Algieria i Sudan: Prodemokratyczna rewolucja wciąż trwa

Demonstracja w Algierze, 7 czerwca br. (fot. PAP/ EPA/MOHAMED MESSARA)

Zarówno Algierczycy, jak i Sudańczycy nie zadowolili się rzuceniem na pożarcie dyktatorów, przeciwko którym kilka miesięcy temu rozpoczęli swoje protesty. Mieszkańcy obu tych północnoafrykańskich krajów arabskich chcą rzeczywistych zmian i nie ufają władzom tymczasowym, złożonym z ludzi związanych z rządzącymi tam od dekad reżimami.

Prezydent Algierii złożył rezygnację

Prezydent Algierii Abdelaziz Buteflika złożył rezygnację z urzędu. Zrobił do wysyłając pismo do Rady Konstytucyjnej – podała we wtorek wieczorem...

zobacz więcej

Druga Arabska Wiosna nie przykuwa tyle uwagi, co ta pierwsza, która miała miejsce osiem lat temu. Tymczasem wszystko wskazuje na to, że Sudańczycy i Algierczycy odrobili lekcję historii najnowszej świata arabskiego i nie chcą pozwolić na to, by ich początkowy sukces został zawłaszczony lub zniweczony np. przez wojnę domową lub ingerencję możnych sponsorów, takich jak Arabia Saudyjska.

Bezkrwawe protesty w Algierii

W Algierii, państwie z jedną z najsilniejszych armii w świecie arabskim, a także relatywnie (w stosunku do innych krajów północnoafrykańskich) rozwiniętą gospodarką, protesty, które zaczęły się w lutym, mają jak dotąd całkowicie bezkrwawy przebieg i niewiele wskazuje, by miało to ulec zmianie.

Algierski reżim nie należał do szczególnie brutalnych. W kraju formalnie odbywały się wybory i działał wielopartyjny parlament, ale system dbał o to, by w wyborach prezydenckich wygrał ten, kto miał wygrać. A to prezydent sprawuje tam faktyczne rządy. Od 20 lat był nim Abdelaziz Buteflika, który jednak od czasu wylewu krwi do mózgu w 2013 r. prawie nie pojawiał się publicznie, nawet w czasie kampanii o czwartą reelekcję.

System władzy w Algierii oparty był na dwóch partiach: dominującego od czasu wygranej w 1962 r. wojny z Francją o niepodległość Narodowego Frontu Wyzwolenia oraz stworzonego w latach 90-tych (w trakcie wojny domowej z islamistami, którzy w 1991 r. wygrali unieważnione później przez wojsko wybory) przez ówczesne wojskowe władze Algierii Zgromadzenia Narodowo-Demokratycznego. I system ten był totalnie przeżarty korupcją.

Iskrą, która doprowadziła do wybuchu społecznego niezadowolenia, było ogłoszenie przez Buteflikę (a raczej w jego imieniu) zamiaru kandydowania w tegorocznych wyborach prezydenckich na piątą już kadencję. Najpierw 12 marca spadła głowa trzykrotnego premiera Ahmeda Ouyahii, a niespełna miesiąc później, tj. 2 kwietnia, rezygnację złożył Buteflika. W nowej sytuacji postanowiono przełożyć zaplanowane na 18 kwietnia wybory prezydenckie. Nowy ich termin wyznaczono na 4 lipca. Tymczasowym prezydentem został – zgodnie z algierską konstytucją – 77-letni przewodniczący parlamentu Abdelkader Benselah, a premierem Nureddin Bedoui, obaj ściśle związani z dotychczasowym systemem. Faktyczne rządy przejął jednak głównodowodzący algierskich sił zbrojnych gen. Ahmad Gaid Salah. Mimo że Benselah zgodnie z konstytucją nie może kandydować na prezydenta Algierii, to w kolejnych protestach demonstranci konsekwentnie żądają jego ustąpienia i odsunięcia wszystkich ludzi związanych z dotychczasowym reżimem. Negocjacje chcą natomiast prowadzić wyłącznie z gen. Salahem, a nie z rządem.

Antyprezydenckie demonstracje. Milion Algierczyków wyszło na ulicę

Algierska policja zatrzymała w piątek 195 osób biorących udział w demonstracjach – podała państwowa telewizja. Według niepotwierdzonych informacji...

zobacz więcej

Odwołane wybory i aresztowania

Gen. Salah również deklaruje, że nie chce sięgać po władzę i że wojsko zamierza ograniczyć się do wykonywania swoich konstytucyjnych obowiązków. Ale 2 czerwca władze Algierii musiały odwołać wybory z powodu braku kandydatów, co również uważane jest za zwycięstwo opozycji, która nie miała dość czasu, by się przygotować. Choć początkowo formularze zgłoszeniowe wzięło ponad 70 osób, to ostatecznie zarejestrowało się tylko dwóch całkowicie nieznanych pretendentów. Ich kandydatury zostały unieważnione ze względu na niezebranie wystarczającej liczby podpisów. Natomiast związany z rządzącym Narodowym Frontem Wyzwolenia b. generał Banzahia Lakhdar w ostatniej chwili wycofał swoja kandydaturę.

Taka sytuacja wynika ze słabości algierskich partii politycznych. Najsilniejszym ugrupowaniem jest związany z Bractwem Muzułmański islamistyczny Ruch Społeczny na rzecz Pokoju, a największa świecka partia opozycyjna w ostatnich wyborach uzyskała raptem 4 proc. Protestujący mają jednak świadomość, że liczy się nie tylko to, jak ludzie będą głosować, ale również kto będzie liczył te głosy. Dlatego domagają się czystki w instytucjach odpowiedzialnych za organizację wyborów i przejęcia władzy tymczasowej przez osoby niezwiązane z dotychczasowym reżimem.

Algierska opozycja odniosła też ogromne sukcesy innego rodzaju. Na początku maja algierska policja aresztowała Saida Bouteflikę, wszechwładnego dotąd brata obalonego prezydenta, a także dwóch byłych szefów bezpieki. Nieco później kolej przyszła na jednego z najbogatszych Algierczyków, Alego Haddada (oczywiście blisko związanego z dotychczasowymi władzami), a w maju wszczęto postępowanie przeciwko dwóm b. premierom, Ahmedowi Ouyahii oraz Abdelmalekowi Salalowi, a także czterem byłym ministrom.

Jeszcze miesiąc temu najbardziej prawdopodobnym scenariuszem rozwoju wydarzeń w Algierii był lekki lifting reżimu, jego odmłodzenie i wybór nowego, młodszego przywódcy, który rządziłby kolejne dwie dekady. Jednak protestujący do tego nie dopuścili, choć pełna demokratyzacja Algierii nie jest przesądzona. Niektórzy komentatorzy obawiają się, że algierskie władze będą chciały rozbić opozycję, wciągając do współpracy jej część. Zwraca się też uwagę, że spodziewana liberalizacja gospodarki, według zaleceń międzynarodowych instytucji finansowych, doprowadzi do kolejnego wybuchu w przyzwyczajonym do subsydiów społeczeństwie i w rezultacie do przywrócenia starych porządków.

Sudan: Powstała Tymczasowa Rada Wojskowa, na czele minister obrony

Minister obrony Sudanu Awad Mohamed Ahmed ibn Auf został przewodniczącym Tymczasowej Rady Wojskowej, która ma rządzić tym krajem w dwuletnim...

zobacz więcej

Sudańska rewolucja i przewrót wojskowy

Bardziej dramatyczny jest rozwój sytuacji w Sudanie, kraju znacznie biedniejszym i bardziej zacofanym. Tam panujący przez ostatnie 30 lat reżim był o wiele bardziej brutalny, a na wielu jego przedstawicielach, z obalonym na początku kwietnia prezydentem Omarem al-Baszirem na czele, ciążą zarzuty zbrodni przeciwko ludzkości. Dotyczą one przede wszystkim masakr w Darfurze, popełnianych przez prorządowe oddziały w konflikcie trwającym od 2003 r. Po ustąpieniu Baszira władzę przejęła wojskowa junta, a on sam trafił do aresztu. Pierwszy lider junty, gen. Ahmed Awad ibn Auf, na którym również ciążą zarzuty zbrodni wojennych, ustąpił po jednym dniu. Zastąpił go gen. Abdel Fattah al-Burhan, który był uważany za „czystszego”. Protesty w Sudanie były również relatywnie bezkrwawe, choć w pierwszej ich fazie zginęło kilkadziesiąt osób.

Po obaleniu Baszira pojawiło się jednak zagrożenie, że reżim wykorzysta brak jednoznacznego przywództwa protestów i co prawda rzuci Baszira na pożarcie, ale wszystko pozostanie po staremu, z nowym wojskowym przywódcą. Tymczasem Sudan ma tradycje demokratyczne. Przed przejęciem władzy przez Baszira w 1989 r. rządził tam cywilny rząd, wyłoniony w demokratycznych wyborach parlamentarnych. Kluczową kwestią było (i nadal jest) to, ile ma potrwać okres przejściowy i kto ma w jego trakcie rządzić.

Początkowo rozmowy szły dobrze, przedstawiciele opozycji mówili o rosnącym wzajemnym zaufaniu, więźniowie polityczni zaczęli być zwalniani, a junta deklarowała wolę przekazania władzy cywilom. Dotychczas rządząca Partia Kongresu Narodowego miała być wyłączona z rządu tymczasowego, natomiast wojsko miało zachować kontrolę nad ministerstwem obrony oraz spraw wewnętrznych. Do więzienia, oprócz Baszira, trafiło też kilku innych przedstawicieli reżimu, w tym b. minister spraw wewnętrznych.

Sudan: Według danych resortu zdrowia w zajściach zginęło 46 osób

W zajściach, do jakich doszło w Chartumie w związku z rozkręceniem spirali przemocy, zginęło co najwyżej 46 osób, a nie 108, jak utrzymuje grupa...

zobacz więcej

Krwawy zwrot w kierunku wariantu egipskiego?

W połowie maja ogłoszono zawarcie wstępnego porozumienia między wojskiem a opozycją. Zakładało ono trzyletni okres przejściowy, po którym zorganizowane miałyby być demokratyczne wybory parlamentarne. Do tego czasu krajem miałby administrować rząd o mieszanym, cywilno-wojskowym składzie. Miałby być również powołany parlament złożony z 300 członków, w tym 200 przedstawicieli opozycji. W ciągu pierwszych 6 miesięcy kluczową kwestią miało być doprowadzenie do pokoju z rebeliantami w Darfurze, Niebieskim Nilu i Kordofanie.

Kontrowersje budziła jednak kwestia składu rady zarządzającej, która przejęłaby kompetencje prezydenta. Tymczasem sytuacją w Sudanie interesuje się również Arabia Saudyjska oraz jej sojusznik Egipt. W Egipcie po tym, jak w 2011 r. obalony został reżim Hosni Mubaraka, władzę przejęło islamistyczne Bractwo Muzułmańskie. Rządy islamistów doprowadziły do nowych protestów i obalenia rządów Bractwa Muzułmańskiego przez wspierany przez Saudów wojskowy przewrót. W rezultacie do władzy doszedł gen. Abdel Fateh al-Sisi, który wybił Egipcjanom demokrację z głów.

Różnica między Sudanem a Egiptem jest taka, że islamiści z Bractwa Muzułmańskiego popierali reżim Baszira, natomiast wśród postulatów opozycji są również np. prawa kobiet. Warto dodać, że bilans 30-letnich rządów Baszira jest fatalny: secesja południowego Sudanu, rebelie w trzech innych prowincjach, korupcja i bieda. Z punktu widzenia Arabii Saudyjskiej kluczowe znaczenie ma jednak to, że Sudan dostarczał dotychczas młodych chłopców na front w Jemenie, gdzie Saudowie toczą wojnę przeciw wspieranym przez Iran Huthim. Na początku 2019 r. Baszir zaczął natomiast reorientować się na regionalnych rywali Saudów, tj. Turcję i Katar.

Dla Saudów i sąsiedniego Egiptu z całą pewnością najlepszym rozwiązaniem byłaby implementacja w Sudanie wariantu egipskiego. O wzrastającym prawdopodobieństwie takiego scenariusza świadczył też fakt, że nowy wojskowy lider Sudanu, gen. al-Burhan, udał się w swoją pierwszą podróż zagraniczną do Egiptu. Opozycja, zdająca sobie sprawę z takiego zagrożenia, kontynuowała jednak protest okupacyjny wokół kwatery głównej sudańskiego wojska. Niestety, 3 czerwca wojsko dokonało tam masakry, w której zginęło ponad 100 osób. W ciągu następnych dni wojsko ogłosiło, że wszelkie wcześniejsze porozumienia z opozycją są nieaktualne, ale rozmowy będą kontynuowane. Wewnątrz junty pojawiły się jednak naciski na gen. al-Burhana, by podał się do dymisji, co on sam zdecydowanie wykluczył. Po masakrze Sudan został też zawieszony w prawach członka Unii Afrykańskiej. Do Chartumu udał się jednak premier sąsiedniej Etiopii, który zaoferował mediację między wojskiem i opozycją.

Trudno dziś przewidzieć, czy protesty w Sudanie i Algierii skończą się sukcesem, czyli demokratyzacją tych krajów, czy też porażką, tj. niewielkim liftingiem i utrzymaniem status quo. Demokratyzacja tych krajów miałaby jednak ogromne znaczenie dla przyszłości całego świata arabskiego. I dlatego właśnie niewątpliwie przez wiele arabskich reżimów postrzegane jest to jako śmiertelne zagrożenie.


Witold Repetowicz

źródło:
Zobacz więcej