Karuzela zbrodni

Kim Dzong Un nie cofa się przed fizyczną eliminacją wrogów (fot. arch. SEONG JOON CHO/POOL)

Próby traktowania Kim Dzong Una po ojcowsku przez prezydenta USA Donalda Trumpa nie przyniosły żadnego rezultatu. Można odnieść wrażenie, że pomogły jedynie dyktatorowi Korei Północnej w pewnym obłaskawieniu społeczności międzynarodowej. Polityka faktycznie przynosi żniwo, ale krwawe – dyktator znów zaczął mocniej oddawać się swojej żądzy mordowania podwładnych.

Wielki Brat patrzy. Ponura rzeczywistość Korei Północnej

Bezwzględny totalitarny reżim czy tylko chwiejący się bezduszny system tuż przed upadkiem? Jaki jest stan dyktatury w Korei Północnej to obecnie...

zobacz więcej

„Wszystkie książki o wszystkich rewolucjach zaczynają się od rozdziału, który mówi o zgniliźnie władzy upadającej albo o nędzy i cierpieniach ludu. A przecież powinny one zaczynać się od rozdziału z dziedziny psychologii – o tym, jak udręczony, zalękniony człowiek nagle przełamuje strach, przestaje się bać. Powinien być opisany cały ten niezwykły proces, który czasem dokonuje się w jednej chwili, jak wstrząs, jak oczyszczenie. Człowiek pozbywa się strachu, czuje się wolny. Bez tego nie byłoby rewolucji” – napisał w reportażu „Szachinszach” wybitny badacz mechanizmów władzy Ryszard Kapuściński.

Wątpliwe, by Kim Dzong Un czytał dzieło naszego pisarza, ale dyktatorskie vademecum ma w małym palcu. Doskonale wie, że wolność jednostki i pozbycie się przez nią strachu jest ostatnim, czego potrzebuje reżim, dlatego niezwykle skutecznie dozuje lekarstwo zapobiegające – terror.

W ostatnim okresie – po pewnym dyplomatycznym otwarciu – Kim ponownie rozkręcił karuzelę zbrodni w swoim lennie. Świadczą o tym doniesienia o kolejnych mordach. Oczywiście zdani jesteśmy na relacje z drugiej ręki, informacje wywiadu, echo, ale i w tym przypadku można wyodrębnić pewne fakty, wczuć się w atmosferę panującą na dworze jaśnie oświeconego.

Efekt paraliżujący

Doniesienia te dają nam pewien wgląd w psychikę patologicznej jednostki i pielęgnowany przez nią reżim oparty na jednej z najbardziej zbrodniczych ideologii. Znacznie większy wpływ mają one na mieszkańców Korei Północnej. Nawet, jeżeli nie docierają do nich bezpośrednio te straszliwe informacje, to muszą trafiać pogłoski, że coś, gdzieś, kogoś – jak fale na wodzie, coraz dalej, interferują. Ich echo rezonuje w umysłach. Na tym również korzysta reżim, daje to bowiem efekt paraliżujący.

Półroczny kurs na dyktatorową. Kim jest żona Kima?

Ostatnia niespodziewana wizyta Kim Dzong Una w Pekinie daje realną perspektywę uspokojenia sytuacji na Półwyspie Koreańskim i obniżenia rosnącego...

zobacz więcej

Kapuściński. „Strach: zaborcze, żarłoczne zwierzę, które w nas siedzi. Nie daje o sobie zapomnieć. Ciągle nas obezwładnia i torturuje. Ciągle domaga się strawy, ciągle musimy go karmić. Sami dbamy, aby pożywienie było najlepsze. Jego ulubione potrawy to – ponure plotki, złe wieści, paniczne myśli, koszmarne obrazy. Spośród tysiąca plotek, wieści i myśli wybieramy zawsze najgorsze, a więc te, które strach najbardziej lubi. Aby go zaspokoić, aby ugłaskać potwora”.

W odróżnieniu od racjonalnej dystrybucji dóbr, dbania o rozwój gospodarczy, reżim Kima jest najbardziej skuteczny, jeżeli chodzi właśnie o głaskanie potwora. Ostatnio – jeżeli wierzyć doniesieniom – w kraju przywrócono barbarzyńską regułę publicznych egzekucji. Jak donosi Radio Wolna Azja, doszło do niej w mieście Chongijn, stolicy prowincji Hamgyong Północny, a więc nie byle gdzie. Spędzono kilkadziesiąt tysięcy obywateli – prosto z fabryk, szkół i bloków – żeby przyglądali się temu makabrycznemu widowisku.

Publiczne egzekucje są czasem stosowane w Chinach wobec sprawców najcięższych przestępstw – mordów, obrotu narkotykami – ale w Korei Północnej zbrodniarkami były dwie „wróżki”. Trzecia z oskarżonych kobiet uniknęła kary śmierci, ale usłyszała wyrok dożywocia, co zgodnie z północnokoreańską praktyką penitencjarną oznacza, że wkrótce dołączy do swoich towarzyszek. Oparta na marksizmie-leninizmie ideologia dżucze tak walczy z ciemnotą i zabobonem ludu, prowadząc go ku świetlanej przyszłości.

Kobiety miały należeć do tzw. Grupy Siedmiu Gwiazd (Chilsungjo). Rzekomo przepowiadały przyszłość przy pomocy dzieci w wieku trzech i pięciu lat, które, jak twierdziły, zostały opętane przez ducha wyroczni. Co ciekawe, wróżbiarstwo cieszy się w kraju powszechnej szczęśliwości sporą popularnością. Chociaż Komitet Centralny Partii Pracy Korei uważa jasnowidzów za „element antysocjalistyczny”, to jednak nawet sama komunistyczna wierchuszka też korzysta z ich usług.
Przywódca KRL-D obwinia dyplomatów o fiasko rozmów z prezydentem USA (fot. SERGEI ILNITSKY / POOL)

Jak doprowadzić kraj do ruiny. Socjalizm w wykonaniu Maduro

Mogło być eldorado, jest kryzys humanitarny, głód, wysokie bezrobocie, szalejąca hiperinflacja sięgająca milion procent i trwające kolejny rok...

zobacz więcej

– KC nalega na eliminację antysocjalistycznych zachowań i podtrzymanie porządku społecznego, ale trudno znaleźć obywateli, którzy by przestrzegali tych nakazów. Ludzie boją się, że umrą z głodu, jeśli będą żyć zgodnie z prawem, dlatego nie ma przesady w tym, że nielegalne działania stały się powszechne – relacjonuje informator Radia Wolna Azja.

Złota dewiza dziadka

Rozstrzelanie wróżek miało przypomnieć obywatelom, że z aparatem bezpieczeństwa nie ma co zadzierać, może on bowiem wejść nawet do sfery tak osobistej, jak ludzkie marzenia, wiara. Bardzo jasno wyraził to zresztą oświecony dziadek Kim Dzong Una, Wieczny Prezydent Kim Ir Sen. – Ludzie religijni powinni umrzeć. To ich wyleczy z ich nawyku – wyjaśnił specjalista w dziedzinie leczenia takich ludzi.

Każdy obywatel wie, że jest cały czas pod czujną obserwacją partyjnego szpicla, jest to wręcz zinstytucjonalizowana funkcja. W każdym bloku działa inminbanjang, czyli przedstawiciel partii zobowiązany do składania raportów władzom. Musi się wykazać, żeby nie okazało się, że sam zatracił „rewolucyjną czujność”. Dobry inminbanjang wie nawet, ile pałeczek do ryżu znajduje się w każdym mieszkaniu. Ucieczki przed tą permanentną inwigilacją nie ma. Niepokorni i ich rodziny trafiają do obozów koncentracyjnych, a potomkowie na kilka pokoleń do przodu są naznaczeni piętnem zdrajcy komunizmu.

Publiczna egzekucja wróżek ma podtrzymać terror powszechny, ale Kim Dzong Un nie wzbrania się przed innymi formami zabójstw jako narzędzia budowy komunistycznego raju. Są nim morderstwa polityczne. W nich wyspecjalizował się „Drogi Szanowny Przywódca” i biorąc pod uwagę stosowane okrucieństwo, znajduje w nich jakąś chorobliwą satysfakcję. Tak trzeba to nazwać, gdyż okrucieństwo wykracza daleko poza ewentualną konieczność polityczną, czyli zastraszenie bonzów, kacyków, ich i koterii.

Prorok reglamentuje internet. Alternatywna rzeczywistość Turkmenistanu

Prorok, piosenkarz, sportowiec, chirurg, ekspert od wojskowości, hodowli koni, leśnictwa, uprawy herbaty – gdyby Leonardo da Vinci żył w naszych...

zobacz więcej

Wiadomo, że po fiasku lutowego szczytu z udziałem Kim Dzong Una i Donalda Trumpa w stolicy Wietnamu Hanoi zostały przeprowadzone egzekucje na kilku urzędnikach MSZ. Mieli być oni rozstrzelani przez pluton egzekucyjny na lotnisku Mirim na przedmieściach Pjongjangu. Pojawiały się informacje, że taki los miał spotkać Kim Jong Czola, przewodniczącego Departamentu Zjednoczonego Frontu, północnokoreańskiej agencji rządowej odpowiedzialnej za kontakty z Koreą Południową i USA.

Teraz okazało się jednak, że Kim Jong Czol żyje. Wygrał los na loterii. Jak donoszą media, po fiasku szczytu jego rola polityczna miała ograniczać się do pisania „oświadczeń, w których poddaje się samokrytyce” i zostania zesłanym do obozu pracy. Najwyraźniej przekonały one przywódcę KRL-D, bo Kim Jong Czol był widziany (albo ktoś bardzo podobny, gwarancji nie ma) wśród dygnitarzy na propagandowym przedstawieniu sportowo-artystycznym „Ziemia Ludu”, odbywającym się w Pjongjangu.

Winni fiaska

Światowe media donosiły też, że po fiasku lutowego szczytu zginąć miał Kim Hyok Czol, inny dyplomata, ale także on, choć skończony, najpewniej jeszcze nie został zabity. CNN twierdzi, że przebywa w areszcie. Podobnie jak Kim Song Hye, która wraz z Kim Jong Czolem prowadziła negocjacje z Trumpem oraz Shin Hye Yong, tłumaczka przywódcy. „Chosun Ilbo” podaje, że Shin „podważyła autorytet Kim Dzong Una w wyniku błędu w tłumaczeniu”.

Wszystkim wciąż grozi zesłanie do obozu pracy i „reedukacja” albo egzekucja. Można wyciągnąć takie wnioski na podstawie informacji zawartych w samych północnokoreańskich mediach. Agencja Reutera zwróciła uwagę, że dziennik „Rodong Sinmun” napisał o osobach „o nastawieniu antypartyjnym i antyrewolucyjnym, których nie ominął surowy osąd rewolucji” i przypomina, że ten zwrot po raz pierwszy pojawił się w 2013 r., gdy Szczęście Ludzkości przymierzało się do zabicia swojego wujka Jang Song Taeka.

Właśnie śmierć Jang Song Taeka wydaje się być przełomem w zbrodniczej aktywności Kim Dzong Una. W tym przypadku zdecydowała walka o władzę, umacnianie jej, budowanie strachu. Rzecz zwyczajna na każdym dworze, chociaż poziom brutalności kojarzy się raczej z jakąś chorą patologią niż zwykłą polityczną koniecznością.

Kult rodziny Kima to oficjalna religia Korei Północnej (fot. PAP/Newscom)

Rodman: Kim Dzong Un może i jest szaleńcem, ale to bardziej dzieciak

Nie jest tajemnicą, że jest najbardziej ekscentrycznych koszykarzy w historii NBA Dennis Rodman przyjaźni się z przywódcą Korei Północnej Kim Dzong...

zobacz więcej

Jang wżenił się do dyktatorskiego rodu. Poślubił Kim Kyong Hui, młodszą siostrę „Umiłowanego Przywódcy” Kim Dzong Ila, ojca naszego bohatera, co otworzyło mu drogę go kariery. Zajmował najważniejsze stanowiska, jakie tylko mogły przypaść komuś innemu niż głowa państwa. Był więc wiceprzewodniczącym Partii Pracy Korei i Wiceprzewodniczącym Komisji Obrony Narodowej KRL-D. To drugie stanowisko jest znacznie ważniejsze niż współkierowanie partią, Komisja skupia bowiem władzę nad armią, a ta jest jądrem aparatu państwowego.

Gdy w 2011 r. zmarł Kim Dzong Il, eksperci oceniali, że właśnie Jang będzie kierował Koreą Północną, zaś „Wielki Następca” – jak ochrzczono Kim Dzong Una – będzie nominalnym przywódcą. Uśmiechnie się, odwiedzi farmę pietruszki, uświetni swoją obecnością akademię na cześć Koreańskiej Armii Ludowej. Kim miał inny plan, ale po śmierci ojca musiał czekać i zbierać siły. „Cesarz” Kapuścińskiego: „Bez tej umiejętności czekania, cierpliwej, a nawet pokornej zgody na to, że szansa może pojawić się dopiero po latach, nie ma polityka”.

Potrzebny pretekst

Gdy Kim poczuł, że ma dość sił, by zniszczyć wuja, uderzył. Potrzebny był tylko pretekst. Był nim dekret Prezydium Najwyższego Zgromadzenia Ludowego KRL-D o amnestii skazańców „dla uczczenia setnej rocznicy urodzin Kim Ir Sena i 70. urodzin Kim Dzong Ila”. Jakże to amnestionować skazańców? Nie po to się ich skazuje, żeby mieli na wolności zatruwać umysły obywateli wywrotowymi myślami.

Jang został zdymisjonowany, a potem, zgodnie z prawidłami stalinowskiej Wielkiej Czystki, oskarżony. Zarzucono mu korupcję, niewłaściwe zarządzanie finansami państwa oraz „zachowania demoralizujące” (ponure biorąc pod uwagę, że Kim Ir Sen był gwałcicielem). Dajcie mi człowieka, a paragraf się znajdzie. Proces przeprowadził trybunał wojskowy i skazał wuja na śmierć. Wiadomo, że wyrok został wykonany bez zbędnej zwłoki, przypuszczalnie Jang został rozszarpany przez psy. Dziadowski dekret oczywiście odwołano.

Ostatnie podrygi socjalizmu? Boliwia na rozdrożu

Farmer koki, piłkarz, trębacz, murarz, trzykrotny prezydent Boliwii – kariera zawodowa Evo Moralesa należy do najdziwniejszych, ale i...

zobacz więcej

Nie wiadomo, ile osób poniosło śmierć w wyniku czystki po śmierci potężnego wujka, „zdrajcy po wszystkie czasy”. Mówi się nawet o tysiącu – najbliższej rodzinie, pociotkach, współpracownikach, rodzinach współpracowników, pociotkach współpracowników, rodzinach pociotków współpracowników. Należy przypuszczać, że egzekucje wykonano wówczas też na pewnej grupie osób, które czekały na zgładzenie, ich pociotkach, współpracownikach...

Także ten mechanizm dokładnie objaśnił Kapuściński. Za „Szachinszachem”: „To ciągłe manifestowanie siły jest koniecznością, gdyż podporą wszelkiej dyktatury są najniższe instynkty, jakie wyzwala ona u podwładnych – lęk, agresja wobec bliźniego. Lokajstwo. Instynkty te najskuteczniej rozbudza strach, a źródłem strachu jest lęk przed siłą”.

Lęk ten trzeba co jakiś czas karmić, żeby poddani nawet na moment nie zapomnieli, że „Drogi Szanowny Przywódca” może ich w każdej chwili pozbawić nie tylko pozycji, ale i życia. Kto chce żyć, musi być czujny jak ważka, bo śmierć czai się na każdym kroku. Szef Sztabu Generalnego Koreańskiej Armii Ludowej i Minister Sił Zbrojnych KRL-D gen. Hyon Jong-Czol został rozstrzelany, bo śmiał uciąć sobie drzemkę podczas święta wojskowego z udziałem Kim Dzong Una.

„Ognia!”

Zbrodnię niefortunnej drzemki popełnił także Ri Jong-Dzin, urzędnik z Ministerstwa Edukacji, który został zabity z rozkazu Kima. Razem z nim śmierć poniósł upadły minister rolnictwa Hwang Min. Ten z kolei miał przesadzić z reformatorstwem, co przywódca odebrał jako bezpośrednie zagrożenie. Egzekucję na nich wykonano na terenie Akademii Wojskowej w Pjongjangu przy użyciu działa przeciwlotniczego.

Kim Dzong Un ma władzę absolutną w Korei Północnej (fot. arch.PAP/EPA/KCNA)

Po trupach do obalenia apartheidu. Zmarła żona Mandeli

„Ikona walki z apartheidem”, „matka narodu”. Takimi określeniami opisywano Winnie Madikizela-Mandelę, byłą żonę Nelsona Mandeli, pierwszego...

zobacz więcej

Wobec tego aktu barbarzyństwa wręcz błahostką wydaje się być zabicie Kim Dzong Nama, brata Kim Dzong Una. Najstarszy syn Kim Dzong Ila znał złotą zasadę, która mówi, że z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciu. Od lat przebywał na wygnaniu po tym, jak zatrzymano go na lotnisku w Tokio z fałszywym paszportem dominikańskim (tłumaczył, że chciał do Disneylandu).

Bon vivant prowadził hulaszczy tryb życia – bary, prostytutki. Mieszkał w Makau i najpewniej korzystał z dyskretnej ochrony chińskiego wywiadu. Wcześniej co najmniej czterokrotnie był celem zamachu. Ponieważ los w Korei Północnej najczęściej jest rychliwy i niesprawiedliwy, Kim dopiął swego w lutym 2017 r. Na lotnisku w Kuala Lumpur dwie kobiety prysnęły jego kochanemu bratu w twarz trucizną VX. Najpewniej zostały wrobione przez północnokoreański wywiad, którego figlarni oficerowie poprosili je, by wycięły numer ich koledze. Ot, taki żart. Boki będzie można zrywać, zobaczycie.

Śmierć Kim Dzong Nama bardziej niż do podręcznika dla studentów psychiatrii nadaje się do powieści szpiegowskiej. Zginąć musiał, w książce „Mój ojciec, Kim Dzong Il, i ja” opowiadał się za ewolucyjną demokratyzacją Korei Północnej. Wprawdzie zapewniał, że nie ma żadnych ambicji politycznych, ale to wystarczyło. Jakby siedział cicho, to może uratowałby skórę, choć i to wątpliwe. W diabelskim reżimie Kim Dzong Una mniej potrzeba, by trafić do obozu reedukacyjnego albo pod mur. Wystarczy jeden błąd, cień podejrzenia o nielojalność.

„Cesarz”. „Przed podejrzeniem nie ma ratunku! Każde zachowanie, każde działanie tylko pogłębia podejrzenie, pogrąża nas coraz bardziej. Zaczniemy tłumaczyć się, ale gdzie tam! od razu usłyszymy pytanie – a dlaczego, synu, tak pilnie tłumaczysz się? Znać, że coś masz na sumieniu, co chciałbyś ukryć, dlatego tak się usprawiedliwiasz. Albo postanowimy wykazać się czynną postawą i dobrą wolą, a zaraz usłyszymy uwagę – dlaczego on tak stara się wykazać? Znać, że chce ukryć swoje podłości, niecności, że myśli, jak się przyczaić. I znowu źle, a nawet – coraz gorzej”. To prosta droga przed lufy karabinów plutonu egzekucyjnego.

źródło:
Zobacz więcej