Doleśniak-Harczuk: Źródła antysemityzmu w Niemczech nie biją wyłącznie w środowiskach skrajnej prawicy

Czy Niemcy chcą odwrócić uwagę od antysemityzmu muzułmanów? (fot. REUTERS/Fabrizio Bensch)

– Statystyki wskazujące na wysoki odsetek przestępstw na tle antysemickim popełnianych przez samych Niemców, przynależących do organizacji neonazistowskich, wyglądają na próbę odwrócenia uwagi od antysemityzmu ludności muzułmańskiej. Z naciskiem na imigrantów, którzy przybyli do Europy Zachodniej z falą uchodźczą zapoczątkowaną latem 2015 roku – przekonuje w rozmowie z portalem tvp.info Olga Doleśniak-Harczuk, ekspert Instytutu Staszica.

Merkel: Niemcy nie poradziły sobie z antysemityzmem w wystarczający sposób

Kanclerz Niemiec Angela Merkel potępiła rosnący antysemityzm w RFN i przyznała, że „zawsze była wśród Niemców pewna liczba antysemitów”. Był to...

zobacz więcej

Petar Petrović: Kanclerz Niemiec Angela Merkel w niedawnym wywiadzie dla telewizji CNN przyznała, że jej kraj nie jest w stanie poradzić sobie ze wzrostem antysemityzmu. W 2018 r. w Niemczech nastąpił wyraźny wzrost przestępstw o podłożu antysemickim. Z czego to wynika?

Olga Doleśniak-Harczuk: Wbrew pozorom odpowiedź na to pytanie jest skomplikowana. Statystyki policyjne za rok 2018 w stosunku do roku 2017 wskazują na wzrost tzw. czynów o podłożu antysemickim o blisko 20 procent. Według policji federalnej w ubiegłym roku doszło do 1799 tego typu czynów. Te statystyki sugerują, że w większości przypadków sprawcami są osoby związane ze skrajnie prawicowymi środowiskami, pod które w Niemczech podpadają m.in. neonaziści.

Ta sugestia została skrytykowana i podważona przez niektóre konserwatywne media w Niemczech, ale i przez środowiska żydowskie. Istnieje bowiem podejrzenie, że wzrostu przestępstw na tle antysemickim nie da się wyłącznie wytłumaczyć aktywnością organizacji neonazistowskich, zwłaszcza, że na przykład w Berlinie już wykazano, że policja zakwalifikowała 120 z 324 popełnionych w 2018 roku przestępstw tego typu jako „motywowane skrajnie-prawicowo” bez posiadania stosownych dowodów.

Brzmi to jak manipulacja na dużą skalę…

O tym, że popełniono błąd przy pochopnym kwalifikowaniu czynów antysemickich, media dowiedziały się z treści odpowiedzi udzielonej przez senat Berlina na zapytanie polityka liberałów (FDP), Marcela Luthe. Okazało się, że policja berlińska w 70 proc. przypadków nie była nawet w stanie wykryć podejrzanych, w przypadku 60 proc. przestępstw nie stwierdzono motywów skrajnie prawicowych, a w 20 proc. przestępstw sprawcami okazali się obcokrajowcy.

Tylko w przypadku tych 20 procent też jest ciekawa sprawa, ponieważ pod kategorię „obcokrajowiec” nie podpadają osoby posiadające podwójne obywatelstwo, wywodzące się z rodzin imigranckich itd.

Niemcy: Pełnomocnik rządu ds. antysemityzmu odradza noszenie jarmułek

Pełnomocnik niemieckiego rządu ds. antysemityzmu Felix Klein przestrzegł Żydów przed noszeniem tradycyjnego nakrycia głowy – jarmułki. Rosnące...

zobacz więcej

Czyli znów, jak w przypadku choćby pamiętnego sylwestra w Kolonii, podczas którego doszło do fali gwałtów i innych przestępstw seksualnych, co było skrzętnie ukrywane przez policję, mamy do czynienia z uleganiem politycznej poprawności?

Zdaniem niektórych środowisk w Niemczech, statystyki wskazujące wbrew faktom na wysoki odsetek przestępstw na tle antysemickim popełnianych przez samych Niemców, przynależących na przykład do organizacji neonazistowskich, są próbą odwrócenia uwagi od antysemityzmu ludności muzułmańskiej zamieszkującej Niemcy. Z naciskiem na imigrantów, którzy przybyli do Europy Zachodniej z falą uchodźczą zapoczątkowaną latem 2015 roku. Osoby te często przenoszą nienawiść do Żydów i Izraela z własnych państw do Niemiec. Patrząc w ten sposób na fenomen wzrostu przestępstw o podłożu antysemickim, można doszukać się w tym pewnej prawidłowości. To nie jest bowiem tak, że Niemcy nagle stały się bardziej antysemickie.

Owszem, antysemityzm w Niemczech jest pewnym problemem, ale z pewnością jego źródło nie bije wyłącznie w środowiskach skrajnej prawicy. Jest on typowym zjawiskiem w kręgach skrajnej lewicy, pośród akademików, wykładowców, na uczelniach. Łączy się to z niechęcią do państwa Izrael i propalestyńskimi sympatiami wielu wykładowców i studentów. Jeżeli do tego dorzucimy niechęć do Izraela zaimportowaną z falą imigracji roku 2015, obraz będzie pełniejszy, ale niekompatybilny z ostatnimi statystykami pod względem rozpoznawania źródła antysemityzmu.

Jakie są źródła niemieckiego antysemityzmu? Jakie podejście do Żydów mają „przeciętni” Niemcy?

Wybitny znawca Niemiec, historyk Gordon A. Craig, pisał kiedyś o podobieństwach między Żydami i Niemcami, o pewnych cechach wspólnych, które teoretycznie mogły Niemców i Żydów do siebie zbliżać, ale w praktyce okazały się barierami. To dość publicystyczne podejście, ze znamionami psychologizowania, ale na pewno warte przemyślenia. Sam niemiecki antysemityzm nie jest niczym nowym. W średniowieczu Żydom dla odróżnienia od reszty społeczeństwa często na zachodzie i południu Europy kazano nosić charakterystyczne stroje. W Bambergu były to na przykład rogate czapki.

Martin Luter też nie miał, łagodnie mówiąc, o Żydach dobrego zdania

Ojciec Reformacji, w swoim traktacie „O Żydach i ich kłamstwach” z 1543 roku, winił Żydów za wszelkie nieszczęścia chrześcijan. Postulował m.in. spalenie synagog i szkół żydowskich. Początkowa sympatia Lutra względem ludności żydowskiej, dyktowana myślą, że uda ich się przekonać do przejścia na protestantyzm zamieniła się we wrogość, kiedy okazało się, że ludność żydowska nie jest zainteresowana tą ofertą. Dziś mówi się w kontekście jego traktatu o „ciemnej stronie Lutra”. W przypadku Niemców nie można mówić jednak wyłącznie o antysemityzmie. Na dworach książęcych niemieckich byli tzw. „Hofjuden”, czyli dworscy Żydzi, nieodzowni dla administrowania finansami dworskimi. Ludzie ci posiadali międzynarodowe kontakty i byli w stanie umożliwić dostęp do kredytów, na dworach cieszyli się więc sympatią panujących.

W Niemczech rośnie liczba przestępstw motywowanych antysemityzmem

W Niemczech rośnie liczba przestępstw motywowanych antysemityzmem, zwiększa się też liczba czynów karalnych spowodowanych ksenofobią. Szef MSW...

zobacz więcej

Znany jest przypadek z Brandenburgii-Prus z 1670 roku, gdy Fryderyk Wilhelm I przyjął 4 tys. Żydów wydalonych z Austrii i jeszcze nadał im przywileje. Ta decyzja miała przynieść Prusom nie mniejsze korzyści dla wzrostu gospodarczego niż ta o przyjęciu francuskich Hugenotów. Im bliżej przełomu wieku XVIII/XIX, tym bardziej Żydzi zaczęli jednak społeczeństwu niemieckiemu wadzić, zaczęto w ich dostrzegać element kosmopolityczny, oskarżać o brak patriotyzmu. Ten trend stał się wiodącym również w warstwach najbardziej wyedukowanych> Można powiedzieć, że niechęć do Żydów dotarła do samego serca elit.

W 1815 roku, żydowski publicysta, Saul Asher pisał już o „Germanomanii”. Ponad sto lat później, w 1922 roku Kurt Tucholsky w artykule o antysemityzmie nakreślił satyryczną scenkę, w której generał Erich Ludendorff, pukając do nieba bram musi odpowiedzieć na pytanie, jak usprawiedliwi śmierć 2 milionów ludzi w I wojnie światowej, a on odpowiada: „ To byli Żydzi!”. Tucholsky w ten sposób poruszył temat oskarżania Żydów o wszystko, coś, co uznawał wtedy za charakterystyczne dla swoich rodaków.

Później już było tylko gorzej…

To tylko taki wstęp. Nie widzę potrzeby, by opisywać stosunek Niemców i III Rzeszy do ludności żydowskiej podczas II wojny światowej, ta historia jest dobrze znana i naznaczona zbrodnią na przerażającą skalę. Po wojnie w Niemczech najpierw nastąpił etap otrzepywania ubrań po klęsce i odbudowa państwa – jednego na wschodzie, drugiego na zachodzie, podzielonych żelazną kurtyną, zajętych własnymi sprawami.

Proces przyznawania się do winy za zbrodnie II wojny światowej przebiegał po obu stronach nieco inaczej, ale z pewnością po zachodniej stronie długo zwlekano z rozliczeniem winnych. Często do niego nie dochodziło, co miało też źródła w fasadowej denazyfikacji, natomiast już za Adenauera nawiązano stosunki z państwem Izrael i dążono do pewnej normalizacji w relacjach niemiecko-żydowskich.

Czy to się udawało?

Z pewnymi potknięciami, ale jednak. Dzisiejsze Niemcy mają problem z antysemityzmem ponieważ: po pierwsze – kolejne pokolenia mają już dość przepraszania za Holokaust, po drugie – nie czują się już zobligowani do ponoszenia moralnej odpowiedzialności za swoich pradziadków i dziadków, po trzecie – środowiska lewicowe, które dokonały słynnego marszu przez instytucje na przełomie lat 60/70 XX w. zawsze były nastawione propalestyńsko. To zrodziło tzw. wtórny antysemityzm oparty o niechęć do Izraela.

I czwarty aspekt – wzrost liczby ludności muzułmańskiej, która, myśląc o drugim czy trzecim pokoleniu w Niemczech, wrogość do Żydów odziedziczyła po rodzicach lub, mówiąc o najnowszej fali imigracyjnej, niechęć do Żydów łączy z nienawiścią do Izraela. To jest antysemityzm zaimportowany. I stanowi dziś największe wyzwanie dla państwa niemieckiego. Ponieważ, aby móc wytoczyć walkę, najpierw trzeba zdiagnozować przeciwnika, a rząd Niemiec nie jest zainteresowany, by strzelać sobie samobójcze bramki, przyznając się do błędów polityki imigracyjnej kanclerz Angeli Merkel.

Sondaż w UE: Antysemityzm najczęstszy w Niemczech

Agencja Praw Podstawowych UE (FAR) przeprowadziła badanie w 12 krajach Wspólnoty, z którego wynika, że zjawisko antysemityzmu wyraźnie narasta....

zobacz więcej

Wg sondażu Agencji Praw Podstawowych UE (FAR), opublikowanego w grudniu 2018 r., 41 proc. Żydów ankietowanych w Niemczech wśród sprawców ataków wskazuje muzułmanów. Na drugim miejscu są radykałowie prawicowi (20 proc.), a na trzecim – skrajna lewica (16 proc.). Czy niemieccy Żydzi obawiają się właśnie najbardziej muzułmanów?

Na to wygląda. Proszę zwrócić uwagę na fakt, że w przeciwieństwie do przedstawicieli tzw. skrajnej prawicy, skrajna lewica ma swoje stałe miejsce na niemieckich uniwersytetach, w instytucjach i przez to posiada możliwość wpływania na młodzież, instrumenty pozwalające kształtowanie postaw.

Jeżeli na uniwersytecie organizuje się bez przeszkód ze strony władz uczelni spotkania o wydźwięku ewidentnie propalestyńskim, propagujące na przykład działalność ruchu międzynarodowego bojkotu państwa Izrael (Boycott – Disinvestment – Sanctions) walczącego o zakończenie izraelskiej okupacji Zachodniego Brzegu i uznania pełni praw obywatelskich Palestyńczyków, to trudno się dziwić zaniepokojeniu środowisk żydowskich. Owszem, Bundestag ostatnio interweniował w sprawie BDS, ale pewnego trendu nie da się tak łatwo powstrzymać.

W mediach rzadko słychać jednak o antysemityzmie skrajnej lewicy

Każda antyżydowska akcja neonazistów jest szeroko komentowana i potępiana. Skrajna lewica może liczyć natomiast na wyrozumiałość. To jest pewna różnica w recepcji antysemityzmu w zależności od jego źródła i Żydzi w Niemczech najwidoczniej mają dość tych podwójnych standardów i traktowania pewnych środowisk ulgowo tylko dlatego, że są bardziej postępowe, akademickie, salonowe itd. Co zaś się tyczy jeszcze statystyk, o których wspominaliśmy na początku, same środowiska żydowskie podważają ich zasadność. Właśnie z uwagi akcentowania wątku neonazistowskiego przy jednoczesnym umniejszaniu muzułmańskiego.

Temat tych kontrowersyjnych statystyk podjął kilka dni temu „New York Times”. W artykule na łamach gazety padły przykłady dyskryminacji uczniów żydowskiego pochodzenia przez ich muzułmańskich kolegów w szkole. Od dawna w niemieckich podstawówkach i gimnazjach słowo „Żyd” uchodzi za wyzwisko. Dzieci muzułmańskie, ale i niemieckie uznają je za obraźliwe. To czymś świadczy.

Ciekawy głos w debacie o antysemityzmie w Niemczech zabrał ostatnio pisarz Arye Shalicar pochodzący z rodziny żydowsko-irańskiej. Shalicar uczęszczał do szkoły w berlińskiej dzielnicy Wedding. Tam mieszka wielu muzułmanów. Pisarz wspomina czasy szkolne z niechęcią. Był szykanowany przez kolegów z klasy, właśnie z uwagi na swoje pochodzenie. W książce p.t. „Nowo-niemiecki Antysemita”, Shalicar rozlicza się ze statystykami policyjnymi, zarzuca im nierzetelność i brak dostatecznego uwzględnienia sprawców muzułmańskich. To jest w Niemczech realny problem, tyle że przemilczany.

W Berlinie trwają protesty przeciw decyzji Trumpa. Protestujący spalili flagę z gwiazdą Dawida

Ponad tysiąc osób uczestniczyło w niedzielę w marszu protestacyjnym w Berlinie przeciwko decyzji prezydenta USA Donalda Trumpa o uznaniu Jerozolimy...

zobacz więcej

Niedawno niemiecki Bundestag uchwalił rezolucję potępiającą międzynarodowy ruch BDS (Boycott, Divestment and Sanctions - bojkot, pozbawienie inwestycji, sankcje). Jaki wpływ na niemiecki antysemityzm ma antysyjonizm?

Bardzo duży. To jest właśnie ten trop skrajnie-lewicowy, który posiłkując się antysyjonizmem wypracowywał latami wtórny antysemityzm. Rezolucja przygotowana w Bundestagu przez SPD, CDU, FDP i Zielonych zakłada przede wszystkim zakaz finansowego wspierania BDS z pieniędzy publicznych. Tekst rezolucji nie został poparty przez wszystkie frakcje. Alternatywa dla Niemiec (AfD) w większości wstrzymała się od głosu, ale tylko dlatego, że postulowała całkowity zakaz BDS w Niemczech i rezolucja wydała się członkom tej partii zbyt ulgowym rozwiązaniem.

Przeciwko rezolucji głosowali postkomuniści z Die Linke, również część klubu parlamentarnego Zielonych nie była przekonana o słuszności tego posunięcia. Autorom zarzucano, że zbyt pochopnie zrównano działania BDS z antysemityzmem. To było ciekawe głosowanie, zwłaszcza obserwując reakcję AfD oskarżaną często o resentymenty nazistowskie i antysemityzm.

Niedawno pełnomocnik rządu ds. walki z antysemityzmem Felix Klein mówił, że sytuacja w Niemczech w kwestii antysemityzmu jest na tyle zła, że zmienił zdanie i poradził Żydom nienoszenie jarmułek w miejscach publicznych. Po kilku dniach zorganizował zaś ogólnoniemiecką akcję powszechnego noszenia jarmułek. Jak Pani to ocenia, jak to jest odbierane przez Niemców?

Rozczaruję Pana może, ale zwykli Niemcy niespecjalnie interesują się wypowiedziami pana Kleina. Jeszcze 10-15 lat temu w rozmowach ze studentami na przykład padały tematy związane z Żydami, ale zazwyczaj w kontekście II wojny światowej. Moi koledzy ze studiów mieli w sobie jeszcze tę potrzebę, by jakoś się usprawiedliwiać, poruszać temat odpowiedzialności za zbrodnie niemieckie.

Młodzi Niemcy, zwłaszcza ci podejmujący studia wyższe często odkrywając czarne plamy niemieckiej historii, czują potrzebę, by się tym interesować, wchodzą w temat. W tak zwanym „środku społeczeństwa” jest inaczej. Ludzie żyją swoimi sprawami, zastanawiają się, jaką będą mieć emeryturę, czy kupić nową kanapę czy może lepiej oszczędzić na skromne wakacje. Rzadko wypowiadają się w rozmowach, nawet prywatnych na tematy związane z Żydami, obserwuję pewien przesyt tematem i to ma związek z tym, że te kolejne pokolenia powojenne, zwłaszcza ludzie w średnim wieku i starsi, nie chcą już przepraszać za zbrodnie III Rzeszy. Ostatnie, pewnego rodzaju ożywienie w debacie przyniósł teledysk zespołu Rammstein do utworu „Deutschland”. To było ciekawe zjawisko na styku show-biznesu, percepcji historii i polityki, ponieważ na początku teledysk wzbudził protest i Niemców i środowisk żydowskich. Zupełnie niesłusznie zresztą.

Komisja Europejska potępia ataki i demonstracje antysemickie

W Europie nie ma miejsca dla antysemityzmu, powinniśmy wspólnie zwalczać tę ideologię nienawiści - oświadczyła w poniedziałek KE. Wiceszef KE Frans...

zobacz więcej

Temat zaś z noszeniem lub nienoszeniem jarmułek w miejscach publicznych to sprawa dla polityków i mediów, ale przeciętny Niemiec nim nie żyje. Więcej emocji wzbudza afera taśmowa w Austrii. Programy plotkarskie i rozrywkowe ogrywają ten skandal satyrą. Jarmułek satyrą ograć się nie da, temat nie nadaje się do żartów, a Niemcy wbrew krążącej opinii lubią się pośmiać. A najbardziej ze skorumpowanych polityków udających macho przed rzekomymi rosyjskimi celebrytkami.

Wzrost postaw antysemickich obserwowany jest nie tylko w Niemczech, ale także w Austrii czy we Francji. Dlaczego to Polska – chociaż nie występuje to zjawisko u nas nawet w przybliżonej skali – postrzegana jest często na Zachodzie jako kraj antysemicki?

To pytanie do samych Żydów i do mediów zachodnich, które mają czasem tendencje do kreowania takiego wizerunku Polski, jaki pasuje im do ich własnej wizji. Mam znajomych z Izraela. Nigdy od nich nie usłyszałam o „polskim antysemityzmie”, a często rozmawiamy i część tych ludzi albo bywa w Polsce często, albo postanowiło tu zamieszkać. Zwiedzają Polskę, nie tylko miejsca związane z żydowską historią, ale te drogie Polakom. Chwalą sobie klimat, to, że Polacy są sympatyczni i kontaktowi, że w Polsce żyje się spokojnie, nie ma poczucia zagrożenia. Poza polityką, która rządzi się swoimi prawami i często doraźnym interesem, dużo zależy od zwykłych kontaktów miedzy ludźmi. Na tym się buduje dobre lub złe relacje. Natomiast wszelkie próby przypisywania Polakom odpowiedzialności za zbrodnie niemieckie popełniane na ludności żydowskiej podczas II wojny światowej należy piętnować. Niezależnie od tego, kto jest autorem tych oskarżeń. To zadanie dla specjalistów od polityki historycznej, historyków, dziennikarzy, ale i każdego z nas.

Autor wywiadu jest dziennikarzem Polskiego Radia.

źródło:
Zobacz więcej