RAPORT

Imigranci na granicy z Białorusią

Uczta na mokradle, czyli roślina zjada kręgowca

Kapturnica purpurowa chwyta i zjada m.in. owady (fot. Shutterstock/Alice Heart)
Kapturnica purpurowa chwyta i zjada m.in. owady (fot. Shutterstock/Alice Heart)

Uczeni z Uniwersytetu w Guelph w stanie Ontario (Kanada) zdołali zaobserwować, jak popularna na północnym wschodzie kontynentu północnoamerykańskiego kapturnica purpurowa zwana też północną (Sarracenia purpurea) chwyta w – przekształcony z liścia – dzban i zjada nie tylko owady, ale i małe salamandry. To jedna z dwóch znanych kręgowcożernych roślin na świecie.

Cukrzyca typu I zaczyna się od hybrydowych limfocytów

W poszukiwaniu źródła chorób autoimmunologicznych, jak cukrzyca insulinozależna, badacze z Johns Hopkins University School of Medicine w Baltimore...

zobacz więcej

Roślina, tak ją definiujemy już w szkole podstawowej, jest samożywna. Cóż to oznacza? Że za pomocą energii słonecznej (którą „pułapkuje” dzięki zielonemu barwnikowi, chlorofilowi) i wody z solami mineralnymi, asymilując z powietrza dwutlenek węgla, jest w stanie utrzymać się przy życiu. Niczego, w ramach tej szkolnej definicji, nie zjada. Przynajmniej w takim rozumieniu, w jakim czynimy to my i miliony innych gatunków organizmów cudzożywnych.

My nie mamy zielonego czy innego barwnika pozwalającego na fotosyntezę, wymagamy najedzenia się związkami organicznymi, aby pozyskać energię z ich rozkładu oraz zrobić z nich inne związki organiczne – nasze własne. Nie najemy się dwutlenkiem węgla. Rośliny i owszem – bo potrafią go zredukować i wbudować w tworzone szkielety węglowe związków organicznych tworzące ich własne organizmy. Z natury rzeczy zatem to my zjadamy rośliny, a nie one nas.

Uogólnienie to jednak, jak każde, nie jest pozbawione wyjątków. Są nimi np. rośliny pasożytnicze, jak jemioła czy występujący w górach gniadosz okółkowy. Nadal mają one chlorofil, ale czegoś im jednak w organizmach brak. Żyją nie tylko słońcem i dwutlenkiem węgla oraz wodą z solami, ale dosłownie wysysając soki z innych roślin. Innym, niezmiernie zachwycającym i podziwianym w ogrodach botanicznych wyjątkiem są rośliny mięsożerne, zwane najczęściej, choć nieprawidłowo, owadożernymi. Ich niezwykłym sposobem życia zachwycał się już Charles Darwin, który poświęcił im jedno ze swoich studiów, określając „najcudowniejszymi roślinami na świecie” (Darwin C, R, „Insectivorius plants”, Londyn: John Murray, 1875).

Dlaczego samożywne rośliny pożerają mięso, dlaczego zostają drapieżnikami? Głównie dlatego, że brak im azotu. Ten pierwiastek biogenny jest niezbędny tak do powstawania białek, jak i kwasów nukleinowych (DNA i RNA). Czyli bez niego nie ma życia. Środowisko jednak, niektóre gleby, bywają w azot bardzo ubogie. Bo są skaliste albo kwaśne, podmokłe, o nikłym dostępie tlenu, gdzie nie chcą występować bakterie zapewniające obieg azotu w przyrodzie, więc brak go w formie przystępnej dla roślin. Bo jednym słowem są mokradłami. Skoro nie da się azotu pobrać korzeniami, trzeba go złapać „paszczą”.

Co łączy drzewa w lesie?

Ekologom udało się zmapować życie podwójnie niewidoczne dla naszych oczu: raz, że mikroskopijne, dwa – że podziemne. Setki tysięcy gatunków...

zobacz więcej

Potrzeba była matką tego roślinnego wynalazku. Wśród dziś żyjących i poznanych 300 tys. gatunków roślin naczyniowych, czyli od mchów po dęby i storczyki, drapieżców jest jakieś 700 gatunków. Reprezentują 17 rodzajów należących do 10 rodzin. Z sześciu rzędów, czyli wyższej jednostki taksonomicznej, gdzie się je sytuuje, tylko jeden należy do roślin jednoliściennych (rząd wiechlinowców), reszta to rośliny dwuliścienne. Nie ma zatem drapieżnych sosen, cebul czy irysów.

Ten horror na mokradłach jest rozpisany na goździkowce (tu znajdziemy znaną dość powszechnie rosiczkę czy dzbanecznika), szczawikowce, jasnotowce oraz wrzosowce. To do nich należy opisywana przeze mnie bohaterka artykułu uczonych kanadyjskich w najnowszym numerze czasopisma „Ecology”, odżywiająca się także drobnymi kręgowcami.

W dotąd obserwowanych sytuacjach owe mięsożerne rośliny przywabiały do swych specjalnie w tym celu wykształconych organów trawiących (najczęściej przekształconych liści) ciekawskie owady i pajęczaki, czasem niewielkie skorupiaki, czyli bezkręgowce.

Organ taki pozwala ofierze wejść do środka, ale uniemożliwia wyjście. U kapturnicy purpurowej liść przekształca się w rodzaj dzwonowatego pucharu, gdzie schwytany obiekt tonie w zgromadzonej deszczówce i spokojnie powolutku się rozkłada na słoneczku, dzięki enzymom trawiennym produkowanym tam przez roślinę, po czym jest wchłaniany.

Od kilkudziesięciu lat mokradła w pobliskim Algonium Park były szczegółowo badane, obserwowane i fotografowane. Tak przez specjalistów jak i miłośników natury. To wszak najstarszy park stanowy w Kanadzie. Nikt jednak wcześniej nie zaobserwował, że najpopularniej występująca w podmokłej części tego parku powszechnie kapturnica kiedykolwiek miała w dzbanie coś więcej niż muchę.

Potrzeba było zatem dociekliwego studenta, który w lecie 2017 roku istotnie pochylił się solidnie nad kapturnicą na ćwiczeniach terenowych z ekologii, i znalazł w jednej z roślinnych pułapek małą salamandrę. Następnej jesieni na eksplorację kapturnic na moczarach na terenie Algonium Park udał się już zespół naukowców i ustalił, że w co piątym dzbanie jest jedna albo więcej salamander, każda z nich wielkości palca. Było ich wiele, bo to akurat moment w ciągu roku, gdy salamandry przeobrażają się z postaci larwalnej w dorosłą i zaczynają po mokradłach maszerować, a nie tylko pływać. Paradoksalnie, prawdopodobnie najczęściej znalazły śmierć w dzbanie roślinnego drapieżnika, gdyż same chciały skonsumować uwięzionego w nim owada. Na tych mokradłach nie ma ryb i salamandry są tam głównymi drapieżnikami łańcucha pokarmowego. Być może też czasami zapędziła je w mięsożerna pułapkę chęć ucieczki przed większym drapieżnikiem mającym nogi, a nie liście, na przykład ptakiem.

Jakkolwiek nie było, salamandry dawały oznaki życia z dna trawiennego kielicha kapturnicy od 3 do 19 dni. Podobne wyczyny, czyli objadanie się kręgowcami, zostało dotąd, 10 lat temu, udokumentowane jedynie dla dzbanecznika radży (Nepenthes rajah). Jego populacja żyje w bezwzględnie chronionej części Parku narodowego Kinabalu na północy Borneo (Malezja). Rośnie na ubogich górskich glebach serpentynowych i ma wielki, leżący na ziemi dzban. Do którego i mysz wbiegnie i żaba wskoczy. Wypada się zgodzić z Darwinem, że przeciekawy jest świat roślin, które muszą polować, by żyć.



Magdalena Kawalec-Segond

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej