Putin wciągnął Zachód w pułapkę. Potem wbije nóż w plecy Ukrainie [OPINIA]

Władimir Putin (fot.PAP/EPA/YURI KADOBNOV / POOL)

Powołanie nowego rządu Mołdawii z prozachodnią premier na czele nie byłoby możliwe bez pomocy Rosji. Kreml wykonał niespodziewany ruch i kazał prezydentowi Igorowi Dodonowi i jego partii wyjść z politycznego kartelu z Vladem Plahotniucem. Cel: najpierw zniszczyć potężnego oligarchę, później eliminacja tymczasowego proeuropejskiego koalicjanta nie powinna sprawić kłopotu. Wtedy cała Mołdawia wróci do rosyjskiej strefy wpływów. Po co Rosji ten biedny i mały kraj? Wystarczy spojrzeć na mapę. Chodzi o Ukrainę.

Wojna pomnikowa z Polską i nie tylko. Ukryte cele rosyjskiej strategii

Wszędzie tam, gdzie niegdyś stanęła noga żołnierza Armii Czerwonej, pojawiły się później liczne pomniki ku czci sowieckich „wyzwolicieli”. Dziś, po...

zobacz więcej

Kilka godzin po tym, jak rządząca do niedawna Demokratyczna Partia Mołdawii uznała nową koalicję socjalistów i proeuropejskich reformatorów, a dotychczasowy rząd ustąpił po kilku dniach konfliktu nowemu rządowi, z lotniska w Kiszyniowie wystartowało kilka prywatnych odrzutowców. Na pokładzie jednego z nich był Vlad Plahotniuc – jeszcze tydzień temu pan i władca Mołdawii. Jego partia zapewnia, że oligarcha na krótko udał się do zamieszkałej za granicą rodziny.

Z Kiszyniowa w nocy z 14 na 15 czerwca ewakuowało się jeszcze co najmniej kilku ważnych polityków PDM, ich rodziny, jak również cała rodzina Ilana Sora. To także oligarcha, sojusznik Plahotniuca, lider czwartej pod względem wielkości frakcji w parlamencie.

Rząd z Maią Sandu na czele, zdominowany przez przedstawicieli proeuropejskiego, antykorupcyjnego bloku ACUM, może teraz triumfować. Kwestią czasu jest odebranie PDM kolejnych instytucji. Ale cieszą się też na Kremlu. Mołdawia wchodzi w kolejny etap swej najnowszej historii – i tym razem Rosjanie liczą na to, że w końcu uda im się ten kraj sobie podporządkować.

Od komunistów do udzielnego państwa oligarchy

Osiemnaście lat temu wybory w Mołdawii miażdżąco wygrała partia komunistyczna, obiecując powrót kraju w objęcia Rosji: politycznie, ekonomicznie i kulturalnie. Ale już niedługo później, w latach 2003-2004, komuniści z prezydentem Vladimirem Woroninem na czele, po długich rokowaniach odrzucili kremlowską propozycję rozwiązania konfliktu w Naddniestrzu – oznaczającą de facto federalizację państwa.

Po fiasku kursu na wschód, komuniści zmienili orientację i rozpoczęli negocjacje na temat partnerstwa z UE. Nastroje proeuropejskie w społeczeństwie sięgały wtedy rekordowego poziomu 70 proc. Zmieniać się to zaczęło – paradoksalnie – pod rządami formalnie prozachodniej, centroprawicowej koalicji, która uzyskała władzę po wyborach w 2009 r. Ale były to rządy dość nieudolne i nie wolne od korupcji. Przede wszystkim zaś rządy, które przeszły do historii jako te, które nie zdołały zapobiec „kradzieży stulecia”. Ludzie związani z grupą rządzącą wyprowadzili z państwowych banków ok. 1 mld dolarów, czyli ok. 1/8 PKB! Uderzyło to w notowania koalicji, nominalnie proeuropejskiej. W 2014 roku dostała już tylko 45 proc. głosów, ale dzięki manipulacyjnym zdolnościom Plahotniuca, utrzymała władzę.

Oligarcha systematycznie zbierał władzę w swym ręku. Od 2015 roku można powiedzieć, że był jedynym władcą Mołdawii – za pośrednictwem Demokratycznej Partii Mołdawii (PDM). Znaczna część populacji kraju zagłosowała już wcześniej, nogami, opuszczając Mołdawię. To nawet 20 proc. ludności, w tym ci najbardziej przedsiębiorczy.

Żyd-oligarcha i patron nacjonalistów. Pozbawią Poroszenkę władzy?

Pięć lat temu dostał ogromny kredyt zaufania i mandat do przebudowy państwa, wygrywając prezydenturę z wynikiem najlepszym od początku niepodległej...

zobacz więcej

Jednocześnie na sile przybierał ruch antykorupcyjny – powstała Platforma Godność i Prawda (DA), obecnie część ACUM. Ci działacze zawsze powtarzali, że Plahotniuc był zamieszany w „rabunek stulecia”. Maia Sandu minimalnie (48:52) przegrała ostatnie wybory prezydenckie w 2016 roku w dużej mierze na skutek potężnej negatywnej kampanii, jaką prowadziły przeciwko niej media należące do Plahotniuca. Z kolei obecny nr 2 bloku ACUM (i świeżo upieczony minister spraw wewnętrznych) Andrei Nastase wygrał wybory mera Kiszyniowa w rywalizacji z socjalistycznym kandydatem wspieranym (znów) przez media Plahotniuca. Ale kontrolowane przez oligarchę sądy unieważniły wygraną Nastase.

Strategiczna pomyłka Plahotniuca

Ważnym czynnikiem mającym wpływ na układ politycznych sił w Mołdawii jest wyraźny podział elektoratu na część mołdawsko-rumuńską i część rosyjskojęzyczną. Ten pierwszy rodzaj wyborców dzieli swe sympatie między różne partie, od PDM po ACUM. Rosyjskojęzyczni praktycznie w całości głosują na promoskiewską lewicę.

Plahotniuc świadomie na pewnym etapie budowy swego imperium odpuścił walkę o rosyjskojęzyczny elektorat, pozostawiając go bez walki socjalistom. Teraz ma kłopot, bo socjaliści poszerzają poparcie na część elektoratu mołdawsko-rumuńskiego, a PDM nie ma już możliwości uszczknięcia rosyjskojęzycznych wyborców. Ale do niedawna to nie był problem, bo sprawnie działał polityczny kartel Plahotniuca z Dodonem. Przykładem tej współpracy było przyjęcie głosami PDM i PSRM zmian w ordynacji wyborczej. Wybór części deputowanych w okręgach jednomandatowych premiował PDM i nieco mniej PSRM. Oczywiście w tym kartelu większościowym udziałowcem był Plahotniuc, zaś mniejszościowym Dodon.

Rządził nieformalny układ dominującej partii władzy (PDM) trzymanej krótko przez najbogatszego człowieka w kraju z otwarcie prorosyjskimi socjalistami i wybranym dzięki cichej pomocy Plahotniuca prezydentem Igorem Dodonem. Sama PDM kiedyś przedstawiała się jako prozachodnia. Jednak gigantyczna korupcja i zawłaszczanie kraju przez oligarchę doprowadziło do tego, że Zachód odwrócił się od Plahotniuca.

W tej sytuacji, w październiku 2018 roku, oligarcha ogłosił, że polityka PDM jest „promołdawska” - definiowana jako nie proeuropejska, nie prorumuńska, nie porosyjska, ale po prostu promołdawska. Nazwano to Czwartą Drogą, a pozostałe trzy opcje Plahotniuc nazwał „geopolityczną mitologią”.

Oczywiście w warunkach postsowieckich jest wybór tylko między zbliżeniem do Zachodu i reformami, a podporządkowaniem Rosji, stagnacją i korupcją. Plahotniuc swoją polityką ściągał Mołdawię właśnie w tym drugim kierunku. Ale tolerując socjalistów i Dodona popełnił błąd. Nie docenił ich możliwości. Nie docenił rosyjskiej zdolności do snucia intryg. Przełomowe okazały się wybory w lutym 2014 roku. Nie poszło tak, jak zaplanował oligarcha. Za to Kreml nieoczekiwanie dostał okazję, na którą czekał długo.

Metoda na sztorm i doktryna szarej strefy. Rosyjscy szpiedzy buszują po Bałtyku [OPINIA]

Rosja to największe zagrożenie, ale coraz aktywniejszy jest wywiad chiński – to główne wnioski płynące z raportów opublikowanych w ostatnim czasie...

zobacz więcej

Wybory 24 lutego

Źródeł obecnego kryzysu należy szukać już w wyniku wyborów 24 lutego. 101-osobowy parlament podzieliły między siebie niemal po równo trzy siły polityczne (partię Sora można uznać za przedłużenie PDM). Wygrali socjaliści Dodona (31,2 proc. głosów, 35 mandatów), PDM Plahotniuca zdobyła 30 mandatów (23,6 proc. głosów), zaś blok ACUM dostał 26 mandatów (26.8 proc. głosów). Próg przekroczyła jeszcze Partia Sor (8,2 proc. i 7 mandatów) – sojusznik PDM. W efekcie w parlamencie mamy 37 miejsc dla obozu Plahotniuca, 35 miejsc dla partii prorosyjskiej, 26 dla ACUM (i 3 niezależnych).

Okazało się, że na wprowadzeniu okręgów jednomandatowych zyskali członkowie kartelu Plahotniuca i Dodona: socjaliści i PDM zdobyły w ten sposób po 17 mandatów. ACUM – 12. Zresztą skutek mieszanej ordynacji był taki, że choć ACUM dostał więcej procent głosów niż PDM, to właśnie ci drudzy zdobyli więcej mandatów.

Wydawało się, że będziemy mieli do czynienia z kontynuacją nieformalnej koalicji PDM z PSRM. Oficjalnie ostro się zwalczających, w praktyce współpracujących od dawna. Oczywiście dominował w tym układzie Plahotniuc. Po wyborach sytuacja się zmieniła. Kluczową pozycję w negocjacjach koalicyjnych od początku zajęli socjaliści. ACUM z góry bowiem ogłosił, że nie będzie rozmawiał z PDM. Plahotniuc stracił też koalicjantów – progu nie przekroczyły Partia Liberalna (PL) i Liberalno-Demokratyczna Partia Mołdawii (PLDM).

To skomplikowało położenie partii Plahotniuca w parlamencie, ale też utrudnia odgrywanie roli siły prozachodniej. PL i PLDM – mniejsi koalicjanci bez większego znaczenia – byli czymś w rodzaju proeuropejskiego listka figowego przykrywającego aideową, oligarchiczną, nastawioną na czerpanie zysków z rządów „partię władzy” PDM. Nowy sojusznik, czyli Partia Sora, ma zupełnie inny profil. Ilan Sor to lokalny wpływowy biznesmen, sojusznik kontrolowany przez Plahotniuca. Startował ze swą partią w celu odebrania jak największej liczby rosyjskojęzycznych lewicowych wyborców socjalistom.

Tuba Kremla wyznaczyła kierunek

Jeszcze przed wyborami Dodon jeździł na Kreml, ale nie było mowy o tym, by zrywać kartel z Plahotniucem, mimo niechęci Moskwy do tego oligarchy. Rosja nie spodziewała się wygranej socjalistów w wyborach, ale raczej tylko wyprzedzenia PDM i w związku z tym renegocjacji z Plahotniucem umowy o podziale wpływów. Tymczasem układ sił w nowym parlamencie otworzył nowe możliwości. Moskwa postanowiła zmienić Dodonowi koalicjanta, bo liczy na to, że w parze z ACUM to socjaliści będą dominować, a nie jak z PDM – być mniejszym partnerem. 31 marca topowy kremlowski propagandzista Dmitrij Kisieliow na antenie rosyjskiej telewizji państwowej wezwał do zmiany reżimu w Mołdawii.

Zaapelował do socjalistów Dodona i ACUM o stworzenie tymczasowej koalicji w jasno określonym celu: odsunięcia od władzy Plahotniuca. To był pierwszy od wyborów 24 lutego tak jasny sygnał z Moskwy dla socjalistów. Wrogość Kremla do Plahotniuca wynikała do niedawna także z racji jego biznesowych powiązań ze znienawidzonym Poroszenką. Dwa dni przed wyborami w Mołdawii MSW w Rosji potwierdziło, że kontynuuje śledztwo ws. prania pieniędzy w latach 2013-2014 przez ówczesnego „obywatela Rosji, Vladimira Plahotniuca”. Miał on uczestniczyć w transferze miliardów rubli nielegalnie z rosyjskich banków do Mołdawii. Okazało się też, że w grudniu 2017 roku sąd w Moskwie wydał nakaz aresztowania Plahotniuca w związku z podejrzeniem o zlecenie próby zabójstwa rosyjskiego bankowca w Londynie.

Na początku kwietnia Dodon kolejny raz poleciał do Moskwy. Oficjalnie był tylko przejazdem i tylko dostał błogosławieństwo do patriarchy Cyryla, ale tak naprawdę chciał dostać od Putina zgodę na koalicję z ACUM. Zaraz po powrocie prezydenta do Kiszyniowa odbyła się narada kierownictwa PSRM, na której podjęto decyzję o kontynuacji konsultacji z ACUM. Po czym frakcja socjalistów w pełnym składzie pojechała do Rosji na spotkania z rosyjskimi kolegami. PSRM przedstawiła swe warunki ACUM, wiadomo, że socjaliści zażądali stanowisk przewodniczącego parlamentu, ministra obrony, ministra spraw zagranicznych, ministra spraw wewnętrznych, ministra ds. reintegracji.

Do tego m.in. powrót służby bezpieczeństwa pod kontrolę prezydenta. Kontrola nad bezpieczeństwem i dyplomacją umożliwiłaby Dodonowi realizować politykę zwrotu ku Rosji. Resort ds. reintegracji to zaś możliwości realizacji scenariusz federalizacji kraju (Naddniestrze). Tyle że ACUM dopuszczało jedynie wariant tymczasowego rządu, który przyjmie pakiet ustaw deoligarchizacyjnych, w tym także powrót do starej ordynacji wyborczej. W efekcie, choć od początku kwietnia było jasne, że Moskwa gra na koalicją socjalistów z ACUM, rozmowy koalicyjne nadal tkwiły w martwym punkcie.

Alarm w Gruzji. Rosyjski wywiad i jego nowe narzędzia

Wizyta kanclerz Angeli Merkel w Tbilisi potwierdza, że Gruzini jeszcze długo poczekają na członkostwo w NATO i UE. A to oznacza, że Rosja ma więcej...

zobacz więcej

Rosyjska intryga

Przełomowy okazał się 3 czerwca. Tego dnia w Kiszyniowie gościli nie tylko wysłannicy USA i UE, ale też Dmitrij Kozak, wicepremier Rosji i z ramienia Kremla główny kurator polityki rosyjskiej wobec Mołdawii. Skutki znamy. ACUM formalnie zaoferowało socjalistom koalicję. Ci jeszcze w tajemnicy próbowali się dogadać z Plahotniucem, ale nic z tego nie wyszło. Co więcej Dodon nieostrożnie wyłożył na stół rosyjski plan w Mołdawii. Po tym nie miał już wyjścia, jak posłusznie zrealizować oczekiwania Kremla i wejść w koalicję z ACUM.

10 czerwca MSZ Rosji poparło nową koalicję i rząd. Rosja nastawiona jest na współpracę z nowym koalicyjnym rządem Mołdawii - powiedział też rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow. Nowy koalicyjny rząd 13 czerwca poparł sam prezydent Rosji Władimir Putin. „Zdecydowanie popieramy prezydenta Dodona i jego obecnego partnera koalicyjnego, by mogli pozbyć się tych ludzi, którzy uzurpowali władzę w Mołdawii” - podkreślił w wywiadzie dla telewizji Mir.

Co jest celem Rosji? Na obecnym etapie jej sojusznicy z PSRM zawarli taktyczny układ z ACUM aby odsunąć od władzy Plahotniuca. Następnie – w przyspieszonych wyborach – socjaliści mają pewnie zwyciężyć i przejąć pełnię władzy w kraju. Koalicja ma jedynie charakter tymczasowy i taktyczny. Po przeforsowaniu ustaw „deoligarchizacyjnych” dojdzie pewnie do dymisji rządu i rozpisania przedterminowych wyborów. Faworytem będą socjaliści. Ostatnie wydarzenia spowodowały, że PSRM pozbyła się etykietki satelity PDM. Moskwa będzie robiła, co może, aby pomóc socjalistom przetrwać obecny kryzys wiarygodności po ujawnieniu nagrań z Dodonem.

Można oczekiwać rosyjskiej ofensywy informacyjnej w czasie kampanii wyborczej, prowokacji i hojnego finansowania socjalistów. Bez silnego poparcia USA i UE, ACUM nie oprze się rosyjskiej ofensywie. Kreml liczy na taki wynik, który pozwoli objąć samodzielne rządy. O swą przyszłość gra też Dodon. Należy pamiętać, że przez ostatnie dwa i pół roku był już pięć razy zawieszany w obowiązkach. Planuje starać się o reelekcję w 2020 roku, więc socjalistka na czele parlamentu – element umowy z ACUM - zapobiegnie wszelkim ewentualnym zawieszeniom.

Wydaje się, że głównym czynnikiem, który przesądził o losie Plahotniuca, była postawa Moskwy. Prowadzone przez władze rosyjskie śledztwa przeciwko oligarsze to poważny argument. Zresztą podczas słynnej nagranej rozmowy z Dodonem, Plahotniuc usłyszał od prezydenta, że elementem nowego kartelu będzie umorzenie dochodzeń w Rosji (osobista gwarancja Putina). Dodon wpadł w pułapkę Plahotniuca, ale jednak sytuacja oligarsze wymknęła się spod kontroli. Chyba jednak nie spodziewał się, że socjaliści tak szybko zawrą koalicję z ACUM i że pójdą na tak duże ustępstwa.

Gdy to się stało, okazało się jeszcze, jak silne zagraniczne poparcie ma nowy rząd. Wtedy Plahotniuc skupił się już tylko na ratowaniu majątku i własnej głowy. Choć do ostatniej chwili desperacko szukał wsparcia USA i Izraela. Rząd Pavla Filipa podjął decyzję o przeniesieniu ambasady Mołdawii w Izraelu do Jerozolimy. Filip niespodziewanie zgodził się też na sprzedaż działki w stolicy pod budowę ambasady USA – czemu sprzeciwiał się Dodon. Jeśli jednak Plahotniuc liczył na to, że Amerykanie zaakceptują go jako przeciwwagę dla prorosyjskiego Dodona, to się mylił. Gdy to zrozumiał, opuścił Mołdawię.

Między Rumunią a Ukrainą

Z pewnością pozycji Plahotniuca nie wzmacnia fakt, że dwóch jego ważnych regionalnych sojuszników zostało w ostatnim czasie odsuniętych od władzy. Chodzi o Petra Poroszenkę, który przegrał wybory prezydenckie na Ukrainie oraz Liviu Dragneę, byłego lidera partii rządzącej w Rumunii, który trafił do więzienia. Co jednak ciekawe, ani Bukareszt, ani tym bardziej Kijów, zmiany rządu w Kiszyniowie nie przyjęły ze szczególnym entuzjazmem.

Powód jest prosty: obawa przed zwiększeniem wpływów przez socjalistów, czyli przez Rosję. O ile urzędnicy w amerykańskim Departamencie Stanu czy w Komisji Europejskiej mogli uznać, że lepiej zaryzykować sojusz z socjalistami, niż pozwolić na dalsze gnicie Mołdawii pod rządami oligarchy, to bezpośredni sąsiedzi widzą lepiej rosyjską grę w Kiszyniowie. A to jest dla nich, szczególnie Ukrainy, główne zagrożenie. Szef MSZ Rumunii zasugerował wyraźnie, że Bukaresztowi bardziej odpowiadają nowe wybory niż uznanie nowej koalicji i rządu. Zaniepokojenie w związku z sytuacją w Mołdawii wyraziło ukraińskie MSZ.

„Dla państwa (mołdawskiego) i bezpieczeństwa w regionie ważne jest niedopuszczenie do ingerencji zagranicznej, której celem jest realizacja rosyjskiego scenariusza federalizacji kraju” – oświadczył resort dyplomacji Ukrainy. Ukraina potrzebuje europejskiej i demokratycznej Mołdawii, a nie rosyjskiego przyczółka, który będzie zagrażał ukraińskim interesom - oświadczył 10 czerwca szef MSZ Ukrainy Pawło Klimkin. Wcześniej Służba Bezpieczeństwa Ukrainy poinformowała, że nasiliła działania kontrwywiadowcze przy granicy z Mołdawią, by nie dopuścić do „zagranicznej ingerencji” w tym kraju. SBU oświadczyła, że szczególnie interesują ją „radykalnie nastawieni” obywatele Rosji, którzy mogą podróżować do Mołdawii przez Ukrainę.

Rumunia jest z zasady wroga udziałowi w rządach Mołdawią partii prorosyjskich. Bukareszt wie, że to oznacza wzrost ryzyka federalizacji Mołdawii. To jest podporządkowania separatystycznego Naddniestrza centralnym władzom w Kiszyniowie. Ale w taki sposób, że to raczej Kiszyniów znajdzie się pod przemożnym wpływem Naddniestrza. Czyli Rosji. Należy pamiętać o strategicznym położeniu Mołdawii – między Ukrainą a Rumunią, istotnym członkiem NATO i sojusznikiem USA. W Naddniestrzu stacjonuje ponad 1000 rosyjskich żołnierzy.

Od 2014 roku już nie raz w Kijowie podnoszono alarm, że Moskwa może wykorzystać swój kontyngent do działań przeciwko Ukrainie. Latem 2014 roku realny był scenariusz wojny na trzy fronty. Czyli ataków rosyjskich od wschodu (z Rosji), od południa (z Krymu) i od zachodu (z Naddniestrza). Nawet teraz ukraińscy stratedzy muszą wciąż część środków obronnych Kijowa kierować na zabezpieczenie kierunku mołdawskiego. Gdyby w Kiszyniowie zaczął samodzielnie rządzić obóz prorosyjski, położenie strategiczne Ukrainy uległoby znaczącemu pogorszeniu. Ale nie tylko chodzi o zagrożenie stricte militarne. Nie mniej istotne jest to polityczne. Otóż realizując plan federalizacji Mołdawii, czyli formalnego powrotu Naddniestrza pod władzę Kiszyniowa, Rosjanie czyszczą drogę dla podobnego rozwiązania odnośnie Donbasu.

Dlatego już dziś można stwierdzić, że Moskwie udało się wciągnąć w pułapkę Zachód w Mołdawii. Tylko ktoś naiwny może sądzić, że po eliminacji Plahotniuca, w warunkach ogromnej siły rosyjskich mediów w Mołdawii i poparciu Kremla, reformatorzy z ACUM zdołają zdobyć pełnię władzy. Już prędzej przytrafi się to socjalistom. A wtedy cały kraj znajdzie się w rosyjskiej strefie wpływów. Wtedy Rosjanie będą mogli zagrozić z mołdawskiego terytorium nie tylko Ukrainie, ale też wschodniej flance NATO, szczególnie rumuńskiemu odcinkowi.

źródło:
Zobacz więcej