Futbol na „nie”. Piątek znów uratował Polaków

Polacy po raz kolejny nie zachwycili... (fot. PAP/EPA/GEORGI LICOVSKI)

Dwie wiadomości: dobra i zła. Dobra: Polacy pokonali Macedonię (1:0) i zrobili kolejny duży krok w stronę mistrzostw Europy. Zła: z taką grą na żadnym wielkim turnieju nie mamy czego szukać. Bohaterem, kolejny już raz, został rezerwowy Krzysztof Piątek, po którego strzale (?) padł jedyny gol w meczu.

Krzysztof Piątek wziął ślub. Wesele nowożeńcy urządzili na zamku joannitów

Reprezentant Polski w piłce nożnej i zawodnik AC Milan Krzysztof Piątek zmienił stan cywilny. Ślub odbył się w kościele w Łagowie, a wesele – na...

zobacz więcej

Marcowymi zwycięstwami z Austrią (1:0) i Łotwą (2:0) Jerzy Brzęczek „kupił” sobie trochę spokoju. Uznano gdzieś, być może całkiem rozsądnie, że eliminacje mistrzostw Europy to nie konkurs piękności, a od stylu ważniejsze są zdobyte punkty. Te się zgadzały, więc na wiele spraw przymknięto oko. Zewsząd apelowano, by „dać selekcjonerowi pracować”, a z ocenami poczekać co najmniej kilka miesięcy.

Czy to już odpowiedni czas? Nie wiadomo. Wiadomo natomiast, że na grę reprezentacji Polski długimi fragmentami... nie dało się patrzeć. Trudno przypomnieć sobie gorsze 45 minut w wykonaniu naszych Orłów. Nie będzie zresztą przesadą stwierdzenie, że gorzej grać się po prostu nie dało.

Ani pomysłu, ani umiejętności, ani nawet chęci. Robert Lewandowski przewracał się przy każdym kontakcie z rywalami, boczni obrońcy funkcjonowali tylko w rozpisce taktycznej, a skrzydłowi zdawali się dośrodkowywać wyłącznie na oślep. Brzęczek zrezygnował z Krzysztofa Piątka i Arkadiusza Milika, by wzmocnić środek pola, ale Krychowiak i Klich po raz kolejny nie byli w stanie spełnić oczekiwań. Trzeba wyjątkowo dobrej woli, by kogokolwiek za ten fragment gry pochwalić. Było bardzo źle.

I nie: w przerwie wcale nie zadziałał „efekt czarodziejskiej różdżki”. Zmieniło się niewiele, poza tym, że za fatalnego Przemysława Frankowskiego wszedł Piątek. Napastnik Milanu po raz kolejny potwierdził, że czego jak czego, ale instynktu strzeleckiego mu nie brakuje: zamieszanie w polu karnym po rzucie rożnym, złe wybicie obrońcy, próba przewrotki... Piłka dotoczyła się do bramki, choć po Piątku próbowali ją jeszcze trącić i Lewandowski, i Glik. Uroczy obraz naszej bezradności, zakończony – na szczęście – szerokimi uśmiechami i golem.

Tyle dobrego. Polacy zdawali się przez moment być na fali, Grosicki miał nawet szansę podwyższyć prowadzenie, ale po dobrym podaniu Klicha minimalnie przestrzelił. Potem wszystko wróciło do smutnej normy: rywale atakowali, a gwiazdy Bayernu, Monaco, Southampton czy Leeds skupiały się głównie na bronieniu korzystnego rezultatu. Misja się udała, ale chluby ten mecz na pewno naszym piłkarzom nie przynosi. Wręcz przeciwnie.

Okazja na rehabilitację już w poniedziałek (10.06). Na Stadionie Narodowym Polacy podejmą Izrael.

źródło:
Zobacz więcej