Platforma bezmyślnych i bezideowych [OPINIA]

„Żyjemy w czasach postoplitycznych, więc już nie musimy mieć programów i wizji” (fot. PAP/Adam Warżawa)

Polska ostatnich lat jest najlepszym przykładem, że skuteczną politykę trzeba robić na choć kilku zrealizowanych projektach i czytelnej tożsamości światopoglądowej.

„PiS z wyborów na wybory rozwija swoją kulturę organizacyjną, coraz więcej umie”

Prawo i Sprawiedliwość z wyborów na wybory rozwija swoją kulturę organizacyjną; PiS coraz więcej umie – podkreśla szef rządowego Centrum Analiz...

zobacz więcej

Jeszcze niedawno w polskich mediach furorę robiło pojęcie „postpolityczność”. Mniej i bardziej znani szarlatani polityczni, specjaliści od nietrafionych sondaży i prognoz wziętych z sufitu, które zwykle liberałom dawały wygraną, mówili, że żyjemy w świecie postpolitycznym. I że polityka współcześnie – tu wyuczonym gestem podnosili lewą dłoń do oprawki okularów, że niby tak się zamyślili i wymyślili – to marketing i tylko marketing.

Stąd na przykład uważali, że Tusk to produkt doskonały, idealnie trafiający w gusta aspirujących Polaków. A Kaczyński – wcale nie. I że PiS powinien go jak najczęściej „chować do szafy”. Z zażenowaniem czasem obserwowałem, że w te opowieści dziwnej treści wierzą nawet prawicowi publicyści i część propisowskiego elektoratu.

Była to, brzydko mówiąc, narracja prosta jak budowa cepa: żyjemy w czasach postpolitycznych, więc już nie musimy mieć programów i wizji, wystarczy, że przekonamy do siebie za pośrednictwem liberalnych mediów elektorat i wygrana zawsze nasza.

Rozleniwienie intelektualne Platformy pogłębiało się z roku na rok – wymownym symbolem tego, chyba mało czytelnym dla większości, było zniknięcie z polityki Jana Marii Rokity. Można go było nie lubić, można było pokpiwać z jego sznytu krakowskiego intelektualisty, ale on naprawdę wiedział, że robienie polityki ma swój ciężar gatunkowy, że to ciężki kawałek chleba, który daje jednak sytość, a nie jedynie kwestia przepakowywania coraz mniej świeżego towaru w coraz to nowe opakowania.

Jarosław Kaczyński: PiS gwarantuje, że w Polsce nie będzie podatku katastralnego

– Prawo i Sprawiedliwość gwarantuje, że w Polsce nie będzie podatku katastralnego. Wprowadzenie go doprowadziłoby do wywłaszczenia ogromnej części...

zobacz więcej

Czy może zatem kogoś dziwić, że w ostatnich latach po stronie liberałów jedyne polityczne dokonania to choćby Nowoczesna Ryszarda Petru, który wciąż śmiesząc uczy, że nie każdy powinien brać się za politykę? Nowoczesna wpadła już zresztą w strefę zgniotu i kończy jak każdy platformerski zderzak w tej dekadzie.

I czy kogoś może dziwić, że jedynym projektem liberalno-lewicowej opozycji była Koalicja Europejska, której jedynym programem był ten: jesteśmy anty-PiS-em, więc na nas głosujcie. Przecież tam nic nie było wewnętrznie spójne. I pod względem tożsamości politycznej poszczególnych podmiotów, i ich poglądów na rzeczywistość. Wreszcie, nie było tam niczego, co by świadczyło, że mają dalszą wizję polskiego rozwoju w świecie coraz bardziej dynamicznych zmian.

Czy to wina jedynie Platformy? Im dłużej przyglądam się w mediach społecznościowych wypowiedziom zwolenników/zwolenniczek tej partii, tym częściej mam wrażenie, że większość ich elektoratu niczego innego tak naprawdę nie oczekuje. To elektorat, który uwielbia chwalić się swoim wykształceniem, swoją racjonalnością, lepszą pozycją społeczną, większym obyciem w świecie, europejskością i czym tam jeszcze.

Ale tak naprawdę, przykro to nawet powiedzieć, elektorat liberalnej opozycji przypomina dzieci w grajdole, w którym wciąż powtarza się hasła o wspaniałości polskiej transformacji, o geniuszu Leszka Balcerowicza, i – oczywiście – konstytucji i demokracji.

PO jednak nie pomoże zalanej gminie. „Wały służyły tylko do kręcenia spotów”

Klub Platformy Obywatelskiej (w stołecznej radzie miasta) nie wyraził zgody na pomoc finansową gminie Wadowice Górne, która została zalana podczas...

zobacz więcej

Choć średnio rozgarnięty człowiek dobrze wie, że III RP od swoich początków była na bakier ze sporą częścią obecnie obowiązującej konstytucji. Żelazny elektorat Platformy chce, żeby ta partia właśnie taka była: bez kośćca, zorientowana na profity płynące ze sprawowania władzy, ale mało zatroskana o to, że Polska nie kończy się na stolicy i tych paru innych metropoliach.

Tak, elektoratowi lewicowo-liberalnemu na ogół ciężko też pojąć, że demokracja à la III RP była wariacją na temat systemu oligarchicznego z elementami demokratycznych procedur i głosowań.

Przede wszystkim dlatego, że liberalno-lewicowe elity III RP sporą część społeczeństwa miały za nic. Kompletnie za nic. I nie ma sensu temu zaprzeczać: bo właśnie o tym świadczy nagłe odkrycie przez Platformę i niemałą część lewicowych i liberalnych publicystów, że przecież w ogóle nie znają polskiej wsi, czy szerzej: problemów Polski B.

Lubnauer o fuzji z Platformą: Uwspólnienie przekazu. Wcześniej mówiła o „zdradzie”

Przejście do klubu PO-KO ośmiu posłów Nowoczesnej w grudniu 2018 r. było błędem; dziś czeka nas kampania przed wyborami parlamentarnymi, musimy...

zobacz więcej

Naiwnie wierzą, że w dwa, trzy miesiące uda im się nadrobić idące w dekady straty na tych rozległych obszarach kraju.

Ale co tym ludziom powiedzą? Że Balcerowicz miał zawsze rację? Że jedynym remedium na wszystko jest wolny rynek? Że trzeba zmienić pracę i wziąć kredyt? Że wcale nie znają pani Krysi Jandy i jej żartów w typie: „daj głos”? Albo że: „przepraszamy, żartowaliśmy z tym Jażdżewskim, to przypadkiem tak wyszło, a LGBT to właściwie tylko w Warszawie, bo Trzaskowski i Rabiej już tak mają”. Ale tak w ogóle – powiedzą – to my jesteśmy konserwatywni. Tylko bezobjawowo. I wcale nie uważamy, jak twierdził pewien zaprzyjaźniony z TVN socjolog, że najlepiej jeśli wasze dzieci wyjadą stąd za chlebem, to nie będą robić fermentu.

Nachodzi letnia kanikuła. Plaże nad Bałtykiem znów zapełnią się pięćsetplusami. Tymi pięćsetplusami, którymi tak pogardzają niektórzy liberalno-lewicowi celebryci i autorytety. Ale PiS, ten straszny PiS, nie pyta pięćsetplusów o poglądy; przelewy idą do wszystkich, którym gwarantuje to ustawa.

Rządzące ugrupowanie po prostu konsekwentnie realizuje ten element swojego programu. PiS nie każe ludziom wyjeżdżać z kraju za chlebem, jak im się w Polsce nie podoba. Może nie jest to jakiś skomplikowany projekt polityczny, ale to i tak o niebo więcej, niż jest w stanie zagwarantować bezideowa i bezmyślna opozycja, zakopana w wizjach Polski z czasów szokowej terapii.

Krzysztof Wołodźko

źródło:
Zobacz więcej