Pokaz mocy Polaków. Piłkarskie święto na Narodowym!

Na to czekali kibice: reprezentacja Polski zagrała dobrze, efektownie, w świetnym stylu pokonując Izrael (4:0). Po czterech meczach eliminacyjnych mamy komplet punktów, nie straciliśmy bramki i wszystko wskazuje na to, że drzwi na mistrzostwa Europy stoją przed nami otworem.

Tak grać nie możemy... Oceny Polaków po meczu z Macedonią

Mecz z gatunku: „do zapomnienia”. Polacy wygrali z Macedonią (1:0), ale dobry poziom prezentowali co najwyżej przez kilka minut. Błysnął...

zobacz więcej

Po meczu z Macedonią, mimo zwycięstwa (1:0), na reprezentację Polski spadła fala krytyki. Mało piłki w piłce, brak zaangażowania, słaba taktyka, zawodzący liderzy – nic w Skopje nie funkcjonowało tak jak powinno. – Męczyliśmy się sami ze sobą – mówił Robert Lewandowski, wyraźnie niezadowolony z tego, jak funkcjonuje zespół. Niektórzy piłkarze zapewniali co prawda, że „na dobrą grę przyjdzie jeszcze czas”, ale trudno było ten optymizm zrozumieć.

Teraz można.

To nie był wybitny mecz. Izrael nie jest rywalem z najwyższej półki. Wciąż wiele rzeczy wyglądało źle, ale widać było u Polaków „ząb”, widać było pomysł, radość z gry, radość ze wspólnego przebywania na boisku.

W porównaniu do starcia z Macedonią, Jerzy Brzęczek dokonał jednej zmiany: zamiast 4-5-1, zagraliśmy w systemie 4-4-2, a za Przemysława Frankowskiego od pierwszej minuty pojawił się Krzysztof Piątek. Roszada pozwoliła nie tylko na nieco bardziej ofensywne granie, ale i „uwolnienie” Piotra Zielińskiego, którego przesunięto na prawe skrzydło. Tam grać lubi, tam grać potrafi, na „dziesiątce” – gdzie wcześniej widział go selekcjoner – nie. Warto zapamiętać.

Dzięki Zielińskiemu, gra reprezentacji nabrała zupełnie innego rytmu. Akcje przechodzące prawym skrzydłem były płynne, widać było pomysł, sens, a i biegający po tej stronie Tomasz Kędziora prezentował się o niebo lepiej niż z Macedonią. Wszyscy skorzystali.

Pierwszy gol dla Polski, strzelony w 35. minucie, to też w dużej mierze zasługa Zielińskiego. Piłkę w środku pola przejął Krychowiak, pomocnik Napoli zbiegł z nią do boku, uspokoił sytuację, rozejrzał się i oddał do wychodzącego na pozycję Roberta Lewandowskiego. Kapitan, często w tym meczu cofający się w okolice linii środkowej, podał prostopadle do Kędziory, ten oddał do Piątka, który mocnym strzałem pod poprzeczkę nie dał bramkarzowi żadnych szans.

Końcówka pierwszej i początek drugiej połowy były dość niepokojące. Polacy oddali inicjatywę, a rywale pozwalali sobie na coraz więcej. Sprawę załatwiła jednak szybka kontra: Bartosz Bereszyński dojrzał pędzącego lewym skrzydłem Kamila Grosickiego, który natychmiast chciał oddać piłkę lepiej ustawionemu Lewandowskiemu. Plan popsuł jeden z obrońców, we wślizgu pomagając sobie jednak ręką. Sędzia nie miał wątpliwości: rzut karny. Czy rzeczywiście? Kontrowersyjna to kwestia, po interwencji VAR „jedenastki” mogło nie być... Ale że VAR-u podczas eliminacji nie ma, chwilę później „Lewy” podwyższył na 2:0.

Nim piłkarze z Izraela otrząsnęli się po tym ciosie, dostali kolejny. Piękne, cudowne, genialne zagranie Zielińskiego z prawego skrzydła efektownym strzałem z pierwszej piłki wykorzystał Grosicki, „kończąc” mecz. Wynik, tuż przed końcem, ustalił zmiennik, Damian Kądzior, korzystając z fatalnego błędu bramkarza.

4:0 i wspaniałe humory przed reprezentacyjnymi wakacjami. Polacy zrehabilitowali się po piątkowym pokazie nieudolności i umocnili na pozycji lidera grupy eliminacyjnej. Mistrzostwa o krok, który można zrobić już we wrześniu – zagramy wówczas ze Słowenią (6.09) i Austrią (9.09).

źródło:
Zobacz więcej