„Ludzie chcą, żeby artysta ich porwał”. Wyjątkowa rozmowa z Anną Szarek o Perle Baroku

Anna Szarek, twórca Międzynarodowego Festiwalu „Perła Baroku – Koncerty Mistrzów” (fot. perlabaroku.pl)

– Będzie Bach, Moniuszko, Marcello, a potem… Whitney Houston i Muminki. Tu nie ma mowy o nudzie – mówi w rozmowie z portalem tvp.info Anna Szarek, twórca Międzynarodowego Festiwalu „Perła Baroku – Koncerty Mistrzów”, którego XII edycja rozpocznie się w niedzielę, 9 czerwca. Artystka opowiedziała nam o idei festiwalu, przełamywaniu stereotypów związanych z muzyką klasyczną i pomocy w rozwoju młodych artystów.

Wiele gwiazd na festiwalu w Opolu. Wzięły udział w konferencji w TVP

Już 14 czerwca rozpocznie się 56. edycja Krajowego Festiwalu Polskiej Piosenki w Opolu. W Telewizji Polskiej odbyła się konferencja prasowa z...

zobacz więcej

Jak powstała idea festiwalu?

Wszystko zaczęło się 12 lat temu, gdy zdecydowałam się na przeprowadzkę z Gdańska. Przejeżdżałam przez Kobyłkę i zobaczyłam piękną, barokową bazylikę. Weszłam do środka i się zachwyciłam. Zaparło mi dech w piersiach. Pomyślałam, że zrobię tu festiwal. Od dzieciństwa byłam zakochana w muzyce, zachwycałam się występami. Wiedziałam, że ludzie mający inną pracę, prowadzący inne życie nie mieli możliwości być tak blisko muzyki, zachwycać się nią. Pragnęłam wprowadzić innych ich w ten świat.

Co wyjątkowego przyniesie XII edycja?

Ta edycja wypada w 200. rocznicę urodzin Stanisława Moniuszki, promowanie jego muzyki to jest bardzo piękna idea. Szczególnie, że Moniuszko szerokiej publiczności nie jest dobrze znany. Najpiękniejsze jest to, że będzie można ludziom opowiedzieć – przy okazji tych urodzin – jaki to był wspaniały człowiek. Pracowity, organizator kultury, który tak się starał, przejmował, pisał przepiękne opery. Wierzę, że publiczność się w nim zakocha.

Na co Pani zwraca uwagę przy planowaniu i organizacji festiwalu?

Robię wszystko, żeby publiczność czuła się swobodnie w kontakcie z kulturą. Jak kiedyś powiedziała Coco Chanel „luksus musi być wygodny, inaczej nie jest luksusem.” I właśnie taką wygodę od zawsze chciałam ludziom zagwarantować.

Gdańsk bohaterem festiwalu kultury polskiej w Rzymie

„Gdańsk – wolne miasto” – to hasło rozpoczynającej się w sobotę 17. edycji festiwalu kultury polskiej Corso Polonia w Rzymie. – Zachęcamy Włochów,...

zobacz więcej

Udało się?

Po 4-5 latach przestaliśmy robić przerwy, bo był taki tłum ludzi, że nikt nie chciał wychodzić na przerwę. Każdy pilnował krzesła. Nie jest tak, że wszystko co się nazywa muzyką klasyczną jest dobre, to nieprawda. Ja wiem, co chce usłyszeć moja publiczność i to im daję. Niektóre dzieła powstają dla koneserów, do analizy kompozytorskiej, ale nie są przyjemne do słuchania na koncertach. Człowiek, który przychodzi na koncert siada na krześle i mówi do artysty „otwieram przed Tobą swoje serce, chcę się wzruszyć, chcę żebyś mnie porwał, chcę to pamiętać”. Przedstawiam muzykę jako kobietę, która jest tak pociągająca i porywająca, że nie da się jej oprzeć.

Ciężko było na początku?

Trzeba było wszystko zbudować własnymi rękami. Do pierwszego festiwalu musiałam dołożyć własne oszczędności. Kiedy coś bardzo kochasz, robisz wszystko, żeby powstało, chcesz się podzielić z ludźmi. Kiedy angażujesz się społecznie, to nie liczysz kosztów, bo wiesz że z tego zaangażowania są największe zwroty. Może dlatego ten festiwal jest teraz taki kochany, bo powstawał bez kalkulacji. Powstał żeby przekonać ludzi, że mogą pokochać muzykę. Powstał z pragnienia i miłości.

Ma Pani ambicję przekonać do muzyki ludzi, którym wcześniej była ona obca?

Spotkałam się w życiu z wieloma ludźmi, którzy mówili, że im słoń na ucho nadepnął. Nie wiem, kto im taką krzywdę zrobił, że w to uwierzyli. Tu nie ma co się znać, to trzeba poczuć. Wszystko jedno jaka to jest muzyka. Mieszamy muzykę w sposób absolutnie maksymalny. Dzisiaj będzie Bach, Marcello, a potem Muminki z najnowszego serialu oraz Whitney Houston.

Orchestron: Gromee wraz z Orkiestrą Akademii Beethovenowskiej w Warszawie

Po niezwykłym sukcesie premiery Orchestonu i wypełnionej po brzegi sali ICE Kraków Congress Centre, Gromee wraz z Orkiestrą Akademii...

zobacz więcej

Na festiwalu pojawiają się młodzi debiutanci.

Widzę jak młodzi artyści walczą o swoją przestrzeń. O to, żeby być rozpoznawalnym, ale tu nie chodzi o egoizm. Tu chodzi o to, że artysta, jego muzyka i sztuka tego potrzebują. Ja po prostu wiem, widzę i czuję, kto jest tego wart. Pojawienie się na plakacie festiwalu „Perła Baroku” to dla młodego człowieka wielkie wydarzenie. Dlaczego miałabym tego dla nich nie zrobić? Chcę takie osoby pokazywać.

Czy pojawiają się również zagraniczni artyści?

Akurat koncerty debiuty są zarezerwowane dla Polaków, mieszkamy na tej ziemi i chcę, żeby nasze dzieciaki dostawały od nas wsparcie. Zdarzało się w poprzednich latach, że spotykałam się z młodymi artystami i mówiłam „wow”, ale nie miałam przestrzeni na festiwalu, aby go zaprosić. Minęły 3-4 lata i ten człowiek rozwinął się tak, że nawet nie pytam go dziś o honorarium.

Jakie szczególne występy Pani wspomina?

Mieliśmy taką przyjemność, że w 2009 roku 15-letni Szymon Nehring grał u nas półrecital chopinowski. Byłam nim zachwycona. Cudownie widzieć coś takiego, cieszę się, że moja publiczność może coś takiego zobaczyć, doświadczyć, obserwować festiwalowych artystów i mentalnie ich wspierać.

Kogo Pani zaprasza na swoje festiwale? Jaki jest „target”?

Zapewniam, że każdy człowiek zna się na sztuce. Przecież wie co lubi, co czuje. Z tego przekonania wyszło to bezinteresowne zaangażowanie, bo chciałam ludziom coś pięknego podarować, coś na czym sama się znam i wiem, że może zachwycać, osłodzić życie. Ludzie ciężko pracują, potrzebują, żeby ich zaprosić na takie święto. Żeby było pięknie, żeby się błyszczało, żeby się zrelaksować.

Czuje Pani więź ze swoją publicznością?

To jest już wspólnota. Ważne jest dla mnie, że od początku trwania festiwalu zapraszamy tutaj całe rodziny, żeby w ten sposób mogli spotykać się ze sztuką i budować więzi między sobą. Przychodzą ludzie, którzy nie chcą analizować, czy się znają na muzyce klasycznej czy nie. Usłyszałam kiedyś przypadkiem, jak mówił młody człowiek po koncercie: „Pierwszy raz poszedłem na taki koncert, odpadają mi ręce, w życiu tak nie klaskałem”.

źródło:
Zobacz więcej