 grudnia w Mińsku, kiedy szturmowano siedzibę rządu; ci sami bojownicy stoją za tym, to jest ich styl”. Zawsze można wykorzystać taką tragedię, aby wzmocnić represje – przyznał Dzikawiecki.

źródło:
Zobacz więcej