Raport

Epidemia koronawirusa

Zabił żonę i czworo dzieci. Sąd uznał, że nie jest godny dziedziczenia

Spadkobierca może być uznany za niegodnego dziedziczenia jeżeli dopuści się ciężkiego przestępstwa przeciwko spadkodawcy (fot. arch. PAP/Andrzej Grygiel)

Dariusz P., skazany na dożywocie za podpalenie domu w Jastrzębiu-Zdroju i zabicie w ten sposób żony i czworga dzieci, jest niegodny dziedziczenia po zmarłej małżonce – uznał Sąd Rejonowy w Jastrzębiu-Zdroju.

Mężczyzna zabił prawnuka strzałem z wiatrówki. Szczegóły tragedii wychodzą na jaw

Znane są szczegóły tragedii, do której doszło 26 lipca 2018 roku w Wielkiej Brytanii. 6-letni Stanley Metcalf zginął od postrzału w brzuch z...

zobacz więcej

Orzeczenie jest skutkiem powództwa wywiedzionego przez Prokuratora Rejonowego w Jastrzębiu-Zdroju. O decyzji sądu poinformowała w czwartek Prokuratura Okręgowa w Gliwicach, która prowadziła śledztwo w sprawie zbrodni.

Niegodność dziedziczenia jest instytucją prawa spadkowego, którą reguluje art. 928 Kodeksu cywilnego. Zgodnie z tym przepisem, spadkobierca może być uznany przez sąd za niegodnego m.in. jeżeli dopuścił się umyślnie ciężkiego przestępstwa przeciwko spadkodawcy. Spadkobierca niegodny zostaje wyłączony od dziedziczenia, tak jakby nie dożył otwarcia spadku.

P. został skazany za to, że w nocy 10 maja 2013 r. podpalił swój dom w Jastrzębiu-Zdroju. W wyniku pożaru zginęła jego żona i czworo dzieci, ocalał jedynie najstarszy syn. Według sądu, P. zabił, bo chciał uzyskać pieniądze z ubezpieczenia i uwolnić się od rodziny. Został zatrzymany i aresztowany w marcu 2014 r. Gliwicka prokuratura zarzuciła mu zabójstwo pięciu osób oraz usiłowanie zabójstwa szóstej.

Morderstwo w domu starców. 102-latka podejrzana o zabójstwo

W domu spokojnej starości w Chézy-sur-Marne na północy Francji doszło do brutalnej zbrodni. 92-letnia kobieta została znaleziona martwa w swoim...

zobacz więcej

Wyrok I instancji zapadł w grudniu 2016 r. przed rybnickim wydziałem Sądu Okręgowego w Gliwicach. Sąd nie miał wątpliwości, że P. podłożył nocą ogień w kilku miejscach. Aby ogień mógł się łatwo rozprzestrzeniać, ułożył rząd poduszek z mebli ogrodowych. Aby zasugerować przypadkowy pożar, przeciął kabel zasilający, obok przewodu ułożył truchło myszy.

Tuż przed ceremonią pogrzebową najbliższych wysyłał do siebie sms-y, sugerując, że pochodzą od rzekomego podpalacza. Biegli rozpoznali u P. osobowość psychopatyczną.

Ustalenia sądu I instancji zasadniczo podtrzymał później katowicki sąd apelacyjny, który zdecydował, że o warunkowe zwolnienie skazany będzie mógł ubiegać się najwcześniej po 35 latach, czyli wyjdzie na wolność najwcześniej w marcu 2049 r. Będzie miał wtedy 77 lat. W styczniu br. Sąd Najwyższy oddalił kasację wniesioną w tej sprawie przez obrońcę skazanego. Tym samym wyrok stał się ostateczny.

Morderstwo w szkole w Wawrze. Zatrzymano kolejnych dwoje nastolatków

Dwie kolejne osoby zatrzymano w związku z tragedią do której doszło w ubiegłym tygodniu w jednej ze szkół w warszawskim Wawrze. Stołeczna policja...

zobacz więcej

Rodzina P. była stawiana za wzór; uważano, że jest wierząca; P. przez wiele lat był szafarzem w miejscowej parafii. Według oskarżenia, P. zabił, bo chciał uzyskać pieniądze z ubezpieczenia. Oskarżony, który miał poważne długi, zawarł liczne umowy ubezpieczeń majątkowych i osobistych. Sąd wskazał także na inny motyw – P. chciał się też uwolnić od rodziny, a pieniądze, które uzyskałby z odszkodowań, byłyby jedynie środkiem do realizacji i korzystania z tej wolności.

W trakcie śledztwa u P. znaleziono książkę pt. „Psychiatria kliniczna i pielęgniarstwo psychiatryczne”, która prawdopodobnie pomagała mu symulować chorobę i uniknąć kary w dwóch wcześniejszych gospodarczych sprawach karnych – biegli uznali go wtedy za niepoczytalnego.

Oskarżony konsekwentnie nie przyznawał się do zabójstwa, choć przyznał, że próbował skierować śledztwo na fałszywe tory. Wskazywał, że ewentualne odszkodowanie tylko w niewielkiej części pokryłoby jego długi. Twierdził, że w jego domu doszło do przypadkowego pożaru, a on sam w tym czasie był w innym miejscu, w oddalonym o ok. 10 km zakładzie w Pawłowicach, w którym montował meble.

źródło:

Zobacz więcej