Mazowiecki na ludowo

Michał Mazowiecki postanowił, że nie przystąpi do klubu Platformy Obywatelskiej (fot. arch.PAP/Paweł Supernak)

Z wielu doniesień z życia wciąż powyborczo pogubionej opozycji warto odnotować rzecz wydawałoby się mało istotną, a jednak dającą do myślenia. Oto bowiem wchodzący do sejmu na miejsce zwolnione po Ewie Kopacz Michał Mazowiecki postanowił, że nie przystąpi do klubu Platformy Obywatelskiej, z której list startował, w jego obecnej formie, czyli koalicji PO – Nowoczesna i zasilił w Sejmie PSL-UED.

Posiedzenie PO-KO w nowym składzie. Dwóch posłów Nowoczesnej nie wstąpiło do klubu

Posłowie Nowoczesnej wstąpili do klubu Platformy Obywatelskiej – Koalicji Obywatelskiej. W czwartek wieczorem odbyło się pierwsze, inauguracyjne...

zobacz więcej

„Syn Tadeusza Mazowieckiego krytykuje PO i Nowoczesną. »Zachowują się niepoważnie«” – pisze „Wprost”. „Syn Tadeusza Mazowieckiego uderza w PO i w Schetynę!” – krzyczy wpolityce.pl. „Syn Tadeusza Mazowieckiego dobija Platformę Obywatelską!” najmocniej sprawę stawia „Super Express”. Ostatni tytuł wydaje się być mocno przesadzony. Z drugiej strony – miało być przecież tak pięknie…

Michał Mazowiecki, jak już wiemy z kwerendy tytułów uznających ten fakt za kluczowy, to syn byłego premiera, w historiografii „Gazety Wyborczej” nazywanego „pierwszym premierem niekomunistycznego rządu”, Tadeusza Mazowieckiego. Postaci szalenie ważnej dla środowisk Unii Wolności, później Platformy Obywatelskiej, szefa rządu, utworzonego po wyborach w 1989 r. z udziałem posłów wprowadzonych do Sejmu kontraktowego przez Solidarność, ZSL i SD.

Określenia „niekomunistyczny” nie używam nie z małostkowości czy niechęci wobec nieżyjącego premiera, a dlatego, że naprawdę trudno użyć tego słowa wobec gabinetu mającego przez pierwsze miesiące w swoim składzie generałów Czesława Kiszczaka i Floriana Siwickiego.

To wszystko jednak historia dawniejsza, nas zaś interesuje to, co działo się od jesieni 2015 r. We wrześniu mająca już poważne problemy Platforma Obywatelska ogłosiła trzy nazwiska, które miały w zamyśle odwrócić los przegranych z góry wyborów. Partię postanowili wesprzeć kojarzony przez lata z PiS, od dłuższego jednak czasu skłócony z Jarosławem Kaczyńskim Ludwik Dorn, były kandydat SLD na prezydenta Grzegorz Napieralski, wreszcie – nieangażujący się wcześniej w politykę, lecz cenny jako symbol – syn znanego ojca, Michał Mazowiecki.

Podejrzana o profanację: W jaki sposób kogoś można zaatakować obrazkiem?

– W jaki sposób kogoś można zaatakować obrazkiem? Ludzie, bądźmy trochę poważni – powiedziała w rozmowie z TVN 24 Elżbieta Podleśna. Uczestniczka...

zobacz więcej

Z tej trójki sukces odniósł tylko Napieralski, który został senatorem. Ludwik Dorn, który jeszcze przed odejściem z PiS gwałtownie tracił poparcie wyborców (liczby robią wrażenie – w rekordowych dla siebie wyborach w 2007 r. Dorn uzyskał prawie 82 tys. głosów, cztery lata później już tylko niecałe 19 tys.) jako kandydat Platformy nie dostał się do Sejmu, uzyskując pięć razy mniej głosów niż cztery lata wcześniej i o tysiąc mniej, niż startując z Solidarnej Polski do Europarlamentu w 2014.

Mazowiecki, wprowadzony do Platformy przez Andrzeja Halickiego dostał miejsce na warszawskiej liście tej partii, jednak, z nieujawnionych przyczyn osobistych, tuż przed wyborami zrezygnował z kandydowania. Jego obecność w życiu politycznym ograniczyła się do bardzo mocnych i emocjonalnych wpisów na Twiterze. „W sobotę w Warszawie będą miliony ludzi, chyba że ich pozamykacie” – wieszczył Mazowiecki w styczniu 2016 r., przed jedną z większych, lecz jednak nie tak licznych demonstracji w obronie starego kształtu Trybunału Konstytucyjnego.

Ostatnio zamilkł; w swoich ostatnich wpisach, publikowanych pod źle zeskalowanym napisem „(jestem) gorszego sortu”, bronił choćby Elżbiety Podleśnej przed policyjną interwencją w związku z profanacją wizerunku Matki Boskiej Częstochowskiej, dokonanej przez tę aktywistkę.

„Tylko rewolucja obyczajowa i rozbicie państwa” – prezes PiS o programie opozycji

– Prawdziwy program PO-KO ogranicza się do rewolucji obyczajowej i rozbicia państwa - ocenił Jarosław Kaczyński. – Wpierają ludziom, że mogą dać...

zobacz więcej

Sytuacja, w której mandat obejmuje osoba z listy, która zrezygnowała z kandydowania sama w sobie, jest zaskakująca, lecz pozostaje najwyraźniej zgodna z regulującymi kwestię obejmowania mandatów po osobach z różnych powodów skreślanych z listy posłów. Gdy jednak nowy parlamentarzysta decyduje się na wejście do innego klubu niż tego macierzystego ugrupowania, jest to zawsze porażka partii i sygnał, że straciła zapewne nie tylko jedno miejsce w Sejmie, lecz być może również jakąś grupę wyborców, której poglądy mogą być tożsame z poglądami utraconego kolegi.

Michał Mazowiecki składając sejmowe ślubowanie trzymał dłoń na konstytucji, co wskazywałoby dalsze silne przywiązanie do haseł i symboliki opozycji totalnej. „Prowadzenie ostatnich dwóch kampanii wyborczych bardzo mi się nie podobało, wydaje mi się, że winę za to ponoszą władze PO i Nowoczesnej. Spłycają problemy, zachowują się niepoważnie – dla mnie to jest kompletnie niezrozumiałe” – tłumaczył swoją decyzję Mazowiecki „Super Expressowi”.

„PSL i Unia Europejskich Demokratów to kontynuacja Unii Wolności i Unii Demokratycznej. Są to wartości, które ja wyznaję. Bardzo szanuję Władysława Kosiniaka-Kamysza jako człowieka. Podoba mi się to co robi i jak się zachowuje. A do różnych osób w PO mam swoje zastrzeżenia. Nowoczesna została wchłonięta przez PO i obawiam się, że dokładnie to samo mogłoby się stać z PSL-em. Dziś PSL na szczęście chce być oddzielnie” – wyjaśniał.

Schetyna „nadal skręca w lewo”, PSL „pasie potwora”

Lider PO Grzegorz Schetyna „nadal skręca w lewo”, upatruje w lewej części sceny politycznej elektoratu dla siebie, zaprasza Roberta Biedronia –...

zobacz więcej

Warto tu przypomnieć, że niszowa Unia Europejskich Demokratów, czyli dawne koło poselskie, stworzone przez kilku byłych posłów Platformy Obywatelskiej, zawsze podkreślało swoje związki ideowe z Unią Wolności i Unią Demokratyczną, których kontynuatorem obwołali się w początkach działalności. Dla Michała Kamińskiego i jego kolegów jest to więc na pewno bardzo piękny moment ich po-platformerskiej politycznej drogi. Tym samym zaś jest to jednak symboliczny cios dla Grzegorza Schetyny, obecnego w Unii Wolności w latach 1994 - 2001 i jego kolegów, również silnie poczuwających się do tego dziedzictwa.

Władysław Kosiniak-Kamysz, wielokrotnie typowany jako potencjalny zastępca Schetyny w roli lidera opozycji, jest dziś zapewne rozdarty między wizją dalszej współpracy z Platformą, a dającą więcej możliwości, z możliwością przyszłego rządzenia w koalicji z PiS włącznie, Koalicją Polską.

Niektórzy ludowcy sugerują, że do tej odświeżonej formuły ruchu ludowego gotowi są przejść liczni rozczarowani politycy Platformy, zapewne niedobitki jej dawnej konserwatywnej frakcji. Niezadowolonych i skrętem w lewo, i dzieleniem się miejscami na listach z postkomunistami przecież nie brakuje, kilka nazwisk można sobie w tej grupie wyobrazić, ot, choćby Jana Rulewskiego, który półtora miesiąca temu opuścił senacki klub PO. Również pod tym kątem decyzja Michała Mazowieckiego może okazać się dla Platformy brzemienna w skutkach.

źródło:
Zobacz więcej