„Kazano nam się pożegnać z Szymonkiem”. Rodzina walczy ze szpitalem o życie chłopca

Wielu mówi o podobieństwie do sprawy Alfiego Evansa (fot. FB/Szymonkuwalcz.Oficjalna strona)

Szymon, niespełna roczny chłopiec z Radomia, trafił do szpitala w styczniu, kilka dni po szczepieniu przeciw pneumokokom. Lekarze nie dają mu szans, rodzice chcą pozwolenia na stosowanie medycyny alternatywnej. Spór od miesięcy ściąga uwagę społeczeństwa i polityków. – Pomoc w rozmowach ze szpitalem zadeklarował wiceminister zdrowia – powiedział portalowi tvp.info poseł Paweł Skutecki zajmujący się sprawą. Działania podjął Rzecznik Praw Dziecka, poinformowało nas jego biuro prasowe. Wielu mówi tu o podobieństwie do sprawy Alfiego Evansa.

Watykan o eutanazji 17-letniej Holenderki: Porażka ludzkości

„Wielką porażką ludzkości” nazwał Watykan eutanazję 17-letniej Holenderki, która poprosiła o nią, argumentując, że jako ofiara gwałtu w...

zobacz więcej

W lutym ciotka Szymona Alina Drabik opisała okoliczności sprawy na Facebooku. Jak podawała, 16 stycznia chłopiec został zaszczepiony na pneumokoki. Cztery doby później dostał gorączki – lekarz uznał, że przy szczepieniu taka temperatura jest naturalna. Wieczorem 21 stycznia dziecko dostało drgawek i trafiło do szpitala; podejrzewano zapalenie mózgu. Chłopca przetransportowano drogą lotniczą do szpitala na ul. Niekłańskiej w Warszawie, gdzie w stanie krytycznym trafił na oddział intensywnej terapii. W nocy zaczęły zanikać funkcje życiowe, dziecko reanimowano. Lekarze mieli wtedy stwierdzić, że nastąpiła śmierć mózgu chłopca, a rodzice powinni się z nim pożegnać. Kiedy matka nie zgodziła się na odłączenie go od aparatury, miała usłyszeć od lekarzy, że „nie będą wentylować zwłok”.

Jak twierdzi rodzina chłopca, lekarze przestali go leczyć. Rodzina zaczęła szukać pomocy gdzie indziej. Miał się jej podjąć prof. Jan Talar z Bydgoszczy, specjalista od rehabilitacji, znany z dużej skuteczności wybudzania ze śpiączki pourazowej. Zalecił „stymulowanie dziecka tak, by samo zaczęło oddychać”. Jak pisze ciotka chłopca, lekarze ostro sprzeciwili się takim metodom.

Zdaniem lekarzy ze szpitala im. prof. dr. med. Jana Bogdanowicza w Warszawie, w którym przebywa chłopiec, Szymon znajduje się w stanie skrajnie ciężkim, z nieodwracalnym uszkodzeniem centralnego układu nerwowego. Szpital zapewnia przy tym, że nie zachodzi obawa zaprzestania leczenia. „Uprzejmie prosimy o powstrzymanie się od wyrażania nieuprawnionych opinii, a także wszelkich działań mogących utrudniać pracę personelu medycznego. Personel Szpitala oświadcza, że nie sprzeniewierzy się najwyższym standardom etycznym” – pisali lekarze w ostatnim z oświadczeń.

Jak podawali, ustalone zostały przyczyny choroby dziecka, jednak ze względu na tajemnicę lekarską nie zostaną upublicznione. Pełne informacje mają tylko rodzice.

Przed kilkoma dniami na profilu „Szymonku walcz” na Facebooku pojawiła się odpowiedź rodziny Szymona na komunikat lekarzy. Jak pisze, ma świadomość, że stan dziecka jest ciężki, ale to nie usprawiedliwia niedopuszczalnego ich zdaniem zachowania lekarzy. „W trakcie całego pobytu w szpitalu spotkaliśmy się z wieloma przykrymi słowami kierowanymi pod naszym adresem i wielokrotnie kazano nam się pożegnać z Szymonkiem” – napisano.

Sąd nakazał utrzymanie przy życiu pacjenta w śpiączce. Rząd złoży apelację

We Francji trwa batalia o życie pogrążonego w śpiączce 42-letniego strażaka Vincenta Lamberta. Apelację od wydanej przez sąd decyzji, nakazującej...

zobacz więcej

Jak podano we wpisie, do tej pory kilkakrotnie zbierało się konsylium lekarskie, które miało orzec śmierć mózgu chłopca, jednak lekarze nie byli w stanie tego jasno stwierdzić. Jak podano, „pod słowami o śmierci mózgu nie chciał się podpisać żaden z obecnych lekarzy”.

Rodzice negują również twierdzenie szpitala, że poinformował ich o prawie do przyprowadzenia własnego lekarza na konsylia lekarskie podczas hospitalizacji Szymona. Pozwolenie mieli dostać jedynie na uczestnictwo ich lekarza przy ostatnim konsylium, 19 marca.

Jak napisano, lekarze nie udostępnili rodzicom dokumentacji chłopca, choć ci wielokrotnie o to prosili. Mieli odmówić również stosowania proponowanych przez rodzinę metod medycyny naturalnej („Olejki skórne, witaminy doustne i dożylne, kremy i wiele innych”), choć te – zdaniem rodziny – nie wpłynęłyby na pogorszenie stanu chłopca. Wcześniej szpital podawał, że „żądania i propozycje alternatywnego leczenia ze strony rodziców” były rozpatrywane przez lekarzy i opiniowane podczas konsyliów. „Nie mają one jednak podstaw merytorycznych do ich zastosowania albo wiążą się ze zbyt dużym ryzykiem dla Pacjenta” – pisał szpital.

Rodzina neguje również stwierdzenie lekarzy o tym, że „nie zachodzi obawa zaprzestania procesu leczenia”. Jej zdaniem od 19 marca dziecku nie podaje się żadnych leków. Szymon jest – jak twierdzą autorzy oświadczenia – jedynie karmiony i nawadniany. „Nie można wiec zaprzestać leczenia, którego tak naprawdę nie ma. Jeżeli jednak lekarze powołują się na kontynuacje leczenia Szymonka, jasnym jest, że opieka paliatywna powinna zostać zniesiona, ponieważ podczas jej kontynuacji żadne leczenie nie jest możliwe” – napisano.

Rodzina Szymona stara się o przeniesienie chłopca w inne miejsce.

Jak deklarowała matka Szymona Aneta Baranowska w rozmowie z „Super Expressem”, chce zabrać dziecko do specjalnego hospicjum dla dzieci w Łodzi, które zajmuje się takimi przypadkami, ale szpital nie zamierza oddawać jej dziecka. Kobieta dodaje, że lekarze nie zrobili jej zdaniem „najważniejszego”, czyli odbarczenia mózgu.

Belgijscy lekarze opowiadają się za eutanazją noworodków z poważnymi wadami rozwojowymi

Większość flamandzkich lekarzy i pielęgniarek biorących udział w badaniu dotyczącym noworodków z poważnymi wadami rozwojowymi opowiedziała się za...

zobacz więcej

Baranowska znalazła specjalistów z USA i Włoch, którzy zgodzili się pomóc w leczeniu chłopca, na co jednak również zgody miał nie wyrazić szpital. W minioną niedzielę matka Szymona po raz kolejny wręczyła władzom szpitala pismo, w którym domaga się wznowienia właściwego leczenia chłopca.

Sprawa Szymona od kilku miesięcy budzi uwagę mediów i społeczeństwa. Jak twierdzi część komentujących, zachodzą tu podobieństwa ze sprawą Alfiego Evansa – dwuletniego brytyjskiego chłopca cierpiącego na nieznaną chorobę neurodegeneracyjną, którego leczenia w zeszłym roku zaprzestali lekarze. Dziecko zmarło mimo aktywnych działań rodziców na rzecz kontynuacji leczenia i znaczącego nagłośnienia sprawy w światowych mediach.

Jak dowiedział się portal tvp.info, w ostatnich dniach w sprawę zaangażował się Rzecznik Praw Dziecka Mikołaj Pawlak. Jego biuro prasowe poinformowało nas, że na bieżąco monitoruje on sprawę Szymona. W najbliższych dniach osobiście ma on wziąć udział w konsylium zwołanym przez lekarzy.

Dowiedzieliśmy się również, że Pawlak wystąpił do Ministerstwa Zdrowia, Rzecznika Praw Pacjenta, do Konsultanta Wojewódzkiego w dziedzinie neurologii dziecięcej, Konsultanta Wojewódzkiego w dziedzinie pielęgniarstwa anestezjologicznego i intensywnej opieki o informacje w sprawie podjętych działań oraz o zajętym stanowisku dotyczącym hospitalizacji Szymona. Rzecznik deklaruje, że zapoznał się już z dokumentami i pozostaje w kontakcie z wymienionymi instytucjami.

Jak dodaje biuro rzecznika, rodzina chłopca nigdy nie kontaktowała się z nim, a sprawą zainteresowano się po tym, jak została ona opisana na jednym z portali społecznościowych i do rzecznika zaczęły wpływać od osób trzecich, niespokrewnionych z dzieckiem, zastrzeżenia do postępowania diagnostycznego i leczniczego prowadzonego przez personel Oddziału Intensywnej Terapii.

Alfie Evans nie żyje. „Jestem całkowicie załamany”

Alfie Evans, którego historia poruszyła miliony, nie żyje. Ojciec chłopca poinformował, że dziecko zmarło w sobotę nad ranem. „Mój gladiator...

zobacz więcej

W działania na rzecz chłopca włączył się również poseł Kukiz’15 Paweł Skutecki. W lutym spotkał się z dyrektor szpitala, która miała „kategorycznie zapewnić” matkę chłopca, że nie zostanie on odłączony od respiratora. We wtorek Skutecki widział się w tej sprawie z wiceministrem zdrowia Zbigniewem Królem, który miał zadeklarować „udrożnienie kontaktu między hospicjum w Warszawie a szpitalem w Łodzi” i podjęcie działań w sprawie.

– Wiceminister Król zadeklarował pomoc w rozmowach ze szpitalem – powiedział portalowi tvp.info poseł. Mowa o udostępnieniu próbek krwi na badania, umożliwieniu konsultacji z zagranicznymi lekarzami, a w ostateczności także o przeniesieniu chłopca do hospicjum w Łodzi.

Jak dodał Skutecki, „chodziło też o różne drobnostki, np. o to, by mama mogła przebywać z chłopcem w nocy. Z punktu widzenia kogoś z zewnątrz to może nie jest istotne, ale dla niej to bardzo ważne”.

– Z tego co wiem, to wiceminister już się skontaktował ze szpitalem. Teraz czekamy na efekty. Sytuacja jednak nie jest prosta, bo szpital podlega pod marszałka województwa mazowieckiego, natomiast my się upieramy, że konstytucja mówi jasno – to jest zadanie państwa, odpowiedzialny jest więc rząd – mówi nam Skutecki.

Polacy na Litwie zbierają pieniądze na dziecięce hospicjum

Prawie 3 tys. euro zebrano podczas koncertu charytatywnego w Wilnie na rzecz budowy dziecięcego oddziału Wileńskiego Hospicjum błogosławionego...

zobacz więcej

Obok uznanych specjalistów jak prof. Talar i osób publicznych, w sprawę Szymona zaangażowały się w m.in. środowiska tzw. antyszczepionkowców, upatrujących przyczyn szeregu dotykających ludzi schorzeń w przymusowych szczepieniach. Ruchy te, jednoznacznie krytykowane przez świat nauki, deklarują wsparcie dla stosowania metod medycyny alternatywnej.

Zainteresowanie losami małego Szymona widać także w internecie, gdzie część komentujących zaczęła się posuwać nawet do gróźb wobec lekarzy. Jeden z nich pisał: „(…) gdyby o moje dziecko chodziło atakowałbym wszystkich włącznie z ordynatorką, która miałaby nóż przyłożony do gardła i nawet nie po to żeby krzywdzić po to żeby afera była na cały kraj”. W sprawie wniesiono o wszczęcie postępowania celem ustalenia, czy doszło do czynu zabronionego.

Wydano również oświadczenie w sprawie pikiety w obronie Szymona, która odbyła się 9 czerwca pod szpitalem, w trakcie której część jej uczestników weszła na teren budynku. „Podejmowane próby zastraszania kadry medycznej, w szczególności lekarza pełniącego dyżur w Oddziale Intensywnej Terapii internetowy hejt, jak również nieuprawnione wtargnięcie na oddział w trakcie trwania dyżuru medycznego przez osoby postronne, budzi nasz stanowczy sprzeciw” – napisali autorzy oświadczenia.

źródło:
Zobacz więcej